Zeskoczył z konia, po czym chwycił ją, by zsunęła się na ziemię. Przed nią roztaczało się pokaźnych rozmiarów jezioro. Daleko, po drugiej stronie, znajdowały się jakieś knieje. Wskazała na nie.
- Co tam jest?
- Sprawdź.- parsknął, zaciskając wodze na konarze. Zabiła go wzrokiem.- Czego jeszcze tu stoisz?
- Nie umiem pływać.- wycedziła, jakby to była oczywistość. Uśmiechnął się, o dziwo. Zdjął płaszcz, szal i buty. Rozpiął koszulę, spodnie. Wyciągnął dłoń w jej kierunku.
- Pozwoli pani się nauczyć?
- Dlaczego?- zapytała, szukając w tym podstępu.
- Nie psuj moich dobrych intencji. Wyskakuj z ciuchów.- pośpieszył ją, sprawdzając temperaturę wody.- Nawet ciepła.
- Jeśli zamarznę to urwę ci łeb.- mruknęła, rozbierając się. Nieśpieszno weszła za nim.- Mogła być zimniejsza.- skomentowała, zanurzając się po szyję. Zbliżył się spokojnie.
- Obejmij mnie. Przeniosę cię przez fragment bez gruntu.- zaoferował, obracając się plecami do niej.
- Zgoda.- rzuciła naprędce, oplatając nogami jego pas.
- Tylko nas nie utop.- sarknął w odpowiedzi na jej entuzjazm. Wywróciła oczami, rezygnując z odpowiedzi. Ścisnęła go mocniej, kiedy uniósł się od dna i popłynął.- Powietrza.- westchnął żartobliwie. Odgarnęła włosy z jego twarzy, by nie przeszkadzały.- Wygodnie ci tam?- zaśmiał się głośno, jakby umiejętność dryfowania miał we krwi i nie musiał się na niej skupiać.
- Pytanie raczej powinno być skierowane do ciebie. Gdzie się nauczyłeś tak dobrze pływać?
- Kilka osób parę razy próbowało mnie utopić. Siłą rzeczy musiałem to opanować.
- Kto?
- Nie twój biznes, słońce. Niektórych rzeczy nie powinnaś wiedzieć.- odparł ze stalową nutą, tracąc część dobrego nastroju. Przeszedł ją zimny dreszcz na myśl o faktach, które przed nią ukrywał.
- Miałam być równa tobie. To był warunek mojej obecności tutaj.- przypomniała, nie będąc do końca pewną, czy aby aż tak zależy jej na dowiedzeniu się jego przeszłości.
- Nawet gdybyś była ode mnie wyższa i tak pewnych spraw ci nie powierzę. Powiedzmy, że zdarłem nieco granice prawa przy załatwianiu poniektórych interesów.- sapnął, twardo stąpając po gruncie.- Możesz zejść i rozejrzeć się po swojej zagadce.
- Nie chciałam cię urazić ani nic w tym stylu.- zadeklarowała, obchodząc go. Spojrzała po bujnych krzakach.- Chodź ze mną.- poprosiła, ciągnąc go za rękę. Pokornie powłóczył się, obserwując jej rosnącą ciekawość. Weszła w knieje, oglądając się wszędzie. Pusta polana - tyle tu było. Idealne miejsce na piknik, jeśli ktoś miałby ochotę, ale poza tym nic inspirującego.- Liczyłam na coś zacniejszego.- zaburczała zawiedziona, zawracając. Usiadła na piasku, mocząc jedynie stopy. Poszedł w jej ślady.- Opowiedz mi coś o sobie.
- Co na przykład? Jest mało rzeczy o których mogę rozmawiać, a byłabyś nimi zainteresowana.- westchnął pochmurnie.
- Skąd wzięła się ta blizna?- zapytała niezwłocznie, przejeżdżając palcem po jego dolnej wardze.
- To akurat całkiem zabawne.- stwierdził, wciągając półuśmiech.- Wyobraź sobie, chciałem udowodnić jednej z moich służek, że powinna naostrzyć noże, bo są tępe. W ramach tego przejechałem jednym po swoich ustach. Okazało się, że akurat ten zdążyła wcześniej zatemperować, w związku z czym gładko się wtopił.
- Masz dziwne poczucie humoru. Czemu próbowałeś akurat na ustach?- drążyła, nie pojmując tej logiki.
- Są najbardziej wrażliwe, więc jeśli nie przeciąłbym ich to nie przeciąłbym niczego.- wzruszył ramionami, jakby wciąż świetlił z tego dobry plan.- Twoja kolej.
- Na co?
- Coś o sobie.
- Mówiłam już, że niekoniecznie mam czym się chwalić.- przypomniała, zakreślając na piasku kółko.
- Opowiedz mi bezpośrednio o sobie, bez tego o czym wolisz milczeć. Co lubisz robić?- przechylił głowę, spoglądając na nią z uwagą.
- Grać,czytać.. obcować ze sztuką w ogólnym tego znaczeniu. Lubię wczuwać się w role tworzącego i odgadywać jego życie.- powiedziała cicho, zamykając oczy. Powróciła do chwil, kiedy siedziała sama w domu. Odkopywała wtedy stare nuty i pobrzękiwała historie. Tęsknota ogarnęła jej ciało, otulając słodkim zapachem zeschniętego atramentu. Objęła swoje ramiona, czując przemożne zimno.
- Zawsze tak było, że rozpoznawałaś myśli autora?- próbował dorozumieć. Skinęła tylko, myślami krążąc wokół zasłyszanych u niego utworów. Tworzył pięknie, umiał przelewać emocje. Doceniała to, bo sama potrafiła tylko je szyfrować.- Trzęsiesz się. Wróćmy na drugi brzeg.- podniósł się nagle, wyciągając do niej dłoń. Schwyciła ją ochoczo, odrywając mokry tyłek od ziemi. Wskoczyła mu na plecy, kiedy jej to zasugerował.- Lubię tu bywać.- chrypnął, spokojnie przechodząc na ląd. Podał jej ubranie, po czym sam wciągnął swoje. Przybliżył się i owinął swój szal na jej szyi.- Chcesz iść gdzieś, ogrzać się?
- Wracamy?- stęknęła, marszcząc brwi.
- Nie musimy. Jeśli masz ochotę możemy przejechać się do pobliskiej karczmy.- zaproponował, odwiązując Nigruma od drzewa. Pomógł jej wspiąć się na jego grzbiet, zaraz po tym jak sam na niego wskoczył.
- Jestem nieletnia.- nasunęła, onieśmielona zapachem otrzymanej tkaniny.
- Jesteś ze mną.- prychnął, widocznie pewny swojego autorytetu.
- Zabierałeś już tam inne, podobne do mnie?
- Jesteś pierwszą, którą zabrałem poza granice posiadłości.- odrzekł, zaskakując tym nawet samego siebie.
- To miłe.- szepnęła, pąsowiejąc.
- Tylko sobie czegoś nie ubzduraj.- wtrącił złośliwie.- Nie jestem zdolny do żadnych uczuć.
- Jasne.- zrobiło jej się żal tego zmęczonego człowieka. Musiał wiele przejść, żeby dotrzeć tak daleko. Dodatkowo, kiedy ostatni raz pozwolił na głębszą relację - został odrzucony.
Podążyli do baru, gdzie wypili po grzańcu. Od razu zrobiło jej się lepiej.
- Zostawiłem tu ostatnio coś..- mruczał, otwierając drzwi chaty. Kawał drogi, więc postanowiła wyprostować przy okazji nogi. Spojrzała na mały domek pośrodku lasu, przy którym stali. Jakiś jasny kamień, dach głównie z siana i drewna, wszystko porośnięte chwastami z bluszczem. Przekręcił gałkę, wbijając się do środka. Wszystko zagracone. Stolik, dwa krzesła, blat i dużo rozmaitych przedmiotów. Od tych naprawdę tanich, aż po szkatułki wysadzane klejnotami. Podniosła jedną.
- Nie boisz się trzymać tu takich rzeczy?- zmarszczyła brwi, obracając przedmiot w palcach.
- Jedyną osobą, która wie o tym miejscu jest Malum. Nie licząc oczywiście mnie i ciebie.- uśmiechnął się do niej przekornie, jakby ostrzegawczo. Przełknęła ślinę, odkładając świecące pudełko.- Znalazłem. Wybaczysz na chwilę?
- Dokąd idziesz?
- Na zewnątrz. Zapalić.- odpowiedział, bokiem wysuwając się z bałaganu. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad tym, jak ma stąd wyjść oraz czy powinna iść za nim. Zrobiła krok w kierunku wyjścia, prawie potykając się o wiadro postawione na środku pokoju. Zacisnęła zęby w obronie przed łoskotem, który wywołała.- Może ci pomóc?- zapytał, wsuwając głowę za framugę. Skinęła zarumieniona, wbijając oczy w stopy. Westchnął, przelawirował między przeszkodami, przerzucił ją przez ramię i wrócił podobnym sposobem.- Jak w ogóle weszłaś tak daleko?
- Nie wiem.- pisnęła zażenowana, kiedy postawił ją przed sobą. Pokręcił głową, odpalając papierosa. Zaciągnął się, a ona mogła podziwiać, jak dym wydostaje się z jego nosa i uchylonych ust. Zauważając jej zafascynowanie, następny podmuch posłał w jej stronę. Zamrugała kilka razy, oszołomiona tym dziwnym odorem. Wyciągnął do niej dłoń, proponując próbę. Przybliżyła się, wzięła do ust wynalazek i sztachnęła niezbyt delikatnie. Nowość zapiekła ją w gardle, wywołując kaszel.
- Musisz być mniej zachłanna.- poinstruował, demonstrując. Poczęstował ją ponownie, litościwie dając drugą szansę. Odetchnęła głęboko, nieufnie wsysając esencję diabelstwa.- Dużo lepiej.- pochwalił, po czym znów wyrzucił dym nosem. Wymieniali się tak, nieświadomie przysuwając się do siebie.- Smakuje?
- Ohydztwo.- skrzywiła się. Uniósł brew z rozbawieniem.
- Otwórz usta, pokażę ci coś.- poprosił, cierpliwie czekając. Nieufnie wykonała polecenie, dziwiąc się jego nagłemu ożywieniu. Był nieprzewidywalny. Pociągnął bucha, po czym pochylił się i wydmuchnął go między jej wargi, nie dotykając ich. Przymknęła powieki, przytłoczona intymnością tej sytuacji. Kiedy je otworzyła, wpatrywał się w nią z badawczą miną. Jego oczy płonęły czymś dla niej niezrozumiałym. Tchnęła nią instynktowna potrzeba podsunięcia się jeszcze bliżej. On jednak odskoczył, trzeźwiejąc.- Nie całuję swoich kobiet.- warknął, pochmurniejąc. Jej wojownicza natura uznała to za karygodne. Przestąpiła krok, zawieszając mu ręce na karku. Podniosła głowę wyżej i wpiła się w jego zaskoczone usta. Spróbował ją odsunąć, ale przyszpiliła się do niego solidnie. Ścisnęła dłoń na jego włosach, zapewniając sobie władzę. Poddał się, przyciągając ją w talii i opierając o ścianę chaty. Rozchylił jej wargi, mało subtelnie zasysając dolną. Westchnęła szybko, co wywołało mocniejsze natarcie na jej język. To nie był taniec zmysłów - to była bitwa. Walczyli o wzajemną kontrolę, przy czym żadne z nich nie wychodziło na prowadzenie. Przygryzł jej usta, na co zareagowała syknięciem i głębszą inwigilacją jego podniebienia. Otarł się o nią, uświadamiając o rosnącym podnieceniu. Stanęła na palcach, chcąc mieć lepszy zasięg. Pieścił z upodobaniem każdy zakątek, wyciągając cały smak. Przejechała paznokciami po jego szyi, co sprowadziło go na ziemię. Uchylił się o dwa susy. Wyglądał na oszołomionego faktem, że dał się tak podejść.
- Przepraszam?- rzuciła pytająco, oddychając nieregularnie. Odchrząknął znacząco.
- Jeśli mówię, że czegoś nie robię to tego nie robię.- oznajmił, gniewnie marszcząc czoło. Zacisnęła - nieco napuchnięte - usta w wąską linię.- Nie rób tak.- ton jego głosu się zaostrzył. Skuliła się w sobie.- Powinnaś dostać karę.
- Miałeś mnie traktować jak towarzystwo.- przypomniała nieśmiało.
- A ty miałaś mnie nie całować.- złożył ręce na piersi.- Dlaczego miałbym przestrzegać twoich zasad, skoro ty nie dbasz o moje?
- Będziesz robił aferę o to, że sam przyparłeś mnie do muru?- zbulwersowała się obronnie.
- Zamierzasz jeszcze pyskować?- oblizał się lubieżnie, jakby podobał mu się taki obrót wydarzeń. Zamilkła. Żaden z jego humorów nie był w tej chwili odpowiedni. Nie chciała oberwać.- Czyżbyś skończyła dyskutować?
- Możemy wrócić do..- zacięła się, nie wiedząc jak określić to miejsce. Nie było domem, ani więzieniem. Czym więc było?
- Nie.- przekrzywił głowę. Żołądek zacisnął jej się nieprzyjemnie.- Chcę cię posiąść. Tu, teraz. I to wyłącznie twoja wina.- zacharczał, nie ruszając się nawet o milimetr. Stali w bezruchu przez kilka minut. Obserwowali.
- Co mam niby na to odpowiedzieć?- prychnęła w końcu, rozbawiona nagłą ciszą. Zdezorientowało go to.- Może mam wskoczyć ci w ramiona? Zdjąć spodnie? Dać ci w twarz? Zwiać? Jakieś sugestie czy będziesz tylko sterczeć jak kretyn?
- Nazwałaś mnie kretynem?- autentycznie się zdziwił, wciągając półuśmiech. Zdenerwowało ją to. Z czego on się cieszył?
- A nie jesteś nim?- podparła dłoń na biodrze, nudząc się tą bezsensowną wymianą zdań.
- Załatwimy to chybko.- mruknął, po czym ponownie przerzucił ją przez ramię. Pisnęła przestraszona, kiedy straciła grunt. Prawie rzucił ją na blat w domku. Odkręcił szal. Klęknął i zdjął jej buty. Następnie zszarpnął spodnie, wywołując okrzyk oburzenia.
- Hej, uważaj! Zamierzam jeszcze chodzić w tych ubraniach.
- Mam to w poważaniu.- ogłosił, zsuwając jej bluzkę. Nie chciała zejść, więc rozdarł ją i rzucił w kąt.
- Vinctus!- zagrzmiała, rozdrażniona. Zignorował to, pozbywając się też bielizny. Zwinnym ruchem rozpiął swój pasek i ściągnął materiał w dół. Rozsunął jej nogi, niecierpliwie wsuwając się między nie.- Tak nie będzie.- przerwała, przytrzymując jego ręce. Miało to tylko zwrócić jego uwagę. Spojrzał na nią, rozpalony do cna.- Pozbądź się przynajmniej góry. Nie zamierzam w nic się bawić, skoro zamierzasz być całkiem ubrany.- ostrzegła, z trudem utrzymując spokój. Ten wzrok palił jej policzki, bo tak łatwo było go zrozumieć.- No już.
- Jeśli ci na tym zależy to sama mnie rozbierz.- zadrwił. Zagryzła wargi, nieugięta w swoim postępowaniu. Chwyciła za poły płaszcza i zrzuciła go z niego. Rozpięła trzy górne guziki koszuli.
- Wyciągnij ręce.- poleciła sucho, ciągnąc za skraj. Bez wahania uniósł kończyny ponad głowę, wychylając się lekko w jej stronę. Powoli zdjęła miękką tkaninę, wyraźniej wyczuwając mocny zapach jego skóry. Wyprostował się, ukazując przyjemne dla oka ciało. Jego szeroki tors gdzieniegdzie pokrywały ciemne włoski. Tu kilka blizn, tam zaczerwienienie.
- To nie inspekcja - przestań mnie oglądać.- ukrócił szorstko, przyciągając ją na skraj blatu. Nie czekając na zgodę, wszedł w nią szybko. Zacisnęła zęby, hamując odgłos bólu. Zamknął dłonie na jej biodrach, poruszając się siarczyście. Oparła przedramiona za sobą, nie mając zbytniej ochoty na kontakt fizyczny. Odchyliła brodę, co zostało skarcone.
- Masz na mnie patrzeć w ramach zapłaty.- warknął, siłą ściągając jej twarz do parteru.- I przestań się powstrzymywać przed wydawaniem odgłosów. Nikogo nie oszukasz.
- Jesteś chamski.- zmrużyła powieki, na co on uśmiechnął się zawadiacko. Pchnął głębiej, prowokując dźwięczny jęk. Wysunął się z niej całkowicie, by znów przeszyć dokumentnie. Zawyła z rozkoszy, w myślach przeklinając go za mądrzenie się. Zrobił to jeszcze kilka razy, wzbudzając tę samą reakcję.- Proszę cię..
- O co?
- Przyśpiesz.
- Nie będziesz mnie więcej całować?- wyszeptał twardo do jej ucha.
- Nie.- wyrzuciła bez namysłu.
- Grzeczna dziewczynka.- pochwalił, kończąc zabawę. Jego ruchy stały się szybsze, bardziej pewne i zwinne. Pracował na najwyższych obrotach, wydając z siebie pomruki zadowolenia. Ona była mniej oszczędna, stękając w rytmie nadchodzących uderzeń. W podobnym czasie poczuli zbliżający się finał. Sparaliżował ją spazm przyjemności, wyrzucając niekontrolowany krzyk. On opadł na nią chwilę później, wspierając się na przedramionach. Czuła jego nagą, ciężką, spoconą pierś. Oddychał śpiesznie, uspokajając puls. Robiła to samo.
- Co mam zrobić z tym?- pokazała mu resztki czegoś, co niegdyś można było nazwać bluzką. Stali przeciwlegle, oboje na powrót ubrani.
- Wyrzuć.- wzruszył ramionami, nie przejmując się czymś tak nieistotnym.
- Mam wracać półnaga?- przekrzywiła sceptycznie głowę. Wywrócił oczami i rzucił jej swój płaszcz.- Dziękuję.
- Jakbym miał wyjście.- parsknął, zamykając za nią drzwi. Przerzuciła szal na jego kark, kiedy odwrócił się w jej stronę.
- Trzeba było nie niszczyć mi garderoby.- powiedziała równie lekko, po czym podążyła do konia. Po drodze zatrzymał ją i zakręcił ciemny materiał wokół jej szyi.- Po co mi go oddajesz?
- Żebyś nie zmarzła.- odparł twardo, pomagając jej we wspięciu się na grzbiet Nigruma.
- Prędzej ty zmarzniesz. Już i tak zabrałam ci część ubrania.- zarumieniła się, oplatając rękami jego brzuch.
- Co sam sprowokowałem, jak trafnie zauważyłaś.- zaśmiał się.- Poza tym będziesz mnie grzała od tyłu, księżniczko. Nic mi nie grozi.- dodał wyniosłym, choć żartobliwym tonem. Uniosła kącik ust, nie chcąc głośno przyznać, że ją rozbawił.- Do domu?
- Mhm.- ozwała się cicho, nagle uświadamiając sobie zmęczenie. Zamknęła oczy i przysnęła.
Obudził ją niski, spokojny głos Vinctusa.
- Mała, czas wstawać. Malum chce żebyś zjadła z nami kolację.- burczał, delikatnie trzęsąc jej łokciem. Uchyliła powieki, by ujrzeć zaskakująco miły widok. Czarnowłosy pochylony był nad nią tak, że kaskady jego grzywy zwisały tuż nad jej twarzą. Jego usta wygięły się nieznacznie ku górze, co zdołała wychwycić zanim wciągnął obojętną minę. Oczy pałały niezidentyfikowanym stoicyzmem, rozszerzając piękne źrenice. Długie rzęsy rzuciły cień na policzki, zamieniając go w całkiem przyjazną istotę. Oparzenie zostało całkowicie zasłonięte przez kudły, a bliznę na dolnej wardze można było uznać za kuszącą. Spąsowiała na tę myśl, przywołując u niego uśmiech.- Ładnie ci jak się czerwienisz.- rzucił celowo, chcąc podziwiać jej zakłopotanie. Odwróciła wzrok na bok.- Wstawaj. Malum czeka, a ty musisz się jeszcze ubrać.
- Rozebrałeś mnie?- zapytała piskliwie, podciągając kołdrę pod nos. Roześmiał się, co okazało się wysoce przyjemnym dźwiękiem. Brzmiało bardzo męsko i luźno.
- Już kilka razy widziałem cię nago, a ty wciąż się krępujesz?- pokręcił głową z niedowierzaniem.- Nie, nie rozebrałem. Bałem się, że cię obudzę. Wyglądasz niewinnie, kiedy śpisz. Przekłamane, acz hipnotyzujące zjawisko.
- Sugerujesz mi coś?- wydęła policzki, urażona. Ponownie się zaśmiał, a ona nie powstrzymała zachwyconego spojrzenia. Speszył się.- Masz uroczy śmiech.
- Nie.- zaprzeczył markotnie, zrywając się do wyjścia.
- Jasne - ty mi możesz rzucać komplementami, ale ja tobie już nie?- oburzyła się.
- Takie życie. Ja nie przyjmuję tego typu uwag, przyzwyczaj się.- odparł arogancko. Irytował ją tą zmiennością. Zachowywał się, jakby był młodszy od niej. I miał miesiączkę.- Załóż jakiś gładki łach. Potem przyjdź do jadalni.- poinstruował, wychodząc. Oczywiście trzasnął drzwiami dla pokazania wyższości. Wzdychając, udała się do szafy. Przejrzała ją pobieżnie.Zdecydowała się na rozkloszowaną, białą sukienkę do połowy łydki. Sztywny materiał nałożony był pod koronkę w kwiaty - długi rękaw składał się tylko z niej. Zapięła naszyjnik, który od niego dostała. Podobał jej się, a jednocześnie irytował zbyteczną grubością. Przeczesała włosy, zostawiając je rozpuszczone, ale układając w opadające delikatnie fale. Cieszyła się, że zanim wepchnęli ją do celi ogarnęli jej ciało. Czułaby się skrępowana, gdyby jej nogi nie były ogolone, a brwi wyregulowane. Przyzwyczaiła się do tego w domu. Przetarła skroń, oglądając się w lustrze. Znośny widok.
Zeszła po schodach, głowiąc się, czy aby nie powinna założyć butów. Zrezygnowała jednak z cofnięcia się i śmiało podążyła na kolację. Weszła niezauważona. Siedzieli, żywo rozmawiając przyciszonymi głosami.
- Przepraszam za spóźnienie.- wypaliła, zwracając na siebie uwagę. Podnieśli się, zachowując dobre maniery.
- Czekaliśmy na cie.. Wyglądasz przepięknie.- sapnął z podziwem Malum.- Co sądzisz, Vins?
- Łańcucha nie musiałaś zakładać, May.- margnął niemrawo, przewracając oczami. Przygasła. Nie liczyła, że mu się spodoba, ale nie spodziewała się aż tak złej reakcji.
- Melodie.- poprawiła pod nosem, całkowicie tracąc nastrój.
- Tylko na to cię stać? Pochwal ją, toć wygląda fantastycznie.- skarcił go towarzysz.
- Zaiste, zjawiskowo. Nie licząc biżuterii, która nie pasuje.- sarknął.
- Tylko taką mam.- warknęła. Zdjęła ją i włożyła mu w dłoń.- Proszę, zabierz sobie skoro jest tak tragicznie.- zacisnęła zęby.
- Będziesz się dąsać, bo nie powiedziałem, że wyglądasz cudownie?
- Obraziłeś mnie na wejściu, choć mam na sobie tylko to, co dostałam od ciebie. Z łaski swojej wypchaj się ze swoimi mądrościami.- posłała mu wymuszony grymas, który miał być promiennym uśmiechem.
- Wróć do siebie.- fuknął gniewnie. Malum machnął na niego ręką.- Czego?
- Okaż jej odrobinę szacunku, bo ma racje. Powinieneś przeprosić.
- Nie ucz mnie kultury, bracie.- wkurzył się bardziej.- Zejdź mi z oczu, dziewucho.
- Świetnie. I tak nie chciałam z tobą siedzieć.- pod jej powiekami zalśniły łzy.- Miło było pana poznać.- zwróciła się do krótkowłosego, po czym wymaszerowała z pomieszczenia. Wbiegła na górę, potykając się na ostatnim stopniu. Runęła na dywan, zacierając nadgarstkami o ziemię. Syknęła boleśnie, natychmiast się podnosząc. Z powrotem opadła na łóżko.
Późno w nocy usłyszała pukanie do drzwi. Wszelkie łzy już dawno wyschły, ale wciąż nie mogła zasnąć. Nie chodziło o to, że nie skomplementował jej urody. Zabolało, bo od progu ją znegował. Powtórzyło się pukanie. Nie chciała z nikim rozmawiać, więc milczała. Natręt był jednak nieustępliwy. Jęknęła w poduszkę.
- Melodie, mogę?- zapytał w końcu, wchodząc. Oparł się o framugę.- Hej, mogę?
- A słyszałeś ‚proszę’?- odpowiedziała obojętnie, nie podnosząc się z puchu. Przysiadł na łóżku, tuż przy jej boku.- Po co pytasz, skoro i tak robisz co chcesz?
- Księżniczko, nie możesz się wiecznie urażać.- stwierdził ciepło, odsuwając jej włosy na prawą stronę.
- Jeśli nie chcesz się pieprzyć, bądź nie masz dla mnie polecenia służbowego - idź stąd.
- Spokojnie, mała. Przyszedłem przeprosić. Niepotrzebnie się nabuzowałem. Przepraszam. Szczerze.- zabrzmiało skruchą, więc nie mogła się przyczepić. Gładził delikatnie jej głowę.- Jeśli cię to pocieszy - wyglądałaś naprawdę cudownie. Zresztą nadal wyglądasz, bo z tego co widzę nie zdążyłaś się przebrać.
- Dziękuję, ale nie potrzebuje takich uwag.- oznajmiła, przekręcając się na plecy.
- Mam dla ciebie prezent.- wykrzywił twarz w półuśmiechu, z kieszeni wyciągając jakieś pudełko. Usiadła. - Otwórz.
- Ojej..- zachłysnęła się powietrzem. Wyciągnęła z opakowania srebrny, cieniutki łańcuszek, zwieńczony zielonym kryształkiem w kształcie rombu. Posłała Vinctusowi zachwycone spojrzenie.- Jest przepiękny.- instynktownie zarzuciła mu ramiona na szyję i przytuliła.- Dziękuję.
- Bez zbędnych czułości, księżniczko. Należał ci się.- przeczesał palcami jej czuprynę, wciągając kobiecy zapach.- Puść mnie już.
- A, tak.- poprawiła się, wracając do pionu.
- Dam ci teraz spać. Musisz być zmęczona.- ozwał się wyrozumiale. Przytrzymała go za rękę, kiedy zamierzał wstać.- Hm?
- Mogę zadać osobiste pytanie?- przygryzła wargę, koncentrując się na śmiałości. Skinął przyzwalająco, wyczekując.- Ile czasu minęło odkąd ostatni raz spałeś z kimś w jednym łóżku?
- Sporo.- uśmiechnął się smutno.
- Zostaniesz ze mną? Przyda ci się trochę kontaktu nieseksualnego. To zdrowe.- zarumieniła się, klepiąc miejsce obok siebie.
- Takie jest twoje życzenie?- wypalił po chwili zastanowienia.
- Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko..- mruknęła.
- Dobra.- zgodził się, przechodząc na drugą stronę mebla. Ułożył się przy niej, okrywając wspólnie kołdrą.- Tylko śpij, malutka. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz