niedziela, 24 maja 2015

Ósmy.

Łokciem strąciła karton z dokumentami. Natychmiast legła za nim na ziemię, rozszerzając z przerażenia powieki. Kartki pozapisywane nutami rozsypały się po całym dywanie. Szybko zebrała je w jedną stertę. Podniosła oczy na odgłos kroków. Spojrzała prosto na wzburzoną postać Vinctusa.
- Czy to jest to co myślę?- zapytał przez zaciśnięte zęby. Przełknęła nerwowo ślinę. Gdyby była bardziej uważna to by do tego nie doszło, ale nie, ona oczywiście musiała się zamyślić. Głupia.
- Wszystko poskładam jak było, obiecuję.- pisnęła, powstając z klęczek. Rozdzieliła pisma i w pośpiechu, kolejno układała każde na stoliku. Podszedł na tyle blisko, by stykać się torsem z jej plecami.
- Jeśli coś będzie nie na swoim miejscu to ostro popamiętasz.- zagroził, całując przelotnie jej szyję. Pogłaskał ją po włosach, po czym przysiadł przed fortepianem. Pogładził zamknięte wieko, osłaniające klawisze.- Czyściłaś je?
- Tak.- odparła naprędce, w stresie przerzucając strony.
- Widać. Szybko się uczysz.- pochwalił ją, świadom, że nawet tego nie zarejestruje.- Podasz mi którąś etiudę?
- Tak.- przewarstwowała plik, który trzymała w dłoni i wręczyła mu jeden z arkuszy.
- Dziękuję.- uśmiechnął się półgębkiem, wprawiając ją tylko w większe napięcie. Niby pamiętała dokładną kolejność, jednak nie ufała sobie na tyle, by w ogóle się nie martwić. Zwróciła tylko uwagę, że uniósł klapę. Popłynęły kojące dźwięki, dzięki którym odrobinę się uspokoiła. Tę melodię znała już na pamięć. Góra, dół, góra, dół, góra, góra, dół. Grał z wdziękiem, jakiego ona nie umiała w sobie odnaleźć. Mogła wczuć się w muzykę, jednak odkryła, że robiła to w pełni tylko kiedy to on pogrywał. Pierwszy raz zdarzyło jej się coś takiego, więc przypuszczała, iż po prostu z jego kompozycjami wiąże się zbyt wiele pokładów uczuć, które nie są jej znane. Wyrwała się spod władzy pasji, wracając myślami do powierzonego zadania. Ostrożnie przejrzała wszystko ostatni raz, zanim schowała z powrotem do pudła. Wwiercił się swymi pięknymi oczami w jej duszę, zaprzestając namiętnego uderzania w instrument.
- Dlaczego tak patrzysz?- wyjąkała, czując jak nogi uginają jej się pod ciężarem jego wzroku.
- Bo mi wolno.- parsknął drwiąco. Spoważniał po chwili.- Rozkwitasz. Częściej się uśmiechasz, nie narzekasz na rosnące obowiązki, nie unikasz mojego towarzystwa. Piękniejesz tutaj z każdym dniem.- zauważył, opierając łokieć o przednią nakrywę. Zarumieniła się krwiście, spoglądając zawstydzona w ziemię.
- Dziękuję.- skłoniła się lekko, jak nakazywała kultura. Musiała przyznać mu rację. Domowa służba nie była jej straszna. W końcu mogła dowiedzieć się, ile pracy trzeba włożyć w funkcjonowanie posiadłości o takiej wielkości. I lubiła z nim przebywać znacznie bardziej, niż gdyby miała siedzieć sama. Nie wiedziała jednak co wspólnego ma z tym jej uroda, bo ta nie zmieniła się od czasu, gdy tu przyjechała.
- Masz zdrowszy koloryt ciała. Wcześniej byłaś po prostu blada, ziemista, jakbyś chorowała. Teraz to ładny, jasny odcień normalnej skóry.- wyjaśnił, poklepując zamkniętą tylną osłonę. Z jego pomocą wdrapała się na nią i położyła, twarzą do niego. Musnął palcem wskazującym jej lewą kość policzkową.- Z twoją sylwetką też jest lepiej. Nie była zła, ale brakowało ci kilku zaokrągleń. Za mało jadłaś, lecz nadrobiłaś to.- mówił dalej, wciąż penetrując ją obsydianem swych tęczówek. Słuchała jak zahipnotyzowana, czując pętlę zaciskającą się bezlitośnie w podbrzuszu.- Twoje usta są ciemno-różowe, choć były sine.- przybliżył się, by wydychane powietrze słabo dotykało jej lica.- Trzeszcza błyszczą, jakbym wyciągnął cię do słońca pierwszy raz od setek lat. Nawet głos brzmi mniej posępnie, kiedy zwracasz się do mnie w nieformalnych sytuacjach.
- Tak?- szepnęła, mrugając niepewnie. Zachwycał ją swoimi umiejętnościami. Zniżył ton na tyle, by nie mogła oderwać od niego uwagi, jednocześnie przechylając głowę w przyjazny, zaciekawiony sposób. Była jak ofiara zniewolona przez kata. Wiedziała, że cokolwiek nie zrobi skończy się to straceniem w tym, czy innym sensie.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś niezwykłej krasy?- pogładził kciukiem jej podbródek, kontynuując swoją grę.
- Ojciec.- całe przyjemne napięcie spłynęło po niej na wspomnienie dawnej rozmowy. Zauważył zmianę, która zaszła w jej twarzy. Zmarszczył brwi, wycofując się gładko.
- Zepsułaś zabawę.- podsumował.- Powiedz mi.- dodał, kiedy przymknęła powieki w ramach obrony przed przeszłością.
- Wyjaśniał mi jak to działa. Wiesz, bycie kobietą mojego pokroju. Trącał mnie wszędzie, z obłąkanym uśmiechem tłumacząc jak wielu mężczyzn spotkam. Mężczyzn, którzy będą chcieli się ze mną pieprzyć. Którzy będą pragnęli, bym błagała o litość, kiedy postanowią brutalnie mnie zgwałcić. Takich, którzy bez wahania położą na mnie ręce, byle tylko wykorzystać. I nikt nie będzie próbował mnie bronić. Mówił, że gdyby miało mu to dać choćby pół złotej monety to dałby mnie przelecieć setce obcych facetów. Że gdyby się mnie nie brzydził to sam wziąłby mnie siłą. Powtarzał, że zrobiłby to tak mocno, że krzyczałabym o łaskę, dławiła się własnymi łzami i krwawiła silniej niż podczas kobiecych dni. Że po wszystkim nie myślałabym o niczym, prócz samobójstwa. Po czym zaśmiał się i dodał, że nie zamierza tego robić, bo z moją niebywałą urodą jest nieuniknionym, że znajdzie się człowiek, który go w tym wyręczy kiedy tylko nadejdzie sposobność.- wyrzuciła beznamiętnie, a oczy zaszły jej łzami.
- Cholera, ale nie rycz.- skomentował, autentycznie wyglądając na przejętego. Wytarł jej policzki wierzchem dłoni, po czym zamknął palce na jej palcach.- Posłuchaj, będę prostował. Hej, słuchaj.- ścisnął lekko, by się skupiła.- Nie jestem lepszy od ludzi, którymi straszył cię twój ojciec. Wiesz to.- pokręciła głową i uchyliła wargi, zamierzając zaprotestować.- Daj mi skończyć. Nie jestem od nich lepszy, jednak to nie tak. Nie zaprzeczę, że na świecie jest wiele osób, które na pewno miałyby na ciebie ochotę. Niczego ci nie brakuje, więc nie będę kłamał, że nie trafisz w ich gusta. Ale - jesteś teraz moja, rozumiesz? Nikt oprócz mnie nie ma prawa cię tknąć, póki nie wyrażę na to zgody. A nie zrobię tego nigdy. Nie lubię się dzielić. Nigdy też nie zniewolę cię całkiem wbrew twojej woli, by ulżyć sobie do twoich przerażonych krzyków. Wiesz, że mam ciekawe zapędy, ale do czegoś takiego nie jestem w stanie się zmusić.- wzdrygnął się, jakby to sobie wyobrażał.- To chora wizja.
- Zszedłeś z tematu.- mruknęła cichutko.
- Wybacz, mniejsza. Chodzi mi o to, że twój ojciec był idiotą.- podsumował krótko. Parsknęła, rozbawiona puentą.
- Kiepski z ciebie mówca.- odparła, wracając do siebie. Puścił jej perskie oko.
- Przynajmniej się staram.

Wysoka, blondwłosa dziewczyna szybkim krokiem zmierzyła do pokoju. Oboje spojrzeli na nią, przerywając muzykowanie. Pokłoniła się usłużnie, rozpościerając materiał pracowniczej sukienki.
- Ma pan gościa, proszę pana.- powiadomiła krótko, uroczo dziewczęcym głosikiem. Jej pierś poruszała się w przyspieszeniu. Biodra miała lekko wysunięte naprzód, a ramiona dumnie uniesione.
- Kto?- zastygnął, jakby wytężając zmysły.
- Przedstawił się jako Frances Delevine, proszę pana.- odpowiedziała pokornie, bez zająknięcia. Odetchnął niezauważalnie.
- Przyprowadź go tutaj.- poprosił, wracając do grania. Słodka toń nut zalała jej uszy, doprowadzając do umysłowego stanu uniesienia. Słyszała jak wartka rzeka zalewa jego serce, wpuszczając nadzieję i powiew nowości. Nerwowe podrygi kołaczącego w uczuciu łba. Później pęknięta tama, puszczenie zapór w niepamięć. Zatracenie się w wyjątkowości doznań.
- Vinctusie.- nowy głos zakłócił falę retrospekcji. Fuknęła, zła na szczupłą postać jasnowłosego przybysza. Zwróciła tym na siebie zainteresowanie.- Jak ma na imię twoja służka?
- Melodie.- warknął, z miejsca żałując, że go wpuścił. Zbyt rzeczowo patrzył na dziewczę, które leżało rozpostarte na fortepianie.
- Cóż za wspaniałe imię.- wpadł w udawany zachwyt, zbliżając się do nich.- Wybacz mi, że przychodzę bez zawiadomienia.
- Przyzwyczaiłem się. Co więcej, jestem pewien, że nie potrafisz pisać w ogóle, a w szczególe tak trudnych form jak krótka notka, że zamierzasz tu wpaść.- zadrwił, wprawiając May w niekulturalny chichot. Jegomość zignorował przytyk, ponownie zawracając na nią wzrokiem.
- Czułem się przytłoczony brakiem towarzystwa i nadmiarem wolnego czasu. Nie każdy dysponuje taką armią panienek jak ty.
- Jeśli tego ci trzeba to kup sobie jakąś.
- Co powiesz na tą?- wskazał na nią, wywołując kompletny paraliż z jej strony.
- Ledwo wszedłeś i już chcesz kupić jedną z moich kobiet?- syknął nieprzyjaźnie, podrywając się z siedzenia. Tamten rozłożył ramiona w poddańczym geście.
- Sam mi to zaproponowałeś.- wytłumaczył się.
- Wal się.- margnął w odpowiedzi, zdejmując Melodie z instrumentu. Trzymał ją mocno na rękach, dając objąć się za kark.
- Dam za nią trzy razy więcej niż zapłaciłeś na targu.- zaproponował. Przyjrzała mu się. Wąska głowa, wysunięty podbródek, koścista sylweta, niebieskie trzeszcza. Chudy, prosty nos, zagięty na końcu do wewnątrz. Brak jakichkolwiek oznak zarostu. Czysta cera, bledsza prawie od mleka. Schludne ubranie - błękitnawa koszula, ciemniejsza marynara i zbyt ciężkie, eleganckie spodnie. Wypastowane buty, nienadające się do dalekich, pieszych podróży. Jego wargi prawie nie istniały, tak były cienkie.
- Nigdy.- odparował agresywnie, przyciskając ją do swojego torsu.- Słowo „moja“ oznacza, że jest moja.- wyjaśnił treściwie, zakańczając dyskusję na ten temat.- Masz jakiś inny interes czy przyjechałeś, żeby mnie obrażać?
- Wybacz, przyjacielu.- chwycił się za pierś, kłaniając zbyt zapalczywie. Wiedziała, że go nie polubi. Coś jej w nim nie odpowiadało i nie był to fakt, że sugestia odkupienia jej była obrzydliwa.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi.- zbył go czarnowłosy, udając się razem z nią do jadalni. Gość podążył za nimi. Tylko ona widziała jak oblizał lubieżnie usta. Przeszedł ją dreszcz odrazy, połączonej ze strachem. Obiecał, że nie da jej skrzywdzić. Vins posadził ją na swoich kolanach, samemu sadowiąc się na swoim stałym miejscu. Wtuliła się w niego pewnie. Był jej bezpieczną przystanią, mimo tego, że była tylko jego prywatną dziwką. Kiedy byli sami nie ufała mu w pełni, ale podczas spotkań gwarantował jej niezmienny dystans do innych i w razie czego obronę przed nimi. Chociażby za to należała mu się odrobina sympatii. Podniosła wzrok na jego zarost. Włoski miały długość krótko mniej niż centymetra. Wiedziała, że kłuły, choć nie były nieprzyjemne. Zawsze zachowywał czystość, może to kwestia tego. Zauważyła wąską bliznę rozciągającą się tuż koło ostatniej szczeciny, przy gardle. Przybliżyła się pod pretekstem lepszego uścisku, oglądając problem bezpośrednio przy szyi. Wyglądało, jakby ktoś próbował udusić go czymś niezwykle wysmukłym. Wstrząsnął nią niepozornie, wyczuwając co robi.- Sofi!- krzyknął, przywołując ciemnoskórą dziewczynę, której często pomagała w kuchni.
- Tak, proszę pana?- zjawiła się zadziwiająco szybko, kryjąc przybrudzone dłonie za sobą.
- Mój nieproszony gość na pewno miałby ochotę wyżreć mi trochę zapasów. Przygotuj coś, co go nie zachwyci, ale też nie otruje.- posłał kompanowi wymuszony uśmiech.- Przecież sam też będę musiał to zjeść.
- Doprawdy, bardzo zabawne.- burknął tamten, kompletnie nie przejmując się wrogością przedstawionej uwagi.- Czy mógłbym prosić też o trochę twojego słynnego wina? Wiesz, że za nim przepadam.
- Sofi, poproś Rache, aby przyniosła beczkę wina z najgłębszej części magazynu. Nasz gość weźmie ją sobie w ramach prezentu, coby mu się nie nudziła domowa rozrywka.- polecił przesłodzenie.- Jeśli możesz, nalej nam też po kieliszku któregoś z już otwartych.
- Tak, proszę pana. Czy jej także?- zwróciła niezręczny wzrok na May, kulącą się wciąż na jego kolanach.
- Nie.- zaoponował gładko, spoglądając na nią. Bawiła się kosmykami jego kruczych kudłów.- Będzie piła z mojego jeśli uczuje pragnienie.
- Dobrze, proszę pana. Mogę się oddalić?- skinęła usłużnie, czekając na pozwolenie.
- Możesz, a nawet musisz.- machnął ręką, żeby w końcu poszła. Blondyn pokołysał się z uznaniem.
- Niezły masz tu reżim. Wszystkie tak wchodzą do dupy?- spytał, rozkładając się wygodniej w krześle. Posłał wymowne spojrzenie w jej twarz. Zaczerwieniła się malowniczo, chowając w połach jego koszuli.
- Nie wszystkie.- odparował w końcu.
- A gdybym zaproponował stawkę pięć razy większą od pierwszej ceny?- spróbował raz jeszcze. Ścisnęła piąstkę na jego ubraniu, wracając myślami do porannej rozmowy. Obiecał.
- Nawet gdybyś zaproponował stawkę dziesięć razy większą, konia, pół posiadłości, dzban miodu, cztery pokojowe, powóz i swoją głowę na tacy - odpowiedź wciąż brzmi nie.- warknął, powoli tracąc cierpliwość. Wplątał palce między jej grzywę, przeczesując uspokajająco.
- Nie tak dawno jedną z nich mi oddałeś. Czym ta się różni?- upierał się, zacieśniając swe nieistniejące wargi. Nie wyczuwał granicy furii, do której jego rozmówcy było blisko.- Gdybym oddał Dulcę, wymieniłbyś mi ją?
- Czego ty do cholery nie rozumiesz, ośle? Powiedziałem nie już dwa razy. Cofnij głupie pytanie, zanim zdecyduję się odpowiedzieć „spierdalaj“.
- To tylko dziewczyna.- wzruszył ramionami. Dostrzegała zacięcie w jego wzroku. Vinctus poprawił ją, by siedziała prościej.
- Skoro to tylko dziewczyna to łaskawie się zamknij, bo nie powinna interesować cię bardziej niż jakakolwiek inna.

Pilnował jej cały czas, póki Frances kręcił się po domu. Trzymał za nadgarstek, nosił na rękach, sadzał na kolanach. Czuła się totalną własnością. Nigdzie nie mogła posunąć sama. Zaczęło jej to przeszkadzać dopiero, gdy poczuła potrzebę pójścia do łazienki. Szczęściem, gość w niedługo postanowił się ulotnić, a tym samym - czarnowłosy przestał zwracać na nią uwagę. Zrobiła co musiała. Popracowała przy swoich obowiązkach, zyskując jednocześnie wolny wieczór. Nie mogła wyjść bez zgody, więc pomysł ucieczki odrzuciła na wstępie. Brama wejściowa i tak była zamknięta na cztery spusty. Za to wolno jej było wyjść do ogrodu. Postanowiła zrobić przy okazji pranie. Wyzbierała wszelkie łachy, jakie znalazła i udała się z nimi na tyły domu. Był tam mały staw w którym zwykła pracować, kiedy coś czyściła. Rache minęła ją, uśmiechając się na powitanie. Nie powiedziała ani słowa, ale widocznie była zadowolona, że May nie siedzi bezczynnie, tylko pracuje ponad swój zakres. Rudowłosa przyjrzała się oddalającej się koleżance. Była bardzo szczupła, z wąską talią jakby wyrzeźbioną przez gorsety. Wątłe ramiona pokrywały drobne piegi, a złoto-brązowe włosy spływały wolno po łopatkach, ujarzmione tylko na bokach. Chodziła jak typowa dama, choć od dawna pewnie nie widziała swojej rodziny. Zgadła, że pochodziła z wysokiego rodu. Może byli zmuszeni ją sprzedać, aby utrzymać zachwianą pozycję? Musiała długo tu mieszkać, skoro podchodziła do swojej roboty z taką beztroską. Była Niemką, to wiedziała na pewno. Jej imię wymawiało się twardo. Choć w sumie nie była przekonana czy nie było zdrobnieniem. Uczyła się wielu języków, więc z łatwością uzmysłowiła sobie, iż z niemieckiego Rache to zemsta. Dlaczego rodzice nazwali ją w ten sposób? Drapnęła spodniami o tarę, roztrząsając familijne sprawy kobiety. Nie była w stanie niczego się domyślić, nie znając prawdy. Cały tok sprowadził ją do jej własnej rodziny. Do stanowczej matki i okrutnego ojca. Do kobiety, która po stracie syna oraz wychłostaniu za jego przewinienia, straciła rozum. Nie zliczyłaby ilości bolesnych dni, tych żałobnych i tych zwiastujących zmiany. Wszystkie siniaki, rany, poparzenia, krzyki, dyskusje, szamotaniny, przymuszenia, głodówki, kary. Nikt niczego nie wiedział. Nikomu nie powiedziała. Nie skarżyła się, nie donosiła, nie zdradziła tajemnic swojego wychowania. Mogła, ale nie chciała. Nienawidziła ich, jednak nie mogła się na to zdobyć wiedząc, że nie są źli do szpiku, bo stworzyli coś dobrego. Dzięki nim żyła i choć była to męczarnia - wolała to niż wieczne nieistnienie. Uciekła nie dlatego, że nie mogła dłużej tego znieść. Zrobiła to, bo zamierzali sprzedać ją znajomemu. To było więcej niż niż nielegalne, ale mieszkali w mieścinie tak małej, że nikt by nie zauważył. A przynajmniej udawaliby, że nie widzą. Znała go i już samego tego żałowała. Nazwisko wyrzuciła z głowy, bo męczyło ją w koszmarach. Dali mu imię Dolor, bo jego matka podczas porodu cierpiała tak bardzo, że ból pochłonął jej żywot. Był postawnym mężczyzną z ogromnymi barami, goleniami jak pnie drzewa i łapami większymi od jej głowy. Na jego twarzy zawsze gościł grymas niezadowolenia. Gdy się śmiał, dom dudnił echem, a pięść uderzała w stół, wprawiając w drganie nawet ściany. Chodziły różne opowieści o tym, co stało się z każdą z żon, którą miał. Najbliższa jakiej wierzyła była ta, że gdy już nie zadowalały go w łóżku, po prostu dusił je i rzucał ciało wilczurowi, który okrucieństwem zaskarbił sobie jego przyjaźń. Była wytrzymała, ale była też dzieckiem. Wizja bycia kolejną wykorzystaną i wyrzuconą kobietą, przyprawiała ją o przerażenie w najczystszej postaci. Wzdrygnęła się. Jacy rodziciele mogliby skazać swoje dziecko na coś takiego? Po jej policzku mimowolnie spłynęła łza. Nie mogłaby spojrzeć im w oczy, nigdy. Z tą historią zamierzała umrzeć. Ukazywała tych ludzi w tak złym świetle, że jako córka, nie potrafiła tego znieść. Popatrzyła na powolnie opadające słońce, znikające za horyzontem pełnym drzew. Zmusiła się do głębszego oddechu, pozwalając sobie na cichy szloch. Czasem trzeba spuścić z siebie trochę, by móc dalej funkcjonować bez przeszkód. Rache swobodnym krokiem wracała z magazynu. Uśmiechnęła się do niej.
- Dobrze się spisujesz.- pochwaliła, zabierając wymyte ubrania.- Chodź do środka, młodziaku. Pora spać, nabrać sił.- poklepała ją po ramieniu, czekając, aż wstanie. Zrobiła to.
- Mogę o coś zapytać?- zagadnęła, przepuszczając ją w drzwiach. Blondynka potwierdziła, nie zatrzymując się.- Dlaczego rodzice nazwali cię „zemstą“?
- Nie nazwali.- odłożyła łachy i odwróciła się, promieniejąc zębami w miłym sercu wygięciu warg.- Sama nadałam sobie imię. To taka osobista obietnica. Pewni ludzie zabili moich najbliższych. Chcieli zabić także mnie, ale Vinctus im nie pozwolił. Uratował mnie. Ślubowałam służyć mu pomocą, póki mój czas nie nadejdzie. Jednak poprzysięgłam także zemstę i na pamiątkę tego przyznałam sobie adekwatne miano.
- Ahm.- chrząknęła, nie wiedząc jak zareagować. Nie spodziewała się czegoś takiego. Pozbierała się szybko, zachowując stosowną kulturę.- Jak brzmiało twe imię wcześniej?
- Sonne, bo byłam światłem życia dla mojej mamy.
- Przykro mi.
- Mnie już nie. Jeśli piekło istnieje to poślę do niego tych drani, a potem pójdę tam za nimi, by na zawsze móc ich karać.- rozmarzyła się, choć było to dość ponure pragnienie.- On jest dobrym człowiekiem, gdzieś w środku. Porządnie to ukrywa, ale ja nie znam nikogo lepszego. Oddałabym za niego życie, tak jak on był gotów oddać je za mnie. Za nisko się ceni i to go zgubi. Nie znajdziesz tu drugiej, równie mu bliskiej osoby. Mnie jedynej okazał swe ogromne serce, zyskując w zamian przyjaciółkę. Ale to już między nami. Postrzegaj go własnym zdaniem, moim rządzi się wdzięczność.- odparła z błogim spokojem, zawracając do swoich komnat. Melodie podążyła jej śladem, do własnych czterech ścian. Legła na znajome łóżko, zmęczona zbyt dużą ilością informacji jak na jeden dzień. Rozebrała się i ułożyła pod kołdrą, lecz sen nie nadchodził. Chciała porozmawiać z kimś, kto nie będzie od niej wymagał. Nie myśląc wiele przyjęła najlepszą opcję. Cicho przeszła schody, korytarz. Zapukała do pokoju czarnowłosego, nerwowo pocierając stopą o łydkę. Kilka sekund później otworzył drzwi. Zmarszczył brwi na jej widok, ale wpuścił do środka.
- Słucham.- mruknął, kładąc się. Wpatrzył się we wszelkie krągłości jakie miała, potem w jej oczy.- Słucham.- powtórzył.
- Em...- wyjąkała, zapominając nagle, co chciała powiedzieć.
- To wszystko na co cię stać? Em?- zadrwił, podciągając ręce pod głowę. Był w samych spodniach, zrobionych zapewne z bawełny. Kudły związał w niski kucyk, aby nie pałętały się gdzie nie trzeba.
- Ja...
- Ty. To akurat widzę. Dalej.- pospieszył, obserwując wyczekująco.
- Przestań być złośliwy.- skomentowała naprędce, denerwując się. Była zakłopotana swoim durnym pomysłem przyjścia do niego o tej porze.
- Będę taki jak mam ochotę. To konkretna sprawa? Coś się stało? Czy zwyczajnie czułaś się zagubiona? Bo na taką wyglądasz.- strzelił, poważniejąc trochę. Skinęła niepewnie.- Dziecko. Ale tak, że coś się stało czy tak, że czujesz się zagubiona?
- Zagubiona.- wyszeptała bezwiednie.
- Chodź tu.- polecił, kierując podbródkiem na miejsce przy sobie. Położyła się, niezbyt odnajdując wygodę, którą on tu odczuwał.- Nie umiem pocieszać. Nie widzę w życiu niczego wspaniałego. Umiem za to się pieprzyć, więc jeśli chcesz, mogę zrobić ci dobrze na tyle, że to o czym myślisz na moment straci sens. Jak się na to zapatrujesz?- zaproponował, nie oczekując zgody.
- Mogę postawić warunek?
- Zadziwiasz mnie. Po raz kolejny daję ci darmową możliwość rozrywki, a ty chcesz stawiać jakieś ultimatum. Co będę z tego miał? Bo już w tej chwili nie mam niczego.- parsknął, jednak wiedziała, że czeka na jej wymóg.
- Nie powiesz ani słowa od teraz, aż do mojego wyjścia.- poprosiła. Zgodził się, zawisając nad nią. Ciężar jego ciała lekko wgniótł ją w materac. Niektóre z kruczych kosmyków opadły na jej lico, łaskocząc przyjemnie. W takich chwilach miała problem, by powstrzymać się przed pocałowaniem go. To jej naturalny instynkt, który ciężko było zatrzymać. Pochylił się i wprawnie muskał ustami jej ucho. Zapewne bardzo chciał rzucić jakąś uwagą, lecz nie zrobił tego. Prawą ręką oparł się o łóżko, lewą zwiedzając każdy zakamarek skóry do którego sięgnął. Scałował jej szczękę, szyję, ramię, obojczyk. Polizał mostek, obserwując jak wygina się, by dać mu lepszy dostęp. Odsunął się nieco. Przejechał palcem wskazującym między dwoma wzgórkami, patrząc na unoszącą się i opadającą pierś. Obrysował kształt róży, który zdążył się już zabliźnić. Wiedział co robi. Przymknęła powieki, chcąc oddać władze tylko jednemu ze zmysłów. Namalował kilka kółek na jej brzuchu, przy pępku oraz łonie. Wrócił po tym do biustu, prawie niewyczuwalnie drażniąc go opuszkami. Ugiął się, oplatając sutek ciepłymi, wilgotnymi wargami. Possał lekko, drugi zamykając pod dłonią. Mieścił się prawie idealnie. Potarł językiem twardniejącą strukturę, wciąż czując miękkość i mleczny smak. Słodkie westchnienie utwierdziło go w przekonaniu, że jest w tym tak dobry jak mu się zdaje. Przygryzł ledwie dostrzegalnie, z miejsca kojąc to serią pocałunków. Po chwili to samo zrobił z drugą piersią, mnąc z wyczuciem poprzedniczkę. Odczuwał własne pożądanie za każdym razem, gdy dziewczyna przypadkiem wysunęła biodra lub poruszyła nogą. Ustalił trasę spod szyi do podbrzusza, w nierównej linii obdarzając ją całusami. Ani razu nie otworzyła oczu, choć w ciszy, która panowała słyszał jej przyspieszony oddech i bicie serca. Wsunął dłoń między jej uda, masując leniwie. Jęknęła półgłosem, jakby próbowała się powstrzymać. Rozłożył delikatnie jej nogi. Gładząc kości biodrowe, czubkiem języka musnął łechtaczkę. Potarł palcem wargi sromowe, bez trudu wkładając go w mokry otwór. Wycofał od razu, skupiając się na dawaniu większej przyjemności. Przylgnął do niej ustami, ssąc intensywnie najbardziej drażliwy punkt. Wydała cichy okrzyk, zaciskając ręce na prześcieradle. Im mocniej przypierał, tym trudniej było jej się nie wić. Chciała go w sobie, najlepiej natychmiast. Dała mu to do zrozumienia, ciągnąc sugestywnie za włosy. Usłuchał niemej prośby. Zsunął spodnie przed kolana, ocierając erekcją o jej zwilgłą pochwę. Wszedł do środka powoli, pewnie i z godnym podziwu opamiętaniem. Znów pochylał się nad jej twarzą, choć w stosunku do niego była tak mała, że raczej łatwiej jej było spoglądać na tors. Pchnął zręcznie, zachowując niezbędną finezyjność. Powtarzał to kilka razy, aż zaczęła półszeptem prosić o więcej. Wtedy przyspieszył na tyle, by zadowolić samego siebie oraz by mogła dojść. Podobały mu się dźwięki, które wydawała. Coś pomiędzy westchnięciem, jękiem, a krzykiem. Wygięła się w spazmie rozkoszy kiedy posunął na tyle porządnie, że wywołał orgazm. Sam zaszczytował, gdy tylko jej mięśnie zacisnęły się wokół niego. Opadł na nią, z oddechem żywszym niż zwykle, ale nie tak płytkim jak po wszystkich poprzednich razach. Objęła go, mimochodem całując szyję. Niebawem zasnęła. Poprawił ubranie. Dał jej zapadaść w głębszą nieświadomość, po czym podźwignął w ramionach i odniósł do pokoju. Nie było opcji, żeby spała u niego. Ułożył ją miękko, poprawiając kołdrę. Chwyciła go za dłoń i nie chciała puścić, upierając się przy swoim. Wyszarpnął się, szybko uciekając. Lepiej, żeby wspólne nocowanie nigdy się nie powtórzyło. Wrócił do siebie, niełatwo oddając się w objęcia Morfeusza.

czwartek, 21 maja 2015

Siódmy.

Mijały tygodnie. Czasem spędzał z nią całe dnie, czasem ani chwili. Relacje między nimi ustabilizowały się. Nie bała się już jego reakcji na głupie pytania z jej strony czy zachowania nie na miejscu. Kilka razy zdarzyło im się uprawiać seks, do czego też przywykła. Doceniała jego wyrozumiałość i cierpliwość, której nie miał tak wiele dla innych kobiet. W międzyczasie kilka razy spotykała się z Malumem na obiadach. Polubiła go, a on wyraźnie szukał jej towarzystwa.
Podniosła się z łóżka, oddychając pełną piersią. To była pierwsza naprawdę przespana noc od bardzo dawna. Czuła się dobrze, co wydawało jej się dziwne ze względu na całą sytuację. Podeszła do okna, podnosząc lusterko z parapetu na wysokość twarzy. Blada cera, ciemne brwi i wyraźne kości policzkowe ładnie ze sobą kontrastowały. Widok zmiękczały puchate kudły, brązowe oczy oraz delikatne, różowawe usta. Pomasowała prawy obojczyk - obolały od wczorajszego upadku na schodach. Miała też rozległego siniaka na udzie, ale starała się go ignorować. Pulsował, kiedy tylko przypominała sobie o jego istnieniu. Przymknęła powieki, rozsuwając małą firankę. Wpuściła tym samym odrobinę słońca, która zwiastowała rychłe nadejście ciepłego klimatu. Rzęsy rzuciły długi cień na lice. Nagość była w tym momencie przyjemna. Rozkoszowała się niczym niezmąconym spokojem.
- Cholera jasna!- wrzasnął ktoś z dołu, przebijając głosem ściany i drzwi jej pokoju. Zaraz potem usłyszała ciężkie wdrapywanie się po schodach. Wstrzymała dech wiedząc, że zaraz ktoś zakłóci jej samotność. Kilka sekund później w progu zjawił się zdenerwowany Vinctus. Obejrzał ją od stóp do głowy, po czym ciężko oznajmił:
- Autentycznie wyglądasz niesamowicie pociągająco w tym świetle, aczkolwiek mam sprawę niecierpiącą zwłoki.
- Jakąż to?- zapytała, sięgając po grzebień i rozczesując niesforne kosmyki.
- Malum każe mi iść z nim na jakiś dziwny bal. Ma tam coś do załatwienia i jestem mu potrzebny.- poinformował ją, podchodząc do niedużej garderoby. Zaczął przebierać między wieszakami.
- Dobrze, ale co mi do tego?- zainteresowała się, zakładając przedramiona na piersi.
- Domyślam się, że umiesz tańczyć. Mam rację?- prawie warknął, nie przestając czegoś szukać.
- Owszem.- potwierdziła niespiesznie.
- Świetnie.- podsumował, wyciągając wieszak z zieloną suknią. Rzucił jej ją, po czym zmierzył do wyjścia.- Zakładaj kieckę, bo idziesz ze mną.
- Aha.- parsknęła, kiedy już zniknął. Wyrównała materiał, przesuwając go między palcami. Bawełniana z elementami jedwabiu i ozdobną, białą koronką przy talii. Sięgający kolan, rozłożysty, szyfonowany dół. Najbardziej niepokoił ją brak ramiączek. Nie miała zbyt pokaźnego biustu, więc jak to się miało utrzymać? Niepewnie wsunęła kreację na nagie ciało, uważając, by jej nie wygnieść. Potrzeba było kogoś, kto zwiąże sznurki na jej plecach. Było tam coś w rodzaju gorsetu. Pilnując, by tkanina nie opadła, zeszła na dół, by poszukać czarnowłosego lub którejś z jego kobiet. Natknęła się na niego na rogu między salonem, a jadalnią. Rozmawiał z Cariną, ciemnoskórą dziewczyną, która często pracowała w kuchni. Rudowłosa odchrząknęła cicho, zwracając na siebie uwagę.
- Tak?- odwrócił się, ponownie ją lustrując.- Związać?- domyślił się, podchodząc. Dokładnie pociągał każdą tasiemkę, wydychając rozgrzane powietrze na jej pół-nagie plecy. Spętał końcówki, po czym przysunął usta do jej ucha.- Gdyby nie to, że nie mamy czasu to już byłabyś przyparta do ściany. Powinnaś jednak ubrać bieliznę, żeby mnie nie kusiło wystawić brata.- wymruczał gardłowo. Spłonęła rumieńcem.- To jak, Rinnie, pomożesz mi?- zwrócił się do towarzyszki, wskazując drogę do swoich komnat. Wspólnie się tam udali, zostawiając May na środku holu. Poszła do łazienki, przejrzeć się w tremie. Sukienka ładnie opinała to, co powinna. Kolor efektownie współpracował z odcieniem jej włosów, podkreślając go i ustalając jako zaletę. Nie chciała się nad sobą rozwodzić - wyglądała dobrze. Podzieliła kudły na pasma, by zapleść je w warkocz, który później ściągnęła w elegancki kok. Brakowało jeszcze biżuterii. Wróciła do siebie z zamiarem znalezienia naszyjnika, otrzymanego od Vinctusa jakiś czas temu. Zawiesiła go, ciesząc się, że posiada coś tak idealnie pasującego. Posłusznie włożyła desu z czarnej koronki, bo tylko takie znalazła.

Bal był ogromny. Setki powozów z końmi czekały w okolicach posiadłości, aż ich właściciele łaskawie raczą powrócić do domów. Malum przeszedł przodem, wyciągając do niej dłoń, tym samym  pomagając przy wysiadaniu z pojazdu. Posłała mu spłoszony uśmiech w którym nikło przebijało się wrażenie, iż jest jednak damą. Mogłaby swobodnie uciec, gubiąc się niby przypadkiem w tłumie. Bała się, że ktoś ją znajdzie i skończy się gorzej, niż gdyby została. Porzuciła więc szybko plan oswobodzenia, skupiając wzrok na mijających ich ludziach. Wytworne kobiety z biustami na wierzchu oraz włosami puszczonymi strąkami po ramionach, elegancko stawiały małe stópki w szalenie niewygodnych butach. Ona sama pozwoliła sobie na czarne pantofelki, które dostała od braci. Vinctus ujął ją pod ramię, zakleszczając w mimochodnym uścisku. Czuła się z tym zadziwiająco dobrze, wręcz jakby uspokojona jego obecnością. Był jedyną stałą rzeczą w tym nowym świecie, pełnym ciągłych wyzwań. Otrząsnęła się z rozmyślań, kiedy mocniej szarpnął jej ręką, próbując zatrzymać potknięcie. Trzeba jej to przyznać, że stała się ostatnio wyjątkowo kaleczna. Przysunął usta do jej ucha.
- Zachowaj odrobinę gracji. Nie wiadomo kto patrzy.- szepnął, uśmiechając się, jakby rzucał bardzo seksualną uwagę. Zarumieniła się pokazowo, wstydząc się za swój brak koordynacji. Wyprostowała plecy, unosząc się dumą przystającą prawdziwej towarzyszce. Wszystkie obecne kobiety miały sukmany do ziemi, więc czuła się mało komfortowo w swojej, sięgającej ledwo kolan. Przeszli przez drzwi wielkiej sali balowej. Huk orkiestry ciągnął się przez całą długość, obijając o wysokie ściany i złote kandelabry na przybocznych stolikach. Zapach perfumy bił nieprzyjemnie w nozdrza, a kolorystyka gościńca powalająco działała na błędnik. Zakołysała się na palcach, nie potrafiąc ogarnąć rozumem poziomu rozmachu. Czarnowłosy wytrwale prowadził ją przed siebie i była pewna, że gdyby nie to - już dawno upadłaby oszołomiona. Podeszli w trójkę do blondynki o dziecięcych rysach twarzy, lecz sukni na poziomie arystokratki. Błękit krepy przypominał czystą, oceaniczną wodę, kontrastując doskonale z bielą pereł. Prosty, sztywny uśmiech wpłynął na jej twarz, gdy ujrzała Maluma.
- Panno Greenloft.- skłonił się nisko.
- Już myślałam, że nie zaszczyci pan nas swoją obecnością.- odpowiedziała, kiwając lekko głową.- Moja matka czeka w swoich komnatach. Źle się poczuła. Ojciec powinien spotkać się z panem, kiedy tylko dowie się o pańskim przybyciu. Mam nadzieję, iż nikt nie sprawi panu kłopotów. W razie wątpliwości jestem do dyspozycji tutaj.- wskazała salę, gdzie coraz więcej osób obracało się w tańcu. Obdarzyła spojrzeniem Vinctusa.- Cieszymy się, iż pan również się pojawił, panie Amet. Dawno nie miałam okazji z panem walcować, a dzisiejsza muzyka z pewnością będzie do tego odpowiednia.
- Nie zamierzam z Tobą tańczyć, dziecino.- odparł nonszalancko.- Melodie, to jest Livia.- przedstawił, zadziwiając ją wymową pełnego imienia. Ugięła kolano, dygając z szacunkiem. Jasnowłosa postąpiła tak samo.
- Miło cię poznać, Melodie.- zamrugała przymilnie, skupiając jednak wzrok na mężczyźnie przed sobą. Malum w międzyczasie zdążył niepostrzeżenie zniknąć.- Towarzyszy ci jako dama serca, jeśli można zapytać?
- Nie można.- prychnął, zgarniając ich oboje z pola konwersacyjnego.- Zjesz coś? Napijesz się? Wydymać cię w tamtym rogu?- wskazał dłonią grube, czerwone zasłony, wiszące ponad szafą z papierami.
- Hm, podziękuję.- mruknęła cicho. Rozejrzała się. Dostojni goście wykręcali swoimi partnerkami, świetnie się bawiąc. Dla niej samej tłum był peszący i nie bardzo miała ochotę wstępować w jego szereg.
- Chcesz zobaczyć ogród? Odetchniesz, nabierzesz dystansu.- zaproponował niespodziewanie mile. Pokiwała ochoczo. Potrzebowała jeszcze chwili, żeby pogodzić się ze swoją obecnością w tym dziwnym miejscu. Była pewna, że poradzi sobie w przykazanej roli, trzeba tylko odrobiny wprawy. Wyprowadził ją bocznym przejściem, kulturalnie oddając pierwszeństwo. Przystanęła, krztusząc się. Ustrojony kwiatami labirynt fantazyjnie plątał się kilometrowo, kończąc się dopiero między rzędami wysokich sosen. Bujna, zielona trawa przystrzyżona była co do milimetra. Krzewy z rozkwitającymi czerwonymi różami ułożone zostały we wzory jakich nie umiała nawet nazwać. Słońce błyskało ostatnim tchem, odbijając promienie we wszelkich kolorach. Był wieczór, lecz wciąż jasny. Małe, białe ławeczki okraszone były bluszczem na podporach. Marmurowe figury aniołów celowały długimi strzałami w każdego, kto napatoczył się pod ich podesty. Zeszła na palcach po wypolerowanych schodach, przytrzymując się ramienia Vinctusa.- Przejdziemy się?- wskazał ścieżki między podcieniowanymi ściankami żywopłotów. Powoli tamtędy podążyli.
- Mogę zadać prywatne pytanie?- wyrzuciła w końcu, kiedy cisza ciągnęła się, pozwalając się przerywać wyłącznie radosnym ptakom.
- Jeśli nie naruszy zbytnio konfidencjalności na jaką możemy sobie pozwolić.- odpowiedział spokojnie, wypatrując przed siebie. Przewróciła oczami. Ostatnio tchnęło go do używania dystyngowanych słów.
- Czy wziąłeś mnie ze sobą, aby sprawniej unikać kontaktu z panną Green...left?- zająknęła się, niepewna nazwiska.
- Greenloft.- poprawił sprawnie.- Po części tak.
- Och. Rozumiem.- założyła za ucho kosmyk, który niefortunnie wypadł z koka. Przymknęła powieki, ufnie dając się prowadzić. Złote wstążki tańczyły dla niej, kiedy słońce fragmentami zachodziło.
- Nie interesuje cię drugi powód twojego jestestwa tutaj?- w jego głosie pobrzmiało zdziwienie. Machnęła przecząco głową.- Imponujesz mi dzisiaj, panno... cholera, nie wiem.
- Hederam.- uśmiechnęła się drwiąco na wspomnienie ludzi, po których odziedziczyła godność.- Nigdy nie spytałeś.
- Nigdy mnie to nie obchodziło.- wzruszył ramionami.- Dla mnie wszystkie jesteście imionami. Jeśli już musicie się przedstawiać to nie widzę problemu, by było to moje nazwisko.- dodał po zastanowieniu.
- Melodie Amet. Brzmi głupio.- roześmiała się, rozluźniając całkowicie. Uniósł kącik ust, ukazując własne rozbawienie. Szli dalej w milczeniu, uspokojeni i zadowoleni ze zbudowanej atmosfery.
- May.- rzucił w przestrzeń, zatrzymując się.
- Vins.- uniosła brew w ramach kontry. Skrzywił się.- Tobie wolno zdrabniać, a mnie nie?
- Dokładnie. Czujesz się na tyle dobrze, by wrócić do ludzi?- upewnił się. Natychmiast zawróciła, ciągnąc go zgrabnie za sobą. Gwar rozmów niósł się po wszystkich korytarzach, brzmiąc odrobinę przyjaźniej niż wcześniej jej się zdawało. Popisowo chwycił ją w talii, kierując do stołów z napitkiem. Rozlał krwistoczerwonego płynu do pozłacanych kieliszków w kształcie otwartych koron kwiatów. Życzliwie posmakowała, wyczuwając mieszankę winogron z porzeczkami. Słodkie, niezbyt mocne wino owocowe. Właśnie miała zagaić czy on sam umiałby zrobić takie, kiedy ktoś położył dłoń na jej ramieniu. Grube, szorstkie palce ścisnęły jej obojczyk. Owinął ją kwaśny oddech starszego jegomościa.
- Szy moszna s panienchą satanszyś?- wystękał, czkając jednocześnie. Vinctus przyciągnął ją mocno do siebie, wyrywając spod niepożądanego dotyku. Ten gest wydał jej się uroczo władczy.
- Nie można. Wio do swojego koryta.- warknął agresywnie, chowając ją za swoimi plecami. Pan widocznie poczuł się urażony, bo cały stanął w pąsach i zakołysał drugim podbródkiem. Właściwe trzecim także. Zamaszyście uniósł ręce, by spuścić je szybko.- Żałosne. Odejdźże od niej.
- Bojsz sie o sfoją sabafeczkę?- zadrwił tamten, robiąc krok w ich kierunku. Czarnowłosy obrócił głowę w jej kierunku, rejestrując mimikę. Miała rozwarte trzeszcza i delikatnie uchylone wargi. Fachowo nazwałby to lękiem, mogącym w każdej chwili zmienić się w panikę. Westchnął ciężko.
- Jeszcze raz nazwij moją panią zabaweczką to odetnę ci klejnoty i przyszyję do czoła twojej matki, jasne?- wysyczał zza zaciśniętych zębów. Facet tylko pomamrotał coś z przekąsem, wycofując się potulnie. Rudowłosa uśmiechnęła się niemrawo do wybawcy.- Zatańcz ze mną.- poprosił, obejmując ją.
- Nie chcę.- pisnęła, na powrót chcąc wydostać się z sali.
- Tylko jeden taniec. Jeśli nie poczujesz się lepiej to obiecuję, że wrócimy. Choćbym miał zostawić Maluma samego.- zapowiedział twardo. Pokrzepiło ją to, choć nie rozumiała czemu stał się nagle tak uprzejmy. Skinęła na zgodę, układając łokcie na odpowiedniej wysokości. Prowadził śmiało, ani razu nie nachodząc na jej stopy, jak wszyscy inni mężczyźni, których znała. Nie dziwiło ją to, był przecież z wyższej sfery. Jednak czuła się onieśmielona jego umiejętnościami, biorąc pod uwagę swoje, bardzo nikłe. Niby rodzice nauczyli ją podstawowych kroków oraz odpowiednich ruchów bioder, aby wykazywała się większą gracją - pomimo tego niezbyt raźnie podchodziła do pląsów. Obrócił nią, stykając się z jej ciałem wyłącznie opuszkami palców. Przebiegł ją dreszcz, od lędźwi w górę, zatrzymując się między łopatkami. Trzymali pozycję, lecz miała wrażenie, jakoby ich twarze były bliżej siebie niż powinny. Spojrzała pod nogi, na co od razu uniósł jej brodę.
- Nigdy tego nie rób.- poinstruował, łapiąc jej wzrok. Manewrował zgodnie z taktem, co jakiś czas zakręcając ją wokół własnej osi. Podobał jej się sposób w jaki ją trzymał - mocno, ale z wyczuciem. W przeciwieństwie do części obecnych tu gości, nie biło od niego alkoholem, lecz męskim potem. Z tym zapachem zdążyła się już oswoić, a nawet go polubić. Wysoki wzrost dodawał mu atrakcyjności, sprawiając jednocześnie kłopot, gdyż niewygodnie jej było wyciągać do niego szyję. Znów wbiła spojrzenie w bliznę, dowód jego braterskiej miłości. Bladoczerwony ślad wyglądał wyjątkowo biednie w obecnym świetle. Niespodziewanie dociągnął ją do siebie, przerywając kontemplację nad swoją osobą. Spróbowała poruszać się na palcach, by uzyskać lepszy efekt. Podziałało, choć nie było najprzyjemniejsze. Przeskakiwała zwinnie pomiędzy kolejnymi nutami, przebierając małymi stópkami w czarnych pantofelkach. Nie rozmawiali w trakcie, to byłoby niewłaściwie. Na koniec utworu przechylił ją w tył, okalając końcówkami swoich długich, kręconych włosów. Uśmiechnął się szczerze, w odpowiedzi dostając to samo. Przetańczyli tak jeszcze kilkanaście numerów, zanim Malum przemknął się do nich chybkiem. Trącił Vinsa ramieniem, dając tym samym znak, że mogą już iść. Starszy brat ze spokojem przyjął informację, zakręcił nią po raz ostatni i chwycił ją pod ramię. Nie zamierzał bawić się dłużej niż musiał. Dyskretnie wyszli, nie żegnając się z nikim. Przy powozie stała jednak znajoma blondynka, widocznie ich oczekując.
- Spodziewałam się takiego obrotu spraw. Chciałam pogadać z Vinctusem, jeśli pan pozwoli.- zamrugała dziewczęco do krótkowłosego, chcąc odwołać się do jego nazbyt przymilnej strony. Przyzwolił, gdyż tego wymagała kultura. Wsiedli do pojazdu w czasie, gdy niezadowolony mężczyzna udał się z Livią na stronę.
- Mogę wiedzieć czemuż Vinctus jest tak tej pani ważny?- spytała zaciekawiona ruda, rozsiadając się przy oknie.
- Pani ta obrała sobie za cel, aby usidlić twojego towarzysza.- parsknął serdecznie Malum. Zachichotała nieformalnie, zdając sobie sprawę z absurdalności tego pomysłu. Było to niemal równo niemożliwe jak schwytanie w dłoń czułego słowa.- Kiedyś coś między nimi zaszło, po czym uznała za punkt honoru, by został jej mężem. Niezbyt długa historia, jednak nie może jej usłyszeć nikt niepożądany.
- Rozumiem.- uśmiechnęła się mimowolnie. Puścił jej perskie oko.
- Opowiem ci przy okazji.
- Opowiesz co?- zaabsorbował się podmiot rozmowy, dołączając do nich. Ukryła rozbawienie, wychylając rumieńce przez pustą ramę okiennicy. Ruszyli niespiesznie w kierunku domu.- Opowiesz co?- powtórzył nieustępliwie, kiedy nie uzyskał odpowiedzi. Tym razem również brzmiała cisza. Westchnął ociężale i zwrócił się bezpośrednio do niej.- Opowie co?
- Oczywiście to, skąd wzięło się jego zamiłowanie do krawiectwa. Byłam szalenie ciekawa tej kwestii w związku z tym, jak trudne oraz czasochłonne jest to zajęcie.- zełgała z łatwością, patrząc mu prosto w obsydianowe oczy. Pogłaskał ją po policzku, delikatnie poklepując.
- Prawie dobrze, Księżniczko. Jednak gdyby chodziło o to - bez przeszkód rozwinąłby teraz ten temat, nie czekając na inną okoliczność.
- Zostaw tę sprawę. Livia chciała czegoś konkretnego?- zagaił krótkowłosy, nieelegancko wyciągając nogi przed siebie.
- Tylko tego, czego zawsze chce.- odwarknął, wbijając wzrok w przestrzeń ponad sobą.- Raz człowiek jej użyje z braku możliwości, a ta sobie wyobraża cuda. Kto kobiety nauczył myśleć tymi głupimi schematami?
- Rodzice. Młodej damie nie przystoi się puścić z byle kim.- posłał jej zawadiacki uśmieszek, nawiązujący do początku ich własnej konwersacji. Zagryzła wargi, usiłując nie roześmiać się we głos.
- Więc o tym rozmawialiście. Sprzedawanie mojego życia to nic, za co mógłbym być ci wdzięczny.- upomniał go, odwracając do niej profil.- To nudna bajka.
- Opowiesz mi ją na dobranoc.- zarządziła, płoniąc się do drzew przemykających przez jazdę. Kilka minut zanim dotarli, zauważyła mały staw, przy którym łowiło dwóch facetów. Zachowała go w pamięci, aby później zaczepić o niego Vinctusa. Z chęcią by się tam wybrała, gdyby znalazł odrobinę chęci. Wysiadła razem z nim, uściskiem dłoni żegnając Maluma, który miał jechać dalej. Gdy tylko powóz zniknął z horyzontu - silne, długie palce wbiły się w jej pośladek. Uniosła brew, spoglądając na niego pod kątem.
- Oboje dobrze wiemy, że odkąd przyszłaś do mnie bym związał ci suknię, układałem w myślach wszelkie możliwe opcje zerżnięcia cię.- wymruczał najsłodszym głosem, na jaki było go stać. Pchał ją taktownie, irytując się z powodu długości drogi do drzwi. Oblizała przesuszone wargi.
- Aż taka jestem seksowna?- zadrwiła, przełykając nerwowo ślinę. Zdążyła się nauczyć, iż musi być gotowa na wsio, zawsze. Nawet zaczęło jej to wychodzić.
- Gdybym całował swoje kobiety to definitywnie wyssałbym z twoich ust cały smak.- odparł w ramach riposty.- Przysięgam, że nie wiem o czym myślałem, kiedy planowałem tę przestrzeń. Okropnie niepraktyczne to przejście.
- Nie rozpłynę się przez te parę metrów.- prychnęła.
- Może nie.- przyparł ją do ściany wejściowej, błądząc jedną ręką przez bezmiar, poszukując klamki. W międzyczasie wpijał się zębami w jej szyję, łagodząc zadawany ból językiem. W końcu znalazł zaginione wejście. Podrzucił nią, by zahaczyła nogami o jego biodra, po czym wniósł do środka. Z całym impetem usadził ją na szafce, przedtem szybkim ruchem zgarniając z niej wszystko. Wsunął palce pod materiał sukni i mocno szarpnął. Parsknęła śmiechem kiedy żaden szew nie puścił.
- Twój brat jest bardzo dobrym krawcem.
- Wstań.- polecił zniecierpliwiony. Posłusznie spuściła nogi na ziemię. Stanęła tyłem, od razu dając mu dostęp do wiązania. Bawiła ją jego bezradność. Sznurek po sznurku luzował gorset, jednocześnie tracąc coraz więcej cierpliwości. Warknął zirytowany. Powstrzymała jego dłonie, sama delikatnie wyciągając uparte tasiemki. Sukienka opadła na podłogę wokół jej stóp. Chwycił ją w biodrach, pomagając ponownie wskoczyć na mebel. Poczuła przyjemne mrowienie w miejscu, gdzie jej dotknął. Natychmiast przytknął usta do jej piersi, ssąc intensywnie. Jęknęła pod naporem jego języka, co tylko dodało mu animuszu. Przyciągnął ją za talię, zmuszając tym samym do odchylenia. Oparła nadgarstki za sobą, jednak on przewiesił je na swój kark. Drapnęła go mimochodem, gdy próbowała ułożyć się trochę wygodniej. Ukąsił w odpowiedzi jej sutek. Zacisnęła wargi, powstrzymując syknięcie. Odsunął się, rzucając jej spojrzenie czarnych, rozpalonych oczu. To już przerabiali - pozwalał jej w ten sposób zdjąć z siebie ubranie. Płaszcz zostawił w powozie, tym nie musiała się kłopotać. Uniosła jego ramiona, ściągając w górę koszulę. Zapach męskiego potu stał się równie wyraźny jak widok szerokiej, dość umięśnionej klatki piersiowej. Nie lubił kiedy za długo na niego patrzyła, więc od razu zajęła się pozbawianiem go spodni. Skopnął je wgłąb korytarza, przy okazji zsuwając swoją bieliznę. Wydawał jej się potężny, gdy tak stał nago i czekał pokornie na ruch z jej strony. Przyzwalająco rozłożyła palce przy jego miednicy. Wodziła opuszkami obok jego męskości, wokół pępka i w górę, po torsie. Dotknęła szczęki, kości policzkowej, a kciukiem zachwycała się nad kształtem jego ust. Uchylił je, więc dała mu go possać. Przez krótką chwilę trwali tak, napawając się minimum słodkiego napięcia. Minutę później jej desu leżało na stercie łachów. Rozwarł jej uda, bezceremonialnie wchodząc w nią. Zawyła cicho, bo było to tyle przyjemne, co brutalne. Przybliżył nos do jej ucha.
- Krzycz.- zażądał pełnym chuci głosem, przyciągając ją do siebie za pośladki. Dzięki temu mógł wbijać się głębiej, mocniej. Bezwolnie wydawała z siebie dźwięczne odgłosy, kiedy przyspieszał. Widziała kropelki potu spływające z jego skroni. Niemal potrafiła opisać ich słony smak. Zacisnął prawice na jej talii, wywołując miły ból. Przygryzła wargę, dochodząc. Ciepły, lepki płyn ściekł na szafkę kiedy on także skończył.
- Posprzątam.- zaoferowała, opanowując oddech. Skinął aprobująco, po czym powędrował do łazienki.
Przyzwyczaiła się do nagości. Zdecydowanie wolał oglądać ją taką, niż ubraną w gorsety, jak inne. Swoją drogą nie widziała, żeby sypiał ostatnio z kimś innym prócz niej samej. Cały czas kręciła się zbyt blisko, by mógł choćby o tym pomyśleć. Uśmiechnęła się półgębkiem, spoglądając na białą plamkę odznaczającą się na drewnie. Zstąpiła na ziemię, wdzięcznie zbierając wszechobecne ubrania. Wyniosła je do przedpokoju, zamierzając później wyprać w stawie. Przy okazji wzięła stamtąd szmatkę i starannie wytarła mebel ze spermy, by nic się nie uszkodziło. Ktoś za jej plecami odchrząknął, zwracając na siebie uwagę. Posłała pytające spojrzenie ciemnowłosej kobiecie w roboczym uniformie.
- Pan chciałby byś do niego przyszła.
- Dobrze, dziękuję.- skłoniła się uprzejmie, tak jak uczyli ją rodzice. Wyciągnęła rękę z brudnym materiałem.- Czy mogłabym poprosić cię o umycie tego? Nie chciałabym ingerować w twoje zajęcia i dokładać obowiązków.
- Nie ma problemu.- rozpromieniła się dziewczyna, zadowolona, że ktoś wyraża prośbę zamiast rozkazywać.
- Dziękuję.- powtórzyła, wręczając jej szmatę. Powoli udała się do Vinctusa. Weszła bez pukania, czego nauczył ją jakiś czas temu. Tłumaczył to tym, iż jeśli ją woła to nie musi uprzedzać o swoim przybyciu, gdyż i tak się jej spodziewa. Siedział rozłożony w wannie, chowając się pod lekką warstwą piany. Teatralnie zgięła się w pół.- Panie mój.
- Ty się śmiejesz, a reszta się do mnie tak zwraca.- parsknął. Poklepał podłogę obok. Spoczęła na niej, pozwalając sobie na zamoczenie nóg w gorącej wodzie. Instynktownie chwycił je i zaczął masować.- Mów do mnie.
- O czym chcesz posłuchać?- zapytała, podpierając się dla wygody o kafelki za sobą. Spodobało mu się wysłuchiwanie jej historii na tyle, że często o nie wołał.
- O czymś miłym.- zdecydował po dłuższej zadumie.- Zaskocz mnie.