czwartek, 22 maja 2014

Pierwszy.

Poznała go cztery lata temu. Był jednym z zamożnych panów, których podłe oczy świeciły z upodobania do oglądania przemocy na tle seksualnym. Jedynym co go wyróżniało była czerń. Czarne włosy, oczy, odzienie. Nienawistnym podziwem przyglądał się każdej celi z potencjalną nową zdobyczą do kolekcji. Ona trafiła tam przypadkiem. Została przyłapana na próbie ucieczki z kraju i skazana na publiczne zniewagi. Przemytnicy porwali ją jednak, gdy wieziona była strażniczym wozem na plac miasta. Sprzedali ją przy najbliższej okazji, która nadarzyła się w porcie Riverton. Właściciel uznał ją za idealną do sprzedaży na rynku niewolników. Trafiła do sekcji dla kobiet wykorzystywanych przez fakt, że młody wiek i wcześniejsza wysoka pozycja społeczna nie nauczyła jej zbyt wiele robić w domu. Była przerażona na myśl o wykupieniu przez jakiegoś obcego, obleśnego typa, który ma nieczyste zamiary. Sam zapach tego miejsca przyprawiał ją o ciarki. Modliła się, by ktoś ją stąd wypuścił lub obudził tłumacząc, że to koszmar. Nie wyglądało jednak by któreś z tych pragnień miało zostać wysłuchane. Skuliła się mocniej w kącie swojej zimnej klatki, zasłaniając tyle ciała ile tylko zdołała. Ubrali ją w typowo dziwkarską bieliznę. Nogi miała zsiniałe, fioletowe. Prawie nie czuła palców. Koleżanka z którą dzieliła przestrzeń określiła ją mianem ‚typowej nowej’, sama kręcąc tyłkiem przy kratach. Podobało jej się bycie nową o tyle, że nie miała odwagi na tak poniżające zachowanie. Wtedy pojawił sie on. Krążył tu już wcześniej, ale teraz zatrzymał się centralnie przed jej celą. Ignorując adorującą go dziewczynę, patrzył wprost na nią. Rejestrował każdy detal. Miał na tyle przenikliwy wzrok, że czuła się całkowicie naga.
- Podejdź.- polecił ostro, przebijając mocnym, niskim głosem otaczające to miejsce okropne dźwięki. Ścisnęła kostki dłoni aż pobielały, przerażona wpatrując się w głębię jego mrocznej osoby.- Podejdź.- powtórzył głośniej, z większym naciskiem. Sparaliżowana strachem nie wiedziała co zrobić. Zareagować czy nie? Co by zrobiła ‚typowa nowa’? Docisnęła łydki do ud, wbijając się w kąt ze wszystkich sił.- Jesteś głucha czy jak? Podejdź no tu.- westchnął, wyraźnie przeklinając pod nosem. Jej koleżanka przyklękła przed nim.
- Po co ci ona? Czy nie jestem bardziej atrakcyjna?- zapytała, oblizując przesuszone wargi.
- Spierdalaj, atencyjna kurwo.- zbył ją, ledwo zaszczycając jej twarz pojedynczym spojrzeniem pełnym obrzydzenia.- Ile mam czekać? Może się w końcu rusz.- warknął wściekle, opierając się łokciem o kratę. Przełknęła głośno ślinę, postanawiając spełnić polecenie. Powoli wstała i potykając się o własne, zdrętwiałe stopy przemierzyła odległość dzielącą ją od niego. Stanęła na tyle blisko, że czuła nawet jego oddech. Zmierzył ją dokładnie.- Trzęsiesz się ze strachu czy z zimna?
- To i to.- zadrwiła ta druga, która po odrzuceniu usiadła z boku.
- Nie z tobą rozmawiam, więc z łaski swojej nie dziel się ze mną swoim zdaniem, bo całkowicie mam je w dupie. Jeszcze jeden komentarz, a wykupię cię i potnę na małe ćwiartki uprzednio pilnując byś w trakcie się nie wykrwawiła, bo to oszczędziłoby ci cierpień na które zasługujesz. Wracając, do tego co mnie interesuje..- spojrzał wyczekująco.
- Z zimna, proszę pana.- odparła cicho, nieśmiało. Zdjął swoją kurtkę i wsunął między metalową zaporę.
- Zakładaj. Zaraz wracam.- mruknął, po czym oddalił się w kierunku sprzedawcy.
- Masz szczęście, mała.- krzyknęła kobieta po drugiej stronie przejścia. Miała ciemną skórę, potargane włosy i skórzany gorset. Nie wyglądała na zmartwioną swoim pobytem tutaj. Najwidoczniej przyzwyczaiła się do tych spraw.- On tu jest co dzień od dłuższego czasu. Nic nie kupił do tej pory. Jesteś pierwszą, która zdołała go zainteresować.
- To dobrze?- pisnęła przelęknięta, okrywając się ciepłym materiałem.
- Dla ciebie? Bardzo dobrze. Wychodzisz stąd.- zaśmiała się, w jakiś dziwny sposób uspokajając ją. Wcisnęła dłonie w kieszenie i oparła się o brudną, wybrukowaną ścianę. Czekała aż wróci. Wyglądało, że ją adoptuje. Wróć, on tu przecież przyszedł po zabawkę. Weźmie ją stąd, by wywieść i wykorzystać. Na pewno będzie brutalny. Taki facet jak on musi taki być. Po to tu przychodzą.
Pojawił się koło godziny później, razem z jakimś strażnikiem, który otworzył mu drzwi.
- Targowałem cenę, jakbyś miała ochotę zapytać.- wyjaśnił, widząc zdziwiony wyraz jej twarzy. Zwątpiła, że wróci. Zwykle się nie myliła i tym było spowodowane jej zaskoczenie.- Nie stój tak. Idziemy. Od dziś należysz do mnie.- pchnął ją w kierunku wyjścia, wzbudzając w niej niechęć do jego osoby. Za wcześnie się ucieszyła. Był zwykłym chamem. Pociągnął ją za sobą do powozu i prawie wrzucił do środka. Krzyknął do woźnicy, by ten ruszył, po czym usiadł naprzeciw niej.- Masz jakieś imię?- zagadnął z niechęcią.
- Melodie.- odparła zgodnie z prawdą.
- Więc May, powiedz..
- Melodie.- przerwała mu z naciskiem powtarzając. Nie znosiła zdrobnień.
- May, powiedz ile masz lat?- dokończył, ignorując ją. Cała jego postawa wskazywała na to, że ledwo ją znosi i nie ma ochoty słuchać niczego o co nie spyta.
- Szesnaście. A pan?
- Nigdy nie pytaj mnie o nic co nie jest ci potrzebne.- zacisnął usta w wąską linię.- Mam trzydzieści pięć, jeśli bardzo cię to interesuje. Umiesz policzyć jaka to różnica wieku?
- Ma mnie pan za głupią?- prychnęła, niczym rozjuszona kotka.
- Nie będę tolerował takiego zachowania. Zadałem pytanie, by uzyskać odpowiedź, a nie jakąś przepełnioną idiotyzmem odzywkę.- warknął, mrużąc złowrogo oczy.- Mam dziś zły nastrój na kretyńskie zachowania.
- To dziewiętnaście lat różnicy.- odpowiedziała pokornie, nie chcąc go bardziej zdenerwować.
- Dobrze.- pochwalił sucho.- Masz świadomość, że pojechałem tam w konkretnym celu i nie zamierzam hodować cię w domu jako towarzysza, lecz wykorzystywać do własnych potrzeb?
- Mam świadomość.- wbiła wzrok w podłogę, powstrzymując pragnienie ucieczki od tego okropnego człowieka.
- Uprawiałaś kiedyś seks?- spytał wprost, bez żadnego oporu ingerując w jej prywatność. Mimowolnie zaczerwieniła się.- Tak czy nie?
- Nie.- zwiesiła głowę, wstydząc się rozmawiać na ten temat z obcym.
- Chciałaś kiedyś to robić?- drążył dalej, wprawiając ją w większe zakłopotanie.- Oh, daj spokój! Zostałaś dziwką, więc przyzwyczaj się do mówienia o tym.
- Przepraszam.- pisnęła ze skruchą.
- Prawidłowo. Teraz odpowiedz.- kiwnął głową, znów penetrując ją wzrokiem.
- Nie myślałam o tym.
- Kłamstwo. Zarobiłaś karę za marnowanie mojego czasu.- westchnął wkurzony.- Jeszcze raz i szczerze.
- Chciałam, ale nie było z kim, ani jak.- przyznała.- Proszę mi wybaczyć.
- Nie licz na to. Nie należę do pobłażliwych i każdy twój błąd będę karał, byś go nie powtórzyła.- przytrzymał jej szczękę, oglądając wpierw jeden profil, potem drugi.- Podobasz mi się.
- Gdybym ci się nie podobała to by mnie tu nie było.- wymsknęło jej się nieuważnie, za co ukarał ją uderzeniem w policzek.
- Uroczy charakterek, ale nie na moje dzisiejsze siły. Panuj nad sobą albo twoja śliczna twarzyczka ucierpi.- kiedy już otwierała usta by zaoponować, dodał:- I nawet nie próbuj ponownie przepraszać. Nadużywasz tego słowa w wyjątkowo bezczelny sposób.
- Rozumiem.- zacisnęła zęby, zmuszając się do bycia miłą.
- Nie musisz się zachowywać jak mój pupilek. Nie jesteś nim. Spróbuj być sobą w takim stopniu, jaki będzie dla mnie mało wkurzający. Jasne?
- Jasne.- odetchnęła, wpatrując się w mijane jezioro. Jechali w ciszy przez następnych kilka minut.
- Masz jakieś umiejętności? Wolę spytać, żeby później nie było nieręcznych sytuacji.
- Przykładowo jakie?
- Pranie, gotowanie, sprzątanie, cokolwiek..- wymieniał, wyraźnie mając ją za kompletną idiotkę. Zamyśliła się na chwilę.
- Umiem grać na fortepianie i parzyć herbatę.- rzuciła w końcu, kiedy wyglądał jakby tracił cierpliwość.
- Skąd niewolnica umie grać na fortepianie? Masz jeszcze jakieś nietypowe tajemnice?- zbulwersował się, opierając plecy o wóz.
- Jesteś..
- Dla ciebie pan.- wtrącił ponuro.
- Jest pan zły, że potrafię coś zrobić, a pan nie?- zamrugała słodko oczami, plując najbardziej jadowitym tonem na jaki było ją stać w ramach grzeczności. Przybliżył twarz do jej, tak aby dzieliły je zaledwie centymetry.
- Gram na fortepianie, pianinie, harfie, gitarze, ukulele, flecie, trąbce, tamburynie i bębnach. Parzę herbatę, kawę i pędzę własne wino. Nie mów mi czego nie umiem, bo zawsze będę dziewiętnaście kroków przed tobą. Jakieś jeszcze uwagi, kochanie? Denerwuj mnie póki możesz. Jak tylko dojedziemy zamierzam to na tobie odreagować.- posłał jej wymuszony uśmiech. Przeszedł ją dreszcz strachu, połączonego z obrzydzeniem. Ten facet nie wydawał się być w żaden sposób pociągający. Miał krzywy nos, bliznę na dolnej wardze i najprawdopodobniej palił. Jego zęby - choć proste - były pokryte żółtawym kolorem. Kiedy przyjrzała się bliżej zauważyła jeszcze coś. Z boku, po lewej stronie szyi, zakryte włosami znajdowało się okropne, czerwone poparzenie. Zrobiło jej się niedobrze na ten widok. Wyglądało naprawdę poważnie. Musiał mocno cierpieć.- Nie gap się.- wacharczał nagle.
- Ja tylko..- chciała się wytłumaczyć, aby nie wziął jej za dziecinną dziewczynkę, która nigdy nie widziała poważnej rany. Nic jednak nie przyszło jej do głowy, więc postanowiła szczerze spytać. Co miała do stracenia? I tak nie zamierzał traktować jej delikatnie.- Skąd ma pan to oparzenie?
- Wolałbym o tym nie rozmawiać. Nie lubię litości i nie zamierzam jej w tobie wzbudzać. Zresztą jesteś za młoda na takie historie.- parsknął, przekładając włosy na ramię, by więcej zasłoniły.- Nie patrz na to, bo nie zamierzam sprzątać twoich wymiocin.- ogłosił, uśmiechając się złośliwie. Ten człowiek był pełen sprzeczności. W jednej chwili miły, potem bezczelny i chamski, a na koniec czysto wredny. Zamierzała poruszyć tą kwestię w innym terminie. Była pewna, że opowie jej o tym kiedyś.
Powóz zatrzymał się przed rozległą posiadłością. Labirynty ścieżek wiły się między rozsadzonymi wszędzie, zadbanymi krzewami ciemnych róż. Główna droga wyścielona była białym brukiem, lecz wszystkie mniejsze obsypane zostały kamieniami różnej wielkości. Na środku dziedzińca jawił się staw. Drewniane szczebelki wzrastały centymetry nad nim, prowadząc do małej studzienki porośniętej ozdobnym bluszczem. Krajobraz rodem z bajki - wszędzie dookoła lasy, żywopłoty, słoneczniki. Sam budynek przedstawiał arystokratyczne pochodzenie. Do wejścia ustawione były schody z beżowej kostki, nad którymi wisiał balkonik podparty gotyckimi kolumnami. Wszystko utrzymane w równowadze jasne-ciemne.  Wyglądało wspaniale. W niczym nie sugerowało nietypowych preferencji właściciela.
- Masz dwie godziny na rozejrzenie się i przebranie w coś mniej ubogiego. Później stawisz się w salonie, by zjeść ze mną kolację. Tylko ten jeden raz, bo wiem, że jesteś głodna. Do tego czasu nie zawracaj mi głowy. Jeśli się zgubisz to spytaj kogoś. Ludzi tutaj nie brakuje.- mówił, ciągnąc ją do wnętrza domu.- Ktoś pokaże ci twój pokój. Nigdzie indziej niczego nie waż się dotknąć. Zrozumieliśmy się?- stanął w przedpokoju, ściskając jej nadgarstek, aby miała pewność, że żadne słowo nie było żartem.
- Tak, proszę pana.- kiwnęła głową.- Dziękuję.- ukłoniła się służalczo. Puścił ją, po czym wyciągnął dłoń.
- Oddaj kurtkę.
- Mhm.- szybko zdjęła ciepły materiał i podała mu go.
- Grzeczna dziewczynka.- pogłaskał ją po włosach, by po chwili odejść wgłąb kwater. Odetchnęła głęboko, kiedy zniknął. Czuła się przy nim bardzo nieswojo, ale chyba nic w tym niezwykłego. Kto czułby się bezpiecznie przy obcym facecie, który kupuje sobie kobiety na targu niewolnic? Naturalną rzeczą jest strach w takim wypadku. Przesunęła się powoli do środka, podziwiając porozwieszane na każdej ścianie obrazy. Większość przedstawiała pogańskie obrzędy religijne. Szczególnie do gustu przypadł jej jeden, więc podeszła bliżej. Malowało się na nim palenie czarownic. Pani przybita do stosu wyglądała podobnie do niej samej. Miała kasztanowo-brązowe włosy, wyraźne kości policzkowe i lekko wysunięty podbródek. Patrzyła w górę, pokornie przyjmując wymierzany przez prawdziwych bluźnierców ból. Jej szara, wygnieciona suknia płonęła żywym ogniem, zapewne wywołując niemiłosierny ból. W nogach było widać przypalone kości piszczelowe. Strzałkowe zdążyły zmienić się w proch. Ludzie wokół wymachiwali krzyżami, różańcami i małymi tomikami pisma świętego w łacińskiej wersji. Niebo żarzyło się ciemnym blaskiem nocy. Gdzieś w dalekim tle iskrzył piorun, zesłany w ramach protestu przez żądną sprawiedliwości naturę. Smutny, acz piękny był to obraz. Oddaliła się od niego, zaszczycając spojrzeniem meble. Wszystko urządzone w skromnym, odrobinę zachodnim stylu. Ciemne tapety i szafy z hebanowego drewna dodawały niedopowiedzianego uroku. W oknach zamknięte były renesansowe mozaiki z motywem leniwej abstrakcji. Idąc dalej, zauważyła wypełnione książkami półki, pokrywające cały, długi korytarz. Nie wyglądał na typ czytającego. Podłogi były wyłożone drewnianymi panelami i pokryte jednokolorowymi dywanami z krótkim włosiem. Mijała kolejne drzwi, wszystkie zamknięte. Gdzieniegdzie kręciły się kobiety poubierane w stroje francuskich pokojówek, zamiatające zakurzone zakątki. Zaczepiła jedną z nich, pytając o pokój.
- W końcu kogoś przywiózł? Witamy na pokładzie, młodziaku. Wejdziesz na górę, wtedy 4 drzwi po prawej. W szafie będą trzy stroje. Do pracy domowej..- wskazała na siebie.-.. do podniecania Pana i do chodzenia w dni wolne.
- Jeśli zaprosił mnie na kolację to który z nich powinnam włożyć?- skorzystała z jej przyjaznego obycia, próbując dowiedzieć się czegoś więcej. Nie chciała się ośmieszyć już pierwszego dnia.
- Dni wolne. Ma dziś kiepski nastrój, więc skrzyczałby cię za ubranie się wulgarnie do jedzenia.- skrzywiła się lekko.
- Dziękuję za pomoc.- uśmiechnęła się wdzięcznie i ruszyła w stronę schodów. Znalazła odpowiednie pomieszczenie, po czym powoli zajrzała do środka. Było nienaturalnie przyjaźnie. Kompletnie nie w stylu, którego się spodziewała. Beżowa tapeta, wykładzina, pościel. Śliwkowe wzory kwiatowe wyszyte na poduszkach. Bukowe drewno składało się na szafkę nocną i małą garderobę. Wyjęła z niej czerwone spodnie oraz czarną, bufiastą bluzkę wiązaną z przodu rzemykami. Jak się okazało miała niemały dekolt. Mocno skrępowana, wyszukała grzebień i porządnie rozczesała swoje splątane włosy. Spojrzała w lusterko, stojące przy zakratowanym oknie. Przestraszyła się własnej twarzy. Rozdrapana rana ponad brwią, opuchnięty od uderzenia policzek, sine usta, podkrążone oczy - to wszystko zdecydowanie nie dodawało jej urody. Dziwne, że zechciał ją wziąć. Dokończyła poprawianie włosów i spróbowała oczyścić się z brudu. Poniekąd jej się nawet udało. Pod koniec wyglądała w miarę kobieco. Nadszedł czas kolacji o czym powiadomiła ją kolejna służka, poprzedzając swoje wejście pukaniem. Wyszły razem. Czekał w salonie. Przebrał się w luźniejsze szaty. Na jej widok wstał. Poczekał, aż zajmie miejsce przy jego boku i dopiero potem usiadł.
- Normalnie zignorował bym to, lecz przemiana jest wielka. Lepiej wyglądasz bez warstwy kurzu.- skomentował, wlewając wina do swojego kieliszka. Spojrzał na nią odkrywczo.- Pijasz alkohol?
- Nie miałam okazji. Moja rodzina jest.. była dość surowa. Nie pozwalali mi pić ze względu na młody wiek.- wyjaśniła nieśmiało. Wydawał się niepokojąco zbyt miły, kiedy rozlał również w jej szklankę.- Dziękuję.
- Tak, tak. Tylko sobie nic nie ubzduraj. Jesteś tu pierwszy dzień, więc póki co lepiej, by utrzymywać cię w dobrym samopoczuciu. Jeszcze zdążysz mnie znienawidzić. Żadna tutaj mnie nie lubi, co w niczym nie przeszkadza, a wręcz poprawia ich umiejętności w odpowiednich kierunkach.- parsknął, krojąc swoje jedzenie. Podane w ładny sposób mięso z owcy. Nigdy takiego nie jadła, więc nie była pewna czy jej posmakuje. Patrzyła ze zwątpieniem w talerz, trzymając nad nim wahający się widelec.- Zabawny widok. To zwierzę już nie żyje. Z pewnością nie ma żadnych argumentów, byś miała je marnować.
- Wcześniej nie widziałam czegoś takiego.- szepnęła cichutko, czym dodatkowo go rozśmieszyła. Pocieszający był fakt, że był dzięki niej w lepszym humorze.
- Spróbuj przynajmniej.- polecił, wyciągając do niej kawałek. Przybliżyła się i uchyliła usta, by mógł ją nakarmić. Słodko-kwaśny smak rozlał się po jej podniebieniu, uświadamiając naglący głód. Szybko zajęła się własnym posiłkiem.- Możesz jeść rękami. Będzie szybciej.- polecił, widząc oczy płonące pragnieniem. Usłuchała, chwytając kości między wątłe palce. Dopiero gdy skończyła, zauważyła, że cały czas wpatrywał się w nią z fascynacją. Speszona, wytarła usta przedramieniem i sięgnęła po szklankę.- Nie radzę się spieszyć. Zakrztusisz się.- wymruczał, unosząc swój kieliszek w geście pozdrowienia. Ostrożnie pociągnęła pierwszy łyk. Skrzywiła się lekko. Smakowało cierpko. Po głębszym przemyśleniu, wyczuła smak winogron, porzeczek i jabłek.
- Mogę o coś spytać?
- Byle nie o coś durnego.- przyzwolił, duszkiem wypijając swój napój.
- Jak udało się panu połączyć smak tych owoców? Wydaje mi się, że potrzebują różnego czasu na fermentację. Zresztą nie sądziłam, że można w ogóle je łączyć.- zmarszczyła brwi, okręcając szkło dookoła. Płyn miał śliczny kolor. Coś na pograniczu karminu i burgundu.
- To już jest moja słodka tajemnica.- położył palec na ustach, sugerując milczenie pod tym względem.
- Czy mógłby pan z góry określić rzeczy o których nie powinnam mówić?- westchnęła ciężko, zmęczona nieotrzymywaniem satysfakcjonujących odpowiedzi. Uśmiechnął się serdecznie. Jakby byli na prawdziwej kolacji, a on nie miał zamiaru później przymusić jej do seksu. Zaiste zagadkowy był to człowiek.
- Blizna, wino, rodzina, twoja wolność. Nie kwestionuj moich poleceń. Nie irytuj mnie, jeśli nie masz niczego sensownego do przedstawienia. Jeśli masz ochotę porozmawiać o czymś sensownym to jestem w stanie sie zgodzić, pod warunkiem, że dostanę coś w ramach zamiany. Możesz czytać wszystkie książki jakie znajdziesz. Żadna z nich nie jest na tyle cenna, bym bał się ją stracić. Gdybyś czegoś potrzebowała - do mnie przychodzisz tylko, gdy nie znajdziesz nikogo innego. Miej świadomość, że każde twoje przyjście wykorzystam. Nie jestem typem człowieka, który pomaga za darmo.- puścił jej oczko, rozciągając się w krześle. Wyprężył całe ciało na tyle mocno, że przez ubranie przebijały się wyraźne kości żebrowe. Ledwo stykał się przy tym z meblem pod sobą. Podparty był tylko w strategicznych punktach, by nie upaść.- Jestem zmęczony. Idź do siebie.
- Jak pan sobie życzy.- posłusznie wstała i podążyła w kierunku schodów. Nie zamierzała wypominać mu, że jeszcze przed chwilą zamierzał się z nią pobawić. Jego rezygnacja była dla niej zdecydowanie lepsza.
- May!- krzyknął, wywołując u niej paraliż. Przymknęła oczy, odetchnęła i odwróciła się na pięcie.
- Tak, proszę pana?- odezwała się najmilszym głosem, na jaki było ją stać. Parsknął, zauważając jej przelękniętą mimikę.
- Śpij dobrze, May. Widzimy się z samego rana.- machnął ręką, by szła dalej. Przygryzła wargę, skłoniła się i uciekła szybkim marszem. Wbiegła po schodach, przy końcu przewracając się o wystający dywan. Leżała jak upadła przez kilka najbliższych minut. Zastanawiała się na czym polega jej strach. Kiedy już wstała, wciąż nie znając odpowiedzi, przeszła spokojnie do swojego nowego pokoju i ułożyła się wygodnie na łóżku. Po dłuższej chwili zrozumiała, że wygodniej będzie jej się spało bez ubrań. Zdjęła je, okryła się lnianą kołdrą. Próbowała nie wyobrażać sobie, co by się stało gdyby ktoś wszedł i zobaczył ją w takim stanie. Zadrżała, podciągając materiał pod szyję. Pierwsza noc nigdy nie była łatwa do przetrwania. Kolejne będą z pewnością prostsze. Przyzwyczai się do uczucia obserwacji, rozmów z tym dziwnym panem, nietypowych zasad..
Drzwi otworzyły się w momencie, w którym prawie zasnęła.
- May, zapomniałem o czymś. Chodź ze mną.- mruknął ponuro cień długowłosej postaci.
- Czy mogę się wpierw ubrać? Nie mogłam usnąć bez rozebrania się.- zarumieniła się dziko, mając nadzieję, że ciemność porządnie ukryła jej twarz.
- Jeśli musisz. Nie będę czekał. Zejdź po schodach całkowicie w dół. Łatwo mnie znajdziesz. Właściwy pokój będzie otwarty.- wzruszył ramionami i zniknął. Siedziała w bezruchu, przerażona następującym. Naciągnęła poprzednie ciuchy, nie wiedząc czy są prawidłowe na ten moment. Chwiejnymi krokami podążyła wyznaczoną trasą. Istotnie łatwo było trafić - stał w komnacie naprzeciw niej, mącąc coś czy ogniu.
- Jestem.- pisnęła, gdy nawet się nie obrócił. Spojrzał teraz, mierząc ją od stóp po czubek głowy. Wskazał skinieniem, by usiadła na krześle z przywiązanymi doń pasami. Zrobiła to, czując się jednak niezbyt komfortowo. Gorzej było, gdy zaczął przymocowywać ją do siedzenia.
- Muszę to zrobić, nawet jeżeli bardzo szkoda mi twojego zdrowego ciała. Pasy są byś nie wyrządziła sobie większej krzywdy, niż jest konieczne.- niezdrowym blaskiem zalśniły przed nią jego oczy. Podniósł jej bluzkę, zwijając ją lekko, by łatwo się nie zsunęła. Rozżarzone żelazo spowiło wszystko czerwonawą poświatą. Zamierzał oznaczyć swoją własność. Zemdliło ją, gdy poczuła gorąco metalu jeszcze przed przyłożeniem go do nagiej skóry. Przy zetknięciu nie powstrzymała wrzasku bólu. Jednocześnie starała się nie poruszyć, choć sekundy zdawały się ciągnąć godzinami. Ograniczyła krzyk do skomlenia. Wmawiała sobie, że łzy - spływające mimowolnie spod zamkniętych powiek - w jakiś sposób łagodzą odczuwane cierpienie. Kiedy już odsunął pręt od jej torsu wcale nie poczuła się lepiej. Miała wrażenie, jakby krew w całym organizmie zaczęła wrzeć. Nie chciała patrzeć w dół. Zwymiotowałaby na zbyt nieprzyjemny widok. To byłoby niegrzeczne. Zamiast tego postanowiła przezwyciężyć chęć ciągłego zaciskania zębów i zapytać.
- Mógłby mnie pan odpiąć?
- Poleję to wodą.- oznajmił poważnie, sięgając miski ze stołu. - Zaboli.
- Śmieszne.- jęknęła, wciskając się mocniej w mebel. Delikatnie przytknął mokrą szmatkę do nowopowstałej rany. Syknęła cicho, ale poza tym nie było reakcji. Woda gotowała się, osuwając po krzywej linii do pępka. Przykładał świeżą, aż ból ograniczył się do niezdrowego pulsowania. Uświadomiła sobie wtedy, że ma przemoczone spodnie.- Odepnie mnie pan?- ponowiła prośbę, przekrzywiając przekornie głowę.
- Jesteś bardzo wytrzymała.- pochwalił, rozplątując więzy.- Ktoś cię wcześniej źle traktował?
- Pan nie chce mówić o sobie, ja również nie uważam tego za konieczne. Skupmy się na tym po co tu jestem, a nie na historii mojej przeszłości, okej?- masowała obolałe nadgarstki.
- W przeciwieństwie do ciebie - mam prawo do własnego zdania.
- Może mnie pan nawet torturować, ale jeśli chcę milczeć to milczeć będę.- prychnęła beztrosko, zapominając z kim rozmawia. Uniosła oczy, by spojrzeć prosto w jego obsydianowe.
- Przekonamy się.- wymruczał z przekonaniem, wcielając w użycie jeden z najprzyjemniejszych głosów, jakie było jej dane usłyszeć do tej pory.- Gdzie moje maniery? Zapomniałem się przedstawić. Jestem Vinctus Amet.- chwycił jej dłoń, po czym szarmancko ją ucałował.
- O jakich manierach mówimy?- zadrwiła.
- Nie przeginaj, mała. Dałem ci dach, jedzenie, ubranie. W dodatku staram się nie zachowywać jak ostatni cham. Z łaski swojej postaraj się odwdzięczyć oraz cieszyć faktem, iż dziś jeszcze pobędziesz dziewicą. Teraz spadaj.- szybkim krokiem przemierzył odległość do pobliskich komnat, które najwidoczniej były jego prywatnymi. Odważyła się zerknąć na bliznę, którą jej wypalił. To był ślicznie rozwinięty kwiat róży. Nie zauważyła wcześniej, że pręt zakończony był sygnetem. Opuściła bluzkę z postanowieniem o odpoczynku. Uważała ten dzień za nazbyt przepełniony wrażeniami.

środa, 21 maja 2014

Wstęp.

Obejrzała się przez ramię, licząc, że zobaczy Lisę. Zamiast tego ujrzała cień człowieka, którego nie miała zamiaru oglądać nigdy więcej. Beztrosko opierał się o ścianę, posyłając jej kpiące spojrzenie spod swoich ciemnych, zadartych sarkastycznie brwi. Włosy opadały mu swobodnie na ramiona, a drobna broda dodawała licu diaboliczności. Przeskoczył kilka kroków w swoich długich, ciężkich butach, by pochylić się nad nią i uśmiechnąć drwiąco. Gorące dłonie oplotły jej szyję, siłą unosząc opuszczoną ze złości głowę. Obsydianowe oczy mężczyzny wwierciły się boleśnie w jej brązowe tęczówki. Uchyliła usta by skomentować jego zachowanie jako nieuprzejme, lecz ten przytknął do nich swoje wargi. Niedelikatnie wyssał z niej przyjemność, zmuszając do posłuszeństwa względem następującej czynności. Wsunął język w jej gardło, pieszcząc strukturę podniebienia. Przyparł ją do muru i począł całować po zwieńczeniu obojczyków. Złożyła dłonie na jego karku. Nie zdołała powstrzymać cichego jęku, spowodowanego ogromem namiętnych umiejętności partnera. Uczuła jak ręka ślizga mu się pod jej bluzkę. Chciała odmówić, lecz nie dawał takiej możliwości. Ścisnął mocno jej lewą pierś, jednocześnie kąsając płatek ucha. Znalazła jednak sposobność, by wydostać się spod kontroli, kiedy odsunął się nieco w celu zlikwidowania ubrań z jej ciała. Wyrwała się i odeszła kawałek. Zabiła go wzrokiem, pocierając usta nasiąknięte jego smakiem.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz?- zapytał, wykrzywiając drwiąco twarz. W odpowiedzi splunęła mu pod nogi.- Czyżbyś już zapomniała o swojej obietnicy względem mojej osoby? Ślubowałaś poprzez święte obrządki, iż..
- Zamknij się. Wiem co ślubowałam.- warknęła, wyrównując potargany dotykiem materiał.
- Więc?- drążył, wciąż z tą samą miną. Wyraźnie sprawiało mu przyjemność zmuszanie jej do spełniania wszelkich jego zachcianek.
- Więc co?- powtórzyła za nim, nie wiedząc co chce dostać w odpowiedzi.
- Skoro pamiętasz swe śluby to powinnaś zachować wiecej pokory, nieprawdaż? Umownie jestem twoim panem.- uśmiechnął się, ukazując szatańskie ogniki zamieszkujące jego ciemną duszę.- Czyż nie jesteś moją własnością w kwestiach moralnych?
- Byłam twą niewolnicą trzy długie lata..- zaczęła, zaciskając nerwowo szczękę.
- I będziesz nią póki żyjesz.- bezceremonialnie uciął, zbliżając się. Nie uciekła od niego. Nazwałby to tchórzostwem i określił się zwycięzcą.
- Nie.- zaprotestowała pewnym głosem, patrząc prosto w jego zabójcze oczy.
- Nie?- uniósł brew, nie okazując zdziwienia, lecz politowanie.
- Owszem, mówię nie. Uwolniłeś mnie. Nazwałeś wolną i kazałeś iść. Nie cofniesz tego.- prychnęła, czując swoją rację.
- Założysz się? Jesteś moja. Albo to albo śmierć.- szepnął, mocną dłonią przytrzymując jej pośladek. Tym razem splunęła mu prosto w twarz. Zaśmiał się tylko, ocierając ślinę przedramieniem.- Wciąż podniecająco agresywna. Urocze.
- Odwal się ode mnie.- pchnęła z siłą jego tors. Nie stracił jednak nic z dawnej krzepy i nawet nie drgnął, choć ona wyćwiczyła w sobie większą zręczność mięśni.
- Właśnie to jest w tobie piękne - próbujesz się bronić, lecz nie umiesz. Przez to seks z tobą zawsze był atrakcyjny.
- Dupek.- trzasnęła otwartą dłonią w jego policzek. Chwilę później pożałowała, czując pulsujący ból.- Jesteś tak samo skamieniały jak twoje serce.
- Przepraszam, ale wydawało mi się, że ledwie rok temu sama stwierdziłaś, że kochasz mnie takiego jakim jestem, bo ukrywam w sobie piękno o które nikt nigdy nie próbowałby mnie posądzić bazując na moich powierzchownych, obrzydliwych manierach.- zakpił, cytując jej słowa. Spłonęła różem, mimo wszystko hardo oponując.
- Myliłam się. Potwornie się myliłam. Jesteś najgorszą kreaturą stworzoną na podobieństwo człowieka, jaka kiedykolwiek stąpała po tej piekłem oblanej ziemi. Najgorszemu wrogowi nie życzyłabym, aby miał okazję cię poznać, gdyby nie fakt, że ty nim jesteś. Idź. Umrzyj gdzieś w czeluściach swoich ohydnych pałaców. Rżnij dalej swoje dziwki, czekając aż zdechniesz. A kiedy już to zrobisz - bądź świadom, że byłeś warty mniej od szczura w kuchni.
- Miało boleć?- ziewnął, pokazowo się przeciągając.- Teraz ja. Przypominam ci, że również byłaś taką dziwką i byłaś za to bardzo wdzięczna. Więcej - błagałaś mnie bym cię przeleciał, zbrukał, zerżnął czy jak to jeszcze określisz. Zapominasz o fakcie, że uratowałem twoje nędzne życie. Dzięki mnie miałaś dom, jedzenie i wolność słowa. Jedyne co brałem w zamian to seks. Zresztą nigdy wbrew twojej woli. Narzucałaś mi się, opowiadałaś o uwielbieniu do mnie. Zabawnie wytknąć ci prawdę - to ty wykorzystałaś mnie. Byłaś i jesteś z tego dumna, przez co to tobie należy się miano potwora.- powiedział całkowicie spokojnie, sprawiając wrażenie lekko zainteresowanego dalszym rozwojem wydarzeń. Zdezorientował ją.
- Ja wcale nie..- zmarszczyła brwi, kręcąc przecząco głową.
- O, tak. Wykorzystałaś. Całkowicie wyzyskałaś mnie i wszystko co miałem. Czy kiedykolwiek zrobiłem coś niezgodnego z tobą? Nie. Mam charakter nie do zniesienia. Jestem chamski, nietolerancyjny, okrutny oraz bezsprzecznie zły. Jednak nie było sytuacji w której skrzywdziłem cię bardziej niż byś sama tego chciała. Zaprzeczysz?- wprowadził ją w większe osłupienie. Kiedy nie znalazła odpowiedzi, uderzył ostatni raz.- W związku z powyższym możesz traktować się jako kurwę większą doświadczeniem ode mnie.- ukłonił się sarkastycznie, po czym odszedł pozostawiając jak zawsze ból. Krzyknęła z bezsilności, kopiąc pobliski kamień.

Dzień dobry.

Wszelkie pytania i wątpliwości proszę tutaj:
http://ask.fm/rockeverthings
Nie podoba się - wyjdź.
Podoba się - czekaj cierpliwie aż coś wrzucę.
Mam mało czasu, staram się jak mogę.
Piszę to wyłącznie dla siebie.
Chyba tyle chciałam powiedzieć.

Miłego czytania.