środa, 21 maja 2014

Wstęp.

Obejrzała się przez ramię, licząc, że zobaczy Lisę. Zamiast tego ujrzała cień człowieka, którego nie miała zamiaru oglądać nigdy więcej. Beztrosko opierał się o ścianę, posyłając jej kpiące spojrzenie spod swoich ciemnych, zadartych sarkastycznie brwi. Włosy opadały mu swobodnie na ramiona, a drobna broda dodawała licu diaboliczności. Przeskoczył kilka kroków w swoich długich, ciężkich butach, by pochylić się nad nią i uśmiechnąć drwiąco. Gorące dłonie oplotły jej szyję, siłą unosząc opuszczoną ze złości głowę. Obsydianowe oczy mężczyzny wwierciły się boleśnie w jej brązowe tęczówki. Uchyliła usta by skomentować jego zachowanie jako nieuprzejme, lecz ten przytknął do nich swoje wargi. Niedelikatnie wyssał z niej przyjemność, zmuszając do posłuszeństwa względem następującej czynności. Wsunął język w jej gardło, pieszcząc strukturę podniebienia. Przyparł ją do muru i począł całować po zwieńczeniu obojczyków. Złożyła dłonie na jego karku. Nie zdołała powstrzymać cichego jęku, spowodowanego ogromem namiętnych umiejętności partnera. Uczuła jak ręka ślizga mu się pod jej bluzkę. Chciała odmówić, lecz nie dawał takiej możliwości. Ścisnął mocno jej lewą pierś, jednocześnie kąsając płatek ucha. Znalazła jednak sposobność, by wydostać się spod kontroli, kiedy odsunął się nieco w celu zlikwidowania ubrań z jej ciała. Wyrwała się i odeszła kawałek. Zabiła go wzrokiem, pocierając usta nasiąknięte jego smakiem.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz?- zapytał, wykrzywiając drwiąco twarz. W odpowiedzi splunęła mu pod nogi.- Czyżbyś już zapomniała o swojej obietnicy względem mojej osoby? Ślubowałaś poprzez święte obrządki, iż..
- Zamknij się. Wiem co ślubowałam.- warknęła, wyrównując potargany dotykiem materiał.
- Więc?- drążył, wciąż z tą samą miną. Wyraźnie sprawiało mu przyjemność zmuszanie jej do spełniania wszelkich jego zachcianek.
- Więc co?- powtórzyła za nim, nie wiedząc co chce dostać w odpowiedzi.
- Skoro pamiętasz swe śluby to powinnaś zachować wiecej pokory, nieprawdaż? Umownie jestem twoim panem.- uśmiechnął się, ukazując szatańskie ogniki zamieszkujące jego ciemną duszę.- Czyż nie jesteś moją własnością w kwestiach moralnych?
- Byłam twą niewolnicą trzy długie lata..- zaczęła, zaciskając nerwowo szczękę.
- I będziesz nią póki żyjesz.- bezceremonialnie uciął, zbliżając się. Nie uciekła od niego. Nazwałby to tchórzostwem i określił się zwycięzcą.
- Nie.- zaprotestowała pewnym głosem, patrząc prosto w jego zabójcze oczy.
- Nie?- uniósł brew, nie okazując zdziwienia, lecz politowanie.
- Owszem, mówię nie. Uwolniłeś mnie. Nazwałeś wolną i kazałeś iść. Nie cofniesz tego.- prychnęła, czując swoją rację.
- Założysz się? Jesteś moja. Albo to albo śmierć.- szepnął, mocną dłonią przytrzymując jej pośladek. Tym razem splunęła mu prosto w twarz. Zaśmiał się tylko, ocierając ślinę przedramieniem.- Wciąż podniecająco agresywna. Urocze.
- Odwal się ode mnie.- pchnęła z siłą jego tors. Nie stracił jednak nic z dawnej krzepy i nawet nie drgnął, choć ona wyćwiczyła w sobie większą zręczność mięśni.
- Właśnie to jest w tobie piękne - próbujesz się bronić, lecz nie umiesz. Przez to seks z tobą zawsze był atrakcyjny.
- Dupek.- trzasnęła otwartą dłonią w jego policzek. Chwilę później pożałowała, czując pulsujący ból.- Jesteś tak samo skamieniały jak twoje serce.
- Przepraszam, ale wydawało mi się, że ledwie rok temu sama stwierdziłaś, że kochasz mnie takiego jakim jestem, bo ukrywam w sobie piękno o które nikt nigdy nie próbowałby mnie posądzić bazując na moich powierzchownych, obrzydliwych manierach.- zakpił, cytując jej słowa. Spłonęła różem, mimo wszystko hardo oponując.
- Myliłam się. Potwornie się myliłam. Jesteś najgorszą kreaturą stworzoną na podobieństwo człowieka, jaka kiedykolwiek stąpała po tej piekłem oblanej ziemi. Najgorszemu wrogowi nie życzyłabym, aby miał okazję cię poznać, gdyby nie fakt, że ty nim jesteś. Idź. Umrzyj gdzieś w czeluściach swoich ohydnych pałaców. Rżnij dalej swoje dziwki, czekając aż zdechniesz. A kiedy już to zrobisz - bądź świadom, że byłeś warty mniej od szczura w kuchni.
- Miało boleć?- ziewnął, pokazowo się przeciągając.- Teraz ja. Przypominam ci, że również byłaś taką dziwką i byłaś za to bardzo wdzięczna. Więcej - błagałaś mnie bym cię przeleciał, zbrukał, zerżnął czy jak to jeszcze określisz. Zapominasz o fakcie, że uratowałem twoje nędzne życie. Dzięki mnie miałaś dom, jedzenie i wolność słowa. Jedyne co brałem w zamian to seks. Zresztą nigdy wbrew twojej woli. Narzucałaś mi się, opowiadałaś o uwielbieniu do mnie. Zabawnie wytknąć ci prawdę - to ty wykorzystałaś mnie. Byłaś i jesteś z tego dumna, przez co to tobie należy się miano potwora.- powiedział całkowicie spokojnie, sprawiając wrażenie lekko zainteresowanego dalszym rozwojem wydarzeń. Zdezorientował ją.
- Ja wcale nie..- zmarszczyła brwi, kręcąc przecząco głową.
- O, tak. Wykorzystałaś. Całkowicie wyzyskałaś mnie i wszystko co miałem. Czy kiedykolwiek zrobiłem coś niezgodnego z tobą? Nie. Mam charakter nie do zniesienia. Jestem chamski, nietolerancyjny, okrutny oraz bezsprzecznie zły. Jednak nie było sytuacji w której skrzywdziłem cię bardziej niż byś sama tego chciała. Zaprzeczysz?- wprowadził ją w większe osłupienie. Kiedy nie znalazła odpowiedzi, uderzył ostatni raz.- W związku z powyższym możesz traktować się jako kurwę większą doświadczeniem ode mnie.- ukłonił się sarkastycznie, po czym odszedł pozostawiając jak zawsze ból. Krzyknęła z bezsilności, kopiąc pobliski kamień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz