niedziela, 16 sierpnia 2015

Trzynasty.

Skończyli pracę mocno po piątej nad ranem. Dokumentów okazało się być więcej, niż mogli przypuszczać. Malum zebrał je razem, obwiązał sznurkiem i zabrał ze sobą. Musiał niezwłocznie wracać do swojej posiadłości. Pożegnał się uprzejmie, obiecując przyjechać niedługo, aby nie nudziła się sama. Vinsowi miało trochę zająć jego zadanie. Wtenczas mogła poszperać dyskretnie w poszukiwaniu wskazówek, co do jego przeszłości. Krótkowłosy wyjaśnił jej sytuację z cieniem tylko jednym słowem: Elisa. Pragnęła zagłębić się nieco w to wszystko, bo na tą chwilę mało rozumiała. Dobrze, dziewczyna mogła ukazać mu się, gdyż podobno żyła w tym lesie, ale dlaczego popędził za nią? Z tego co mówił jego brat - to nawet nie była miłość. Czy zdarzyło się coś o czym wie tylko Vinctus, a co ma decydujące znaczenie? Usiadła na fotelu w saloniku, przyglądając się uważnie półkom. Gdzieniegdzie powtykane były kartki, jednak nie zapisano na nich niczego istotnego, czego dowiedziała się już jakiś czas temu. Przebiegło jej przez myśl, by zajrzeć do jego pokoju. Musiał chować jakieś informacje, skoro nikogo nie chciał tam wpuścić. Ten jeden raz, gdy u niego była, nie rozglądała się. Powoli wstała, niepewna czy to dobry plan. Gdyby ktoś ją przyłapał nie byłoby zbyt ciekawie. Przekładała z wahaniem stopy, cichutko przemierzając korytarz. Stanęła przed zamkniętymi drzwiami, mając ostatni moment, by się wycofać.
- Trudny wybór, prawda?- zadrwił kobiecy głos, uświadamiając jej czyjąś obecność. Odwróciła się, by spojrzeć prosto w błękitne oczy Rache.
- Mam kłopoty?- zapytała instynktownie, wzdychając cierpiętniczo. Blondynka parsknęła, kręcąc głową nad jej głupotą.
- Nie masz, ale nie wypróbowuj mojej cierpliwości. Czego zamierzałaś szukać w jego komnatach?- podparła ręce pod boki, przyjmując pozę wyrachowanego oprawcy.- Tylko nie kręć.
- Chciałam... chciałam się przekonać czego tak pilnie strzeże.- rzuciła półprawdą, przytakując samej sobie. Niemka dłuższą chwilę walczyła ze sobą, zanim pokonała ją sympatia do May.
- Możesz tam posprzątać. Dam ci dwie godziny, po upływie których więcej nie będziesz próbować się wkraść. Zgoda?- wyciągnęła szczupłą dłoń, przyglądając się rudowłosej spod przymrużonych powiek.
- Dziękuję.- mruknęła z uśmiechem, pieczętując uściskiem umowę. Szybko pobiegła na górę, odebrać miotłę ze składzika. Powróciła równie gładko, bez obaw otwierając tajemnicze wrota. Przesunęła wzrokiem po - całkiem zwyczajnym właściwie - wnętrzu. Brązowe ściany, kilka półek z książkami, nieduży dywan, łóżko z twardym materacem, stolik, fotel i szafa. Jedna z lamp była zepsuta, więc nocą wszystko przykrywał ponury półmrok. Ucieszyła się, że przyszła tu w dzień, gdy okno rzucało wystarczającą ilość światła. Omiotła pospiesznie podłogę, pamiętając, iż kiedy stąd wyjdzie musi być choć odrobinę czyściej, dla zachowania pozorów. Przy parapecie znalazła szmatkę. Sprawnie przetarła nią kurze i pajęczyny. Pościeliła jeszcze leże, otrzepując przy okazji poduszki.
- Tyle wystarczy.- zapewniła samą siebie, zadowolona z efektów. Zamierzała, jeśli wystarczy jej na to czasu, dodatkowo umyć okienko. Na razie podążyła jednak do szafy, spodziewając się ukrytych w niej treści. Odpuściła wertowanie jego ubrań, klękając ku wypełnionej przedmiotami dolnej części. Kilka luźnych stron, zapisanych pochyłym pismem, tak charakterystycznym dla niego. Niektóre były wierszami, inne luźnymi spostrzeżeniami, jakby wyrwanymi z dziennika. „Dziwna sprawa, nigdy nie czułem niczego w tym stylu. Coś ciągnie mnie do niej i nie jestem pewien, czy to ja sam o tym decyduje, czy obca siła. Mała ma w sobie coś nietypowego, czego nie miała żadna poprzednia, jednak nie powiedziałbym niczego wyjątkowego o jej umyśle. Brakuje mi jakiegoś elementu, ale jakiego? Ile mam czasu, żeby się w tym połapać, zanim zupełnie się dla niej zatracę?“. Zmarszczyła brwi. Jak ma cokolwiek zrozumieć z tej paplaniny? On sam widocznie tego nie potrafił. Z frustracją przełożyła kartki na bok, oglądając inne rzeczy. Pęk pędzli, pudełko pełne farb, pojedyncza strzała, pleciona bransoletka, wysuszona róża, puste pergaminy, kompas, złożona luneta, metalowy pręt, para gwoździ i połamany grzebień. Nic z tego jej nie interesowało. Zamknęła szafę, zbliżając się do półek. Wyciągnęła najbardziej zniszczoną z książek. Okładka była popalona, a strony mocno już pożółkłe. Wyglądała na diariusz, ale nie ten, którego fragment czytała. Tekst był z pierwszej ręki, dyktowany przez mężczyznę. Dukt nie zgadzał się z należącym do Vinctusa, lecz rozpoznawała podobieństwa. Musiał należeć do kogoś z rodziny. Skupiła się, szukając w myślach czy znała litery Maluma. Prędko przekonała się, że nie, co w niczym jej nie pomogło. Wykreśliła go mimo wszystko. Dlaczego jego dziennik miałby być tutaj? Rozważyła zabranie go do siebie, rezygnując bystro. Na pewno oberwałaby za to, gdy czarnowłosy by wrócił. Nie miała także czasu, aby poczytać, więc odłożyła go starannie na miejsce. Fuknęła zniecierpliwiona - to wszystko było bezcelowe.

Zsiadł z Nigruma, nie chcąc wykończyć go bezustanną jazdą. Marcus zeskoczył w kłusie z Veloxa, popisując się zwinnością. Zareagował prychnięciem, wzruszeniem ramionami, wywróceniem wzrokiem i skręceniem głowy w przeciwną stronę.
- Cóż za pokaz.- zadrwił mu w odpowiedzi, przywiązując swojego perłowego rumaka, tuż obok jego karego.
- Przypomnij mi, dlaczego jeszcze znoszę twoje towarzystwo?- warknął, otwierając przed sobą drzwi oberży. Gospodarz natychmiast rzucił się w ich stronę, wyczuwając zysk.
- Ponieważ instynktownie wyczuwasz swoje skretynienie oraz moją wyższość.- oznajmił wyniośle jego towarzysz, ciszej dodając:- Również dlatego, że jestem najlepszy w swoim fachu.
- Kto tu jest idiotą?- wzniósł oczy do nieba, jakby prosił o cierpliwość. Otyły facet, owinięty splamionym fartuchem, podszedł do nich, kłaniając się nieco średniowiecznie.
- Czego panowie sobie zażyczą?- wyseplenił przejętym głosem. Porozumieli się spojrzeniem, uznając, że konkurs głupoty wygrał właśnie on. Usiedli w najgłębszym kącie sali, zmuszając typa, by za nimi podążył.
- Dwa kufle piwa. Przed wejściem są nasze konie. Napój je i daj siana.- poinstruował Marcus, wydając się o wiele bardziej władczym, niż w pierwszej chwili. Sprzedawca powtórzył dokładnie, co ma zrobić, zanim odszedł w pośpiechu.- A teraz do rzeczy.- zwrócił się do długowłosego, odrzucając dominujący ton.- Jak to ma wyglądać? Przyjedziemy tam i co?
- Pogadam z tą całą Teresą, wyciągnę coś o jej mężu. Jeśli będzie skora do pomocy to może znajdzie nam dokumenty, które Gonde przysięgał, że ma gdzieś na strychu.- wyjaśnił pokrótce. Nie lubił papierkowej roboty, ale byli w plecy ze zleceniem, więc musiał się tym zająć.
- Co gdyby nie była chętna na współpracę?- zagadnął. Wrócił właściciel, stawiając przed nimi zamówienie. Prędko się oddalił, widząc, iż przeszkodził w rozmowie.
- Sam dobrze wiesz. Trzeba będzie przeszukać budynek, tak czy siak. Włamiemy się.- uniósł kufel jak do toastu, po czym pociągnął zdrowy łyk.- Uch. Jeden dzień, a ja już tęsknię do moich win.- skrzywił się, zniesmaczony.
- Gdybym był tobą, tęskniłbym raczej do tej rzeszy kobiet.- uśmiechnął się półgębkiem Marcus, jeszcze bardziej znacząco wyginając - i tak już zdeformowany - łuk brwiowy.
- Wątpię, by którejś brakowało mojego towarzystwa.- parsknął, zdziwiony, iż jeszcze nie znudziły mu się drwiny w tym temacie.
- A droga Rache?- przypomniał, kontynuując. Przywołał wesołe iskry do oczu, co zdecydowanie dawało Vinsowi podstawy do nowych sądów o przyjacielu.
- Droga Rache rzadko ostatnio ma czas na rozmowy ze mną. Dużo pracuje.
- Więc Sofi? Komu będzie gotować, skoro ciebie zabrakło?- zacmokał brązowooki, popijając swój trunek.
- Chociażby Malumowi, który zobowiązał się często tam przebywać.
- Czymże ta obietnica była spowodowana?
- Dobrze wiesz czym.- posłał mu wymowne spojrzenie, irytując się bliskością uciążliwej kwestii. Ulubionym przedmiotem konwersacji Marcusa była ostatnio Melodie, czego on osobiście, nie mógł pojąć. Uparli się wszyscy, by męczyć go tą dziewczyną, podczas gdy on najchętniej odsunąłby wszelkie myśli o niej. Zerknął dookoła, rejestrując dość obskurne wnętrze. Brudną podłogę właśnie próbowała uprzątnąć jakaś kobieta. Zapewne żona gospodarza. Przysadzista, niziutka, z zatroskaną miną. Przypominała partnerki wikingów. Podśpiewywała coś pod nosem, lekko marszcząc przy tym czoło.
- Może ty za którąś cnisz?- nagabnął niewinnie, ściągając na siebie jego uwagę.
- Nic ci do tego. Zamknij się. Trzeba było zostać z Malumem, jeśli chciałeś rozprawiać o takich bzdurach.- potarł nerwowo skroń, zabijając kompana spojrzeniem. Zapowiadała się długa podróż.

Rozłożyła się na łóżku, gładząc materiał kołdry. Poddała się. Niczego w tym pokoju nie ma. Przejrzała półki, szafę, stolik, a nawet podłogę pod dywanem. Nic, ponad drobne notatki i dziennik niewiadomego pochodzenia. To nie wystarczało. Wciągnęła głęboko powietrze, rozpoznając zapach Vinsa. Czy on by jej pomógł? Postanowiła spróbować, kiedy powróci. Zwizualizowała sobie jego osobę, sprawdzając jak dobrze zapamiętała poszczególne elementy. Mocne brwi, obsydianowe oczy, skrzywiony nos, sznyta na ustach, zeszpecenie przy dalszych granicach zadbanego zarostu, rozległe oparzenie po lewej stronie szyi. Poskładała to w całość, łącząc najistotniejszym elementem - długimi przed łokieć, poskręcanymi, czarnymi włosami. Wolała nie przypominać sobie reszty jego ciała. Wystarczało tyle.
- Melodie, twój czas minął.- uprzytomniła jej Rache, wsuwając głowę przez uchylone drzwi. Roześmiała się, spostrzegając gdzie rudowłosa się znajduje.- Rozumiem, że trochę ci brakuje towarzysza?
- Nie, to wcale nie to.- burknęła zarumieniona, uciekając z twardego materaca. Przepchnęła się obok starszej dziewczyny, nie zaszczycając jej swym wzrokiem ani na sekundę. Zwiała czym prędzej do siebie, po drodze oddając miotłę. Nie cieszyła się długo spokojem. Ktoś leciutko zapukał.- Proszę.
- Można?- blondynka gładko wślizgnęła się do środka. May podziwiała jej urodę. Miała mocne rysy, lecz delikatne usposobienie. Śliczne, złote kosmyki splatała z boku w malutkie warkocze, by resztę puścić wolno po plecach. Drobne, jasne piegi pokrywały jej ramiona, przechodząc po barkach do bladej twarzyczki. Błękitne ślepia zawsze pałały sympatią oraz ciepłem, jakiego nie widziała dotąd u nikogo innego. Mimowolnie skinęła przyzwalająco, wpatrując się uważnie w tę przyjazną postać.- Zdawało mi się, że nie masz z kim gawędzić. Mam rację?
- Trochę.- przyznała szczerze, podciągając kolana do siebie. Rache skorzystała z tego, wdrapując się na miejsce obok niej.
- Wyobraź sobie, iż ja także. Skończyłam wczorajszą pracę na tyle sukcesywnie, że dziś nie mam nic do roboty. Mogę z tobą posiedzieć?- zapytała, rozbrajając ją swoim uśmiechem.
- Jasne, będzie mi miło.
- Cudnie. Zacznijmy od dowiedzenia się, jaka jest twoja historia. Moją już znasz.- przypomniała, świecąc podekscytowaniem.
- Uciekłam z domu. Zgarnęli mnie za jakieś przestępstwo, którego nie popełniłam. W drodze na plac, gdzie mieli wykonać na mnie karę chłosty, zostałam porwana przez przemytników. Ci z kolei sprzedali mnie komuś w porcie. Ten, będąc gejem, wymienił mnie za niewolnika dla siebie. Stamtąd wykupił mnie Vinctus i oto jestem!- zamaszystym gestem rozłożyła teatralnie ramiona, prawie trącając koleżankę w pierś. Ta zachichotała, doceniając artystyczny wydźwięk.
Rozmawiały w ten sposób następne kilka godzin, przeskakując łatwo z tematu na temat. Odkryły, że całkiem nieźle się dogadują.

Dotarli do posiadłości Gonde’ów tuż przed zmrokiem. Jazda konna wystarczająco go odstresowała, by teraz mógł bez przeszkód załomotać do bram właścicielki. Marcus był dobre pół kilometra za nim, więc do drzwi podszedł samotnie. Nie zawahał się, mimo niezbyt odpowiedniej pory. W całej okolicy zabrzmiało jego doniosłe pukanie. Jeśli Teresa była w domu - musiała usłyszeć. Dał jej najwyżej pięć minut na otwarcie, gdyż domostwo nie było szczególnie wielkie. Zaświeciło się okienko przy wejściu, obwieszczając czyjeś przybycie. Ukazała się przed nim młodziutka dziewczyna, o surowej twarzy, ściągniętej powagą.
- Pani Gonde nie ma.- obwieściła.- Czy coś przekazać?
- Poszukasz mi, dziecko, dokumentów pana Gonde, które powinny być na strychu?- dopytał od razu, kątem oka spostrzegając, że Marcus w końcu do niego dołączył.
- Nie jestem osobą decyzyjną. Nie wolno mi robić takich rzeczy bez zgody pani Gonde.- odparła zwięźle, już-już zamykając mu przed nosem. Wsunął stopę w szparę między drzwiami, a futryną. Była zmuszona ponownie otworzyć.
- Posłuchaj, lala. Mamy coś ważnego do załatwienia. Twoja pani raczej nie byłaby zadowolona, słysząc twoją odmowę w tak ważnej sprawie.- warknął agresywniej, przymuszając się do miłego wyrazu twarzy. Uśmiechnęła się sztucznie, czekając aż zabierze nogę. Zrobił to, więc trzasnęła, tym razem skutecznie. Zabrzmiał trzask zamka.- Czyli nie po dobroci.- skomentował, odwracając się. Krótkowłosy parsknął głucho, już współczując biednej właścicielce.
Zaczekali dwie godziny pod pobliskim drzewem, zanim zrobiło się zupełnie ciemno. Obgadali w tym czasie plan działania. Kiedy wszystkie światła w okolicy pogasły, zebrali się do dzieła. Wspięli się po zabudowaniach i roztrzaskali okno umieszczone na poddaszu. Marcus pierwszy wskoczył do środka.
- Uważaj, straszny tu syf.- ostrzegł go, zanim pozwolił podążyć za sobą. Znaleźli się w absolutnej ciemnicy.
- Widzisz tu cokolwiek?- zbulwersował się Vinctus, samemu nie dostrzegając nawet konturów.
- Cienias. Chodź.- zarechotał, wspomagając go ściśnięciem ręki na jego ramieniu. Poprowadził go do korytarza, a następnie do schodów. W tym momencie zapaliło się światło, ujawniając postać wściekłej, czterdziestoletniej kobiety.
- Jak śmialiście włamywać się tutaj?- fuknęła, przybliżając się o trzy kroki. Nagle stanęła, wyglądając na zszokowaną.- Marcus?
- Cholera.- zaklął, wkładając w to mało przekonania.- Witaj, Tereso.
- Od kiedy współpracujesz z tym bękartem diabła?- jęknęła przeciągle, przecierając zmęczone policzki. Uśmiechnęli się obaj na to określenie.
- Odkąd pamiętam.- ukłonił się, tylko ją drażniąc.
- Będą ze cztery lata.- wyjaśnił jej grzecznie Vins. Złapała się za głowę, choć była odrobinę uspokojona.
- Spałem z nią pięć lat temu.- uzmysłowił mu szeptem Marcus, zasłaniając dłonią połowę twarzy, by nie czytała z ruchu warg. Długowłosy zacisnął usta w rozbawieniu, decydując się na brak komentarza.
- Czego tu szukacie?- opanowała się, poprawiając podomkę.
- Dobrze wiesz.
- Spaliłam je.- mruknęła pochmurnie. Autentycznie nabrał ochoty, by ją zabić. Zbliżył się nawet, wyciągając dłonie z rozstawionymi szeroko palcami.
- Blefuje.- powiadomił go Marcus, podążając na górę. Natychmiast ruszył za nim. Mimo protestów kobiety, zamknęli się na strychu i przekopali cały burdel, jaki tam chowała. Udało im się znaleźć połowę odpowiednich tekstów.- Czyli to była półprawda. Reszty tu nie ma.
- Zajebiście. Będą kłopoty.

Trzeci dzień go nie było. Leżała bezładnie na łóżku, podziwiając sufit. Brakowało jej męskiego, mocnego głosu. Nie mogła spać. Mijała trzecia w nocy, a ona zachodziła w głowę, gdzie on się podziewał. Potrzebowała dotyku jego silnych rąk i czarnych strąków łaskoczących jej ramion. Przyznała sama przed sobą, że tęskniła. Był jedynym męskim osobnikiem w bliskim otoczeniu. Maluma nie liczyła - zachowywał się tak, jak kobiety wokół niej. Postukała palcem w prześcieradło. Gdyby mogła poczuć chociaż zapach, może udałoby jej się odpocząć. Zrezygnowała z ubierania się. Wymknęła się z pokoju, przebiegając na palcach po schodach. Rozejrzała się uważnie, czy w korytarzu na dole nikogo nie ma. Nie zarejestrowała ruchu, więc przesunęła się bezgłośnie do drzwi jego czterech ścian. Zamknęła za sobą i zapaliła lampy, by zorientować się, jak trafić na materac. Przy okazji upewniła się, że jest tu sama. Zapamiętując krótką drogę, zgasiła światło. Opadła na poduszki, wciągając upragnioną woń. Roześmiała się, uprzytamniając sobie niedorzeczność tej chwili. Nie zdążyła się zorientować, kiedy zasnęła.
- Co jest kurwa?- warknął nisko jakiś mężczyzna. Skupiła się, próbując unieść zmęczone powieki. Przetarła je mocno, opierając się na łokciu, dla lepszej widoczności.
- Vinctus...- zająknęła się, nagle całkiem przytomna. Była w jego komnatach. Nie powinna tu być.
- Co do cholery robisz w moim łóżku?- ucisnął nasadę nosa, mimowolnie pożerając wzrokiem to, co wystawało poza kołdrę. Instynkt zareagował prosto. Wstała, pokazując całą resztę. Wciągnął ostro powietrze.- Cios poniżej pasa.
- Wybacz. Ja... może sobie pójdę.- wymamrotała, zasłaniając przedramieniem piersi. Nie ruszyła się z miejsca, nie mając dość odwagi. Wygiął drwiąco brew.
- Rozumiem ten strach. Jesteś świadoma, że nie wolno ci tu wchodzić.- skinął, rozpinając guziki koszuli.- Uspokój się i wyjaśnij mi, co cię sprowadziło? Byle szybko, jestem padnięty.
- Ja...- zaczęła znowu, szukając inspiracji w wystroju pomieszczenia. Przybliżył się, zasłaniając półnagim torsem jej pole widzenia.
- Tak, ty. To wiemy oboje. Dalej.- pospieszył, gładząc jej miękkie kosmyki. Spojrzała mu w oczy, zatapiając się w ich głębi. Walczyła z własną samokontrolą, byle tylko go nie pocałować. Odchrząknął sugestywnie.
- Nie mogłam spać.- rzuciła w końcu.- Brakowało mi twojej obecności.- dodała, czując wypływający rumieniec. Musnął opuszkami palców jej policzek. Pochylił się i cmoknął czubek jej włosów.
- Jesteś urocza.- parsknął. Oddalił się, by zmienić ubranie. Pokręciła stopą w dywanie, zamierzając zadać niepoprawne pytanie. Związał włosy w luźną kitę, ponownie podchodząc.- O co chodzi?
- Mogłabym... zostać z tobą?- spuściła wzrok, spodziewając się stanowczej odmowy.
- Mogłabyś, ale spróbuj tylko się rozpychać, a urwę ci łeb.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Dwunasty.

Cztery ściany w kolorze jasnego brązu, z czego jedna znacznie pochylona ku podłodze. Gdyby dach był bardziej stromy, mogłaby zachować prawie prostą pozycję. Wmontowane w nią było okno, kształtem przypomninające półkole. W przeciwległych kątach pokoju poustawiane były szafy, kredensy, stoliki i inne tego typu. Wszystko z mocnego, hebanowego drewna. Może, gdyby porozstawiać je w rozsądny sposób, robiłyby wrażenie. Ponakładane na siebie i ponarzucane wręcz stosami - nie dawały nawet ułudy przyjemnej atmosfery. Uroku nie dodawały również rozrzucone graty, papiery oraz kartonowe pudła pełne niewiadomo czego. Ponad głową miała trzy, dość nisko opuszczone lampy. Żarówka jednej z nich była roztrzaskana, więc jej odłamki zapewne leżały teraz skryte pod całym tym bałaganem, błagając, by nadepnąć na nie bosą stopą i krzyknąć w oburzeniu z bólu. W rogu naprzeciw niej, farba poddawała się działaniu pleśni, zachodząc biało-zielonym grzybem. Coś otarło się o jej kostkę, lecz równie szybko jak się pojawiło - zniknęło.
- Tu są myszy.- odparła nieco rozbawionym, choć raczej zdziwionym głosem. Nie bała się tych małych futrzaków właściwie nigdy, skąd taki spokój. Nie była pewna czy dobrze wywnioskowała, jednak prawdopodobieństwo, iż był to innego rodzaju gryzoń, było raczej nikłe. Podskoczyła, czując jak męska dłoń delikatnie dotyka jej kibici. Zaraz potem otrząsnęła się, karcąc w duchu zbytnią nerwowość. Nie miała absolutnie żadnych powodów do obaw, a dzisiejszy towarzysz wywoływał w niej więcej zaufania niż ktokolwiek inny w promieniu dwudziestu mil. Zakapturzona postać przemknęła się do okiennic, uchylając je ze zgrzytem zamka. Zapach kurzu rozniósł się po całym pomieszczeniu i nie potrafiła powstrzymać kichnięcia.
- Na zdrowie! Brzmisz jak mały kotek.- podsumował, wyglądając na zewnątrz. Dzień był bardzo słoneczny, niestety całkiem bezwietrzny. Współczuła Vinctusowi, który dwie godziny temu udał się w drogę do jakiegoś odległego miasteczka, po drugiej stronie granicy kraju. Nie mógł wybrać gorszej daty. Obejrzała się i przymknęła drzwi, zauważając chowające się za nimi, pospinane pliki z dokumentami. Choć może bardziej odpowiednim słowem byłoby „poobwiązywane“, gdyż były z dwóch stron oplecione sznurkami. Przysunęła je bliżej środka pokoju, aby później nie zapomnieć o sprawdzeniu ich. Mężczyzna wydał z siebie pomruk pełen zastanowienia, nurkując między stertę mebli. Po chwili wyciągnął stamtąd słabej jakości, acz nadzwyczaj pojemny worek, który chyba wypełniony był większą ilością materiałów do sprawdzenia. Ich zadaniem było odnaleźć ważne pisma, potrzebne do rozwiązania sprawy klienta braci. Choć udawała profesjonalną, kompletnie nie wiedziała o co chodziło, ani jaki sposób usług świadczą, poza oczywistym krawiectwem.
- Czego dokładnie mam szukać?- zapytała w końcu, gdy chęć pomocy przezwyciężyła prawdopodobieństwo upokorzenia się. Postukał palcami w dolną wargę, najwidoczniej kontemplując nad tym, ile powinien jej zdradzić.- Mógłbyś zdjąć ten płaszcz. Nie boję się twojej twarzy, a tobie zdecydowanie musi być gorąco.- dodała mrukliwie, niepewna czy bezpośredniość będzie dobrym pomysłem. Roześmiał się serdecznie, kolejny raz ją zaskakując. Mimowolnie odpowiedziała uśmiechem, całkowicie rozluźniając się w duchu. Rozplątał wiązanie, zrzucając z ramion materiał. Złożył go niedbale i rzucił w puste miejsce na podłodze. Jak zawsze przeleciał ją słaby dreszcz, jednak dawno już przywykła do tego widoku.
- Szukamy papierów z nazwiskiem Loyd. Zarówno oficjalnych, jak prywatnych, a także wszystkich innych w których choćby zostało ono wtrącone.- wyjaśnił pogodnie, sięgając po pierwszą stronę. Zrobiła to samo, nie prosząc o żadne więcej informacje. W ciszy przeglądali każdą kartkę, jaką znaleźli, co miało zająć sporo czasu. Po upływie dwudziestu minut, gdy jedynymi słyszalnymi dźwiękami był szelest wykonywalnych czynności, wspólne oddechy i ptactwo za oknem, jej towarzysz zdecydował się ponownie odezwać.- Nigdy nie lubiłem pracować w ciszy. Tym różnimy się z Vinsem. Jeśli chciałabyś coś wiedzieć to pytaj. To może być cokolwiek, nie ograniczaj się do aktualnie wykonywanych robótek.- zachęcił, spoglądając na nią przymilnie. Dlaczego miałaby nie skorzystać z okazji? Dzięki niemu mogła dowiedzieć się rzeczy o których normalnie nikt słowem by przy niej nie wspomniał. Myśląc „nikt“, miała na celowniku samego Vinctusa. Był potwornie skryty, choć starał się sprawiać wrażenie przychylnie nastawionego.
- Po co właściwie tego szukamy?- nasunęła jej się pierwsza kwestia. Dłuższy czas ciekawiło ją, czym takim bracia się zajmują. Krótkowłosy zmarszczył brwi, gładząc swoją kozią bródkę. Jednocześnie wciąż czytał, co ona również starała się robić.
- Dokładnie wyjaśnić nie mogę, gdyż każda konkretna informacja mogłaby zagrozić twojemu życiu, gdyby ktoś wyciągnął z ciebie przekazaną wiedzę. Spróbujmy pokrótce... Powiedzmy, że parę lat temu miałem żonę. Piękną, kochającą... W każdym razie...- wyraźnie zgubił wątek, rozpraszając się wspomnieniami. Rozczuliło ją to i zapragnęła, by opowiedział jej o tym fragmencie swojego życia.
- Rozjaśnisz mi trochę jej postać? Vinctus pobieżnie mówił, co się wydarzyło, jednak chciałabym mniej krwawych szczegółów, a więcej samej historii.- poprosiła subtelnie, mając nadzieję, że możliwość wygadania się go ucieszy. Nie pomyliła się, bo wesołe ogniki zagościły w jego oczach.
- Naprawdę chciałabyś posłuchać?- autentycznie się rozanielił. Uświadomiła sobie fakt, iż prawdopodobnie nikt wcześniej nie zrobił mu takiej prośby, ze względu na niepoprawność jego związku. Wszyscy tutaj byli potwornie sztywni, co jeszcze nie zdążyło się jej udzielić. Skinęła głową, sięgając następny plik.- Kiedy miałem siedemnaście lat, moją opiekunkę zastąpiła prywatna służąca. Miała na imię Civis i była najpiękniejszą kobietą świata, nawet jeśli brzmi to raczej nader emocjonalnie. Jej włosy zależnie od światła przybierały odpowiednią barwę brązu. Usta rozprawiały wyłącznie o rzeczach roztropnych. Figura przyćmiłaby niejedną dziedziczkę tronu. Jednak ja zakochałem się w jej oczach. Lawendowych, wyjątkowych. Nikt inny nie mógł mieć podobnych. Ona jedyna rozmawiała ze mną, jakbym nie był nic niewartym śmieciem. Mój ojciec, co prawda wychował mnie, aczkolwiek nie poświęcał mi czasu. Byłem wypadkiem, którego skutki konsekwentnie ponosił. Civis dbała o moje samopoczucie z obowiązku i dla swojej własnej przyjemności. Wielokrotnie powtarzała mi, że naprawdę lubi moje towarzystwo, gdy tylko poczułem się na tyle niepewnie, by o to pytać. Do końca nie wiem jak to się stało. Widywałem ją co dzień, często nie opuszczając nawet na chwilę. Staliśmy się sobie bliscy, co wcale nam nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Cieszyliśmy się z tego dziwnego uczucia, choć Vins uparcie powtarzał, że to niewłaściwie. Ojciec się dowiedział, przez co miała kłopoty. Obiecałem jej wolność, którą nosiła w sobie. W tamtym czasie spotykaliśmy się ukradkiem, z pozoru wracając do relacji, jakie według społeczeństwa powinniśmy mieć. Nic prócz niej się nie liczyło, więc gdy zmarł mój rodziciel, natychmiast się jej oświadczyłem. Oczywiście, zachowałem stosowną żałobę, bo kochałem tego człowieka. Wziął mnie pod swoje skrzydła, ucząc, że jeśli już popełni się błąd to należy iść z nim dalej i czerpać z niego mądrość. Byłem jednak równocześnie szczęśliwy z moją ukochaną, nie potrafiąc dłużej udawać. Zaczęły się szmery wśród ludzi, ale ja naprawdę miałem to gdzieś. Nie potrzebowałem swojej pozycji, Civis była dla mnie wszystkim. Nie wyobrażasz sobie w jak wielkiej euforii się znalazłem, gdy w kilka miesięcy po zamęściu, zaszła w ciążę. Miałem zostać ojcem dziecka najwspanialszej kobiety, jaka kiedykolwiek była mi znana. Czułem się kochany i kochający. Ignorowałem pełne nienawiści szepty przechodniów oraz zachowanie niektórych sprzedawców. Oni nie rozumieli, jakim uczuciem było posiadanie czegoś tak pięknego. Vins bronił mnie, póki mógł. Potem stało się to, co się stało.- posmutniał, przerywając na moment wodzenie palcem w tekście. Obejrzał się na okno, szukając wytchnienia w słońcu.- Przeskoczyłem nad tym. Nie chciałaby, żebym zostawił go samego. Może jest starszy, ale nie umiałby rozsądnie się sobą zająć. Dzięki niej mam siłę, by wstawać rano z łóżka i pracować. On się z tego śmieje, lecz ja wiem, że jej duch nade mną czuwa. Gdyby nie - pewnie wcale nie przeżyłbym pożaru. Brzmię sentymentalnie?- zachichotał, odrzucając nagle powagę, która przed sekundą tak mocno go ściskała. Posłała mu pełen ciepła uśmiech.
- To bardzo piękne.- skomentowała podobnie do poprzedniego razu, gdy słyszała tę gadkę od innej strony.
- Dziękuję.- wyraźnie odebrał to jako miłe połechtanie po ego. Vinctus na każdy komplement reagował dość nerwowo, co znacząco różniło ich od siebie.- Wracając do pierwszego tematu. Od czasu, gdy Civis nie żyje zaczęliśmy z bratem pewien interes, który wykopał mnie ponownie na wysoki status i nieco przywrócił sympatię. Czasem jest to kontrowersyjne zajęcie, ale odnajdujemy w tym przyjemność. Nieraz zajmujemy się kilkoma klientami na raz, przez co robi się zamieszanie, dokładnie takie jak dziś. Dlatego szukamy zaległych dokumentów. Są mi niezwłocznie potrzebne na miesiąc wstecz.- wytłumaczył pobieżnie, odkładając na bok pierwszą trafioną stronę. Uznała, że taka dawka informacji w tym kierunku jest zadowalająca. Zresztą nie było szans na wyciągnięcie czegoś bardziej szczegółowego - nie zamierzała podpaść.
- Opowiesz mi coś o sobie? Na przykład skąd wzięło się to krawiectwo?
- To akurat jest proste. Miejscowy krawiec był wyjątkowo... nieprzychylnym mi osobnikiem. W związku z tym zawziąłem się, poczytałem trochę i spróbowałem sam. Moja żona wyłącznie dzięki mnie nosiła wyjątkowe, szyte z całkowitym oddaniem suknie. Z czasem znajdywały się osoby, które chciały kupić jakiś z moich strojów, a ja chętnie pomagałem. Nigdy nie stroniłem od spełniania życzeń. Potem stało się to moim zawodem, czego nigdy nie pożałowałem. Lubię babrać się w materiałach, tworząc niepowtarzalne kroje czy zdobienia. Buty również umiem robić, choć to już trochę inna bajka. Tych nie zwykłem sprzedawać nikomu poza samym Vinctusem. To strasznie nudne zajęcie, zupełnie różne od ścibienia barwnych szat.
- Rozumiem.- pochyliła się, dokładając kartkę do poprzedniej właściwej, którą on znalazł. Wypracuje sobie podzielność uwagi na poziomie eksperta.- Czym jeszcze lubisz się zajmować?
- Drażnieniem brata. Tylko mu nie mów.- położył konspiracyjnie palec na ustach. Zachichotała, kręcąc głową z niedowierzaniem.- Wiele takich rzeczy by się znalazło. Lubię z tobą przebywać, pomagać Rache w jej królestwie, sprawiać ludziom radość, urządzać przyjęcia, spać, czytać wszystko, co wpadnie mi w dłonie i jeść nietypowe potrawy. Kiedyś również interesowałem się magią iluzji, jednak szybko dałem spokój. A ty? Mało kiedy kreślisz mi coś o sobie.
- Hm, ciężko powiedzieć. Lubię grać na fortepianie i interpretować melodię, czytać poezję, rozmawiać z osobami, które traktują mnie poważnie, pomagać, malować...
- Malować?- przerwał jej, podnosząc wzrok znad pisma. Zarumieniła się mimochodem.
- Amatorsko.- burknęła, speszona jego dociekliwością.
- Vinctus wie?
- Dlaczego miałby?- potarła nadgarstek, chowając nos w swoim pliku. Wyjęła kartkę z wyraźnie nakreślonym „Loyd“ i odłożyła ją na stertę.
- Znalazłby starą sztalugę. Dostałabyś ją do pokoju. Kiedyś sam próbował, jednak ze złością odkrył, że nie wszystko za co się weźmie musi mu pasować.- zarechotał złośliwie, przypominając coś sobie.- Wspomnij mu o tym. Farby również gdzieś powinny być, choć pamiętam, iż miał w planach wrzucić je do rzeki.
- Sympatycznie.- uniosła prawy kącik ust, nie przerywając pracy.
- Przepraszam, przerwałem ci.- zreflektował się.- Chcesz wymieniać dalej?
- Nie, jeśli pozwolisz.
- Chciałabyś może o coś jeszcze zapytać?- rzucił, dając jej czas na przemyślenia. Czy było coś takiego? W zasadzie wiele i nie wiedziała od czego zacząć.
- Czy twój brat miał kiedyś kobietę? Taką naprawdę, a nie... wykupioną?- zawstydziła się przy ostatnim słowie, choć sama nie wiedziała dlaczego. Nic w tym niezwykłego, że fundował sobie towarzystwo, które miało go nie zawieść. Malum zapowietrzył się zamierzenie, by odetchnąć głośno kilka sekund później. Przypomniała sobie słowa długowłosego, iż każdy ruch musiał sprawiać mu ból.
- Nie powinienem sprzedawać jego prywatności. Mimo tego uważam, że cokolwiek powiem - zachowasz dla siebie. Nie, nigdy. Znaczy, była Elisa, ale to było coś jeszcze innego, co ciężko przypisać w jakąś kategorię.- zmieszał się, przekładając parę kartonów. Odłamki żarówki faktycznie odnalazły się pomiędzy nimi, na co nie mogła powstrzymać cichego parsknięcia.
- Opowiesz mi o niej?- zacisnęła nieco wargi, przywołując to imię w głowie. Kim ona była... Ach, tak. Vinctus wspomniał ją, gdy go objęła, dawno temu.
- Różniła się od ciebie. Była cicha, skromna, nieporadna, bała się przebywania tutaj, często płakała. Miała wysoki głos, urocze, rumiane policzki, błękitno-zielone oczy, zadarty nosek i proste, blond włosy do łopatek. Sięgała mi do skroni, więc nie należała do najniższych. Mój brat powtarzał, że mimo wzrostu jest przyjemnie pulchna. Nigdy nie lubił wychudzonych wywłok.- wymamrotał. Przyjrzała się sobie szybko, oceniając czy się do nich zalicza. Zauważył to.- Nie, dziecko. Powiedzenie tego dziewczynie nie jest chyba najlepszym planem, jednak zaryzykuję. Przytyłaś odkąd tu jesteś. W ten pozytywny sposób, oczywiście.
- Malumie, do rzeczy.- upomniała go, nie zamierzając odpowiedzieć na próby karesa.
- Spodobała mu się, jakoś tak wyjątkowo. Zaczął zajmować się nią z większą troską, głównie dlatego, że nie dawała sobie rady sama. Przyszedł taki czas, gdy go pocałowała. Dał się porwać. Starał się dla niej. Jakby zatonął. Pisał wiersze, układał melodie, nawet to przeklęte malarstwo... Chciał dać jej wszystko. Przeliczył się. O ile coś do niego czuła to nie było to tak mocne, jak to, co czuł on sam. W ostatnim prezencie pozwolił jej zdecydować. Wybrała wolność, a on nigdy nie próbował jej zatrzymać. Ostrzegałem go, że tak będzie. Nie polubiłem jej, bo... Nie mów mu tego, nie chcę znów stracić jego obecności...Wydawała mi się dwulicowa.- wystękał, dokładając do stosiku trzy nowe strony. Szło im to całkiem sprawnie, biorąc pod uwagę, że cały czas rozmawiali. Powietrze zrobiło się nieco chłodniejsze, leniwie wpadając przez otwarte okiennice.
- Dlaczego tak ją puścił?
- Bo ją kochał. Przynajmniej tak mu się wtedy zdawało. Później uświadomił sobie, że to tylko zauroczenie, bo nigdy nie miał szansy obcować z kimś takim. Lecz powód był właśnie ten. Sądził, iż odwzajemni uczucie, wróci, zatęskni. Nie zrobiła tego.- wzruszył ramionami. Odniosła wrażenie, że wolałby się mylić. Następne pół godziny przesiedzieli w ciszy, każde pogrążone we własnych rozważaniach.
- Przybliżysz mi wizerunek swojego brata? Chciałabym mieć jakieś nowe spojrzenie na to wszystko.- odezwała się cicho, niepewna każdego słowa.
- Vins jest... skomplikowany. Ciężko cokolwiek o nim powiedzieć. Przeważa w nim sarkazm i brak wiary w jakąś inteligencję, poza własną. Mimo tego, od dziecka był rozważny, a gdy nikt nie patrzył - przejawiał także oznaki troski o innych.- wymówił to w teatralny sposób, jakby było najgorszym z przewinień. Ktoś zapukał do drzwi pokoju, uchylając je od razu. Do środka wsunęła się delikatna, pociągła twarzyczka z mnóstwem piegów i krótkimi, blond włosami. Skinął na nią, aby przemówiła. Nabrała powietrza, piskliwym głosikiem informując, iż Sofi przygotowała dla nich posiłek. Zaraz potem uciekła, speszona osobliwościami.- To była Natalie. Przywiozłem ją ze sobą.- wyjaśnił na jej zdziwione spojrzenie.
- Dlaczego?- dopytała, wstając. Przerwa im się przyda. Siedzieli tu od dobrych kilku godzin. Powoli odczuwała odrętwienie. Postąpił za jej przykładem, także się podnosząc.
- Jest zagubiona. Nie chciałbym narazić takiej bezbronnej osóbki na strach przed samotnością. To miłe dziewczę, byłoby szkoda.- uśmiechnął się z ojcowskim zaangażowaniem. Zeszli po schodkach do jadalnego pokoju, zastając tam obcego dla niej mężczyznę, opartego o kant szafki. Malum jednak poznał go, co wcale nie wydało jej się dobrym znakiem, gdyż zmarszczył nieprzyjemnie brwi.- Marcusie, co tutaj robisz?
- Pomyślmy.- parsknął tamten, patrząc na niego z ukosa. Czarne kosmyki zakryły widoczne zakola. Mógł mieć najwyżej trzydzieści siedem lat. Pogładził zadbaną brodę, czekając na jakąś głębszą reakcję ze strony towarzysza. Jak na zawołanie - twarz okalana bliznami zbladła. Zapragnęła informacji.- Twój kochany braciszek niezbyt uważnie jechał.
- Cholera. Mówże dokładniej. Najlepiej usiądź, zjedz z nami.- uprzytomniał trochę, zapraszając go do stołu. Skłonił się głęboko, odsuwając krzesło dla May. Odpłaciła wdzięcznym uniesieniem kącików warg. Uprzytomniła sobie, że dziwnie często spożywa tutaj obiady, mimo iż nie powinna, jako służebnica.
- Będę zmuszony jeść w pośpiechu, gdyż śpieszno mi wyruszać za Vinctusem.- odparł leniwie jegomość, usadawiając się naprzeciw niej. Wzbudzał sprzeczne emocje, bawiąc się posiadanymi danymi. Malum chrząknął gniewnie.
- Mógłbyś wreszcie zdradzić, co takiego się wydarzyło?
- Skoro tak ładnie prosisz.- ułożył przedramiona za głową, tworząc tym samym najbardziej ignorancką postawę, jaką można sobie wyobrazić. Po chwili spoważniał, zgarbił się i postukał opuszkami palców po krawędzi talerza.- Rzucił się w pogoń za cieniem czegoś, co wydało mu się znajome. Stracił orientację w terenie. Kompletny kretyn, niech się cieszy, że z nim jechałem. Znalazłem powrotną drogę, żeby przywieźć mu drugi kompas. W związku z tym właśnie - macie może pojęcie, gdzie ten skończony idiota schował zapasowy?- zagadnął, pakując sobie do ust kawał baraniny.
- Jakim cieniem?
- Tyle zdołałeś wyłapać z mojego wywodu? Naprawdę? W dodatku sądzisz, że pozwolę sobie odpowiedzieć przy kobiecie?- wskazał na nią widelcem, pierwszy raz poważnie przeszywając ją wzrokiem. Miał brązowe oczy, przywodzące skojarzenie z czekoladą. Niezbyt surowe rysy, prosty nos i ironicznie wygięty łuk brwiowy. Równocześnie wyglądał, jakby znaczył wszystko oraz nic.- Może skupisz się na tym, co istotne?- skierował tę uwagę do mężczyzny, wyraźnie będąc zirytowanym.
- Melodie, mogłabyś poszukać kompasu? Wybacz, że odciągam cię od jedzenia.- zmieszał się, niezręcznie wypraszając ją z pomieszczenia. Wychodząc pomyślała tylko, że dowie się wszystkiego czy im się to podoba, czy nie.