wtorek, 16 września 2014

Piąty.

Zeskoczył z konia, po czym chwycił ją, by zsunęła się na ziemię. Przed nią roztaczało się pokaźnych rozmiarów jezioro. Daleko, po drugiej stronie, znajdowały się jakieś knieje. Wskazała na nie.
- Co tam jest?
- Sprawdź.- parsknął, zaciskając wodze na konarze. Zabiła go wzrokiem.- Czego jeszcze tu stoisz?
- Nie umiem pływać.- wycedziła, jakby to była oczywistość. Uśmiechnął się, o dziwo. Zdjął płaszcz, szal i buty. Rozpiął koszulę, spodnie. Wyciągnął dłoń w jej kierunku.
- Pozwoli pani się nauczyć?
- Dlaczego?- zapytała, szukając w tym podstępu.
- Nie psuj moich dobrych intencji. Wyskakuj z ciuchów.- pośpieszył ją, sprawdzając temperaturę wody.- Nawet ciepła.
- Jeśli zamarznę to urwę ci łeb.- mruknęła, rozbierając się. Nieśpieszno weszła za nim.- Mogła być zimniejsza.- skomentowała, zanurzając się po szyję. Zbliżył się spokojnie.
- Obejmij mnie. Przeniosę cię przez fragment bez gruntu.- zaoferował, obracając się plecami do niej.
- Zgoda.- rzuciła naprędce, oplatając nogami jego pas.
- Tylko nas nie utop.- sarknął w odpowiedzi na jej entuzjazm. Wywróciła oczami, rezygnując z odpowiedzi. Ścisnęła go mocniej, kiedy uniósł się od dna i popłynął.- Powietrza.- westchnął żartobliwie. Odgarnęła włosy z jego twarzy, by nie przeszkadzały.- Wygodnie ci tam?- zaśmiał się głośno, jakby umiejętność dryfowania miał we krwi i nie musiał się na niej skupiać.
- Pytanie raczej powinno być skierowane do ciebie. Gdzie się nauczyłeś tak dobrze pływać?
- Kilka osób parę razy próbowało mnie utopić. Siłą rzeczy musiałem to opanować.
- Kto?
- Nie twój biznes, słońce. Niektórych rzeczy nie powinnaś wiedzieć.- odparł ze stalową nutą, tracąc część dobrego nastroju. Przeszedł ją zimny dreszcz na myśl o faktach, które przed nią ukrywał.
- Miałam być równa tobie. To był warunek mojej obecności tutaj.- przypomniała, nie będąc do końca pewną, czy aby aż tak zależy jej na dowiedzeniu się jego przeszłości.
- Nawet gdybyś była ode mnie wyższa i tak pewnych spraw ci nie powierzę. Powiedzmy, że zdarłem nieco granice prawa przy załatwianiu poniektórych interesów.- sapnął, twardo stąpając po gruncie.- Możesz zejść i rozejrzeć się po swojej zagadce.
- Nie chciałam cię urazić ani nic w tym stylu.- zadeklarowała, obchodząc go. Spojrzała po bujnych krzakach.- Chodź ze mną.- poprosiła, ciągnąc go za rękę. Pokornie powłóczył się, obserwując jej rosnącą ciekawość. Weszła w knieje, oglądając się wszędzie. Pusta polana - tyle tu było. Idealne miejsce na piknik, jeśli ktoś miałby ochotę, ale poza tym nic inspirującego.- Liczyłam na coś zacniejszego.- zaburczała zawiedziona, zawracając. Usiadła na piasku, mocząc jedynie stopy. Poszedł w jej ślady.- Opowiedz mi coś o sobie.
- Co na przykład? Jest mało rzeczy o których mogę rozmawiać, a byłabyś nimi zainteresowana.- westchnął pochmurnie.
- Skąd wzięła się ta blizna?- zapytała niezwłocznie, przejeżdżając palcem po jego dolnej wardze.
- To akurat całkiem zabawne.- stwierdził, wciągając półuśmiech.- Wyobraź sobie, chciałem udowodnić jednej z moich służek, że powinna naostrzyć noże, bo są tępe. W ramach tego przejechałem jednym po swoich ustach. Okazało się, że akurat ten zdążyła wcześniej zatemperować, w związku z czym gładko się wtopił.
- Masz dziwne poczucie humoru. Czemu próbowałeś akurat na ustach?- drążyła, nie pojmując tej logiki.
- Są najbardziej wrażliwe, więc jeśli nie przeciąłbym ich to nie przeciąłbym niczego.- wzruszył ramionami, jakby wciąż świetlił z tego dobry plan.- Twoja kolej.
- Na co?
- Coś o sobie.
- Mówiłam już, że niekoniecznie mam czym się chwalić.- przypomniała, zakreślając na piasku kółko.
- Opowiedz mi bezpośrednio o sobie, bez tego o czym wolisz milczeć. Co lubisz robić?- przechylił głowę, spoglądając na nią z uwagą.
- Grać,czytać.. obcować ze sztuką w ogólnym tego znaczeniu. Lubię wczuwać się w role tworzącego i odgadywać jego życie.- powiedziała cicho, zamykając oczy. Powróciła do chwil, kiedy siedziała sama w domu. Odkopywała wtedy stare nuty i pobrzękiwała historie. Tęsknota ogarnęła jej ciało, otulając słodkim zapachem zeschniętego atramentu. Objęła swoje ramiona, czując przemożne zimno.
- Zawsze tak było, że rozpoznawałaś myśli autora?- próbował dorozumieć. Skinęła tylko, myślami krążąc wokół zasłyszanych u niego utworów. Tworzył pięknie, umiał przelewać emocje. Doceniała to, bo sama potrafiła tylko je szyfrować.- Trzęsiesz się. Wróćmy na drugi brzeg.- podniósł się nagle, wyciągając do niej dłoń. Schwyciła ją ochoczo, odrywając mokry tyłek od ziemi. Wskoczyła mu na plecy, kiedy jej to zasugerował.- Lubię tu bywać.- chrypnął, spokojnie przechodząc na ląd. Podał jej ubranie, po czym sam wciągnął swoje. Przybliżył się i owinął swój szal na jej szyi.- Chcesz iść gdzieś, ogrzać się?
- Wracamy?- stęknęła, marszcząc brwi.
- Nie musimy. Jeśli masz ochotę możemy przejechać się do pobliskiej karczmy.- zaproponował, odwiązując Nigruma od drzewa. Pomógł jej wspiąć się na jego grzbiet, zaraz po tym jak sam na niego wskoczył.
- Jestem nieletnia.- nasunęła, onieśmielona zapachem otrzymanej tkaniny.
- Jesteś ze mną.- prychnął, widocznie pewny swojego autorytetu.
- Zabierałeś już tam inne, podobne do mnie?
- Jesteś pierwszą, którą zabrałem poza granice posiadłości.- odrzekł, zaskakując tym nawet samego siebie.
- To miłe.- szepnęła, pąsowiejąc.
- Tylko sobie czegoś nie ubzduraj.- wtrącił złośliwie.- Nie jestem zdolny do żadnych uczuć.
- Jasne.- zrobiło jej się żal tego zmęczonego człowieka. Musiał wiele przejść, żeby dotrzeć tak daleko. Dodatkowo, kiedy ostatni raz pozwolił na głębszą relację - został odrzucony.
Podążyli do baru, gdzie wypili po grzańcu. Od razu zrobiło jej się lepiej.

- Zostawiłem tu ostatnio coś..- mruczał, otwierając drzwi chaty. Kawał drogi, więc postanowiła wyprostować przy okazji nogi. Spojrzała na mały domek pośrodku lasu, przy którym stali. Jakiś jasny kamień, dach głównie z siana i drewna, wszystko porośnięte chwastami z bluszczem. Przekręcił gałkę, wbijając się do środka. Wszystko zagracone. Stolik, dwa krzesła, blat i dużo rozmaitych przedmiotów. Od tych naprawdę tanich, aż po szkatułki wysadzane klejnotami. Podniosła jedną.
- Nie boisz się trzymać tu takich rzeczy?- zmarszczyła brwi, obracając przedmiot w palcach.
- Jedyną osobą, która wie o tym miejscu jest Malum. Nie licząc oczywiście mnie i ciebie.- uśmiechnął się do niej przekornie, jakby ostrzegawczo. Przełknęła ślinę, odkładając świecące pudełko.- Znalazłem. Wybaczysz na chwilę?
- Dokąd idziesz?
- Na zewnątrz. Zapalić.- odpowiedział, bokiem wysuwając się z bałaganu. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad tym, jak ma stąd wyjść oraz czy powinna iść za nim. Zrobiła krok w kierunku wyjścia, prawie potykając się o wiadro postawione na środku pokoju. Zacisnęła zęby w obronie przed łoskotem, który wywołała.- Może ci pomóc?- zapytał, wsuwając głowę za framugę. Skinęła zarumieniona, wbijając oczy w stopy. Westchnął, przelawirował między przeszkodami, przerzucił ją przez ramię i wrócił podobnym sposobem.- Jak w ogóle weszłaś tak daleko?
- Nie wiem.- pisnęła zażenowana, kiedy postawił ją przed sobą. Pokręcił głową, odpalając papierosa. Zaciągnął się, a ona mogła podziwiać, jak dym wydostaje się z jego nosa i uchylonych ust. Zauważając jej zafascynowanie, następny podmuch posłał w jej stronę. Zamrugała kilka razy, oszołomiona tym dziwnym odorem. Wyciągnął do niej dłoń, proponując próbę. Przybliżyła się, wzięła do ust wynalazek i sztachnęła niezbyt delikatnie. Nowość zapiekła ją w gardle, wywołując kaszel.
- Musisz być mniej zachłanna.- poinstruował, demonstrując. Poczęstował ją ponownie, litościwie dając drugą szansę. Odetchnęła głęboko, nieufnie wsysając esencję diabelstwa.- Dużo lepiej.- pochwalił, po czym znów wyrzucił dym nosem. Wymieniali się tak, nieświadomie przysuwając się do siebie.- Smakuje?
- Ohydztwo.- skrzywiła się. Uniósł brew z rozbawieniem.
- Otwórz usta, pokażę ci coś.- poprosił, cierpliwie czekając. Nieufnie wykonała polecenie, dziwiąc się jego nagłemu ożywieniu. Był nieprzewidywalny. Pociągnął bucha, po czym pochylił się i wydmuchnął go między jej wargi, nie dotykając ich. Przymknęła powieki, przytłoczona intymnością tej sytuacji. Kiedy je otworzyła, wpatrywał się w nią z badawczą miną. Jego oczy płonęły czymś dla niej niezrozumiałym. Tchnęła nią instynktowna potrzeba podsunięcia się jeszcze bliżej. On jednak odskoczył, trzeźwiejąc.- Nie całuję swoich kobiet.- warknął, pochmurniejąc. Jej wojownicza natura uznała to za karygodne. Przestąpiła krok, zawieszając mu ręce na karku. Podniosła głowę wyżej i wpiła się w jego zaskoczone usta. Spróbował ją odsunąć, ale przyszpiliła się do niego solidnie. Ścisnęła dłoń na jego włosach, zapewniając sobie władzę. Poddał się, przyciągając ją w talii i opierając o ścianę chaty. Rozchylił jej wargi, mało subtelnie zasysając dolną. Westchnęła szybko, co wywołało mocniejsze natarcie na jej język. To nie był taniec zmysłów - to była bitwa. Walczyli o wzajemną kontrolę, przy czym żadne z nich nie wychodziło na prowadzenie. Przygryzł jej usta, na co zareagowała syknięciem i głębszą inwigilacją jego podniebienia. Otarł się o nią, uświadamiając o rosnącym podnieceniu. Stanęła na palcach, chcąc mieć lepszy zasięg. Pieścił z upodobaniem każdy zakątek, wyciągając cały smak. Przejechała paznokciami po jego szyi, co sprowadziło go na ziemię. Uchylił się o dwa susy. Wyglądał na oszołomionego faktem, że dał się tak podejść.
- Przepraszam?- rzuciła pytająco, oddychając nieregularnie. Odchrząknął znacząco.
- Jeśli mówię, że czegoś nie robię to tego nie robię.- oznajmił, gniewnie marszcząc czoło. Zacisnęła - nieco napuchnięte - usta w wąską linię.- Nie rób tak.- ton jego głosu się zaostrzył. Skuliła się w sobie.- Powinnaś dostać karę.
- Miałeś mnie traktować jak towarzystwo.- przypomniała nieśmiało.
- A ty miałaś mnie nie całować.- złożył ręce na piersi.- Dlaczego miałbym przestrzegać twoich zasad, skoro ty nie dbasz o moje?
- Będziesz robił aferę o to, że sam przyparłeś mnie do muru?- zbulwersowała się obronnie.
- Zamierzasz jeszcze pyskować?- oblizał się lubieżnie, jakby podobał mu się taki obrót wydarzeń. Zamilkła. Żaden z jego  humorów nie był w tej chwili odpowiedni. Nie chciała oberwać.- Czyżbyś skończyła dyskutować?
- Możemy wrócić do..- zacięła się, nie wiedząc jak określić to miejsce. Nie było domem, ani więzieniem. Czym więc było?
- Nie.- przekrzywił głowę. Żołądek zacisnął jej się nieprzyjemnie.- Chcę cię posiąść. Tu, teraz. I to wyłącznie twoja wina.- zacharczał, nie ruszając się nawet o milimetr. Stali w bezruchu przez kilka minut. Obserwowali.
- Co mam niby na to odpowiedzieć?- prychnęła w końcu, rozbawiona nagłą ciszą. Zdezorientowało go to.- Może mam wskoczyć ci w ramiona? Zdjąć spodnie? Dać ci w twarz? Zwiać? Jakieś sugestie czy będziesz tylko sterczeć jak kretyn?
- Nazwałaś mnie kretynem?- autentycznie się zdziwił, wciągając półuśmiech. Zdenerwowało ją to. Z czego on się cieszył?
- A nie jesteś nim?- podparła dłoń na biodrze, nudząc się tą bezsensowną wymianą zdań.
- Załatwimy to chybko.- mruknął, po czym ponownie przerzucił ją przez ramię. Pisnęła przestraszona, kiedy straciła grunt. Prawie rzucił ją na blat w domku. Odkręcił szal. Klęknął i zdjął jej buty. Następnie zszarpnął spodnie, wywołując okrzyk oburzenia.
- Hej, uważaj! Zamierzam jeszcze chodzić w tych ubraniach.
- Mam to w poważaniu.- ogłosił, zsuwając jej bluzkę. Nie chciała zejść, więc rozdarł ją i rzucił w kąt.
- Vinctus!- zagrzmiała, rozdrażniona. Zignorował to, pozbywając się też bielizny. Zwinnym ruchem rozpiął swój pasek i ściągnął materiał w dół. Rozsunął jej nogi, niecierpliwie wsuwając się między nie.- Tak nie będzie.- przerwała, przytrzymując jego ręce. Miało to tylko zwrócić jego uwagę. Spojrzał na nią, rozpalony do cna.- Pozbądź się przynajmniej góry. Nie zamierzam w nic się bawić, skoro zamierzasz być całkiem ubrany.- ostrzegła, z trudem utrzymując spokój. Ten wzrok palił jej policzki, bo tak łatwo było go zrozumieć.- No już.
- Jeśli ci na tym zależy to sama mnie rozbierz.- zadrwił. Zagryzła wargi, nieugięta w swoim postępowaniu. Chwyciła za poły płaszcza i zrzuciła go z niego. Rozpięła trzy górne guziki koszuli.
- Wyciągnij ręce.- poleciła sucho, ciągnąc za skraj. Bez wahania uniósł kończyny ponad głowę, wychylając się lekko w jej stronę. Powoli zdjęła miękką tkaninę, wyraźniej wyczuwając mocny zapach jego skóry. Wyprostował się, ukazując przyjemne dla oka ciało. Jego szeroki tors gdzieniegdzie pokrywały ciemne włoski. Tu kilka blizn, tam zaczerwienienie.
- To nie inspekcja - przestań mnie oglądać.- ukrócił szorstko, przyciągając ją na skraj blatu. Nie czekając na zgodę, wszedł w nią szybko. Zacisnęła zęby, hamując odgłos bólu. Zamknął dłonie na jej biodrach, poruszając się siarczyście. Oparła przedramiona za sobą, nie mając zbytniej ochoty na kontakt fizyczny. Odchyliła brodę, co zostało skarcone.
- Masz na mnie patrzeć w ramach zapłaty.- warknął, siłą ściągając jej twarz do parteru.- I przestań się powstrzymywać przed wydawaniem odgłosów. Nikogo nie oszukasz.
- Jesteś chamski.- zmrużyła powieki, na co on uśmiechnął się zawadiacko. Pchnął głębiej, prowokując dźwięczny jęk. Wysunął się z niej całkowicie, by znów przeszyć dokumentnie. Zawyła z rozkoszy, w myślach przeklinając go za mądrzenie się. Zrobił to jeszcze kilka razy, wzbudzając tę samą reakcję.- Proszę cię..
- O co?
- Przyśpiesz.
- Nie będziesz mnie więcej całować?- wyszeptał twardo do jej ucha.
- Nie.- wyrzuciła bez namysłu.
- Grzeczna dziewczynka.- pochwalił, kończąc zabawę. Jego ruchy stały się szybsze, bardziej pewne i zwinne. Pracował na najwyższych obrotach, wydając z siebie pomruki zadowolenia. Ona była mniej oszczędna, stękając w rytmie nadchodzących uderzeń. W podobnym czasie poczuli zbliżający się finał. Sparaliżował ją spazm przyjemności, wyrzucając niekontrolowany krzyk. On opadł na nią chwilę później, wspierając się na przedramionach. Czuła jego nagą, ciężką, spoconą pierś. Oddychał śpiesznie, uspokajając puls. Robiła to samo.

- Co mam zrobić z tym?- pokazała mu resztki czegoś, co niegdyś można było nazwać bluzką. Stali przeciwlegle, oboje na powrót ubrani.
- Wyrzuć.- wzruszył ramionami, nie przejmując się czymś tak nieistotnym.
- Mam wracać półnaga?- przekrzywiła sceptycznie głowę. Wywrócił oczami i rzucił jej swój płaszcz.- Dziękuję.
- Jakbym miał wyjście.- parsknął, zamykając za nią drzwi. Przerzuciła szal na jego kark, kiedy odwrócił się w jej stronę.
- Trzeba było nie niszczyć mi garderoby.- powiedziała równie lekko, po czym podążyła do konia. Po drodze zatrzymał ją i zakręcił ciemny materiał wokół jej szyi.- Po co mi go oddajesz?
- Żebyś nie zmarzła.- odparł twardo, pomagając jej we wspięciu się na grzbiet Nigruma.
- Prędzej ty zmarzniesz. Już i tak zabrałam ci część ubrania.- zarumieniła się, oplatając rękami jego brzuch.
- Co sam sprowokowałem, jak trafnie zauważyłaś.- zaśmiał się.- Poza tym będziesz mnie grzała od tyłu, księżniczko. Nic mi nie grozi.- dodał wyniosłym, choć żartobliwym tonem. Uniosła kącik ust, nie chcąc głośno przyznać, że ją rozbawił.- Do domu?
- Mhm.- ozwała się cicho, nagle uświadamiając sobie zmęczenie. Zamknęła oczy i przysnęła.

Obudził ją niski, spokojny głos Vinctusa.
- Mała, czas wstawać. Malum chce żebyś zjadła z nami kolację.- burczał, delikatnie trzęsąc jej łokciem. Uchyliła powieki, by ujrzeć zaskakująco miły widok. Czarnowłosy pochylony był nad nią tak, że kaskady jego grzywy zwisały tuż nad jej twarzą. Jego usta wygięły się nieznacznie ku górze, co zdołała wychwycić zanim wciągnął obojętną minę. Oczy pałały niezidentyfikowanym stoicyzmem, rozszerzając piękne źrenice. Długie rzęsy rzuciły cień na policzki, zamieniając go w całkiem przyjazną istotę. Oparzenie zostało całkowicie zasłonięte przez kudły, a bliznę na dolnej wardze można było uznać za kuszącą. Spąsowiała na tę myśl, przywołując u niego uśmiech.- Ładnie ci jak się czerwienisz.- rzucił celowo, chcąc podziwiać jej zakłopotanie. Odwróciła wzrok na bok.- Wstawaj. Malum czeka, a ty musisz się jeszcze ubrać.
- Rozebrałeś mnie?- zapytała piskliwie, podciągając kołdrę pod nos. Roześmiał się, co okazało się wysoce przyjemnym dźwiękiem. Brzmiało bardzo męsko i luźno.
- Już kilka razy widziałem cię nago, a ty wciąż się krępujesz?- pokręcił głową z niedowierzaniem.- Nie, nie rozebrałem. Bałem się, że cię obudzę. Wyglądasz niewinnie, kiedy śpisz. Przekłamane, acz hipnotyzujące zjawisko.
- Sugerujesz mi coś?- wydęła policzki, urażona. Ponownie się zaśmiał, a ona nie powstrzymała zachwyconego spojrzenia. Speszył się.- Masz uroczy śmiech.
- Nie.- zaprzeczył markotnie, zrywając się do wyjścia.
- Jasne - ty mi możesz rzucać komplementami, ale ja tobie już nie?- oburzyła się.
- Takie życie. Ja nie przyjmuję tego typu uwag, przyzwyczaj się.- odparł arogancko. Irytował ją tą zmiennością. Zachowywał się, jakby był młodszy od niej. I miał miesiączkę.- Załóż jakiś gładki łach. Potem przyjdź do jadalni.- poinstruował, wychodząc. Oczywiście trzasnął drzwiami dla pokazania wyższości. Wzdychając, udała się do szafy. Przejrzała ją pobieżnie.Zdecydowała się na rozkloszowaną, białą sukienkę do połowy łydki. Sztywny materiał nałożony był pod koronkę w kwiaty - długi rękaw składał się tylko z niej. Zapięła naszyjnik, który od niego dostała. Podobał jej się, a jednocześnie irytował zbyteczną grubością. Przeczesała włosy, zostawiając je rozpuszczone, ale układając w opadające delikatnie fale. Cieszyła się, że zanim wepchnęli ją do celi ogarnęli jej ciało. Czułaby się skrępowana, gdyby jej nogi nie były ogolone, a brwi wyregulowane. Przyzwyczaiła się do tego w domu. Przetarła skroń, oglądając się w lustrze. Znośny widok.
Zeszła po schodach, głowiąc się, czy aby nie powinna założyć butów. Zrezygnowała jednak z cofnięcia się i śmiało podążyła na kolację. Weszła niezauważona. Siedzieli, żywo rozmawiając przyciszonymi głosami.
- Przepraszam za spóźnienie.- wypaliła, zwracając na siebie uwagę. Podnieśli się, zachowując dobre maniery.
- Czekaliśmy na cie.. Wyglądasz przepięknie.- sapnął z podziwem Malum.- Co sądzisz, Vins?
- Łańcucha nie musiałaś zakładać, May.- margnął niemrawo, przewracając oczami. Przygasła. Nie liczyła, że mu się spodoba, ale nie spodziewała się aż tak złej reakcji.
- Melodie.- poprawiła pod nosem, całkowicie tracąc nastrój.
- Tylko na to cię stać? Pochwal ją, toć wygląda fantastycznie.- skarcił go towarzysz.
- Zaiste, zjawiskowo. Nie licząc biżuterii, która nie pasuje.- sarknął.
- Tylko taką mam.- warknęła. Zdjęła ją i włożyła mu w dłoń.- Proszę, zabierz sobie skoro jest tak tragicznie.- zacisnęła zęby.
- Będziesz się dąsać, bo nie powiedziałem, że wyglądasz cudownie?
- Obraziłeś mnie na wejściu, choć mam na sobie tylko to, co dostałam od ciebie. Z łaski swojej wypchaj się ze swoimi mądrościami.- posłała mu wymuszony grymas, który miał być promiennym uśmiechem.
- Wróć do siebie.- fuknął gniewnie. Malum machnął na niego ręką.- Czego?
- Okaż jej odrobinę szacunku, bo ma racje. Powinieneś przeprosić.
- Nie ucz mnie kultury, bracie.- wkurzył się bardziej.- Zejdź mi z oczu, dziewucho.
- Świetnie. I tak nie chciałam z tobą siedzieć.- pod jej powiekami zalśniły łzy.- Miło było pana poznać.- zwróciła się do krótkowłosego, po czym wymaszerowała z pomieszczenia. Wbiegła na górę, potykając się na ostatnim stopniu. Runęła na dywan, zacierając nadgarstkami o ziemię. Syknęła boleśnie, natychmiast się podnosząc. Z powrotem opadła na łóżko.

Późno w nocy usłyszała pukanie do drzwi. Wszelkie łzy już dawno wyschły, ale wciąż nie mogła zasnąć. Nie chodziło o to, że nie skomplementował jej urody. Zabolało, bo od progu ją znegował. Powtórzyło się pukanie. Nie chciała z nikim rozmawiać, więc milczała. Natręt był jednak nieustępliwy. Jęknęła w poduszkę.
- Melodie, mogę?- zapytał w końcu, wchodząc. Oparł się o framugę.- Hej, mogę?
- A słyszałeś ‚proszę’?- odpowiedziała obojętnie, nie podnosząc się z puchu. Przysiadł na łóżku, tuż przy jej boku.- Po co pytasz, skoro i tak robisz co chcesz?
- Księżniczko, nie możesz się wiecznie urażać.- stwierdził ciepło, odsuwając jej włosy na prawą stronę.
- Jeśli nie chcesz się pieprzyć, bądź nie masz dla mnie polecenia służbowego - idź stąd.
- Spokojnie, mała. Przyszedłem przeprosić. Niepotrzebnie się nabuzowałem. Przepraszam. Szczerze.- zabrzmiało skruchą, więc nie mogła się przyczepić. Gładził delikatnie jej głowę.- Jeśli cię to pocieszy - wyglądałaś naprawdę cudownie. Zresztą nadal wyglądasz, bo z tego co widzę nie zdążyłaś się przebrać.
- Dziękuję, ale nie potrzebuje takich uwag.- oznajmiła, przekręcając się na plecy.
- Mam dla ciebie prezent.- wykrzywił twarz w półuśmiechu, z kieszeni wyciągając jakieś pudełko. Usiadła. - Otwórz.
- Ojej..- zachłysnęła się powietrzem. Wyciągnęła z opakowania srebrny, cieniutki łańcuszek, zwieńczony zielonym kryształkiem w kształcie rombu. Posłała Vinctusowi zachwycone spojrzenie.- Jest przepiękny.- instynktownie zarzuciła mu ramiona na szyję i przytuliła.- Dziękuję.
- Bez zbędnych czułości, księżniczko. Należał ci się.- przeczesał palcami jej czuprynę, wciągając kobiecy zapach.- Puść mnie już.
- A, tak.- poprawiła się, wracając do pionu.
- Dam ci teraz spać. Musisz być zmęczona.- ozwał się wyrozumiale. Przytrzymała go za rękę, kiedy zamierzał wstać.- Hm?
- Mogę zadać osobiste pytanie?- przygryzła wargę, koncentrując się na śmiałości. Skinął przyzwalająco, wyczekując.- Ile czasu minęło odkąd ostatni raz spałeś z kimś w jednym łóżku?
- Sporo.- uśmiechnął się smutno.
- Zostaniesz ze mną? Przyda ci się trochę kontaktu nieseksualnego. To zdrowe.- zarumieniła się, klepiąc miejsce obok siebie.
- Takie jest twoje życzenie?- wypalił po chwili zastanowienia.
- Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko..- mruknęła.
- Dobra.- zgodził się, przechodząc na drugą stronę mebla. Ułożył się przy niej, okrywając wspólnie kołdrą.- Tylko śpij, malutka. Dobranoc.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Czwarty.

Krople potu spłynęły po jej policzku, wywołując gwałtowne podniesienie do pionu. Nie wiedząc co się dzieje, rozejrzała się dookoła. W oczy rzucił jej się Vinctus rozmawiający z zakapturzoną postacią. Wyraźnie się uśmiechał, gestykulując zamaszyście. Nagle intensywnie na nią spojrzał, wprawiając w zakłopotanie. Zamrugała kilka razy, pąsowiejąc.
- W końcu się obudziłaś. Malum obawiał się, że wystraszył cię na śmierć.- prychnął, machając czarną grzywą. Zbliżył się, upadając na kolana tuż przy jej boku. Drgnęła, jakby porażona prądem.- May? Wszystko w porządku?
- Dlaczego miałoby nie być?- wymamrotała, marszcząc brwi. Jego twarz ściągnęła się zmartwieniem. Wyciągnął dłoń do jej czoła.- Co robisz?
- Sprawdzam czy nie chorujesz.- zacisnął usta w wąską linię, co zapewne miało pomóc w skupieniu.
- Werdykt?- spytała, kiedy przez dłuższą chwilę nie odpowiadał.
- Nic ci nie będzie.- odparł spokojnie, zagłębiając się w jej trzeszczach. Odetchnęła szybciej, po raz kolejny podziwiając ten niezwykły kolor z tak małej odległości.
- Przepraszam, że wparowałem do ciebie bez ostrzeżenia. Spodziewałem się nikogo nie zastać.- wyjaśnił nieznany charakter, zwracając na siebie uwagę. Schował przy tym profil pod płachtą materiału.
- Rozumiem, nie ma sprawy. W gruncie rzeczy wciąż żyję.- chrypła, zastanawiając się nad powodem swojego uprzedniego przestrachu.- Przepraszam, nieuprzejmym było stracić przytomność.
- Raczej nie miałaś nad tym kontroli.- rzekł ze zrozumieniem.
- Co nie zmienia faktu, iż było to nie na miejscu. Jest mi przykro.- wstała i skłoniła się uniżenie. Postać cicho parsknęła.
- Vinctus bardzo przejął się twoim stanem. Omotałaś go wokół siebie całkiem nieźle jak na nowicjuszkę.- skomplementował nieco złośliwie, obserwując kompana przysiadającego z powrotem na uprzednio opuszczonym siedzeniu.- Wręcz pała do ciebie sympatią, co zdarza mu się rzadko.
- Przestań mówić, bo jeszcze weźmie to na poważnie i zmarnuje swój potencjał.- upomniał go długowłosy.
- To urocze, że się o mnie martwiłeś. Dziękuję.- mruknęła, różowiejąc z lekka. Nie uważała tego człowieka za zdolnego do jakichkolwiek nieseksualnych uczuć.
- Nie myśl sobie. Malum ma w zwyczaju koloryzowanie faktów.- przewrócił oczami, nie zaszczycając jej kolejnym spojrzeniem.- Zdejmij ten cholerny kaptur z twarzy. Jesteś w domu.- zwrócił się do gościa, wzmacniając polecenie skinieniem dłoni.
- Nie chcę znów wystraszyć twojej towarzyszki.
- Nikogo nie obchodzi jej zdanie w tej kwestii.- posłał jej wymuszony uśmiech, nie pytając o opinię.- May, ani mi się waż nieprzychylnie komentować.- dodał po chwili zastanowienia.
- W przeciwieństwie do ciebie - mnie nauczono kultury.- margnęła, ściągając na siebie skrajnie różny wzrok. Jeden rozbawiony, a drugi zły.
- No, no. Mamy charakterek?- zaśmiała się postać, powoli odchylając materiał w tył. Jej oczom ukazał się widok niezbyt miły. Zrozumiała, czemu przestraszyła się gdy ta twarz wpadła niespodziewanie za jej próg. Malum prezentował się jako człowiek-oparzenie. Wszędzie pokrywały go czerwone plamy, na przemian z czarnym, spalonym naskórkiem i bąblami pełnymi ropy. Obraz wiedźmy płonącej na stosie oddawał obrażenia tego stopnia. Prócz wszechobecnych blizn - posiadał dość długą bródkę, zwaną kozią. Piękne, ciemne brwi były gęste i ułożone w niemal prostej linii, unoszącej się przy końcach finezyjnie w górę. Czekoladowe oczy niepokojąco przyjaźnie komponowały się ze zmarszczkami, tworząc efekt dziecka zamkniętego w ciele staruszka. Włosy miał hebanowe, poskręcane w różne strony świata. Usta za to wydały się jej czułe, acz od bliskości odwyknięte. Wślepiał się w nią serdecznie, jakby poczynał tworzyć przyjacielskie więzy.
- Lepiej zważaj na słowa.- ostrzegł ją Vinctus, wytrącając z deliberacji.
- Zważam, wprawdzie ty również mógłbyś.
- Idź do kuchni i pomóż przy gotowaniu. Któraś powie ci co robić, tylko spytaj.- mało taktownie wygnał ją z pokoju, widocznie licząc na spokojną rozmowę z kompanem. Skłoniła się znów i usłużnie wyszła.
Kazali jej obrać ziemniaki. Wręczyli nóż, worek bulw, kosz na obierki oraz miskę do wrzucania gotowych sztuk. Początek był trudny - wychodziły kwadratowe dziwactwa. Z czasem i praktyką, każdy następny wyglądał coraz lepiej. Szybko nabrała wprawy. Prawie poczuła zawód, gdy przyboczna służka oznajmiła koniec tej partii.
Jako następne zadanie wręczyli jej szmatę. Myła podłogę pod ich bosymi stopami, uważając, by nie wylać przy tym zbyt dużej ilości wody. Nikt nie chciałby przecież małego potopu. Tarła najdrobniejsze smugi, plamki czy zgrubienia. Wszystko lśniło, kiedy ona wciąż nie nasyciła się nowozdobytą umiejętnością.
Niby głupie domowe czynności, a jednak dla niej było to coś wcześniej zakazanego przez status. Delektowała się nimi, gdzieś jednak pamiętając, by się z tym nie obnosić.

Lekkim krokiem wstąpiła do pokoju jadalnego, trzymając pewną dłonią tacę.
- Gdzie pan Malum?- spytała, kładąc przedmiot na brzeg stołu. Rozłożyła talerze, sztućce i kieliszki, nie patrząc jednocześnie w oczy Vinctusa.
- Musiał wyjść w ważnej sprawie, więc nie zje ze mną. Powinien wrócić późno wieczorem.- wyjaśnił uprzejmie, przytrzymując jej rękę, by zwróciła na niego uwagę.- Dlatego ty zjesz ze mną, miast niego. Usiądź.
- Pozwolisz, że wrócę do kuchni i pomogę nosić jedzenie.- zaoponowała szybko, po czym odwróciła się, nie czekając na zgodę.
- Nie. Usiądź.- powtórzył twardo, ciągnąc ją w dół do krzesła. Uderzyła w drewno z cichym sykiem, przymykając powieki.
- Obiecałam pomóc. Nie raczyłeś powiadomić, że twój gość wyszedł, więc polecenie wystawnego obiadu nie zostało odwołane.- fuknęła, wyrywając się z jego uścisku.
- To nie twoja sprawa czy coś odwołuję czy nie. Masz tu siedzieć i jeść ze mną.- poinformował ją chłodnym tonem.- I patrz na mnie jak do ciebie mówię.- dodał, przekręcając jej głowę w swoją stronę. Skierowała wzrok na jego suche usta. Mała blizna z dolnej wargi, aż krzyczała, by o nią spytać.- May, masz na mnie patrzeć, ale nie się gapić.- skomentował, wywołując u niej śmiech. Był taki sprzeczny.- Co?
- Nic, nic.- parsknęła, uśmiechając się. Po chwili jednak spoważniała.- Czemu nie mogę wrócić do kuchni?
- Bo masz tu siedzieć.- westchnął ciężko, jakby każda odpowiedź odbierała mu życiowe siły.
- Dlaczego?- ponowiła próbę, licząc, że zdenerwuje go wystarczająco, by posłał ją do piekła. Potarł skroń wierzchem dłoni, obserwując zagięcie na obrusie.
- Proszę zamilcz. Chcę tylko zjeść z tobą obiad. A ty nie masz w tej kwestii zdania.
- Jasne.- rzuciła urażona. Złożyła ręce na piersi, wgapiając się w przeciwległą ścianę.
- Nie sroż się.- margnął. Prychnęła tylko, ignorując go.- Melanie..
- Melodie.- poprawiła instynktownie, marszcząc przy tym brwi. Uniósł lewy kącik ust.- Robisz to specjalnie!- odparła z wyrzutem, oburzona nowo-odkrytym faktem.
- Skąd ten pomysł?- spytał, obracając w dłoniach pusty kieliszek. Uważnie obserwowała mimikę jego twarzy. Doskonale maskował emocje, kiedy chciał coś ukryć. Czarne pasmo włosów ślizgnęło się przed resztę. Zerknął na nie, tworząc małego zeza. Przygryzła wargę, czekając co dalej. Dmuchnął energicznie na drażniący element, nie pomagając sobie ani trochę. W końcu odrzucił całą grzywę w tył, wykonując majestatyczny wymach.
- Zapleść ci warkocz?- zagaiła mimowolnie, nim zdołała ugryźć się w język. Przechylił głowę w jej stronę.
- Chcesz pomacać?- poderwał zadziornie jedną brew. Zarumieniła się, zaglądając na moment w jego ciemne oczy. Zawahała się, gdy w pierwotnym odruchu jej dłoń chciała wyskoczyć w górę.- Śmiało, podoba mi się twój zapał.- wygiął się bardziej, przysuwając bliżej kark.
- Zachowujesz się jak kot. Mam przez to rozumieć, że też czasem potrzebujesz pieszczot?- delikatnie dotknęła nadstawionych kudłów, wyczuwając mocną strukturę każdego pasma. Były z lekka przesuszone, a jednocześnie jakby naturalnie wilgotne. Miękkie, łatwo przesuwały się pomiędzy palcami. Bardziej kręcone pasma, obsuwały się wolniej, każdym zagięciem zaczepiając o jej opuszki. Sam właściciel oparł się wygodniej i dał nieograniczone pole do manewrów. Przerzuciła część czupryny na lewo, a drugą na prawo. Oddzieliła też trzecią i zaczęła przeplatać.
- Rozplączę go.- zaalarmował ją ostrzegawczo w razie gdyby liczyła na trwały efekt. Skinęła milcząco, nie przerywając zabawy. W międzyczasie na stole pojawił się posiłek godny królewskiej rodziny. Czuła się winna, że nie pomogła wnosić jedzenia, ale raczej nie miała możliwości wyjścia. Kiedy już skończyła, nie do końca wiedziała co zrobić bez wstążki. Siedziała więc, czekając aż wpadnie na jakiś twórczy pomysł.- Zostaw jak jest. Nie pójdę po żadne idiotyzmy.- odezwał się w końcu, świadom jej ukończonej pracy.- Najwyżej się rozleci.
- Wyglądasz dobrze w związanych włosach.- zauważyła, gdy oswobodził się z jej rąk i odwrócił. Zrobił sceptyczną minę, ale nie zakwestionował. Zgarniając kłaki za ramiona, ukazała ładne kości policzkowe. Oczy wydawały się dzięki temu przyjaźniejsze, a wygięte nieznacznie wargi nawoływały do machinalnego uśmiechu.- Powinieneś tak chodzić. O wiele mniej groźnie. Przyciągnąłbyś tym wiele kobiet.
- Mam kobiety, kiedy tego chcę.- wzruszył ramionami, rozlewając wina.
- Chodzi mi o prawdziwe kobiety, a nie niewolnice do seksu i obowiązków domowych. Przypuszczam, że nawet tobie przydałoby się czasem z kimś porozmawiać.
- A co robimy teraz twoim zdaniem? Poza tym dla mnie kobieta sprowadza się właśnie do tego, by tworzyć przyjemność i dbać o porządek.- przysunął kieliszek w jej stronę, odkładając butelkę w najdalszy kraniec ławy.
- Nie chciałbyś znaleźć kiedyś damy, która zajęłaby się tobą także od strony emocjonalnej oraz umysłowej?- uchyliła szkła, przełykając aksamitny smak trunku.
- Ty damą nie jesteś.- podsumował, nakładając po trochu wszystkiego na oba talerze.
- Nie mówimy teraz o mnie, a to była wyjątkowo bezczelna próba zmiany tematu.- burknęła, przyjmując pokornie wypełniony talerz.
- A co chciałabyś usłyszeć?- sapnął, między jednym kęsem, a drugim.
- To nie jest kwestia tego co chcę usłyszeć, tylko tego, czego ty sam potrzebujesz.- rzuciła, dla podkreślenia swoich słów machając w powietrzu widelcem. Odsunął go ostrożnie, posyłając jej wymuszony uśmiech.
- Czemu każdy temat który wykładasz musi być taki ciężki?- dźgnął swoje mięso, jakby czymś mu zawiniło.
- Po prostu jesteś słabym rozmówcą i tyle.- zawyrokowała, migiem zjadając połowę porcji. Przez chwilę się zastanawiał, przy okazji pozbywając się swojego posiłku.
- Przejedziesz się ze mną nad wodę?- zaproponował znikąd, wprawiając ją w osłupienie.
- Istnieje poprawna odpowiedź, która brzmi ‚nie’?- spytała na wszelki wypadek, nie mając pojęcia dlaczego ustawił to w formie prośby.
- Skoro nie powiedziałem z góry, że musisz jechać to znaczy, że masz wybór.- wyjaśnił, wycierając usta.- To jak?- spojrzał wyczekująco. Szybko przerobiła w myślach wszystkie plusy i minusy tej wyprawy.
- Warunek.- mruknęła, wstając razem z nim.
- Chcesz mi stawiać warunki mimo tego, że biorę cię, bo chcesz jechać? Jestem ciekaw. Proszę, mów.
- Będziesz mnie przez ten czas traktował jak równą sobie.
- Rozumiem. Chcesz być dosłownie towarzystwem, a nie kimś do zabawy jakbym się nudził.- pokiwał głową, kalkulując czy taki układ mu się opłaci.- Zgoda.- podał jej rękę w ramach zawarcia umowy. Uścisnęła ją spokojnie. Nagle uderzyła w jego tors, gdy przyciągnął ją, by wprost do jej ucha dodać:- Pamiętaj tylko, że sama tego chciałaś.
- Oczywista.- wykrztusiła, oddalając się.
- Idź się przebrać.- przykazał swobodnie, odmotując warkocz. Zakręciła na pięcie i ruszyła w stronę swojego pokoju.- Przy okazji!- krzyknął, wstrzymując jej ruch.- Malum przywiózł dla ciebie kilka ubrań. Możesz więc założyć co ci się żywnie podoba. Mam nadzieję, że buty będą pasowały.- Skinęła głową i posunęła się dalej. Zamaszystym ruchem otworzyła drzwi swoich komnat, by dotrzeć do szafy, wypchanej nowymi materiałami. Przejrzała wszystko pobieżnie, postanawiając przyjrzeć się temu później. Wyjęła spodnie o piaskowym odcieniu oraz pasującą do nich, brązową bluzkę z długim rękawem. Chwyciła stojące w kącie, wysokie, ciemne buty i wciągnęła je na nogi. Całość prezentowała się stosunkowo ładnie. Poprawiła włosy kilkoma pociągnięciami grzebienia, który znalazła w pudełku za lustrem. Obejrzała się dokładnie, niwelując wszelkie brudy na skórze. Zdjęła irytujący ją plaster, dziwiąc się jak szybko rana znikała. Przeanalizowała jeszcze raz ogół prezencji, po czym popędziła na dół. W jadalni już go nie było, więc zaczepiła jedną z jego służących.
- Wyszedł na dwór, przywołać konia.- odpowiedziała z charakterystycznym, włoskim akcentem. Nie zwracała na nią większej uwagi, zbyt zajęta polerowaniem różnorodnych figurek.
- Powinnam tu zaczekać?- zawahała się, rozglądając nerwowo.
- Jedziesz z nim?- zaciekawiła się, posyłając jej krótkie spojrzenie znad niewdzięcznej roboty. Skinęła głową, nie wiedząc co odpowiedzieć.- Nie pamiętam kiedy ostatnio tak było, że zabierał którąś ze sobą. Dziwne.- skomentowała, teraz skupiając na niej całą swoją uwagę.- Nie znam twojej twarzy, jesteś tu nowa?
- Wyjdź na dziedziniec i poczekaj na mnie.- oznajmił znajomy, męski głos. Vinctus wyminął ją i zszedł schodami w dół. Cicho przepraszając włoszkę, pośpieszyła do wskazanego miejsca. Jasność zewnętrza uderzyła mocno w jej oczy, przyzwyczajone do półmroku panującego w środku domu. Nie było szczególnie słonecznie, za to ciepło. Przyjemny wiatr smagał delikatnie jej włosy, posyłając je w różne kierunki.- Nie uważasz, że wybrałaś zbyt grube odzienie?
- Powiedziałeś, że mogę włożyć co zechcę.- przypomniała, idąc za nim.
- Wiem co mówiłem. Upewniam się tylko czy nie zmieniłaś zdania.
- Nie.- odparła spokojnie, podziwiając widoki. Zbliżali się do bramy, przy której stał wierzchowiec. Rzecz jasna czarny, by grzywa obu pasowała do siebie maksymalnie.- Zgaduję, że to twój ulubieniec?
- Ma na imię Nigrum.
- Jasne.- bąknęła, przyjmując pomoc przy wsiadaniu.- Nie będzie mu zbyt ciężko?- zapytała, obliczając ile mniej-więcej mogą razem ważyć.
- Jesteś wręcz filigranowa. Da sobie radę.- poklepał go serdecznie, by po chwili obrać kurs na leśną drogę nieopodal. Zakołysała się niebezpiecznie, utrzymując ostatecznie równowagę.- Nie zjem cię, księżniczko. Obejmij mnie.
- Co ty z tą księżniczką?- burknęła, oplatając go w pasie.
- Jakbym cię nie nazwał to się denerwujesz.- zauważył ze śmiechem, schylając głowę przed gałęzią. Oparła policzek o jego kark, ustanawiając to jako bezpieczną pozycję.
- Kłamstwo. Nie lubię tylko jak przekręcasz moje imię. Teraz pytam z ciekawości.- wzruszyła ramionami dla lepszego efektu.
- Akurat.- sarknął krótko, koncentrując się na drodze.
- Wątpisz?
- Owszem.
- Niby dlaczego?
- Wbrew pozorom ton twojego głosu zdradza więcej, niż to co mówisz.- objaśnił.- Musimy prowadzić tą idiotyczną rozmowę?
- Nie. Możemy jechać w ciszy.- zaoponowała, oglądając drzewa. Większość liściasta, ale gdzieniegdzie wyrastał zbuntowany iglak. Ziemię przyozdabiał mech, nieco przesuszony z braku deszczu. Połamane gałązki plątały się między kopytami rumaka, smutno łamiąc się pod jego wagą.- Właściwie jak daleko jest ta woda?
- Kawałek stąd. Wystarczający bym zdążył nacieszyć się ciszą, a niezbyt długi, by ci się ona znudziła.
- Chciałeś być zabawny?- zmarszczyła brwi, podążając wzrokiem za wiewiórką.
- Nie.
- To dobrze, bo nie byłeś.

sobota, 21 czerwca 2014

Trzeci.

Rozłożył się obok niej na łóżku. Leżeli w jej pokoju, bo do jego miała zakaz wstępu. Trzymał ręce ponad głową, rozciągając się na całej długości. Ledwo się mieścił. Ona skromnie podkurczyła nogi i owinęła ramiona na piersi.
- Teraz mi opowiesz?- przerwała ciszę, która powoli zaczynała jej przeszkadzać. Westchnął ciężko, jakby żałował, że to zaproponował.
- Dwa warunki.- rzucił, wyciągając w górę dwa wyprostowane palce.
- Słucham.- wpatrzyła się w sufit, czekając na cios.
- Pod koniec nie będziesz okazywać mi, że ci przykro. I jeszcze tej nocy dasz się rozdziewiczyć.
- Oh..- poczuła przypływ paraliżującego stresu. Odetchnęła mocno. Kiedyś ta chwila musi nadejść, z tym pogodzić się trzeba na wstępie.- Dobrze.- powiedziała, wyrzucając nadmiar powietrza z płuc. W gruncie rzeczy lepiej przejść przez to szybko, niż ciągnąć czekanie w nieskończoność.
- Odpowiedziałaś na drugą część.- zauważył. W jego głosie pobrzmiewała kpina, zmieszana z doświadczeniem.
- Nie mam wpływu na sumienie.- wzruszyła ramionami, mącąc spokojną strukturę pościeli.
- Chcę tylko byś kontrolowała zewnętrzne reakcje.- wyobraziła sobie jak przewraca oczami.
- Postaram się.- obiecała przymilnie, chcąc już usłyszeć część historii.
- Nie lubię litości. Pamiętaj.- zagroził, przygotowując się psychicznie do obrania tego w słowa.- Od najmłodszych wspomnień widzę tą elegancję, sztywność i bogatość.

***

-Vinctus! Natychmiast do mnie!- wrzasnęła kobieta odziana w długą, czerwoną suknię, przywdziewając na twarz grymas złości. Mały chłopiec o ciemnych włosach i świecących ciekawością oczach wbiegł do sali, ślizgając się na mokrej podłodze.- Kretynie, pobrudzisz! Dopiero zmyte!- skarciła go, kiedy potknął się upadając na twarz. Podeszła do niego twardym, sprężystym krokiem pełnym magnacji. Podniosła za szmaty, podduszając zamierzenie.- Jak cię wołam to masz przyjść, a nie biec jak debil. Uspokój się zanim przyślę ojca, żeby skopał ci tyłek.
- Przepraszam, mamo. Już nie będę.- pisnął, kiedy już dotknął stopami ziemi.
- Nie mów do mnie mamo!- uderzyła go po głowie, przywołując do posłuszeństwa.
- Przepraszam.- powtórzył chłopiec, spuszczając brodę. Zamrugał parę razy, wbijając wzrok w ziemię.
- Co miałeś.. Patrz na mnie jak do ciebie mówię!- podniosła siłą jego twarz, sama zaciskając wściekle szczękę. Cokolwiek by zrobił, nie byłoby dla niego w tym momencie korzystne.- Co miałeś zrobić, smarkaczu? No wysil pamięć.
- Nakarmić wilki.- prawie szepnął, od razu wyłapując rozkaz. Skurczył się obronnie, żeby uniknąć ewentualnych obrażeń.
- Więc czemu do cholery tego nie zrobiłeś? Nie patrz mi w oczy, gówniarzu!- szarpnęła jego policzek, jakby jego wzrok hańbił jej zadbaną cerę. Otrzepała ręce, by pozbyć się jego mleczno-dziecięcego zapachu.
- Boję się ich.- zatrząsł głosem, podziwiając liczne zdobienia na gorsecie jej stroju.
- Obchodzi mnie to tyle co nic! Już mi do lochów! Wszystko mi jedno czy zjedzą ciebie czy mięso dla nich przeznaczone!- kopnęła go, posyłając na kolana. Odeszła, nawet nie przejmując się jego stanem. Z ciężkim sercem podniósł się i pomaszerował w stronę najciemniejszego zakątka posiadłości. Po drodze zgarnął wielki kawał jelenia, który jego ojciec upolował specjalnie dla swoich pupili. Ledwo był w stanie utrzymać go w swoich małych, słabych rączkach. Ostrożnie prześlizgnął się po schodach. Jego koszmary zbliżały się nieubłaganie. Odetchnął głęboko, otworzył drzwiczki urządzonej dla zwierząt celi i szybko wszedł do środka. Rzucił ścierwo, po czym cofnął się do wyjścia. Jednak jeden z wilków rzucił się na jego nogę, wbijając kły mocno między ścięgna. Chłopiec wrzasnął boleśnie, próbując wyrwać się z morderczego uścisku. Łzy napłynęły mu do oczu, kiedy myślał nad ewentualnym rozwiązaniem. Zacisnął szczęki, szarpiąc jednocześnie zakleszczoną łydkę. Zaskoczony wróg nie spodziewał się takiego obrotu spraw, najwidoczniej uważając dziecko za łatwy łup. Mały Vinctus skorzystał z tego, wypadając poza bramkę i zatrzaskując drzwi. Opadł na zimny kamień, opłakując przeżycie. Był całkowicie świadom, że gdy adrenalina wyparuje będzie w okropnym stanie. Rozmazanym wzrokiem oglądał rozerwaną przez zwierzę skórę. Cudem tylko udało się ocalić kość.

***

- Poczekaj, więc kiedy byłeś młody wilk prawie odgryzł ci nogę?- zapytała z lekkim przerażeniem w głosie, podnosząc się na na łokciach i wpatrując w jego poważną twarz. Posłał jej spokojne spojrzenie za którym kryła się obojętność.
- Nie. Kiedy miałem siedem lat, niefortunnie nie zdążyłem wyjść przed wieczerzą pupilków ojca, przez co jeden z nich ustalił mnie za swoją kolację. Niestety nie był przygotowany, że taki bachor spróbuje odeprzeć atak w wyniku czego zdołałem się uratować.- wyjaśnił elegancko, jakby jej wersja była zbyt mało precyzyjna.
- Miałeś siedem lat?- rozszerzyła powieki, sprawiając wrażanie, że tylko ten fakt do niej dotarł.
- Owszem.- potwierdził, wyczekując dalszego ostrzału z jej strony.
- W takim razie jakim cudem udało ci się..
- Już mówiłem, element zaskoczenia.- westchnął, nawet nie dając dokończyć pytania.
- I to wystarczyło?- zaparło jej dech. Teraz siedziała już w pełni, uważnie pilnując jego odpowiedzi.
- Najwidoczniej tak.- parsknął, rozbawiony dziecinną ciekawością jaka ją rozpierała.
- Imponujące.- wyrzuciła z podziwem, znów opadając na plecy.- Co było potem?
- Cierpiałem, rana z ledwością się goiła. Przeżyłem.- wzruszył ramionami, na pozór nie przypisując do tego większej wartości.
- Rozumiem. Co z matką? Lub ojcem? Przejęli się i kazali ci zaniechać wszelkich obowiązków?
- Naiwne dziecko. Oczywiście, że nie. Następnego dnia znów karmiłem te zapchlone szczeniaki. Zdołałem jednak nauczyć je szacunku do siebie. Można nawet powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się.- złośliwy uśmiech wpłynął na jego wargi, zapowiadając niemiłą anegdotę.- W późniejszym czasie - kiedy miałem już koło piętnastu lat - te sukinsyny zagryzły mojego ojca. Raz jeden poszedł je odwiedzić i nie skończyło się to jak widać dla niego za dobrze.
- Czemu cię to cieszy?- wzdrygnęła się, chociaż odgadła prawidłową odpowiedź zanim ją usłyszała.
- Nienawidziłem tego człowieka, nawet bardziej niż on mnie.
- Znam to.- mruknęła, zamykając oczy. Ta pogawędka była całkiem przyjemna. Ostatni raz miała szansę szczerze z kimś rozmawiać, kiedy więziono ją, oczekując na wyrok śmierci.
- Opowiedziałem ci jedną z ciekawszych dla mnie historii - teraz ty powiedz mi jakąś o sobie.- zażądał, obracając twarz w jej stronę.
- Jakoś wolałabym nie. Może nie jestem tak drastyczną postacią jak ty, ale miłych opowieści nie mam wiele.
- Nie daj się prosić, bo to byłby zbyt krępujące.
- Trochę prawdy w tym jest..- zastanowiła się jak wyglądałby podczas błagań. Ciekawy, ale raczej niezbyt pożądany przez nią widok.- Zgoda.
- Dawaj.
- Mój ojciec zawsze był surowy, chociaż wszyscy z reguły bali się matki. Stało się coś, co ją zmieniło i wtedy nie mogłam zrobić źle ani jednej drobnostki. Pewnej nocy uświadomiła sobie, że nie nauczyła mnie do tej pory porządnego parzenia herbaty. Wtargnęła do mojego pokoju i za włosy wyciągnęła do kuchni. Byłam już wtedy przyzwyczajona do jej dziwnych fanaberii, więc nie ryczałam jak na dziecko przystało. Pokazała mi co gdzie leży i kazała robić. Bez żadnych instrukcji. Tobie może wydawać się śmieszne, że nie miałam pojęcia co robić, ale musisz wiedzieć, że nigdy nie byłam świadkiem żadnych kuchennych czynności. Nawet pomysłu mi brakło jak zacząć. W końcu wymyśliłam podgrzanie wody. Dość bolesny proces biorąc pod uwagę nieumiejętność podpalania drewna. Poparzyłam się, ale próbowałam dalej. Matka nie wyglądała na przejętą, bardziej jakby miała ochotę zabić mnie za marnowanie jej energii. Mniejsza. Wsypałam trochę herbaty do dzbanka, wciąż patrząc na jej minę. Chyba liczyłam na jakąś podpowiedź z jej strony, co w tej chwili wydaje mi się absurdalnie głupie. Dosypałam więcej, nie doszukując się aprobaty. Poszedł cały wskazany zapas. Zalałam to potem tą zagotowaną wodą i pomieszałam. Dopiero, kiedy zachwycona swoją pracą pokazałam jej gotowy efekt - wzięła wrzątek, po czym wylała go wprost na mnie. Krzyczała, długo. Płakałam, połowicznie za sprawą bólu fizycznego..
- Dobra, nie kończ. Widać, że ciężko ci do tego wracać.- położył rękę na jej dłoniach, siląc się na miły ton.
- W porządku, nie musisz zachowywać się nienaturalnie. Jesteś gburem to nim bądź. Wszystko mi jedno. Te zdarzenia już miały miejsce, więc nic ich nie zmieni.- rzuciła na tyle luźno, na ile pozwalała sytuacja.
- Wychodzi na to, że oboje nie mieliśmy zbyt lekkiego życia.- skomentował dobitnie.
- Ja nadal nie mam.- zauważyła ponuro. Westchnął ciężko, zbierając się do wyjaśnienia pewnej kwestii.
- Zapracowałem na to. Tobie się może wydaje, że tutaj mieszkałem od zawsze i dlatego to miejsce należy do mnie. Fałsz. Kupiłem ten dwór za własne pieniądze. Sprzedaż starego domu wykorzystałem dopiero, gdy potrzebowałem kogoś do towarzystwa. Żaden mebel nie stoi tu za majątek z moich wspomnień. Racz więc łaskawie to docenić. Ogrom pracy i doczekasz własnych przyjemności.
- Obrazisz się teraz na mnie?- zapytała, obserwując zmiany w jego twarzy. Lekki grymas zastąpił poprzedni spokój.
- Skądże.- prychnął, mimo wszystko sprawiając wrażenie urażonego.
- Nie znosisz, kiedy ktoś umniejsza twoją pracę patrząc przez pryzmat przeszłości, prawda?
- Ta.- potwierdził pod nosem. Uniosła kącik ust, tworząc mały uśmiech. Przysunęła się bliżej, wsuwając głowę pod jego ramię oraz obejmując tors.- Co robisz?
- Przytulam. Myślałeś, że co niby?- parsknęła, wciągając znowu tą dziwną mieszankę zapachów. Ręka przy jej szyi poruszyła się, lądując miękko na plecach. Poczuła ciepło bijące od niekochanego, samotnego człowieka jakim był.- Czy ktoś cię kiedyś w ogóle przytulał?- spytała zwątpiona, przekładając między palcami fałdy jego koszuli.
- Była jedna taka, ale szybko odeszła. Nie przetrwała, kiedy desperacko próbowałem uwolnić ją od siebie.- wszystkie mięśnie spięły się, kiedy o tym mówił, jakby sama myśl o niej wciąż żywo raniła.
- Jej imię?
- Elisa. To była krótka historia miłosna zakończona fiaskiem.- podsumował.
- Może tak miało być.- pocieszyła go, chociaż nie wiedziała czemu. Przeplatała wobec niego skrajnie różne uczucia. Gdzieś w tym odnalazła odrobinę sympatii, bo poniekąd byli podobni. Czarny kosmyk połaskotał jej nos, wywołując mało taktowne kichnięcie.- Przepraszam.
- Nie szkodzi, chociaż następnym razem mogłabyś się zasłonić.- otarł rękawem twarz, chowając w oczach rozbawienie. Zaczerwieniła się i wróciła do poprzedniej pozycji.- Chyba, że ta ślina to w ramach flirtu?- jedna z brwi poszybowała w górę, tworząc drwiący efekt.
- Nie, przepraszam.- powtórzyła, w ramach obrony wciskając się mocniej w zagłębienie.
- Nadużywasz tego słowa.- upomniał, zamykając dłoń na jej włosach. Przez moment jakby się im przyglądał, później począł monotonnie gładzić.- To trochę rudawy brąz?
- Matka nazywała je kasztanowymi i kazała pleść w warkocze dla pokazania statusu.
- Na początku dnia miałaś warkocz.- przypomniał sobie, zbierając wszystkie pasma. Przytaknęła.- Rozpadł się przez brak wstążki?
- Mhm.
- Wolę, kiedy są rozpuszczone. Wyglądasz wtedy bardziej kobieco i różnica wiekowa, która nas dzieli nie jest tak bardzo widoczna.
- Jeśli to komplement to dziękuję.- zmieszała się, niekoniecznie rozumując czy miał na myśli powiedzenie czegoś miłego, czy zatarcie w sobie świadomości o istniejącej zapadni czasu. Chwilę jeszcze poobracał ciekawiące go kudły, po czym przesunął dłoń do przodu. Opuszkami palców zaznaczył linię lewej kości policzkowej, przyglądając się jednocześnie jej zmęczonym, brązowym oczom. Dotknął małej ranki ponad brwią, która prosiła się o porządną dezynfekcję. Syknęła, bo sól z jego palców wtopiła się miedzy - częściowo rozdrapany - strup.
- Kiedy to sobie zrobiłaś?- w jego głosie pobrzmiewało zmartwienie.
- Można się domyślić, że niekoniecznie chciałam wylądować na tamtym targu. Strażnicy musieli wrzucić mnie tam siłą. Wyrżnęłam twarzą w kant ławki.- zaśmiała się cicho z własnej głupoty.
- Przemyłaś to?
- Nie.
- Chodź.- zwinnie wysunął się spod jej przedramienia i podążył do drzwi. Nie ruszyła się, zbyt zdziwiona jego nagłą troską. Obejrzał się, nie słysząc kroków.- No chodź.- ponaglił, wspomagając się przywołującym gestem. Wstała posłusznie, kontaktując funkcje motoryczne z poleceniem. Zaprowadził ją do łazienki po drugiej stronie korytarza. Wskazał, by usiadła na brzegu wanny wstawionej w podłogę, niczym wkopywany basen. Sam wszedł do niej, najpierw jednak wygrzebując z szafki kątowej szmatkę, plaster i naczynie. Odkręcił kurek, wlewając ciepłej wody do małej miski. Zmoczył materiał i otarł nim bruzdę. Skupiła się na tym, że zachowywał bezpieczną odległość. Przygryzła wargę, koncypując jak przysunąć go bliżej. Nieodpowiednim dla damy sposobem byłoby zwyczajnie rozchylić nogi i przyciągnąć go między nie. Skarciła się za myśli w tym schemacie, odwracając wzrok na wystrój pomieszczenia. Niezbyt wytworne, wygodne, przestronne.- Próbujesz unikać mojego wzroku czy tylko mi się zdaje?- zapytał, wytrącając ją z równowagi. Zarówno psychicznej jak fizycznej, bo podskoczyła nerwowo i zakołysała się w tył. Przytrzymał jej przedramię, aby nie upadła.- Wybacz, to było nietaktowne.
- Moja wina. Zatopiłam się w rozważaniach.- odjęła jego męską dłoń, obdarzając słabym cieniem zażenowanego uśmiechu.
- Mam dobre wrażenie, że zastanawiasz się nad seksem w tej wannie?- nie bawił się w grzeczność. Przykleił plaster na ranę, bacznie pilnując jej reakcji. Szybko zdała sobie sprawę, że faktycznie właśnie to chodziło jej po głowie. Spąsowiała, raz po raz mrugając niespokojnie.- Ustalam to jako potwierdzenie.- zaśmiał się głośno, odchylając się przy tym minimalnie.- Wykąpmy się.- zaproponował, odzyskując rezon. Rozchłestał koszulę i odłożył ją na bok. Ona wciąż siedziała w bezruchu, zbyt skrępowana, by wykonać jakiekolwiek działanie.- Mam cię rozebrać?- zagadnął, nie wkładając w to nawet odrobiny żartu. Równie poważna, kiwnęła głową. Zbliżył się, po czym szarpnięciem poluźnił rzemyki na które wiązana była jej bluzka. Było to bardziej efektowne niż skuteczne, więc zachichotała. Z zawziętą miną przekładał sznurki między palcami, próbując uwolnić ją z ubrania. W końcu zrezygnował i zwyczajnie rozerwał materiał.- Nie mam cierpliwości do takich rzeczy.- wyjaśnił, kiedy ledwo powstrzymała parsknięcie.- Teraz musisz wstać.
- Czuję się już trochę swobodniej. Mogę sama zdjąć dół.
- Jak wolisz.- wzruszył ramionami, oddalając się na krok i zajmując własnymi spodniami. Lekko trzęsącymi dłońmi rozpięła odzienie. Zsunęła je niemrawo, przyjmując nachodzące wątpliwości, czy aby to co robi nie jest niewłaściwe. W tym czasie on zdążył już zatkać odpływ i napełnić wannę po kostki. Woda była przyjemnie gorąca.- Nie spieszy ci się jak widzę.
- Pojawiło się drobne zawahanie.- burknęła, zakrywając się rękami w możliwie największym stopniu. Ponownie przystąpił do niej, lecz teraz dzieliły ich niewielkie liczby. Pochylił się, by mówić wprost do jej ucha. Każdy jego oddech odznaczał się na wydelikaconej, dziewczęcej skórze, powodując mrowienie.
- Pozbądźmy się go.- wymruczał, łagodnie sugerując poddanie się. Schwycił nadgarstki jej wątłych dłoni i ułożył je wzdłuż jej ciała. Zadrżała, przymykając powieki. Próbowała wyzbyć się obiekcji powtarzając, że będą musieli się pieprzyć tak czy siak. Nie umniejszało to zbyt jej strachu, ale do pewnego stopnia pocieszało.- Bez nerwów. Wpierw pomogę ci się umyć.
- A potem?- pisnęła, nie poznając własnego głosu. Przesiąkł zdenerwowaniem większym nawet niż to, którego doznawała.
- Potem samo pójdzie.- zakręcił wodę, sięgającą jej teraz prawie do ud. Zaoferował pomoc w usadowieniu się na dnie. Skorzystała. Przez kilka dłużących się minut siedzieli przy sobie. W końcu westchnął potężnie, podźwignął ją i usadził między swoimi - ugiętymi w kolanach - nogami. Gąbką energicznie szorował młode plecy, drugą ręką przytrzymując jej talię, by nie kołysała się jak boja podczas sztormu. Odgarnął mokre, kasztanowe kosmyki i dokładnie przemył blade barki. Cały czas czuła jego nagie ciało przylegające do niej. Każdy mięsień poruszał się pod wpływem czynności, które wykonywał. Niekoniecznie wiedziała co ma zrobić z faktem, że jego interes w dość nieprzyjemny sposób wbijał jej się w zwieńczenie kręgosłupa. Pomysł zwyczajnego wspomnienia o tym, wydawał się być idiotycznym.- Oprzyj się o mnie.- zobligował, wspomagając ją w ramach możliwości. Jej głowa opadła niepewnie, uderzając w jego obojczyk. Przestraszona, że mogło go zaboleć chciała się odsunąć, ale nie dawał takiej możliwości, mocno zaciskając dłonie na jej piersiach. Przyjemne, chociaż raczej przypadkowe, bo od razu zsunął je niżej.
- Wróć.- wykrztusiła zaciekawiona. Niezdrowa fascynacja zaświeciła na jej twarzy, kiedy usłuchał. Płynne ruchy długich palców wywoływały chęć wzdychania. Zacisnęła usta, gdy skupił swoją uwagę na sutkach. Miął je z wyczuciem, patrząc z góry na jej rozanieloną minę. Definitywnie była podniecona. On zresztą też.
- Możemy już? Lepszej chwili nie spodziewam się znaleźć.- wycedził, szukając w jej oczach jakiejkolwiek zgody. Płochliwie skinęła, czekając co nastąpi. Chwycił ją solidnie i przekręcił wspólnie, by znalazła się pod nim. Pozwolił jej nogom opleść się wokół jego pasa, ustawiając się w gotowości. Nie odwlekał dalszych działań i pospiesznie wbił się w nią, wywołując lekkie skrzywienie. Wstrzymał się, aż jej mimika powróciła do zwykłego stanu. Dopiero wtedy ruszył. W przeciwieństwie do tego czym ją straszył, zachowywał wyjątkową delikatność. Z mocniejszym brzmieniem czekał, aż i ona odnajdzie w tym przyjemność. Nie trwało to zbyt długo. Wydobyła z siebie pierwsze jęki, które okazały się brzmieć uroczo dźwięcznie. W żadnym stopniu mu to nie przeszkadzało, a wręcz dołożyło chęci. Zintensyfikował prędkość z głębokością, wzmacniając doznania. Oboje rozkoszowali się chwilą spotęgowanej satysfakcji, by po chwili dojść głośno i wyraźnie. Opadł tuż obok niej, wciąż mocno jeszcze dysząc.- Akceptujesz całkiem niezłe tempo.
- A ty masz czym wypełniać.- wystękała.
- Było źle?- nawiązał do jej poprzednich obaw.
- W porównaniu do tego, czego się spodziewałam - było wyjątkowo pozytywnie.- rzuciła, sama ledwo wierząc.
- Fajnie.
Potem osuszyli się, ubrali i każde poszło do siebie. Do późna myślała. Nie była nawet pewna, kiedy zasnęła.
Obudziło ją nagłe otwarcie drzwi, które brutalnie pchnięte uderzyły w ścianę. Ledwo zdążyła spojrzeć na wchodzącą sylwetkę - zemdlała.

czwartek, 5 czerwca 2014

Drugi.

Nazajutrz obudziło ją gorejące słońce, wdzierające się poprzez malutkie, zakratowane okienko. Pech chciał, że świeciło jej prosto w twarz. Przetarła leniwie policzek, ścierając resztki powstałego w nocy kurzu i potu. Podniosła się, zupełnie zapominając o bolącej ranie, którą wczoraj wysmażył jej nowy pan. Syknęła, kurcząc wszelkie mięśnie, jakby miało to dać ulgę. Nie była delikatną dziewczynką. Nie po tym, co działo się u niej w domu. Jednak sygnet, który wytopił na jej torsie różę, mógł jak podejrzewała spowodować jakieś ropne zacieki. Wątpiła w zakażenie. Tego typu choroby się jej nie imały. Odetchnęła parę razy i - skupiając się na wykonaniu jak najmniejszej ilości ruchów rozciągających - wciągnęła wczorajsze ubranie, niepewna jednak czy nie powinna ustroić się w pracowniczy fartuch. Ogarnęła się przed lustrem, zaplatając swoje długie, kasztanowe włosy w ciasny warkocz. Były jej dumą, zapuszczaną przez ostatnich pięć lat. Ostrożnie gładziła je, oddzielając każdy fragment tuż przy sobie. Nie potrzebowała niczego do związania, bo przy tak gęstej czuprynie potrafiły godzinami utrzymać się same. Parę razy przejechała dwoma zgrabnymi palcami po powiekach, aby pozbyć się śpiących ziarenek z kącików. Męczyły ją odkąd tylko sięgała pamięć. Mama - przed wielką zmianą - opowiadała jej, że w nocy odwiedza nas taki piaskowy ludek, który sypie ze swojego worka głębokim snem. Dzięki niemu czujemy zmęczenie i jesteśmy w stanie zasnąć w nawet niezbyt komfortowych miejscach. Jedynym co po nim pozostaje jest właśnie ten piasek w oczach.
- Melanie.- dobiegło ją nagle zza drzwi.
- Melodie.- instynktownie poprawiła, nie bacząc na właściciela głosu.
- Tak idiotyczne, że zapomniałem.- parsknął jej pan, uchylając wejście.- May, słodka moja, chodź i zaparz mi herbatę.
- Przecież sam pan umie.- odparła z całkowitym przekonaniem, że jest to niezbity argument za którym powinien dać jej spokój. Przeliczyła się, zapominając jak zwykle, że to już nie jej prywatny dom, gdzie za pyskówki płaciło się inaczej.
- Owszem, ale od czegoś jednak tu jesteś. Skoro nie umiesz sprzątać to przydaj się na coś i zrób mi herbaty. Czy to zbyt wielka łaska jak na twoje dziecięce rączki?- zadrwił, patrząc na nią sceptycznie. Założyłaby się, że myślał teraz o czymś w rodzaju „na cholerę ją tu wziąłem, przecież nie pasuje ani trochę do wymaganych kwalifikacji“. Też się nad tym zastanawiała. Tak samo jak nad tym, kiedy w końcu zmusi ją do czegoś z charakterem seksualnym. Nie żeby na to czekała. Wręcz przeciwnie - chciała się od tego jak najdłużej utrzymać z daleka.
- Przepraszam, proszę pana. Z przyjemnością zaparzę tę herbatę.- skłoniła się, lekko zaczerwieniona. Spowodował to w większej części strach związany z posługą mu.
- Aż z przyjemnością to nie musisz. Nie liczę na sympatię z niczyjej strony.- warknął, jakby zezłościła go jej nagła pokora.- Wiesz chociaż gdzie znajduje się kuchnia?
- Nie, proszę pana. Czy byłby pan tak miły i wskazał mi kierunek?- przechyliła głowę, mrugając niewinnie. Chyba właśnie znalazła sposób denerwowania go, który był atrakcyjny dla niej pod wieloma względami.  Pozornie była to zwykła uprzejmość, ale w środku faszerowała słowa jadem, by wypluć je najposłuszniej jak umiała. Wyglądał na takiego, który lubi mieć kontrolę, jednak najwyraźniej podobał mu się w tym sprzeciw drugiej strony. Ona mu tego nie da, więc szybko mu się znudzi. Taki właśnie był jej plan. Wymyśliła go teraz, na poczekaniu, kiedy ogniki w jego oczach paliły jej marnie chronioną duszę swoim gniewem. „Obsydian“ - powtarzała to słowo uparcie, jak mantrę. Hipnotyzujące spojrzenie odnajdywało sobie lokum w jej trzewiach, przekręcając wszystko z impetem. Czytał w ten sposób jej myśli, co nie było najlepszym pomysłem. Obszedł ją zimny dreszcz, okręcając na ramionach gęsią skórkę, niczym najmodniejszy szal. Oderwała wzrok od głębi jego koloru, przenosząc go na inne partie ciała mężczyzny. Kropelki potu, niewidoczne prawie, pięły się w górę, miast normalnie opadać w dół. Choć może to tylko wrażenie. Czarne, lśniące włosy opierały się o barki, kręcąc się w niektórych pasmach. Idąc dalej dostrzegła niedowiązaną do końca koszulę, która opinała odpowiednie fragmenty ciała, nie blokując zdolności ruchu. Na biodrach była nieco węższa. Spod najwyższych splotów wystawał kawał piersi, przyozdobionej męskim, ciemnym, choć nieco rzadkim zarostem. Coś jakby połowa włosów wypadła i nie odrosła z nieznanego jej powodu. Może ktoś je wyrwał? Uśmiechnęła się zażenowana na tą myśl. Spoczęła na dłoniach. Zainteresowały ją. Były duże, pewnie szorstkie, może ciepłe. Długie, eleganckie palce kończyły przybrudzone paznokcie, przycięte co do milimetra. Czyżby perfekcjonista? Spodnie miał dopasowane kolorystycznie, a cały strój komponował się ze stylem wnętrza posiadłości. Tylko ta blizna nie dawała jej spokoju. Skąd się wzięła? Nie zgrywała się ani trochę z jego wizerunkiem. Potęgowała poczucie, że jest naprawdę okropną osobą - razem z tymi szerokimi brwiami tworzyła zgrany duet.
- Chodź ze mną to ci pokażę.- powiedział, ściągając ją do realności. Mała zmarszczka pojawiła się ponad jego garbatym nosem. Chciał rządzić, ale słyszeć choć lekki opór przy tym. To go nakręcało. Rozgryzła to wyjątkowo szybko. Natychmiast pomyślała, że z resztą w takim razie nie będzie większego problemu. Pomyliła się już na wejściu, jak się potem miało okazać. Ten facet miał pozostać nieokiełznaną zagadką. Poszła z nim piętro niżej. Minęli salon, jadalnię i coś w rodzaju małej spiżarki. Na końcu stała kuchnia. Drewniana podłoga, kamień na ścianie - coś jak improwizowana chatka wiedźmy. Szafki i blaty były przyjemne, ciemnobrązowe. Pokazał jej witki służące do palenia oraz gdzie otwiera się piecyk. Wyjął herbatę, dzbanek i wyszedł, zostawiając ją nieogarniętą. Zebrała się w sobie, wywołała płomienie, postawiła naczynie z wodą na kuchence. Poprawiła bluzkę, pozwalając napłynąć samozadowoleniu. Do tej pory szło dobrze. Oddzieliła piąstkę ziół i wsypała je do ozdobnego czajnika, który wcześniej usadziła na tacce. Dołożyła do tego grawerowaną wzorami celtyckimi filiżankę. Zalała wszystko, gdy tylko zawrzała woda. Ot, cała filozofia. Wyszukała kostki cukru oraz miarkę mleka, po czym dołączyła je do zastawy. Całe dzieciństwo uczyli ją kultury przy podawaniu napoi. Każde niepowodzenie karane było uderzeniem niezbyt delikatnym z obu stron macierzyńskich. Teraz przy wspomnieniu tego, trzęsły jej się ręce. Nie mogła w ten sposób nic zanieść - upadłaby lub rozlała na dywan. Oparła plecy o zimną ścianę. Spokój musiał ją wypełnić, a potrzebował na to dwóch minut. Oddychała spazmatycznie, licząc na nagłe ukojenie. W końcu udało jej się opanować. Zebrała się w sobie, kurczowo zacisnęła palce na przyciężkiej tacy i pewnym krokiem pomaszerowała elegancko do salonu. Założyła, że tam właśnie będzie siedział. Nie pomyliła się. Czytał jakieś grube tomiszcze i nawet nie raczył zauważyć jej przyjścia. Wsunęła zamówioną herbatę na stolik przed nim, na którym częściowo opierał nogi. Dopiero wtedy zarejestrował jej obecność.
- Proszę.- powiedziała grzecznie, przerywając milczącą ciszę. Kiwnął głową w ramach podziękowania. Wzrokiem zasugerował, by usiadła na jego kolanach. Przełknęła nerwowo ślinę, ale zrobiła to. Pozwolił jej oprzeć się łopatkami o lewą część fotela - tak było wygodniej. Oplótł ręką jej plecy, z przodu utrzymując lekturę. Nie zamierzał sobie przeszkadzać. Z tak bliskiej odległości, wyraźnie czuła zapach jego skóry. Pachniał piżmem, winem i potem. Wyjątkowo męskie połączenie. Jego pot był specyficzny. Niby nieprzyjemny, aczkolwiek wywoływał dziwne wrażenia w okolicach klatki piersiowej oraz przybrzusza. Były to wrażenia przyjemne, pulsujące z lekka i jakby kołujące. Nie czuła wcześniej czegoś takiego, ale może to być kwestia tego, że nigdy nie miała bliższego kontaktu z mężczyzną. Zaciągnęła się nowością, niepotrzebnie wzbudzając w sobie chęć konwersacji. Poruszył się, sięgając gdzieś w tył. Podskoczyła dziecinnie, gdy przyłożył jej coś zimnego do szyi. Powstrzymała odruch ucieczki. Kilka chwil później wsunął w jej dłoń małe lusterko.- Co to?- spytała, oglądając w nim naszyjnik, którym ją przyozdobił.
- Prezent.- prychnął, powracając do poprzedniego zajęcia. Uważnie wymacała założoną biżuterię. Definitywnie był to wykonany z brązu łańcuch, o średniej grubości pięciu milimetrów. Zainteresowało ją jednak co innego - na środku świeciło malutkie oczko, koloru zeschniętej krwi. Żaden konkretny kamień jaki znała. Nie wyglądał na drogi, więc po co w ogóle się tam znajdował? Lepiej kupić drogocenny kamień lub nie kupować wcale - tego również nauczyli ją rodzice. Zastanowiła się, czy jest sens przerywać mu relaksacje z błahego powodu.
- Przepraszam.- zdecydowała.- Dlaczego pan mi to daje?
- Bo jesteś moim zwierzątkiem, a takowe się rozpieszcza. Czyż nie?- uniósł wysoko brew, pozostając myślami w swoim świecie.
- Nie jestem zwierzątkiem.- pisnęła, wzbierając złość. Uśmiechnął się tylko przekornie, jakby chciał powiedzieć „Myśl sobie co chcesz i tak mnie to nie obchodzi“. Nic jednak nie powiedział.- Proszę pana.
- Przestań mówić ‚proszę pana’, bo czuję się potrójnie staro. Znasz moje imię, używaj go.- westchnął, przewracając kartkę. Przeszukała pamięć próbując wychwycić wczoraj zasłyszane imię.
- Vinctus z łaciny oznacza więzień. Niezbyt adekwatne.
- Wręcz przeciwnie. Jestem więźniem swoich pragnień. Jestem swoją własną celą.
- Nie możesz jednocześnie posiadać i być posiadanym.- pokręciła głową, wyrażając dezaprobatę jego tokiem rozumowania.
- To, że jest to twoja opinia - nie uczyni jej ważniejszą. Materializm nie zastępuje tego, co odbiera mi zamknięcie. Ty widzisz bogactwo, przeplecione z wygodami - ja mam tutaj swoje piekło, zatrzaśnięte przez żądze drzwi do wolności.
- Czemu się nie uwolnisz?- zadała najoczywistsze z nasuwających się pytań.
- Wyrok pełnię do śmierci.- rzucił posępnie, ukrócając rozmowę.
Następne kilka minut spędzili osobno, upewniając się w tym, że samo towarzystwo wystarcza.
- Na kolana.- odłożył książkę. Wykonała polecenie, choć niezbyt chętnie. Przeczuwała, iż tak nagły zwrot nie oznacza dla niej niczego miłego. Gdy rozpiął spodnie, uczuła swoją rację.- Nigdy tego nie robiłaś, tak wiem.- skomentował, widząc, że szykuje się do odparcia jego ataku.- Wszystkiego zdążysz się nauczyć. Akurat to będzie proste. Otwórz usta. Szeroko.- wydał komendę, w ręce ściskając swoje nagie przyrodzenie. Niemałe zjawisko i niezwykłe dla niej.- Nie mam całego dnia, a z każdą chwilą delikatność maleje.- dodał, nie widząc reakcji. Chrząknęła, jakby miało to pomóc, po czym pokornie rozsunęła wargi. Nie czekał na nic innego. Wsunął się najgłębiej jak pozwalało na to ciasne gardło. Pośpiesznie odsunęła głowę, krztusząc się zbyt daleką obecnością. Uchwycił mocno jej włosy i wepchnął z powrotem na miejsce.- Ja wyznaczam granice.- wymruczał agresywnie, patrząc w jej zaszklone oczy. Ledwo łapała oddech między jego rytmem. Wkładając i wyciągając członek spomiędzy jej ust, wydawał z siebie ciche, acz zadowolone pomruki. Ona łączyła piski z jękami, tworząc arie dziewiczo-uroczych dźwięków. Skupił się mocniej, przyspieszając tempa. Wyczuła, że zaraz dojdzie. Paniczna fala gorąca zalała jej ciało. Nie miała pojęcia co się robi w takiej chwili, ani czasu, aby o tym pomyśleć. Jednym szarpnięciem wysunął się z niej, by opleść się ciasno palcami i dokończyć samemu. Przyjemnym dla ucha warknięciem podsumował potok spermy wystrzelony na jej język. Miała dziwny, na pozór słony smak, ale z przebijającą się nutą goryczy.- Nie pluj na dywan.- powiedział tylko, zapinając spodnie. Zebrała się w sobie i przełknęła ohydą substancję, czując się jak szmata.- Pierwsze doświadczenie masz już za sobą.- zakpił, obserwując jej zgorszoną minę.
- Nienawidzę pana.- podniosła się z ziemi, sięgając mu nadal zaledwie do ramienia.
- I niech tak pozostanie.
Następną godzinę pozwolił jej przebyć w samotności, sam chowając się po komnatach. Klęczała przy dolnej partii regału, szukając jakiegoś egzemplarza lektury, który mogłaby przeczytać. Nic jej jednak nie zainteresowało. Ze zrezygnowaną miną oparła się o ścianę, wciąż podążając wzrokiem po karbach książek.
- Dość obijania się.- rzucił na wstępie, pojawiając się jakby znikąd. Zarzucił swoją długą, czarną grzywą i zasiadł przy fortepianie.- Chodź. Zagrasz mi.
- Jakoś nie mam ochoty.-warknęła, wciąż kwalifikując go do nieprzyjaciół. Godzina nie wystarczyła, by pogodzić się ze stratą godności.
- Nie obchodzi mnie na co masz ochotę. Siadaj obok mnie i graj.- ponaglił, czerpiąc przyjemność z jej podejścia. Rozłożyła się wygodniej, ignorując go.- Narobisz sobie kłopotów, dziecino.
- Nie nazywaj mnie dzieciną. Nie mów też na mnie May. Mam na imię Melodie i to jedyna forma, której wolno ci używać, jasne?- zwęziła oczy, marszcząc brwi w geście agresji. Pokręcił niedowierzająco głową, jakby żałował, że to powiedziała.
- Chyba potrzebujesz czasu na naukę posłuszeństwa, prawda?- spytał, ciepłym głosem kochającego ojca. Po chwili jego ton uległ całkowitej zmianie - był przepełniony jadem i złością.- Twoje imię podlega mnie i mogę dowolnie je zmieniać wedle upodobań. Dzieciną jesteś. Przypominam o dziewiętnastu latach różnicy między nami.
- To tyle co nic, biorąc pod uwagę pańskie braki w geantlemaństwie.- prychnęła, gdzieś w środku czując zbliżającą się obustronną burzę. Dla niej nie oznaczało to zapewne nic dobrego, ale nigdy nie umiała trzymać języka za zębami.
- To nie są braki. Jesteś zwyczajnie ślepa na dobrą stronę. Wziąłem cię do siebie, dałem pokój, ogrzałem własną kurtką, podzieliłem kolacją i podarowałem prezent. W porównaniu do reszty gnoi na których mogłaś trafić - nie jestem aż takim złym wyborem. Z łaski swojej zamknij się, rusz dupę i graj tą cholerną melodię, Melodie.- nafaszerował ostatnie słowo taką ilością kwasu, że odechciało jej się walki. W gruncie rzeczy nie kłamał całkowicie. Westchnęła, sadowiąc się przy jego boku. Biodrem stykała się z jego udem, a barkiem z ramieniem.
- Co mam grać?- wbiła wzrok w jego dłoń, którą trzymał przy kolanie. Podniósł ją i postukał w nuty.- Będzie mało płynnie.
- Nie szkodzi. Tylko mnie już nie irytuj.- potarł skronie, demonstrując kiepski nastrój. Pokręciła nadgarstkiem w ramach rozgrzewki, po czym krótko docisnęła najsłodszy dźwiękiem klawisz. Rozlał się po niej w przyjemnym dreszczu, proponując zatracenie. Spod półprzymkniętych powiek obserwowała pięciolinie pomazane atramentem w nieprofesjonalny sposób. Wniosek był oczywisty, iż sam to zapisał. Z gracją ślizgała palce z jednego końca instrumentu na drugi. Każde uderzenie było dokładnie wyważone, proporcjonalne do prawidłowości melodii. Nie znała jej, ale umiała wyczuć jej sentymentalną głębię. Mówiła jej o samotności wśród ludzi, łudziła życiem zamkniętym w złotej klatce. Piękny utwór rozpłynął się w koszmar po drugiej, sekundowej pauzie. Chaotyczne myśli zaczęły przebijać się pomiędzy smutkiem, tworząc jawny zły sen. Ręczne pismo pięło się szybciej, niżej, niżej, niżej. Końcówka zaskoczyła. Z przyspieszonym podnieceniem oddechem, zamigotała między wysokim-niskim-niskim-niskim-wysokim. Zamknęła oczy, zdając sobie sprawę z ogromu uczuć, który został włożony w stworzenie tego. Piękny umysł pochłonął ją bez reszty, ciągnąc na dno dawnej pasji. Dużo czasu minęło odkąd ostatni raz grała, ponieważ nie mogła znaleźć dzieła odpowiedniego do przeżycia. Teraz leżało przed jej oczyma, leniwie powiewając na wietrze wniesionym przez otwartą okiennicę.
- Wyjątkowy utwór. Czy autor jest znany?- chrząknęła cichutko, próbując wyjść spod ogromnego wrażenia.
- Jeśli pytasz o sławę między ludem to odpowiedź brzmi nie.- parsknął, wertując strony notesu.
- Pan zna autora?- dociekała, bezwstydnie zaglądając mu ponad ramię.
- Ja jestem autorem. Przecież widać po ręcznym piśmie.- odpowiedział poważnie, uginając z niepokojem skroń.- Cholerne dziwki zawsze coś poprzestawiają. Mówiłem, że nie wolno im dotykać nut skoro nie mają o nich pojęcia. Czasem zastanawia mnie czy one w ogóle przejmują się moimi prośbami.- ściągnął włosy do tyłu, wiążąc je w kitę. Przy okazji uderzył ją łokciem w policzek, przywołując do rezonu.
- Znam się na nutach. Mogę się nimi zajmować.- zaproponowała, mając nadzieję na bliższy kontakt z większą ilością tak poetycko poprawnych dzieł. Obrócił się do niej, najwidoczniej zdziwiony jej inicjatywą.
- Jeśli je pomieszasz nie zamierzam być delikatny ani trochę. To dla mnie cenniejsze od reszty przedmiotów, które tu trzymam. Mimo wszystko chcesz się tym zająć?- upewnił się, szukając w jej oczach śladów nieodpowiedzialnej złośliwości.
- Owszem. Lubię wszelki kontakt z powstającą sztuką.- przekrzywiła lekko głowę, cofając się o dwa centymetry.- A delikatny i tak pan nigdy nie zamierza bywać.
- Wbrew pozorom nie wiesz jeszcze jaki jestem.- uśmiechnął się zawadiacko, wracając do przeglądania. Postawił notatki na prawidłowym miejscu i nakazał grać. Melodia była wyraźnie spokojniejsza, choć równie dopracowana. Każdy dźwięk miał swoje odbicie w kolejnym, tworząc prześliczny akompaniament dla tykania zegara. Złączyła wszystkie zmysły w jeden. Dodała słodkawy smak, zakurzony zapach, staromodny widok. Wystawiła scenę do podziwu przez nią samą. Owinął ją strumień ciepławego słońca, przebijającego się z muzyki. Zwizualizowała poranek, obojętność plecioną minionymi wydarzeniami. Przeleciało bogate, acz dołujące dzieciństwo. Czuła, jakby to jej wspomnienia zawarte były na kartkach. Coś łączyło ją niezaprzeczalnie z tym człowiekiem, a nuty opowiadały tę historię. Z mocniejszym uderzeniem zapłakała wraz z bohaterem tragedii, by potem podnieść się i żyć dalej w neutraliźmie. Nie mogła grać dalej. Rzuciła się na szyję swojemu kompanowi, łzami mocząc mu szatę. Z oporem uniósł ręce, objął ją i mocno przycisnął do siebie. Chyba nie widział się w takiej roli. Oparł brodę o jej włosy, wciąż w jakiś sposób utrzymując dystans personalny.
- Uspokój się, kretynko.- powiedział w końcu, gdy po kilku minutach nadal słyszał szloch. Pociągnęła nosem, odsunęła się i zrobiła pierwszy krok do kresu potopu.
- Rozumiem pana.- wychrypiała, zakładając kosmyki za ucho. Kiedy podniósł dłoń myślała, że uderzy ją za złe zachowanie, on jednak tylko otarł jej twarz ze słonej wody.
- Poprzez odegranie moich uczuć nie jesteś w stanie zrozumieć wszystkiego, księżniczko. Musiałbym opowiedzieć to wszystko o co mnie posądzasz.- wykrzywił się smutno, nie okazując zdziwienia jej empatią.
- Opowiesz mi?- zapytała, świecącymi oczami wpatrując się w jego obsydianowe.
- Może wieczorem, kiedy całkiem wrócisz do siebie. Jeśli wciąż będziesz chciała coś usłyszeć.
- Dziękuję.- skinęła, zgarbiając się.- Proszę pana.- dodała, wcześniej zapominając o tej grzeczności.
- Mów mi Vinctus, pod warunkiem, że przestaniesz buntować się, kiedy nazywam cię May. Zgoda?- wyciągnął rękę, jakby miał to być profesjonalny układ wspólniczy. Potrząsnęła nią mało energicznie, przywdziewając cień uśmiechu.

czwartek, 22 maja 2014

Pierwszy.

Poznała go cztery lata temu. Był jednym z zamożnych panów, których podłe oczy świeciły z upodobania do oglądania przemocy na tle seksualnym. Jedynym co go wyróżniało była czerń. Czarne włosy, oczy, odzienie. Nienawistnym podziwem przyglądał się każdej celi z potencjalną nową zdobyczą do kolekcji. Ona trafiła tam przypadkiem. Została przyłapana na próbie ucieczki z kraju i skazana na publiczne zniewagi. Przemytnicy porwali ją jednak, gdy wieziona była strażniczym wozem na plac miasta. Sprzedali ją przy najbliższej okazji, która nadarzyła się w porcie Riverton. Właściciel uznał ją za idealną do sprzedaży na rynku niewolników. Trafiła do sekcji dla kobiet wykorzystywanych przez fakt, że młody wiek i wcześniejsza wysoka pozycja społeczna nie nauczyła jej zbyt wiele robić w domu. Była przerażona na myśl o wykupieniu przez jakiegoś obcego, obleśnego typa, który ma nieczyste zamiary. Sam zapach tego miejsca przyprawiał ją o ciarki. Modliła się, by ktoś ją stąd wypuścił lub obudził tłumacząc, że to koszmar. Nie wyglądało jednak by któreś z tych pragnień miało zostać wysłuchane. Skuliła się mocniej w kącie swojej zimnej klatki, zasłaniając tyle ciała ile tylko zdołała. Ubrali ją w typowo dziwkarską bieliznę. Nogi miała zsiniałe, fioletowe. Prawie nie czuła palców. Koleżanka z którą dzieliła przestrzeń określiła ją mianem ‚typowej nowej’, sama kręcąc tyłkiem przy kratach. Podobało jej się bycie nową o tyle, że nie miała odwagi na tak poniżające zachowanie. Wtedy pojawił sie on. Krążył tu już wcześniej, ale teraz zatrzymał się centralnie przed jej celą. Ignorując adorującą go dziewczynę, patrzył wprost na nią. Rejestrował każdy detal. Miał na tyle przenikliwy wzrok, że czuła się całkowicie naga.
- Podejdź.- polecił ostro, przebijając mocnym, niskim głosem otaczające to miejsce okropne dźwięki. Ścisnęła kostki dłoni aż pobielały, przerażona wpatrując się w głębię jego mrocznej osoby.- Podejdź.- powtórzył głośniej, z większym naciskiem. Sparaliżowana strachem nie wiedziała co zrobić. Zareagować czy nie? Co by zrobiła ‚typowa nowa’? Docisnęła łydki do ud, wbijając się w kąt ze wszystkich sił.- Jesteś głucha czy jak? Podejdź no tu.- westchnął, wyraźnie przeklinając pod nosem. Jej koleżanka przyklękła przed nim.
- Po co ci ona? Czy nie jestem bardziej atrakcyjna?- zapytała, oblizując przesuszone wargi.
- Spierdalaj, atencyjna kurwo.- zbył ją, ledwo zaszczycając jej twarz pojedynczym spojrzeniem pełnym obrzydzenia.- Ile mam czekać? Może się w końcu rusz.- warknął wściekle, opierając się łokciem o kratę. Przełknęła głośno ślinę, postanawiając spełnić polecenie. Powoli wstała i potykając się o własne, zdrętwiałe stopy przemierzyła odległość dzielącą ją od niego. Stanęła na tyle blisko, że czuła nawet jego oddech. Zmierzył ją dokładnie.- Trzęsiesz się ze strachu czy z zimna?
- To i to.- zadrwiła ta druga, która po odrzuceniu usiadła z boku.
- Nie z tobą rozmawiam, więc z łaski swojej nie dziel się ze mną swoim zdaniem, bo całkowicie mam je w dupie. Jeszcze jeden komentarz, a wykupię cię i potnę na małe ćwiartki uprzednio pilnując byś w trakcie się nie wykrwawiła, bo to oszczędziłoby ci cierpień na które zasługujesz. Wracając, do tego co mnie interesuje..- spojrzał wyczekująco.
- Z zimna, proszę pana.- odparła cicho, nieśmiało. Zdjął swoją kurtkę i wsunął między metalową zaporę.
- Zakładaj. Zaraz wracam.- mruknął, po czym oddalił się w kierunku sprzedawcy.
- Masz szczęście, mała.- krzyknęła kobieta po drugiej stronie przejścia. Miała ciemną skórę, potargane włosy i skórzany gorset. Nie wyglądała na zmartwioną swoim pobytem tutaj. Najwidoczniej przyzwyczaiła się do tych spraw.- On tu jest co dzień od dłuższego czasu. Nic nie kupił do tej pory. Jesteś pierwszą, która zdołała go zainteresować.
- To dobrze?- pisnęła przelęknięta, okrywając się ciepłym materiałem.
- Dla ciebie? Bardzo dobrze. Wychodzisz stąd.- zaśmiała się, w jakiś dziwny sposób uspokajając ją. Wcisnęła dłonie w kieszenie i oparła się o brudną, wybrukowaną ścianę. Czekała aż wróci. Wyglądało, że ją adoptuje. Wróć, on tu przecież przyszedł po zabawkę. Weźmie ją stąd, by wywieść i wykorzystać. Na pewno będzie brutalny. Taki facet jak on musi taki być. Po to tu przychodzą.
Pojawił się koło godziny później, razem z jakimś strażnikiem, który otworzył mu drzwi.
- Targowałem cenę, jakbyś miała ochotę zapytać.- wyjaśnił, widząc zdziwiony wyraz jej twarzy. Zwątpiła, że wróci. Zwykle się nie myliła i tym było spowodowane jej zaskoczenie.- Nie stój tak. Idziemy. Od dziś należysz do mnie.- pchnął ją w kierunku wyjścia, wzbudzając w niej niechęć do jego osoby. Za wcześnie się ucieszyła. Był zwykłym chamem. Pociągnął ją za sobą do powozu i prawie wrzucił do środka. Krzyknął do woźnicy, by ten ruszył, po czym usiadł naprzeciw niej.- Masz jakieś imię?- zagadnął z niechęcią.
- Melodie.- odparła zgodnie z prawdą.
- Więc May, powiedz..
- Melodie.- przerwała mu z naciskiem powtarzając. Nie znosiła zdrobnień.
- May, powiedz ile masz lat?- dokończył, ignorując ją. Cała jego postawa wskazywała na to, że ledwo ją znosi i nie ma ochoty słuchać niczego o co nie spyta.
- Szesnaście. A pan?
- Nigdy nie pytaj mnie o nic co nie jest ci potrzebne.- zacisnął usta w wąską linię.- Mam trzydzieści pięć, jeśli bardzo cię to interesuje. Umiesz policzyć jaka to różnica wieku?
- Ma mnie pan za głupią?- prychnęła, niczym rozjuszona kotka.
- Nie będę tolerował takiego zachowania. Zadałem pytanie, by uzyskać odpowiedź, a nie jakąś przepełnioną idiotyzmem odzywkę.- warknął, mrużąc złowrogo oczy.- Mam dziś zły nastrój na kretyńskie zachowania.
- To dziewiętnaście lat różnicy.- odpowiedziała pokornie, nie chcąc go bardziej zdenerwować.
- Dobrze.- pochwalił sucho.- Masz świadomość, że pojechałem tam w konkretnym celu i nie zamierzam hodować cię w domu jako towarzysza, lecz wykorzystywać do własnych potrzeb?
- Mam świadomość.- wbiła wzrok w podłogę, powstrzymując pragnienie ucieczki od tego okropnego człowieka.
- Uprawiałaś kiedyś seks?- spytał wprost, bez żadnego oporu ingerując w jej prywatność. Mimowolnie zaczerwieniła się.- Tak czy nie?
- Nie.- zwiesiła głowę, wstydząc się rozmawiać na ten temat z obcym.
- Chciałaś kiedyś to robić?- drążył dalej, wprawiając ją w większe zakłopotanie.- Oh, daj spokój! Zostałaś dziwką, więc przyzwyczaj się do mówienia o tym.
- Przepraszam.- pisnęła ze skruchą.
- Prawidłowo. Teraz odpowiedz.- kiwnął głową, znów penetrując ją wzrokiem.
- Nie myślałam o tym.
- Kłamstwo. Zarobiłaś karę za marnowanie mojego czasu.- westchnął wkurzony.- Jeszcze raz i szczerze.
- Chciałam, ale nie było z kim, ani jak.- przyznała.- Proszę mi wybaczyć.
- Nie licz na to. Nie należę do pobłażliwych i każdy twój błąd będę karał, byś go nie powtórzyła.- przytrzymał jej szczękę, oglądając wpierw jeden profil, potem drugi.- Podobasz mi się.
- Gdybym ci się nie podobała to by mnie tu nie było.- wymsknęło jej się nieuważnie, za co ukarał ją uderzeniem w policzek.
- Uroczy charakterek, ale nie na moje dzisiejsze siły. Panuj nad sobą albo twoja śliczna twarzyczka ucierpi.- kiedy już otwierała usta by zaoponować, dodał:- I nawet nie próbuj ponownie przepraszać. Nadużywasz tego słowa w wyjątkowo bezczelny sposób.
- Rozumiem.- zacisnęła zęby, zmuszając się do bycia miłą.
- Nie musisz się zachowywać jak mój pupilek. Nie jesteś nim. Spróbuj być sobą w takim stopniu, jaki będzie dla mnie mało wkurzający. Jasne?
- Jasne.- odetchnęła, wpatrując się w mijane jezioro. Jechali w ciszy przez następnych kilka minut.
- Masz jakieś umiejętności? Wolę spytać, żeby później nie było nieręcznych sytuacji.
- Przykładowo jakie?
- Pranie, gotowanie, sprzątanie, cokolwiek..- wymieniał, wyraźnie mając ją za kompletną idiotkę. Zamyśliła się na chwilę.
- Umiem grać na fortepianie i parzyć herbatę.- rzuciła w końcu, kiedy wyglądał jakby tracił cierpliwość.
- Skąd niewolnica umie grać na fortepianie? Masz jeszcze jakieś nietypowe tajemnice?- zbulwersował się, opierając plecy o wóz.
- Jesteś..
- Dla ciebie pan.- wtrącił ponuro.
- Jest pan zły, że potrafię coś zrobić, a pan nie?- zamrugała słodko oczami, plując najbardziej jadowitym tonem na jaki było ją stać w ramach grzeczności. Przybliżył twarz do jej, tak aby dzieliły je zaledwie centymetry.
- Gram na fortepianie, pianinie, harfie, gitarze, ukulele, flecie, trąbce, tamburynie i bębnach. Parzę herbatę, kawę i pędzę własne wino. Nie mów mi czego nie umiem, bo zawsze będę dziewiętnaście kroków przed tobą. Jakieś jeszcze uwagi, kochanie? Denerwuj mnie póki możesz. Jak tylko dojedziemy zamierzam to na tobie odreagować.- posłał jej wymuszony uśmiech. Przeszedł ją dreszcz strachu, połączonego z obrzydzeniem. Ten facet nie wydawał się być w żaden sposób pociągający. Miał krzywy nos, bliznę na dolnej wardze i najprawdopodobniej palił. Jego zęby - choć proste - były pokryte żółtawym kolorem. Kiedy przyjrzała się bliżej zauważyła jeszcze coś. Z boku, po lewej stronie szyi, zakryte włosami znajdowało się okropne, czerwone poparzenie. Zrobiło jej się niedobrze na ten widok. Wyglądało naprawdę poważnie. Musiał mocno cierpieć.- Nie gap się.- wacharczał nagle.
- Ja tylko..- chciała się wytłumaczyć, aby nie wziął jej za dziecinną dziewczynkę, która nigdy nie widziała poważnej rany. Nic jednak nie przyszło jej do głowy, więc postanowiła szczerze spytać. Co miała do stracenia? I tak nie zamierzał traktować jej delikatnie.- Skąd ma pan to oparzenie?
- Wolałbym o tym nie rozmawiać. Nie lubię litości i nie zamierzam jej w tobie wzbudzać. Zresztą jesteś za młoda na takie historie.- parsknął, przekładając włosy na ramię, by więcej zasłoniły.- Nie patrz na to, bo nie zamierzam sprzątać twoich wymiocin.- ogłosił, uśmiechając się złośliwie. Ten człowiek był pełen sprzeczności. W jednej chwili miły, potem bezczelny i chamski, a na koniec czysto wredny. Zamierzała poruszyć tą kwestię w innym terminie. Była pewna, że opowie jej o tym kiedyś.
Powóz zatrzymał się przed rozległą posiadłością. Labirynty ścieżek wiły się między rozsadzonymi wszędzie, zadbanymi krzewami ciemnych róż. Główna droga wyścielona była białym brukiem, lecz wszystkie mniejsze obsypane zostały kamieniami różnej wielkości. Na środku dziedzińca jawił się staw. Drewniane szczebelki wzrastały centymetry nad nim, prowadząc do małej studzienki porośniętej ozdobnym bluszczem. Krajobraz rodem z bajki - wszędzie dookoła lasy, żywopłoty, słoneczniki. Sam budynek przedstawiał arystokratyczne pochodzenie. Do wejścia ustawione były schody z beżowej kostki, nad którymi wisiał balkonik podparty gotyckimi kolumnami. Wszystko utrzymane w równowadze jasne-ciemne.  Wyglądało wspaniale. W niczym nie sugerowało nietypowych preferencji właściciela.
- Masz dwie godziny na rozejrzenie się i przebranie w coś mniej ubogiego. Później stawisz się w salonie, by zjeść ze mną kolację. Tylko ten jeden raz, bo wiem, że jesteś głodna. Do tego czasu nie zawracaj mi głowy. Jeśli się zgubisz to spytaj kogoś. Ludzi tutaj nie brakuje.- mówił, ciągnąc ją do wnętrza domu.- Ktoś pokaże ci twój pokój. Nigdzie indziej niczego nie waż się dotknąć. Zrozumieliśmy się?- stanął w przedpokoju, ściskając jej nadgarstek, aby miała pewność, że żadne słowo nie było żartem.
- Tak, proszę pana.- kiwnęła głową.- Dziękuję.- ukłoniła się służalczo. Puścił ją, po czym wyciągnął dłoń.
- Oddaj kurtkę.
- Mhm.- szybko zdjęła ciepły materiał i podała mu go.
- Grzeczna dziewczynka.- pogłaskał ją po włosach, by po chwili odejść wgłąb kwater. Odetchnęła głęboko, kiedy zniknął. Czuła się przy nim bardzo nieswojo, ale chyba nic w tym niezwykłego. Kto czułby się bezpiecznie przy obcym facecie, który kupuje sobie kobiety na targu niewolnic? Naturalną rzeczą jest strach w takim wypadku. Przesunęła się powoli do środka, podziwiając porozwieszane na każdej ścianie obrazy. Większość przedstawiała pogańskie obrzędy religijne. Szczególnie do gustu przypadł jej jeden, więc podeszła bliżej. Malowało się na nim palenie czarownic. Pani przybita do stosu wyglądała podobnie do niej samej. Miała kasztanowo-brązowe włosy, wyraźne kości policzkowe i lekko wysunięty podbródek. Patrzyła w górę, pokornie przyjmując wymierzany przez prawdziwych bluźnierców ból. Jej szara, wygnieciona suknia płonęła żywym ogniem, zapewne wywołując niemiłosierny ból. W nogach było widać przypalone kości piszczelowe. Strzałkowe zdążyły zmienić się w proch. Ludzie wokół wymachiwali krzyżami, różańcami i małymi tomikami pisma świętego w łacińskiej wersji. Niebo żarzyło się ciemnym blaskiem nocy. Gdzieś w dalekim tle iskrzył piorun, zesłany w ramach protestu przez żądną sprawiedliwości naturę. Smutny, acz piękny był to obraz. Oddaliła się od niego, zaszczycając spojrzeniem meble. Wszystko urządzone w skromnym, odrobinę zachodnim stylu. Ciemne tapety i szafy z hebanowego drewna dodawały niedopowiedzianego uroku. W oknach zamknięte były renesansowe mozaiki z motywem leniwej abstrakcji. Idąc dalej, zauważyła wypełnione książkami półki, pokrywające cały, długi korytarz. Nie wyglądał na typ czytającego. Podłogi były wyłożone drewnianymi panelami i pokryte jednokolorowymi dywanami z krótkim włosiem. Mijała kolejne drzwi, wszystkie zamknięte. Gdzieniegdzie kręciły się kobiety poubierane w stroje francuskich pokojówek, zamiatające zakurzone zakątki. Zaczepiła jedną z nich, pytając o pokój.
- W końcu kogoś przywiózł? Witamy na pokładzie, młodziaku. Wejdziesz na górę, wtedy 4 drzwi po prawej. W szafie będą trzy stroje. Do pracy domowej..- wskazała na siebie.-.. do podniecania Pana i do chodzenia w dni wolne.
- Jeśli zaprosił mnie na kolację to który z nich powinnam włożyć?- skorzystała z jej przyjaznego obycia, próbując dowiedzieć się czegoś więcej. Nie chciała się ośmieszyć już pierwszego dnia.
- Dni wolne. Ma dziś kiepski nastrój, więc skrzyczałby cię za ubranie się wulgarnie do jedzenia.- skrzywiła się lekko.
- Dziękuję za pomoc.- uśmiechnęła się wdzięcznie i ruszyła w stronę schodów. Znalazła odpowiednie pomieszczenie, po czym powoli zajrzała do środka. Było nienaturalnie przyjaźnie. Kompletnie nie w stylu, którego się spodziewała. Beżowa tapeta, wykładzina, pościel. Śliwkowe wzory kwiatowe wyszyte na poduszkach. Bukowe drewno składało się na szafkę nocną i małą garderobę. Wyjęła z niej czerwone spodnie oraz czarną, bufiastą bluzkę wiązaną z przodu rzemykami. Jak się okazało miała niemały dekolt. Mocno skrępowana, wyszukała grzebień i porządnie rozczesała swoje splątane włosy. Spojrzała w lusterko, stojące przy zakratowanym oknie. Przestraszyła się własnej twarzy. Rozdrapana rana ponad brwią, opuchnięty od uderzenia policzek, sine usta, podkrążone oczy - to wszystko zdecydowanie nie dodawało jej urody. Dziwne, że zechciał ją wziąć. Dokończyła poprawianie włosów i spróbowała oczyścić się z brudu. Poniekąd jej się nawet udało. Pod koniec wyglądała w miarę kobieco. Nadszedł czas kolacji o czym powiadomiła ją kolejna służka, poprzedzając swoje wejście pukaniem. Wyszły razem. Czekał w salonie. Przebrał się w luźniejsze szaty. Na jej widok wstał. Poczekał, aż zajmie miejsce przy jego boku i dopiero potem usiadł.
- Normalnie zignorował bym to, lecz przemiana jest wielka. Lepiej wyglądasz bez warstwy kurzu.- skomentował, wlewając wina do swojego kieliszka. Spojrzał na nią odkrywczo.- Pijasz alkohol?
- Nie miałam okazji. Moja rodzina jest.. była dość surowa. Nie pozwalali mi pić ze względu na młody wiek.- wyjaśniła nieśmiało. Wydawał się niepokojąco zbyt miły, kiedy rozlał również w jej szklankę.- Dziękuję.
- Tak, tak. Tylko sobie nic nie ubzduraj. Jesteś tu pierwszy dzień, więc póki co lepiej, by utrzymywać cię w dobrym samopoczuciu. Jeszcze zdążysz mnie znienawidzić. Żadna tutaj mnie nie lubi, co w niczym nie przeszkadza, a wręcz poprawia ich umiejętności w odpowiednich kierunkach.- parsknął, krojąc swoje jedzenie. Podane w ładny sposób mięso z owcy. Nigdy takiego nie jadła, więc nie była pewna czy jej posmakuje. Patrzyła ze zwątpieniem w talerz, trzymając nad nim wahający się widelec.- Zabawny widok. To zwierzę już nie żyje. Z pewnością nie ma żadnych argumentów, byś miała je marnować.
- Wcześniej nie widziałam czegoś takiego.- szepnęła cichutko, czym dodatkowo go rozśmieszyła. Pocieszający był fakt, że był dzięki niej w lepszym humorze.
- Spróbuj przynajmniej.- polecił, wyciągając do niej kawałek. Przybliżyła się i uchyliła usta, by mógł ją nakarmić. Słodko-kwaśny smak rozlał się po jej podniebieniu, uświadamiając naglący głód. Szybko zajęła się własnym posiłkiem.- Możesz jeść rękami. Będzie szybciej.- polecił, widząc oczy płonące pragnieniem. Usłuchała, chwytając kości między wątłe palce. Dopiero gdy skończyła, zauważyła, że cały czas wpatrywał się w nią z fascynacją. Speszona, wytarła usta przedramieniem i sięgnęła po szklankę.- Nie radzę się spieszyć. Zakrztusisz się.- wymruczał, unosząc swój kieliszek w geście pozdrowienia. Ostrożnie pociągnęła pierwszy łyk. Skrzywiła się lekko. Smakowało cierpko. Po głębszym przemyśleniu, wyczuła smak winogron, porzeczek i jabłek.
- Mogę o coś spytać?
- Byle nie o coś durnego.- przyzwolił, duszkiem wypijając swój napój.
- Jak udało się panu połączyć smak tych owoców? Wydaje mi się, że potrzebują różnego czasu na fermentację. Zresztą nie sądziłam, że można w ogóle je łączyć.- zmarszczyła brwi, okręcając szkło dookoła. Płyn miał śliczny kolor. Coś na pograniczu karminu i burgundu.
- To już jest moja słodka tajemnica.- położył palec na ustach, sugerując milczenie pod tym względem.
- Czy mógłby pan z góry określić rzeczy o których nie powinnam mówić?- westchnęła ciężko, zmęczona nieotrzymywaniem satysfakcjonujących odpowiedzi. Uśmiechnął się serdecznie. Jakby byli na prawdziwej kolacji, a on nie miał zamiaru później przymusić jej do seksu. Zaiste zagadkowy był to człowiek.
- Blizna, wino, rodzina, twoja wolność. Nie kwestionuj moich poleceń. Nie irytuj mnie, jeśli nie masz niczego sensownego do przedstawienia. Jeśli masz ochotę porozmawiać o czymś sensownym to jestem w stanie sie zgodzić, pod warunkiem, że dostanę coś w ramach zamiany. Możesz czytać wszystkie książki jakie znajdziesz. Żadna z nich nie jest na tyle cenna, bym bał się ją stracić. Gdybyś czegoś potrzebowała - do mnie przychodzisz tylko, gdy nie znajdziesz nikogo innego. Miej świadomość, że każde twoje przyjście wykorzystam. Nie jestem typem człowieka, który pomaga za darmo.- puścił jej oczko, rozciągając się w krześle. Wyprężył całe ciało na tyle mocno, że przez ubranie przebijały się wyraźne kości żebrowe. Ledwo stykał się przy tym z meblem pod sobą. Podparty był tylko w strategicznych punktach, by nie upaść.- Jestem zmęczony. Idź do siebie.
- Jak pan sobie życzy.- posłusznie wstała i podążyła w kierunku schodów. Nie zamierzała wypominać mu, że jeszcze przed chwilą zamierzał się z nią pobawić. Jego rezygnacja była dla niej zdecydowanie lepsza.
- May!- krzyknął, wywołując u niej paraliż. Przymknęła oczy, odetchnęła i odwróciła się na pięcie.
- Tak, proszę pana?- odezwała się najmilszym głosem, na jaki było ją stać. Parsknął, zauważając jej przelękniętą mimikę.
- Śpij dobrze, May. Widzimy się z samego rana.- machnął ręką, by szła dalej. Przygryzła wargę, skłoniła się i uciekła szybkim marszem. Wbiegła po schodach, przy końcu przewracając się o wystający dywan. Leżała jak upadła przez kilka najbliższych minut. Zastanawiała się na czym polega jej strach. Kiedy już wstała, wciąż nie znając odpowiedzi, przeszła spokojnie do swojego nowego pokoju i ułożyła się wygodnie na łóżku. Po dłuższej chwili zrozumiała, że wygodniej będzie jej się spało bez ubrań. Zdjęła je, okryła się lnianą kołdrą. Próbowała nie wyobrażać sobie, co by się stało gdyby ktoś wszedł i zobaczył ją w takim stanie. Zadrżała, podciągając materiał pod szyję. Pierwsza noc nigdy nie była łatwa do przetrwania. Kolejne będą z pewnością prostsze. Przyzwyczai się do uczucia obserwacji, rozmów z tym dziwnym panem, nietypowych zasad..
Drzwi otworzyły się w momencie, w którym prawie zasnęła.
- May, zapomniałem o czymś. Chodź ze mną.- mruknął ponuro cień długowłosej postaci.
- Czy mogę się wpierw ubrać? Nie mogłam usnąć bez rozebrania się.- zarumieniła się dziko, mając nadzieję, że ciemność porządnie ukryła jej twarz.
- Jeśli musisz. Nie będę czekał. Zejdź po schodach całkowicie w dół. Łatwo mnie znajdziesz. Właściwy pokój będzie otwarty.- wzruszył ramionami i zniknął. Siedziała w bezruchu, przerażona następującym. Naciągnęła poprzednie ciuchy, nie wiedząc czy są prawidłowe na ten moment. Chwiejnymi krokami podążyła wyznaczoną trasą. Istotnie łatwo było trafić - stał w komnacie naprzeciw niej, mącąc coś czy ogniu.
- Jestem.- pisnęła, gdy nawet się nie obrócił. Spojrzał teraz, mierząc ją od stóp po czubek głowy. Wskazał skinieniem, by usiadła na krześle z przywiązanymi doń pasami. Zrobiła to, czując się jednak niezbyt komfortowo. Gorzej było, gdy zaczął przymocowywać ją do siedzenia.
- Muszę to zrobić, nawet jeżeli bardzo szkoda mi twojego zdrowego ciała. Pasy są byś nie wyrządziła sobie większej krzywdy, niż jest konieczne.- niezdrowym blaskiem zalśniły przed nią jego oczy. Podniósł jej bluzkę, zwijając ją lekko, by łatwo się nie zsunęła. Rozżarzone żelazo spowiło wszystko czerwonawą poświatą. Zamierzał oznaczyć swoją własność. Zemdliło ją, gdy poczuła gorąco metalu jeszcze przed przyłożeniem go do nagiej skóry. Przy zetknięciu nie powstrzymała wrzasku bólu. Jednocześnie starała się nie poruszyć, choć sekundy zdawały się ciągnąć godzinami. Ograniczyła krzyk do skomlenia. Wmawiała sobie, że łzy - spływające mimowolnie spod zamkniętych powiek - w jakiś sposób łagodzą odczuwane cierpienie. Kiedy już odsunął pręt od jej torsu wcale nie poczuła się lepiej. Miała wrażenie, jakby krew w całym organizmie zaczęła wrzeć. Nie chciała patrzeć w dół. Zwymiotowałaby na zbyt nieprzyjemny widok. To byłoby niegrzeczne. Zamiast tego postanowiła przezwyciężyć chęć ciągłego zaciskania zębów i zapytać.
- Mógłby mnie pan odpiąć?
- Poleję to wodą.- oznajmił poważnie, sięgając miski ze stołu. - Zaboli.
- Śmieszne.- jęknęła, wciskając się mocniej w mebel. Delikatnie przytknął mokrą szmatkę do nowopowstałej rany. Syknęła cicho, ale poza tym nie było reakcji. Woda gotowała się, osuwając po krzywej linii do pępka. Przykładał świeżą, aż ból ograniczył się do niezdrowego pulsowania. Uświadomiła sobie wtedy, że ma przemoczone spodnie.- Odepnie mnie pan?- ponowiła prośbę, przekrzywiając przekornie głowę.
- Jesteś bardzo wytrzymała.- pochwalił, rozplątując więzy.- Ktoś cię wcześniej źle traktował?
- Pan nie chce mówić o sobie, ja również nie uważam tego za konieczne. Skupmy się na tym po co tu jestem, a nie na historii mojej przeszłości, okej?- masowała obolałe nadgarstki.
- W przeciwieństwie do ciebie - mam prawo do własnego zdania.
- Może mnie pan nawet torturować, ale jeśli chcę milczeć to milczeć będę.- prychnęła beztrosko, zapominając z kim rozmawia. Uniosła oczy, by spojrzeć prosto w jego obsydianowe.
- Przekonamy się.- wymruczał z przekonaniem, wcielając w użycie jeden z najprzyjemniejszych głosów, jakie było jej dane usłyszeć do tej pory.- Gdzie moje maniery? Zapomniałem się przedstawić. Jestem Vinctus Amet.- chwycił jej dłoń, po czym szarmancko ją ucałował.
- O jakich manierach mówimy?- zadrwiła.
- Nie przeginaj, mała. Dałem ci dach, jedzenie, ubranie. W dodatku staram się nie zachowywać jak ostatni cham. Z łaski swojej postaraj się odwdzięczyć oraz cieszyć faktem, iż dziś jeszcze pobędziesz dziewicą. Teraz spadaj.- szybkim krokiem przemierzył odległość do pobliskich komnat, które najwidoczniej były jego prywatnymi. Odważyła się zerknąć na bliznę, którą jej wypalił. To był ślicznie rozwinięty kwiat róży. Nie zauważyła wcześniej, że pręt zakończony był sygnetem. Opuściła bluzkę z postanowieniem o odpoczynku. Uważała ten dzień za nazbyt przepełniony wrażeniami.