Uniosła lekko powieki, niepewna czy chce już zakończyć spoczynek. To co zobaczyła spowodowało, że otworzyła szeroko oczy i uskoczyła nerwowo. Obok niej, na brzuchu leżał Vinctus, rozkosznie zagrzebany w pościel. Twarz miał spłaszczoną przez poduszkę, połowicznie zakrytą włosami. Brwi miał zmarszczone, jakby nawet przez sen coś go martwiło. Wargi rozchylone. Oddech nierówny. Czarne pasma biegły po jego ramionach, szyi, policzku i plecach. Urocze. Przysunęła się z powrotem, w myślach kpiąc ze swojej pierwotnej reakcji. Jedną dłoń miał pod głową, druga leżała przy ustach. Luźna koszula delikatnie opinała jego mięśnie. Miała ochotę uchylić kołdrę i zaobserwować więcej, ale powstrzymała się, nie chcąc go obudzić. Poruszył się niespokojnie. Podświadomie wstrzymała dech. Czarne oczy wwierciły się w jej duszę. Patrzyli na siebie, oboje zaskoczeni. Panowała napięta cisza. Wysunął palce w stronę jej kasztanowych kudłów. Okręcił jeden. Zarumieniła się, wyobrażając sobie jak źle musi wyglądać w tym momencie.
- Co ja tu robię, May?- zapytał niskim, chrapliwym tonem, tak bardzo nienaturalnym wobec wszechobecnej głuchoty. Pokręciła głową na znak niewiedzy. I nagle wróciło wspomnienie wczoraj, kiedy przyszedł przeprosić, a ona poprosiła, by został.- Nie powinienem z tobą spać.- mruknął, zły na siebie.
- Czemu?- pisnęła, rozbudzając swój głos do życia.
- Takie mam zasady, mała.- podniósł się łokciach.- Zamierzasz już wstać?- przechylił brodę w jej stronę.
- Mam wybór?- głośno przełknęła ślinę.
- Masz. Chociaż mogłabyś zrobić mi śniadanie.
- Dobrze, proszę pana.- jęknęła przeciągle i podniosła się z posłania. Spojrzała na siebie oceniająco.- Mogę zostać w tej sukience?
- Jeśli masz ochotę. Tym razem przynajmniej nacieszę oczy.- burknął, wpatrując się w nią. Spąsowiała i szybko się odwróciła.
- Idę zrobić śniadanie.- wymamrotała, wychodząc. Nikt, nigdy nie obrzucał jej komplementami, więc dziwnie było tak nagle słyszeć je co dzień. Wpadła do kuchni, zastając tam obcą blondynkę parzącą herbatę.- Dzień dobry.
- Poradzisz sobie sama?- zapytała, jakby istniał tylko jeden powód jej pojawienia się.
- Myślę, że tak.- zawahała się, pocierając nadgarstek.
- Nie ma sprawy.- druga machnęła lekceważąco rękoma, zabrała swoją tacę i wyszła. Odetchnęła głęboko, znalazła w szafce chleb, jajka oraz mleko.
- Co z tym zrobisz? Stoisz tak już kilka minut.- Vinctus zwrócił jej uwagę, uświadamiając o swojej obecności. Podskoczyła nerwowo.- Spokojnie.
- Zakradłeś się.- syknęła.
- To mój dom.- parsknął, zachodząc ją od tyłu.- Pomogę ci.
- Nie możesz. Ja pracuję dla ciebie, nie ty dla mnie.- zmarszczyła brwi, przysuwając sobie sól.
- Będę robił co mi się podoba.- wsunął jej dłonie w swoje i powoli zaczął pracę. Rozbił kilka jajek do miski, po czym dolał do tego trochę mleka. Przyprawił odpowiednio, sięgając po widelec do wymieszania. Przyparł tors do jej pleców, brodę wspierając na boku jej głowy.- Potem się ze mną wykąpiesz?
- To pytanie?- zdziwiła się. Poczuła, jak unosi kącik ust.
- Nie.- wymruczał wprost do jej ucha.- Ja usmażę jajecznicę, a ty pokroisz chleb, stoi?
- Nie ręczę za...
- Po prostu to zrób. W razie czego przybędę z odsieczą.- przerwał, odchodząc parę kroków do piecyka.
Po zjedzonym śniadaniu udali się wspólnie do łazienki. Biała sukienka opadła na ziemię, tuż przy jej kostkach. Przejrzała się w dużym lustrze, którego wcześniej nie zauważyła. Miała dość proporcjonalną figurę. Nieduże piersi, biodra odrobinę węższe od ramion. Nieszczególnie długie nogi z ładnie wyrzeźbionymi łydkami i trochę zbyt masywnymi udami. Wysunęła jedną z nich lekko naprzód. Przechyliła z zaciekawieniem głowę, oglądając ugięte kolano. Było pokryte ledwo widocznymi bliznami, pozostałymi po wielu upadkach. Nawet nie zauważyła, kiedy za jej plecami pojawił się czarnowłosy. Zdążył już wypełnić wannę i pozbyć się własnych ubrań. Ściągnął z niej bieliznę, po czym przerzucił przez ramię.
- Ostrożnie.- pisnęła, nie wiedząc za co się pochwycić.- Mogłeś zwyczajnie powiedzieć.
- Kobietę ciężko odciągnąć od lustra inaczej niż siłą.- parsknął, wchodząc razem z nią do gorącej wody. Po krótkim zastanowieniu osadził ją sobie na kolanach.
- Patrzyłam tylko na swoje mankamenty.- burknęła urażona, zakładając ręce na piersi. Sięgnął po gąbkę, by zmoczyć jej czuprynę.
- I co wypatrzyłaś?- zapytał, wyżymając materiał. Nie odpowiedziała, zamiast tego zamykając obronnie oczy. Ciepły strumień otulił jej czoło, policzki, brodę oraz nos. Rozluźniła się. Potarła nadgarstkiem jasny sznyt po wewnętrznej stronie ramienia. Kiedyś była z niego głęboka rana, ale udało się ją zaleczyć.
- Mogę cię o coś spytać?- wykrztusiła w końcu, kiedy nalał szamponu na swoje dłonie.
- To zależy o co.- odparł ze spokojem, wmasowując płyn w jej mokre włosy. Zastanowiła się, jak sformułować kwestię.- Więc?- pospieszył grzecznie.
- Hm.. Skąd u pana Maluma tyle oparzeń?- rzuciła, by zacisnąć usta i czekać na burzę. Ta jednak nie nadeszła. Wciąż nacierał jej głowę tymi samymi ruchami, nie dając oznak zdziwienia.
- Nie wiem czy powinnaś wiedzieć.- westchnął.
- To ma coś wspólnego również z tym, prawda?- odwróciła się do niego profilem, by dotknąć piętna na jego szyi. Skarcił ją wzrokiem, więc odjęła dłoń.
- Miałaś nie wchodzić na ten temat.- warknął, zmywając jednocześnie pianę z jej kudłów.- Ale zgoda.- dodał, kiedy już straciła nadzieję na dalszą rozmowę.- Opowiem ci, co się stało. Pozwolisz jednak, że najpierw skończymy kąpiel.
- Mhm.- skinęła, uśmiechając się wdzięcznie. Pchnął lekko jej ramię, prowokując obrót plecami do siebie. Zgarnął zwilgłe kosmyki, odsłaniając nagie łopatki, zaczerwienione od temperatury wody. Potarł je gąbką, doglądając jednocześnie jak reagują na dotyk. Wzdrygnęła się, po chwili jednak zastygając w bezruchu. Małymi kółkami domywał pot, uważając, by nie docisnąć materiału nazbyt mocno.- Vinctus?- jęknęła znużenie.
- Tak?
- Nie jestem z porcelany.- oznajmiła.- Ledwo muskając - nie zmyjesz za dużo.
- Nie pouczaj mnie.- margnął naburmuszony, od razu używając więcej siły. Porównała go w myślach do dziecka, które obraża się za wytknięcie najmniejszego błędu. Uznała jednak, że był bardziej drażliwy. Uśmiechnęła się do własnej wyobraźni, ciesząc się, że w obecnej pozycji nie mógł tego dostrzec. Przeciągnął ręką wzdłuż jej kręgosłupa, drogę powrotną pokonując zygzakiem. Następnie zajął się barkami, traktując je energicznie. Ona w tym czasie oglądała szafkę stojącą niedaleko. Zmontowana z jasnego drewna, wysoka na metr i dwadzieścia najwyżej. Małe przeszklone okienko na górze, ukazujące zawartość w postaci apteczki. Na szafce doniczka z paprocią.
- Nie powinieneś trzymać tu roślin.- zaprotestowała, marszcząc brwi. Próbowała przypomnieć sobie, co matka mówiła na temat warunków zasiewu.
- Wydaje mi się, że znam się na ogrodnictwie lepiej od ciebie. Stoi tutaj, bo lubi wilgoć. Światło jest w porządku, ten rodzaj nie potrzebuje go zbyt wiele. Nie wypowiadaj się, jeśli nie jesteś pewna swoich racji.- pouczył ją, kręcąc głową z dezaprobatą.- A teraz wstań i usiądź na mnie okrakiem.
- Będzie niezręcznie.- wystękała, wykonując polecenie.
- Bo to, że jesteś moją niewolnicą do seksu, a siedzę z tobą w jednej wannie i cię obmywam, wcale nie jest niezręczne.- parsknął. Posłała mu mordercze spojrzenie.- Przyznaj, że cię to bawi.
- Odrobinę.- zgodziła się. Drapnął gąbką po jej obojczykach, po czym zszedł na piersi.- Dziwnie się czuję, kiedy tak się gapisz.
- Mam myć na ślepo?- zadrwił, unosząc jej ramię. Potarł je od spodu, wpierw po prawej, później po lewej stronie. Chcąc skoncentrować wzrok na czymkolwiek oprócz niego, próbowała podziwiać kunszt kafelek, którymi wyłożona była łazienka. Nie szło jej to dobrze, bo szybko się znudziła.
- Opowiedz mi coś.- poprosiła.
- To ty jesteś od zabawiania mnie. Sama coś opowiedz.- prychnął w odpowiedzi, jedną dłonią mocno ściskając jej talię, a drugą szorując blady brzuch.
- O czym chciałbyś posłuchać?
- Jak znalazłaś się na rynku niewolników?
- Hm, to średni temat, ale spróbuję. Na początek - wiesz, że nie miałam udanego dorastania. Kiedy matce odbiło uznałam, że nie wytrzymam dłużej. Spędziłam cztery lata na próbach przywyknięcia - nie udało się. Postanowiłam uciec. Nie wzięłam ze sobą niczego, nie chciałam balastu. Kiedy wszyscy zasnęli wyszłam z domu i nigdy już nie wróciłam. Zdołałam dojść daleko, nawet bardzo daleko. Jednak na granicy kraju złapała mnie straż. Wiesz, takie eskapady są zakazane, poza tym dość podejrzane. Oskarżyli mnie o kradzież i próbę zbiegu z miejsca zbrodni. Nie pamiętam już, co ich zdaniem zabrałam. Zamknęli mnie. Wydali wyrok publicznego znieważenia poprzez chłostę. Wieźli mnie na miejsce wykonania kary, gdy przemytnicy dorwali furmankę. Porwali mnie i sprzedali w porcie Riverton. Początkowo zamierzali też zgwałcić, ale ktoś im powiedział, że jako dziewica jestem więcej warta. Handlarz wiedział co ze mną zrobić. Przetransportował mnie na rynek i oddał za garść monet. Tak oto się tam znalazłam. Na niczym się nie znam, więc sekcja niewolnic seksualnych przyjęła mnie z otwartymi ramionami.- skrzywiła się pokazowo.
- Odsuń się na koniec wanny i podaj mi nogę.- rzucił beznamiętnie. Po spełnionej komendzie, dodał:- Dlaczego tamten handlarz Cię nie wziął? Do najbrzydszych nie należysz.
- Był gejem.- wymamrotała.- Na tym samym targu - pieniędzmi, które dostał za mnie - wykupił sobie faceta. A przynajmniej mówił mi, że to zrobi.- wzdrygnęła się z obrzydzeniem, czym rozśmieszyła swojego towarzysza. Usłyszała przyjemny dla ucha, niski, gardłowy rechot.- To nie jest zabawne.
- Ależ owszem, jest.- skontrował, wciąż uśmiechając się pod nosem. Jednocześnie gąbką gładził jej stopy.
- Czy możemy już skończyć tą kąpiel? Mam wrażenie, że siedzimy tu ponad godzinę. Zaraz wyrosną mi skrzela.- stęknęła, ziewając przeciągle.
- A mnie kto umyje?
- Zdążyłeś się odmoczyć na tyle, że nie potrzebujesz szorowania.- wycedziła, kierując spojrzenie na sufit.
- To jest głównym powodem dla którego nazywam cię księżniczką.- odpalił słodko, irytując ją. Przechyliła się w jego stronę i wyrwała mu z dłoni materiał.
- Odwróć się plecami do mnie.- nakazała rzeczowo.
- Nie. Nie będziesz ich oglądać.- zmarkotniał, denerwując się. Widocznie nie podobała mu się jej nagła władczość. Postanowiła ustąpić.
- Chociaż odsuń się kawałek od ścianki wanny, żebym mogła wsunąć rękę.- powiedziała łagodniej, ponownie umiejscawiając się na jego udach. Tę prośbę wykonał, więc przylegała do niego całym ciałem. Ułożyła brodę na jego ramieniu i zaczęła spokojnie obmywać.
- Jesteś zbyt blisko.- chrząknął, odciągając ją za włosy.
- Ciągle masz jakieś problemy, a dziwisz się, że nie chcę tego robić.- przymknęła powieki, przywołując cierpliwość.
- Skończę sam. Idź, zrób herbaty i czekaj na mnie w salonie.- odebrał jej gąbkę, jawnie wyrzucając. Przewróciła oczyma, ale wyszła. Wytarła się pospiesznie, wciągając świeże ubranie. Na dole nikt się nie kręcił. Skoro miał tyle służących to czemu tak rzadko je spotykała? Odgoniła tę zagwozdkę. Posłusznie zagotowała wodę i wsypała do niej garść ziół. Ułożyła na tacy komplet dwóch filiżanek z dzbankiem, po czym luźno pomaszerowała do dziennego pokoju. Teraz wydawał jej się mniejszy niż na początku i jakby bardziej przytulny. Nawet obraz palenia czarownic był milszy dla jej oczu. Rozejrzała się, poszukując elementów, których wcześniej mogła nie dostrzec. Uchwyciła małą, czerwoną książeczkę stojącą na najwyższej półce. Przekrzywiła głowę, upatrując sposobu dostania się do niej. W końcu podsunęła niepewnie wyglądający, drewniany stołek i powoli na niego weszła. Wyciągnęła dłoń, zmuszając się do stania na palcach. Musnęła opuszką grzbiet woluminu, jednak w tej samej chwili zakołysała się, przewracając na bok. Silne ręce złapały jej przedramiona, wzdychając cierpiętniczo. Uderzyła czołem w tors czarnowłosego.
- To chciałaś?- wymruczał zniecierpliwiony, bez trudu zdejmując czerwony tomik. Włożył go w jej prawicę.
- Mogłam sama.- prychnęła, odrzucając rudawą grzywę. Pokręcił głową, uśmiechając się półgębkiem.- Naprawdę mogłam!- oburzyła się.
- Tak, tak, malutka. Wmawiaj to sobie.- pogłaskał ją po głowie, po czym poszedł zasiąść w fotelu. Przycupnęła na ziemi obok niego, lustrując sposób w jaki pił. Drobnymi łykami, widocznie poruszając przy tym grdyką. Obdarzył ją niechętnym wzrokiem.- To o czym my tam..?
- Miałeś opowiedzieć o oparzeniach Maluma.- przypomniała szybko, podciągając kolana pod brodę i obejmując je.
- No dobrze. Zacznijmy od tego, że jest moim przyrodnim bratem. Zaakceptowałem go, bo wiązał się z cierpieniem dla mojej matki, a wiesz, że nienawidziłem rodziców.
- Cierpieniem?- wtrąciła, nie rozumiejąc.
- Zgwałcono ją.- wyjaśnił beznamiętnie, przechodząc do dalszej części.- Halen go wychował. Chociaż tyle przyzwoitości zachował, by wziąć odpowiedzialność. W czasie kiedy tam mieszkał, zakochał się w służącej, która zastąpiła jego niańkę, gdy skończył siedemnaście lat. Była młoda, pokorna i inteligentna. Ja sam lubiłem jej towarzystwo, kiedy tylko mogłem sobie na nie pozwolić. Miała na imię Civis, co z łaciny oznaczało wolnego obywatela. Malum się zakochał. Obiecał jej tą wolność, która była jej należna. Po śmierci swojego ojca ożenił się z nią i wspólnie zamieszkali w posiadłości. Wiesz, on zawsze był dobry i pełen szczęścia, bo traktował życie jako dar. Ludzie mu tego zazdrościli. Kiedy tylko zawarł to małżeństwo zaczęły się problemy. Ludzie plotkowali, złorzeczyli. Jakby stracił trochę ze swojego wysokiego statusu. Mówiłem mu, żeby się pilnował, ale on nie słuchał. Miał gdzieś publiczną opinię, bo bardzo ją kochał. Nadszedł czas, gdy zaszła w ciążę. Cieszyli się. Dla mnie to wręcz przerażające, że można się cieszyć do tego stopnia. Sam Malum określił to najpiękniejszym okresem w swoim życiu. Ostrzegałem, że miasto zaczyna się podburzać. Coraz więcej osób go ignorowało. Przestał mieć jakiekolwiek przywileje, był niemile widziany. Ba, niektórzy nawet odmawiali mu obsługi! Było bardzo źle. Coś pękło, ktoś nie wytrzymał. Podpalili posiadłość. Zauważyłem ogień, kiedy jeszcze można było uratować choć jedno z nich. Wyciągnąłem go ze środka. Do tej pory wypominam sobie, że nie udało mi się wziąć ich obojga albo chociaż przekonać go, by tam nie wracał. Bo wrócił. Wyrzuciłem go za drzwi posiadłości, ale on wbiegł z powrotem. Chciał ją ratować za wszelką cenę. Pamiętam to, wszystko płonęło. Dach sypał się na głowę, ściany upadały, okna pękały. Okropnie parno, pot spływał po całym ciele. Kawałek gorzejącej framugi odpadł, uderzając mnie w szyję. Zahaczył się o włosy, pozostając na dłużej niż powinien. Oparzenie trzeciego stopnia. Nieleczone, stąd blizna. Włosy musiały odrosnąć - zanim zdążyłem je ugasić były już u schyłku życia. Tym się właśnie zająłem, zamiast iść za bratem. W końcu wyłonił się ze środka, na trzęsących się nogach. Jakikolwiek poziom martwicy chciałabyś znaleźć - wszystkie były na jego ciele. Niósł ją na rękach. Widać było, że jest martwa. Dziwne, że nie rozpadła się, zmieniając w popiół. Straszny widok. Nie wiem jakim cudem jego udało się odratować. Część tkanki odzyskała czucie, może się dzięki temu poruszać. Niektórych partii w ogóle nie czuje, a inne sprawiają mu tak wielki ból, że nie wiem jak udaje mu się to ukrywać. Jeśli go zapytasz powie ci, że to ona daje mu siłę i przynosi ulgę. W jego myślach nie umarła, chociaż dla mnie to wciąż tylko romantyczny bełkot.- wzruszył ramionami, czujnie badając jej reakcję na całą opowieść. Przeszedł ją zimny dreszcz. Czegoś takiego nie spodziewała się usłyszeć. Pozbierała swoje zmieszane myśli, układając je w jedno cicho zdanie.
- To..- odchrząknęła, czując jak głos lgnie jej w gardle.- To piękna historia.
- Tyle masz do powiedzenia, panno Nigdy-się-nie-zamykam-chociaż-powinnam?- parsknął, nonszalancko wychylając filiżankę.
- Jak możesz mówić, że to tylko romantyczny bełkot? Nie wbiegłbyś tam, gdyby chodziło o twoją kobietę?- zmarszczyła brwi, karcąc go z opóźnieniem. Przewrócił oczami, zakładając nogi na stolik.
- Powiedziałem tylko, że całe to stróżowanie i trzymanie jej żywej w sercu to jedna, wielka, nadmiernie przesłodzona farsa. To jego sprawa, ale osobiście nie sądzę, abym był w stanie wymyślić coś podobnie idiotycznego. Źle interpretujesz moje słowa.
- Wcale nie idiotycznego. Nie możesz kwestionować czegoś, co nie jest dla ciebie zrozumiałe.- nadąsała się, zmieniając pozycję do siadu skrzyżnego. Nachylił się w jej stronę, powodując rumieniec.
- Myślę, że jednak mogę.- wyszeptał pewnie, po czym wskazał na książeczkę, którą położyła przy sobie.- Po co ci ona?
- Chciałam zobaczyć co to.- oznajmiła, spokojnie otwierając tomik. Na pierwszej stronie była dedykacja: „Dla tej, która stanowi połowę mojego serca“, wypisana cienkim, pochyłym duktem. Uniosła trzeszcza, wpatrując się w niego z wyraźnym rozbawieniem.- W porządku. Co to jest?
- Wiersze z dedykacją, głupia.- rzucił, podzielając jej uśmiech.- Nie jestem aż tak bezduszny.
- Co mnie dziwi. „Rozbłysk światła w oczach blaskich, dłoń przybladła na twym licu, wszystko spłyca się do jaźni i odległym mąk przybyciu..“.- zacytowała kawałek, używając najbardziej uroczystego ze swoich tonów.- To denne.- oceniła, zatrzaskując okładki.
- Logiczne. Wyglądam na romantyka?- odparował, wciągając ręce za głowę.
- Czemu w takim razie istnieje materialny dowód na to, że próbowałeś takowym być?- wybuchnęła niepohamowanym chichotem, który nie był ani trochę na miejscu.
- Jak sama powiedziałaś - ponieważ próbowałem.- spojrzał na nią z politowaniem, czekając cierpliwie aż skończy udowadniać swoją niedojrzałość.
- Po co?
- To już nie twoja sprawa.- spiął się, nieco zażenowany. Wyciągnął rękę, by oddała mu wolumin.- Skoro ci się nie podoba to oddaj.
- Mylisz pojęcia. Może nie są genialne, ale chcę je poczytać.- przytuliła tomik do piersi, odciągając go z daleka od czarnowłosego. Wziósł oczy ku niebu, wzdychając ciężko.
- W porządku, weź je do swojego pokoju. Nie pokazuj nikomu.- zarządził. Pokornie skinęła.- Co zamierzasz dzisiaj robić?