Wyszarpnęła się z objęć snu, nie otwierając jednak oczu. Czuła męski, ziemisty zapach, ciepło cudzego ciała i twardy członek - otulony cienkim materiałem - wbijający się mimowolnie w jej lędźwie. Zdziwiła się, że leżą wtuleni w taki sposób. Jego duża dłoń sztywno obejmowała jej biust, co prawie podsumowała parsknięciem. Poruszyła się nieznacznie, podciągając nogi o kilka cali.
- Cholera, dziewucho.- warknął w jej potargane, rudawe włosy.- Chciałem jeszcze pospać.
- Przecież możesz.- odpowiedziała cicho, łagodnie. Przygarnął ją mocniej, ciągnąc w górę. Otarła się o niego, nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu. Instynktownie wypięła pośladki.
- Od ponad trzech dni nie byłem w tobie. Jak mam dalej bezczynnie spoczywać, skoro ściskasz mnie strategicznie swoim zgrabnym tyłkiem?- parsknął, schylając się do jej skroni. Ucałował ją delikatnie, wywołując dreszcz. Wciągnął stanowczo powietrze, jakby o czymś postanawiając.- Będziesz grzeczna i położysz się płasko, rozkładając szeroko nogi oraz ramiona?- wymruczał wprost do jej ucha, przesycając głos erotyzmem. Posłusznie skinęła, chociaż taka pozycja zwiastowała kłopoty. Usunął się, wstając. Szukał czegoś w szafce. Z ciężkim westchnieniem wygładziła pod sobą kołdrę i ułożyła się na niej stosownie. Zbliżył się do jej lewego nadgarstka.- Skarbie, nie w ten sposób. Twarzą do dołu.- pouczył czule, pomagając jej naprawić błąd. Spięła się na takie zachowanie, pozwalając sobie na chwilę przestrachu. Przywiązał jej przeguby i kostki do ram posłania, uniemożliwiając ruchy. Odrzucił burzę kasztanowych kosmyków z okolic łopatek, gładząc pieszczotliwie jej kark.- To dla ciebie coś nowego, prawda?- zagadnął poważnie.- Czeka cię teraz kara. Nie wiem co tu robiłaś w nocy, ale nie miałaś do tego prawa. Na początku planowałem odpuścić ci to przewinienie, jednak tłumaczyłem ci już, iż nikomu nie wolno tu wchodzić bez mojej wyraźnej zgody czy zaproszenia. Nie chcę, byś myślała, że jesteś pod tym względem wyjątkowa. Spróbujemy teraz udzielić ci lekcji pokory. Mam nadzieję, że pierwszej i ostatniej.- wyjaśnił. Drgnęła nerwowo, nagle świadoma swojej bezbronności. Przesunął grubym, skórzanym pasem po jej udzie, po to, by pokazać na czym będzie polegała reprymenda.- Odliczaj na głos każde smagnięcie.- rozkazał surowo, okrajając ton do beznamiętnego. Uniósł dłoń do pierwszego strzału i z całą mocą wycelował w jej miękki, blady tyłek. Jęknęła, zgodnie z poleceniem wymawiając jedynkę. Zamachnął się drugi raz. Po piątym nie mogła powstrzymać zbolałych okrzyków. Wciąż licząc, zaciskała zęby. Po jej policzkach płynęły łzy upokorzenia. Jednocześnie zaświtała jej myśl, że skoro musi ponosić tak wielką pokutę to niewątpliwie jest w tym pokoju coś ukrytego, co musi być ważną tajemnicą. Pokrzepiło ją to.
- Licz!- fuknął agresywnie, gdy przez moment milczała. Nie szczędził siły, więc prawie wrzasnęła pożądane „dwanaście“.- Głośniej!- uderzył jeszcze.
- Trzynaście!- rzuciła, trzęsąc się. Spinała mięśnie i kręciła się, jak tylko mogła, byle uniknąć kolejnego ciosu. Niestety wierzganie było ledwo możliwe. Pas przecinał powietrze z nieprzyjemnym świstem, co zwiastowało każde przyłożenie. Czuła pieczenie i była pewna, że jej tył nieestetycznie spuchł. Spłynęła na nią fala ulgi, gdy nie nadszedł dwudziesty pierwszy strzał. Oddychała spazmami.
- Bardzo dobrze.- pochwalił, gładząc podrażniony pośladek, który palił ją żywym ogniem. Zsunął palce niżej, wchodząc nimi głęboko w jej kobiecość. Naraz uprzytomnił jej tym, iż mimo całego cierpienia - jest niepoprawnie podniecona. Poruszył się w jej wnętrzu, co wywołało przeciągły, dziewczęcy jęk. Natychmiast usunął stamtąd dłoń i skoncentrował uwagę na wyższym punkcie. Nigdy tego nie robił, więc zdziwiła się, gdy jego kciuk spenetrował ostrożnie jej odbyt.- Jesteś piękna taka bezsilna.- prychnął, siadając na brzegu łóżka. Złożył ręce na wybrzuszeniu własnych spodni, w czasie, gdy ona oparła się policzkiem o chłodną powierzchnię pościeli. Spojrzał w jej ciemnobrązowe, zaszklone oczy.- Będziesz posłuszna?
- Będę.- szepnęła, zniewolona przez chrypę. Posłał jej półuśmiech i zabrał się do rozluźniania węzłów. Po kilku minutach była wolna. Rozmasowała zbolałe nadgarstki.- Okrutna strona ciebie.- skomentowała z przekąsem. Potwierdził, odrzucając grzywę na plecy.
- Nie uważasz, że zasłużyłaś?
- Prawdopodobnie tak.- przyznała, wzbijając wzrok do sufitu.- Zgaduję - teraz powinnam paść na kolana?
- Skoro proponujesz.- margnął, jakby od niechcenia. Nawilżyła wargi, zsuwając się na podłogę. Usadowiła się przed nim, na wprost swojej twarzy mając jego podbrzusze. Zsunęła materiał z jego ud, odsłaniając sterczący członek. Nie czekając zbyt długo nachyliła się do niego i objęła ustami, trzymając mocno trzon, by utworzyć wrażenie panowania nad całością. Twardniał bardziej pod tym dotykiem, oddając się jej władzy. Cofnęła się nieco, muskając językiem nabrzmiałą główkę. Odnalazła wędzidełko, atakując je z rozmysłem. Drugą ręką ściskała jądra, ciągnąc nieznacznie. Vinctus obserwował to z zadowoleniem, które okazał poprzez pogładzenie jej czupryny. Ponownie podporządkowała go sobie, wyznaczając tempo w którym wsuwał się i wysuwał z niej. Ssała przy tym z całą natarczywością, nie chcąc jednak niczego uszkodzić. Przyspieszyła zwinnie, starając się umieszczać go jak najgłębiej. Podobały jej się ciche pomruki, którymi mężczyzna aprobował jej działania. Kurczowo uchwycił się jej, gdy poczuła jak cały się spina, by dojść. Ciepły potok słonawo-gorzkiego płynu zalał jej gardło, przez co była bliska zachłyśnięcia. Z trudem przełknęła, po czym wstała z klęczek.
- Pójdę się ubrać, jeśli to wszystko.- poinformowała miłym głosem. Przyzwolił gestem. Wyszła w pośpiechu, przebiegając przez korytarze. Wyjątkowo, dziś niezbyt komfortowo czuła się nago. Zapewne spowodowane to było czerwonymi śladami pokrywającymi jej pośladki. Wprawiały ją w zażenowanie. Zatrzasnęła drzwi swojego pokoju, rzucając się na chłodną narzutę materaca.- Cholerny kompleks wyższości. Nad wszystkim musi sprawować kontrolę.- prychnęła rozjuszona, sycząc pod wpływem dotyku materiału na podrażnionych sferach. Gdy emocje opadły i w pełni się uspokoiła, podeszła do szafy, by wyjąć z niej jakąś lekką suknię. Biały, cienki krój w rzymskim stylu nadawał się idealnie, przy okazji ciesząc oko przebijającymi się oznakami braku bielizny. Z parteru zabrzmiał dzwonek - Malum przywiózł go ostatnim razem jako prezent dla Sofi - sygnalizujący posiłek. Westchnęła ciężko, zmuszona do ponownego przemieszczenia się. Najwolniejszym krokiem jakim potrafiła, przeszła do pomieszczenia dla służby. Kręciło się tam kilka zaspanych twarzy, wszystkie w podobnych strojach do domowej pracy. Rudowłosa, niziutka dziewczyna o stanowczym spojrzeniu, zareagowała na jej widok piskiem.
- Nie powinno cię tu być.- wyjaśniła, chwytając ją za ramię.
- Dlaczego? To normalne, że jadam z wami.- zmarszczyła brwi w odpowiedzi, wyrywając się machinalnie. Poprawiła opadające ramiączko.
- Vinctus na pewno chciałby, abyś towarzyszyła mu podczas śniadania. Faworytka zawsze spędza z nim czas, gdy wraca z dłuższych podróży, to tradycja.- wytłumaczyła tonem, jakby to była oczywistość. Popchnęła ją znacząco do drzwi.
- Jestem faworytką?- uniosła brew, odwracając się ostatni raz przed wyjściem, do towarzyszki.
- Bez wątpienia. Pieprzy się wyłącznie z tobą od miesięcy.
- Hm.- prychnęła pod nosem, wchodząc do sali jadalnej. Siedział na swoim standardowym miejscu. Przypominał jej jakiegoś rodzaju władcę. Stanęła przy jego boku, gdy akurat delektował się winem. Nawet nie obdarzył jej spojrzeniem.- Mogę dołączyć?
- Chcesz jeść w tym stroju?- wskazał głową jej suknię.
- Coś w tym złego?- podparła dłoń o biodro, uginając lewe kolano. Zlustrował ją od nagich stóp po czubek rozczochranej fryzury.- Zdarzało mi się spożywać tutaj nago, wiesz?
- To, co w tej chwili nosisz jest tak subtelnie seksowne, że aż prawie wulgarne.
- Prawie robi wielką różnicę, czyż nie?- posłała mu filuterny uśmiech, odsuwając sobie krzesło. Nie czekała na zgodę. Rozciągnęła się wygodnie na siedzeniu.- Więc, panie tajemniczy... słyszałam pewne plotki.
- Zamieniam się w słuch, Melanie.- wzruszył ramionami, opierając opuszki palców na kolanach. Zmrużyła oczy, mordując go w myślach. Zrobił znudzoną minę.- Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś miała problem z bólem tył...
- Bo mam.- przerwała mu, nim zdążył dokończyć słowo.- Jednak doskonale znasz powód z jakiego tak patrzę.
- Czyżby?- udał zdziwienie, popijając kolejny łyk trunku.- Nie, nic mi nie świta.- oznajmił po dłuższej chwili.
- Mam na imię Melodie.- warknęła. W następnej sekundzie do pokoju weszła wysoka, brązowowłosa dziewczyna, trzymająca tacę z zastawą. Rozłożyła zręcznie talerze, sztućce i kieliszek dla niej.
- Sofi przysłała mnie z pytaniem, na co ma pan dziś ochotę.- skłoniła się przed nim, mrugając kilka razy ponad normę.
- Nie przygotowała niczego do tej pory? Zwykle to robi. Dlaczego teraz pyta?
- Nie wiem, proszę pana. Jest dość rozkojarzona od wczorajszego poranka.- odpowiedziała, niepewna jego reakcji.
- Przyślij ją do tutaj, a śniadaniem niech zajmie się Arma. May, zjadłabyś coś konkretnego?- przetarł policzek, wyczekując.
- Nie, nie sądzę.- rzuciła odruchowo, zaskoczona możliwością wyboru.
- Słyszałaś. Przekaż Armie, że ma wolną wolę.- zwrócił się do brązowowłosej. Natychmiast dygnęła i wyszła. Pociągnął następny łyk. Przybrał poważny wyraz twarzy, jakby się czymś niepokoił. Czarne kosmyki opadały po jego ramionach, fragmentami ginąc pod materiałem luźnej koszuli. Jego zarost powoli robił się zbyt gęsty. Zauważyła już jakiś czas temu, że gdy musi się ogolić znika na cały dzień. Potarł ręką o udo, wbijając wzrok w szafkę z alkoholem. Położyła policzek na ramieniu, przyglądając mu się. Co takiego podejrzewał? Skrzyżowała nogi, przygryzając dolną wargę. Wyciągnęła stopę bardziej przed siebie i musnęła nią jego łydkę. Żadnego odzewu, ruchu czy choćby mrugnięcia. Zdeterminowana, przesunęła nią wyżej, do kolana. Wciąż nic. Dalej nie sięgała w tej pozycji, więc chciała się cofnąć. Chwycił ją za kostkę, uniemożliwiając ucieczkę.- Czy to zaproszenie?- wymruczał, przewiercając ją obsydianem swoich tęczówek. Poczuła falę pożądania, spływającą od karku w dół. Podniosła kącik ust, skłaniając się ku byciu wyzywającą.
- Jak uważasz?- zapytała gładko z nutą wyrachowania. Wiele się nauczyła przez pobyt w tej posiadłości. Musieli przerwać, gdy zjawiła się ciemnoskóra kobieta.
- Chciałeś mnie widzieć.- oświadczyła. May wiedziała, że tylko ona sama, Sofi i Rache zwracają się do niego bez przedrostka „pan“. Wskazał jej krzesło obok siebie, więc usiadła.
- Co się dzieje?- przeszedł od razu do sedna, podając jej swoje wino. Podziękowała, rezygnując z tej propozycji. Zamknął powieki, wyglądając, jakby nagle wszystko rozumiał.- Nie posłuchałaś mnie, prawda?
- Przepraszam, to było silniejsze ode mnie.- spuściła brodę, zawstydzona.
- Co teraz? Potrzebuję cię tutaj.- prawie wyszeptał. Dostrzegła łzy na obliczu kuchennej.
- Nie mogę zostać. Proszę, nie zmuszaj mnie. Jesteś dla mnie jak brat, ale to nie może być dłużej mój dom. Wybacz mi to. Masz tu najlepszą opiekę, a Arma będzie mnie zastępować lepiej, niż ktokolwiek mógłby. Tak po prostu musi być.- westchnęła ciężko, prostując wygniecenia fartucha. Vinctus przedstawiał obraz kogoś, kto został brutalnie wyrwany z codzienności, do której był przyzwyczajony.
- Przeprowadzisz się do niego, czy tak?
- Zgadza się. Pojmujesz sytuację?- szukała potwierdzenia, nie chcąc jego krzywdy.
- Będziesz tam szczęśliwa?- dopytał, zaciskając szczękę. May nigdy go takiego nie widziała. Wprawiało ją to w osłupienie, jednak dość pozytywnie. Prawdopodobnie miał uczucia.
- Będę. Kocham Jose, a on kocha mnie. Nie masz pojęcia, jaki był rozanielony, gdy mu powiedziałam. Oświadczył mi się, kolejny raz.
- Doczekał się aprobaty? Długo się o to starał.
- Udało mu się.- na jej usta wpłynął w końcu nieśmiały uśmiech.
- Życz mu ode mnie powodzenia.- machnął poddańczo ręką, wprawiając Sofi w dużo lepszy nastrój. Szybko wstała i pochyliła się, by pocałować go w czoło.
- Tak zrobię, obiecuję. Dziękuję.- pisnęła, po czym wybiegła. Dla Melodie cała ta rozmowa była niezrozumiała, co było irytujące. Wniesiono posiłek w postaci naleśników zapiekanych z serem pleśniowym i posiekaną szalotką. Pachniało przyjemnie. Bez gadania zabrała się za jedzenie. Czarnowłosy polał jej z otwartej butelki. Spożywali w ciszy, do ostatniego kęsa. Później pociągnął ją za nadgarstek, by przesiadła się na jego kolana. Poprawiła się, rozkładając szeroko nogi. Ścisnęła udami jego boki. Założyła przedramiona na jego szyi i pochyliła się do niej. Musnęła ją wargami wpierw delikatnie, potem mocniej, na koniec z pomocą zębów. Odnalazła czuły punkt, językiem kręcąc na nim ósemkę za ósemką. Oddychał szybciej, zaciskając palce w jej włosach. Otarła się o jego krocze, kontynuując pieszczotę w nieco niższym miejscu, tuż nad obojczykiem. Musiała uchylić jego koszulę, by dosięgnąć aż tam. Znudziła się trzymaniem jej, więc powoli rozpięła kilka pierwszych guzików. Zeszła pocałunkami w okolicę mostka, wyginając przy tym plecy w lekki łuk. Odepchnęła materiał na tyle, że mogła objąć ustami jego męskie sutki. Syknął, gdy to zrobiła. W pierwszym odruchu - przyparł ją dosadniej, w drugim - odsunął ją zdecydowanie. Jednym ruchem zrzucił ze stołu zastawę. Wydała okropny brzdęk podczas upadku, jednak żadne z nich się tym nie przejęło. Podniósł ją za talię i posadził na brzegu mebla. Podniósł się dla własnej wygody.Wyszarpnął ją z sukni, by bezkarnie przywrzeć wargami do jej unoszących się w przyspieszeniu piersi. Ssał je intensywnie, na przemian gryząc lub liżąc. Jęczała głośno, pod wpływem nieznanego dotąd, słodkiego bólu. Oddalił się nieco, nie puszczając. Krzyknęła, czując to szarpnięcie wyjątkowo intymnie. Zostawił tam czerwono-fioletowe ślady. Uniósł głowę, obdarzając uwagą zagłębienie między kośćmi obręczy barkowej. Wetknął w nie czubek języka, oblizując dokładnie. Finezyjnie wpił się zębami w jej szyję, by wciągnąć skórę w dominujący sposób. Za każdym razem, gdy to robił, powstawały nowe plamy, dające świadectwo tego, że ona należy tylko do niego. Nie przerwał, nawet kiedy rozchełstała i opuściła jego spodnie, razem z bielizną. Chwyciła dosadnie jego erekcję, pocierając energicznie od podstawy do samego czubka. Warknął rozochocony, kładąc ją siłą na plecach i przyciągając jej biodra bliżej krawędzi. Rozwarł jej uda najwydatniej, jak była w stanie to znieść, po czym wbił się w nią pewnie, wywołując kolejny okrzyk. Trzymając za wnętrze nóg, ponawiał aktywność w zwiększającym się tempie. Kropelka potu spłynęła mu po skroni, nim wydał z siebie ostatni pomruk zadowolenia i doszedł głęboko w niej. Ona sama szczytowała minutę wcześniej, choć nie miała pojęcia jak to możliwe. Pobijała własne rekordy. Ułożył łokcie niedaleko jej twarzy i oparł na nich swój ciężar, pozostając wciąż wewnątrz niej.
- Co ty ze mną robisz, kobieto?- warknął, znów wwiercając się w nią wzrokiem. Wzruszyła ramionami, niezdolna wypowiedzieć choćby słówko. Otuliły ją jego miękkie kudły, łaskocząc trochę. Pogłaskała go po policzku, wiedziona nagłą potrzebą. Nie zaprotestował, ale równocześnie nie był zachwycony tym gestem. Nie przepadał za czułościami. Zawsze kierował się rzeczowym światopoglądem w którym nie było przewidzianego punktu dla bliższych namiętności. Ciało było tylko ciałem, wymagającym zaspokojenia. Przynajmniej sprawiał wrażenie dokładnie takiej osoby. Na ułamek sekundy zwątpiła.
Do południa pomagała Rache w magazynie, nosząc lżejsze beczki na tyły. Starannie układała je według przeznaczenia, tak jak jej przykazano. Miały zostać rozesłane w ramach prezentów, co na Vinctusie wymusił Malum, choć powód był jej nieznany. W międzyczasie próbowała wybadać mijane dziewczyny o sprawę Sofi, która zajmowała jej myśli od porannej rozmowy. Nikt jednak nie chciał jej o niczym powiedzieć. Poddała się za setną porażką, uznając, że zapyta samego czarnowłosego, gdy nadarzy się okazja. Skończyła pracę po drugiej, wieszając ostatni z wypranych fartuchów na słońcu. To było ostatnie zadanie, jakie dostała na dziś. Przeciągnęła się z satysfakcją, zanim ruszyła wgłąb posiadłości. Znalazła go w saloniku. Czytał jakąś grubą książkę, której tytuł zapisany był niezrozumiałymi dla niej znakami. Uklęknęła przed nim, cierpliwie czekając, aż zechce poświęcić jej odrobinę swojej uwagi. Trwało to prawie pół godziny i już zamierzała zrezygnować. Wstała. Zdążyła nawet odwrócić się do wyjścia, gdy zdecydował się przemówić.
- Czego chcesz? Mam prawo spędzać czas na innych rozrywkach, prócz niańczenia cię.
- Ahm.- wymamrotała zawstydzona, uświadamiając sobie, że faktycznie zajmuje mu większość prawie każdej doby w tygodniu. Zaczerwieniła się malowniczo, wciąż stojąc do niego plecami.- Przepraszam za kłopot.
- Jeszcze żaden kłopot. Mówże czegoś chciała.- pospieszył ją, zdradzając rosnącą irytację wywołaną jej postawą. Odetchnęła, przywracając sobie spokój. Obróciła się na pięcie, posyłając mu nieśmiały uśmiech.
- Mogłabym zapytać, co takiego stało się z Sofi? Nie za bardzo połapałam się w tym zamieszaniu.- wydusiła, nie wierząc, że po tym wstępie naprawdę zdobyła się na odwagę. Rzucił na ziemię poduszkę i wzrokiem nakazał jej usiąść. Posłusznie umościła się tuż przed nim. Dzięki temu mógł patrzeć na nią z góry. W zadumie mechanicznie pogładził zarost. Oparł łokcie na kolanach, pochylając się nieco przed siebie. Parę kosmyków ześlizgnęło się po ramieniu, uderzając w jego tors, czego wcale nie zarejestrował.
- Nie będę ukrywał, że to nie jest twój biznes i nie powinnaś się wtrącać.- zaczął, unosząc brew dla podkreślenia tego, że jest niebywale wścibska, skoro zajmuje swój umysł czymś takim.- Jednakże niedługo i tak dowiedziałabyś się, więc nie ma sensu zatajać tych informacji. Sofi jest w ciąży z ogrodnikiem Maluma. Zabawnie, prawda? Randkowali od kilku lat. Ostrzegałem, że jeśli zaczną się pieprzyć to stracą kontrolę i tak to się skończy. Długo wytrzymali, przyznaję. Cóż, teraz zamieszkają razem. Dlatego odeszła ze swojego kuchennego stanowiska.- wytłumaczył pokrótce, nie mogąc powstrzymać się od sarkastycznego parskania. Zwilżyła wargi, zakładając włosy za ucho. Były w tym zagadnienia, których nie pojmowała.
- Na jakich zasadach tu przebywała? Myślałam, że twoim kobietom nie wolno mieć innych mężczyzn.- zauważyła, uważnie dobierając słowa. Podrapał się po potylicy, mając problem ze znalezieniem właściwej odpowiedzi.
- Znałem Sofi jeszcze z czasów, gdy była dzieckiem. Dorastaliśmy w jednej okolicy, chociaż była ode mnie o wiele młodsza. Jej rodzice zmarli, zostawiając ją samą na pastwę ludzi, rządzących się modą na brak tolerancji dla ciemnoskórych. Zabiliby ją, bo jako słaba nastolatka nie była nikomu przydatna. Ja już wtedy budowałem to miejsce, a raczej wnosiłem do niego odrobinę życia, które zabrali ze sobą poprzedni nabywcy. Pozwoliłem jej tu mieszkać. Może, aby nie czuć się samotnym w tak wielkiej i pustej przestrzeni. Nie znam swoich powodów. Była wdzięczna. Obiecała zostać ze mną na zawsze, robić wszystko, czego będę potrzebował. Na początek chciałem seksu, ale szybko z tego zrezygnowałem. Nie podobało mi się jej oddanie, bo chociaż starała się niezmiernie to widocznie nie było jej to w smak. Przydzieliłem jej gotowanie. To było najlepsze, co mogłem wybrać. Od tamtej pory kuchnia była jej zakątkiem. Kolejne sprowadzane kobiety wcale jej nie przeszkadzały. Przyuczała je na swój pokręcony sposób do nowego trybu współbytu. Nie składała mi żadnych ślubów, prócz tamtej pierwszej obietnicy, ale pozostawała wierna. Nie była tym, czym są tu inne. Jest wolna tak samo teraz, jak była przedtem. Po prostu dotarło to do niej z opóźnieniem.- zakończył obojętnie, zachowując się, jakby to wcale go nie dotyczyło.
- Nie znałam tej strony ciebie.- orzekła oczarowana, wpatrując się w niego rozszerzonymi oczami.
- Jakiej?- burknął, pochmurniejąc znacząco. Zmarszczył czoło, krzywiąc się z powodu jej spojrzenia.
- Tej autentycznie dobrej.- odparła, nim jeszcze zdążyła pomyśleć, czy jej to nie zaszkodzi. Zasępił się, próbując nie zdzielić jej przez głowę.- Imponujesz mi.- dodała przytomniej, co wcale go nie pocieszało.
- Co mnie to obchodzi?- wycharczał i otworzył na powrót swoją wielką księgę.- Czy to wszystko? Możesz już sobie pójść?
- Tak. Dziękuję.- wyszczerzyła się. Zdecydowała się jeszcze na jeden wyskok, którego później mogła żałować. Po podniesieniu się, a przed odejściem - pochyliła się do niego i cmoknęła go w policzek. Nie czekała na reakcję, aby przypadkiem nie paść trupem, więc praktycznie wybiegła z pokoju. Tymczasem Vinctus zastygł, przerażony tym, o czym przypomniał mu ten pocałunek.