Krople potu spłynęły po jej policzku, wywołując gwałtowne podniesienie do pionu. Nie wiedząc co się dzieje, rozejrzała się dookoła. W oczy rzucił jej się Vinctus rozmawiający z zakapturzoną postacią. Wyraźnie się uśmiechał, gestykulując zamaszyście. Nagle intensywnie na nią spojrzał, wprawiając w zakłopotanie. Zamrugała kilka razy, pąsowiejąc.
- W końcu się obudziłaś. Malum obawiał się, że wystraszył cię na śmierć.- prychnął, machając czarną grzywą. Zbliżył się, upadając na kolana tuż przy jej boku. Drgnęła, jakby porażona prądem.- May? Wszystko w porządku?
- Dlaczego miałoby nie być?- wymamrotała, marszcząc brwi. Jego twarz ściągnęła się zmartwieniem. Wyciągnął dłoń do jej czoła.- Co robisz?
- Sprawdzam czy nie chorujesz.- zacisnął usta w wąską linię, co zapewne miało pomóc w skupieniu.
- Werdykt?- spytała, kiedy przez dłuższą chwilę nie odpowiadał.
- Nic ci nie będzie.- odparł spokojnie, zagłębiając się w jej trzeszczach. Odetchnęła szybciej, po raz kolejny podziwiając ten niezwykły kolor z tak małej odległości.
- Przepraszam, że wparowałem do ciebie bez ostrzeżenia. Spodziewałem się nikogo nie zastać.- wyjaśnił nieznany charakter, zwracając na siebie uwagę. Schował przy tym profil pod płachtą materiału.
- Rozumiem, nie ma sprawy. W gruncie rzeczy wciąż żyję.- chrypła, zastanawiając się nad powodem swojego uprzedniego przestrachu.- Przepraszam, nieuprzejmym było stracić przytomność.
- Raczej nie miałaś nad tym kontroli.- rzekł ze zrozumieniem.
- Co nie zmienia faktu, iż było to nie na miejscu. Jest mi przykro.- wstała i skłoniła się uniżenie. Postać cicho parsknęła.
- Vinctus bardzo przejął się twoim stanem. Omotałaś go wokół siebie całkiem nieźle jak na nowicjuszkę.- skomplementował nieco złośliwie, obserwując kompana przysiadającego z powrotem na uprzednio opuszczonym siedzeniu.- Wręcz pała do ciebie sympatią, co zdarza mu się rzadko.
- Przestań mówić, bo jeszcze weźmie to na poważnie i zmarnuje swój potencjał.- upomniał go długowłosy.
- To urocze, że się o mnie martwiłeś. Dziękuję.- mruknęła, różowiejąc z lekka. Nie uważała tego człowieka za zdolnego do jakichkolwiek nieseksualnych uczuć.
- Nie myśl sobie. Malum ma w zwyczaju koloryzowanie faktów.- przewrócił oczami, nie zaszczycając jej kolejnym spojrzeniem.- Zdejmij ten cholerny kaptur z twarzy. Jesteś w domu.- zwrócił się do gościa, wzmacniając polecenie skinieniem dłoni.
- Nie chcę znów wystraszyć twojej towarzyszki.
- Nikogo nie obchodzi jej zdanie w tej kwestii.- posłał jej wymuszony uśmiech, nie pytając o opinię.- May, ani mi się waż nieprzychylnie komentować.- dodał po chwili zastanowienia.
- W przeciwieństwie do ciebie - mnie nauczono kultury.- margnęła, ściągając na siebie skrajnie różny wzrok. Jeden rozbawiony, a drugi zły.
- No, no. Mamy charakterek?- zaśmiała się postać, powoli odchylając materiał w tył. Jej oczom ukazał się widok niezbyt miły. Zrozumiała, czemu przestraszyła się gdy ta twarz wpadła niespodziewanie za jej próg. Malum prezentował się jako człowiek-oparzenie. Wszędzie pokrywały go czerwone plamy, na przemian z czarnym, spalonym naskórkiem i bąblami pełnymi ropy. Obraz wiedźmy płonącej na stosie oddawał obrażenia tego stopnia. Prócz wszechobecnych blizn - posiadał dość długą bródkę, zwaną kozią. Piękne, ciemne brwi były gęste i ułożone w niemal prostej linii, unoszącej się przy końcach finezyjnie w górę. Czekoladowe oczy niepokojąco przyjaźnie komponowały się ze zmarszczkami, tworząc efekt dziecka zamkniętego w ciele staruszka. Włosy miał hebanowe, poskręcane w różne strony świata. Usta za to wydały się jej czułe, acz od bliskości odwyknięte. Wślepiał się w nią serdecznie, jakby poczynał tworzyć przyjacielskie więzy.
- Lepiej zważaj na słowa.- ostrzegł ją Vinctus, wytrącając z deliberacji.
- Zważam, wprawdzie ty również mógłbyś.
- Idź do kuchni i pomóż przy gotowaniu. Któraś powie ci co robić, tylko spytaj.- mało taktownie wygnał ją z pokoju, widocznie licząc na spokojną rozmowę z kompanem. Skłoniła się znów i usłużnie wyszła.
Kazali jej obrać ziemniaki. Wręczyli nóż, worek bulw, kosz na obierki oraz miskę do wrzucania gotowych sztuk. Początek był trudny - wychodziły kwadratowe dziwactwa. Z czasem i praktyką, każdy następny wyglądał coraz lepiej. Szybko nabrała wprawy. Prawie poczuła zawód, gdy przyboczna służka oznajmiła koniec tej partii.
Jako następne zadanie wręczyli jej szmatę. Myła podłogę pod ich bosymi stopami, uważając, by nie wylać przy tym zbyt dużej ilości wody. Nikt nie chciałby przecież małego potopu. Tarła najdrobniejsze smugi, plamki czy zgrubienia. Wszystko lśniło, kiedy ona wciąż nie nasyciła się nowozdobytą umiejętnością.
Niby głupie domowe czynności, a jednak dla niej było to coś wcześniej zakazanego przez status. Delektowała się nimi, gdzieś jednak pamiętając, by się z tym nie obnosić.
Lekkim krokiem wstąpiła do pokoju jadalnego, trzymając pewną dłonią tacę.
- Gdzie pan Malum?- spytała, kładąc przedmiot na brzeg stołu. Rozłożyła talerze, sztućce i kieliszki, nie patrząc jednocześnie w oczy Vinctusa.
- Musiał wyjść w ważnej sprawie, więc nie zje ze mną. Powinien wrócić późno wieczorem.- wyjaśnił uprzejmie, przytrzymując jej rękę, by zwróciła na niego uwagę.- Dlatego ty zjesz ze mną, miast niego. Usiądź.
- Pozwolisz, że wrócę do kuchni i pomogę nosić jedzenie.- zaoponowała szybko, po czym odwróciła się, nie czekając na zgodę.
- Nie. Usiądź.- powtórzył twardo, ciągnąc ją w dół do krzesła. Uderzyła w drewno z cichym sykiem, przymykając powieki.
- Obiecałam pomóc. Nie raczyłeś powiadomić, że twój gość wyszedł, więc polecenie wystawnego obiadu nie zostało odwołane.- fuknęła, wyrywając się z jego uścisku.
- To nie twoja sprawa czy coś odwołuję czy nie. Masz tu siedzieć i jeść ze mną.- poinformował ją chłodnym tonem.- I patrz na mnie jak do ciebie mówię.- dodał, przekręcając jej głowę w swoją stronę. Skierowała wzrok na jego suche usta. Mała blizna z dolnej wargi, aż krzyczała, by o nią spytać.- May, masz na mnie patrzeć, ale nie się gapić.- skomentował, wywołując u niej śmiech. Był taki sprzeczny.- Co?
- Nic, nic.- parsknęła, uśmiechając się. Po chwili jednak spoważniała.- Czemu nie mogę wrócić do kuchni?
- Bo masz tu siedzieć.- westchnął ciężko, jakby każda odpowiedź odbierała mu życiowe siły.
- Dlaczego?- ponowiła próbę, licząc, że zdenerwuje go wystarczająco, by posłał ją do piekła. Potarł skroń wierzchem dłoni, obserwując zagięcie na obrusie.
- Proszę zamilcz. Chcę tylko zjeść z tobą obiad. A ty nie masz w tej kwestii zdania.
- Jasne.- rzuciła urażona. Złożyła ręce na piersi, wgapiając się w przeciwległą ścianę.
- Nie sroż się.- margnął. Prychnęła tylko, ignorując go.- Melanie..
- Melodie.- poprawiła instynktownie, marszcząc przy tym brwi. Uniósł lewy kącik ust.- Robisz to specjalnie!- odparła z wyrzutem, oburzona nowo-odkrytym faktem.
- Skąd ten pomysł?- spytał, obracając w dłoniach pusty kieliszek. Uważnie obserwowała mimikę jego twarzy. Doskonale maskował emocje, kiedy chciał coś ukryć. Czarne pasmo włosów ślizgnęło się przed resztę. Zerknął na nie, tworząc małego zeza. Przygryzła wargę, czekając co dalej. Dmuchnął energicznie na drażniący element, nie pomagając sobie ani trochę. W końcu odrzucił całą grzywę w tył, wykonując majestatyczny wymach.
- Zapleść ci warkocz?- zagaiła mimowolnie, nim zdołała ugryźć się w język. Przechylił głowę w jej stronę.
- Chcesz pomacać?- poderwał zadziornie jedną brew. Zarumieniła się, zaglądając na moment w jego ciemne oczy. Zawahała się, gdy w pierwotnym odruchu jej dłoń chciała wyskoczyć w górę.- Śmiało, podoba mi się twój zapał.- wygiął się bardziej, przysuwając bliżej kark.
- Zachowujesz się jak kot. Mam przez to rozumieć, że też czasem potrzebujesz pieszczot?- delikatnie dotknęła nadstawionych kudłów, wyczuwając mocną strukturę każdego pasma. Były z lekka przesuszone, a jednocześnie jakby naturalnie wilgotne. Miękkie, łatwo przesuwały się pomiędzy palcami. Bardziej kręcone pasma, obsuwały się wolniej, każdym zagięciem zaczepiając o jej opuszki. Sam właściciel oparł się wygodniej i dał nieograniczone pole do manewrów. Przerzuciła część czupryny na lewo, a drugą na prawo. Oddzieliła też trzecią i zaczęła przeplatać.
- Rozplączę go.- zaalarmował ją ostrzegawczo w razie gdyby liczyła na trwały efekt. Skinęła milcząco, nie przerywając zabawy. W międzyczasie na stole pojawił się posiłek godny królewskiej rodziny. Czuła się winna, że nie pomogła wnosić jedzenia, ale raczej nie miała możliwości wyjścia. Kiedy już skończyła, nie do końca wiedziała co zrobić bez wstążki. Siedziała więc, czekając aż wpadnie na jakiś twórczy pomysł.- Zostaw jak jest. Nie pójdę po żadne idiotyzmy.- odezwał się w końcu, świadom jej ukończonej pracy.- Najwyżej się rozleci.
- Wyglądasz dobrze w związanych włosach.- zauważyła, gdy oswobodził się z jej rąk i odwrócił. Zrobił sceptyczną minę, ale nie zakwestionował. Zgarniając kłaki za ramiona, ukazała ładne kości policzkowe. Oczy wydawały się dzięki temu przyjaźniejsze, a wygięte nieznacznie wargi nawoływały do machinalnego uśmiechu.- Powinieneś tak chodzić. O wiele mniej groźnie. Przyciągnąłbyś tym wiele kobiet.
- Mam kobiety, kiedy tego chcę.- wzruszył ramionami, rozlewając wina.
- Chodzi mi o prawdziwe kobiety, a nie niewolnice do seksu i obowiązków domowych. Przypuszczam, że nawet tobie przydałoby się czasem z kimś porozmawiać.
- A co robimy teraz twoim zdaniem? Poza tym dla mnie kobieta sprowadza się właśnie do tego, by tworzyć przyjemność i dbać o porządek.- przysunął kieliszek w jej stronę, odkładając butelkę w najdalszy kraniec ławy.
- Nie chciałbyś znaleźć kiedyś damy, która zajęłaby się tobą także od strony emocjonalnej oraz umysłowej?- uchyliła szkła, przełykając aksamitny smak trunku.
- Ty damą nie jesteś.- podsumował, nakładając po trochu wszystkiego na oba talerze.
- Nie mówimy teraz o mnie, a to była wyjątkowo bezczelna próba zmiany tematu.- burknęła, przyjmując pokornie wypełniony talerz.
- A co chciałabyś usłyszeć?- sapnął, między jednym kęsem, a drugim.
- To nie jest kwestia tego co chcę usłyszeć, tylko tego, czego ty sam potrzebujesz.- rzuciła, dla podkreślenia swoich słów machając w powietrzu widelcem. Odsunął go ostrożnie, posyłając jej wymuszony uśmiech.
- Czemu każdy temat który wykładasz musi być taki ciężki?- dźgnął swoje mięso, jakby czymś mu zawiniło.
- Po prostu jesteś słabym rozmówcą i tyle.- zawyrokowała, migiem zjadając połowę porcji. Przez chwilę się zastanawiał, przy okazji pozbywając się swojego posiłku.
- Przejedziesz się ze mną nad wodę?- zaproponował znikąd, wprawiając ją w osłupienie.
- Istnieje poprawna odpowiedź, która brzmi ‚nie’?- spytała na wszelki wypadek, nie mając pojęcia dlaczego ustawił to w formie prośby.
- Skoro nie powiedziałem z góry, że musisz jechać to znaczy, że masz wybór.- wyjaśnił, wycierając usta.- To jak?- spojrzał wyczekująco. Szybko przerobiła w myślach wszystkie plusy i minusy tej wyprawy.
- Warunek.- mruknęła, wstając razem z nim.
- Chcesz mi stawiać warunki mimo tego, że biorę cię, bo chcesz jechać? Jestem ciekaw. Proszę, mów.
- Będziesz mnie przez ten czas traktował jak równą sobie.
- Rozumiem. Chcesz być dosłownie towarzystwem, a nie kimś do zabawy jakbym się nudził.- pokiwał głową, kalkulując czy taki układ mu się opłaci.- Zgoda.- podał jej rękę w ramach zawarcia umowy. Uścisnęła ją spokojnie. Nagle uderzyła w jego tors, gdy przyciągnął ją, by wprost do jej ucha dodać:- Pamiętaj tylko, że sama tego chciałaś.
- Oczywista.- wykrztusiła, oddalając się.
- Idź się przebrać.- przykazał swobodnie, odmotując warkocz. Zakręciła na pięcie i ruszyła w stronę swojego pokoju.- Przy okazji!- krzyknął, wstrzymując jej ruch.- Malum przywiózł dla ciebie kilka ubrań. Możesz więc założyć co ci się żywnie podoba. Mam nadzieję, że buty będą pasowały.- Skinęła głową i posunęła się dalej. Zamaszystym ruchem otworzyła drzwi swoich komnat, by dotrzeć do szafy, wypchanej nowymi materiałami. Przejrzała wszystko pobieżnie, postanawiając przyjrzeć się temu później. Wyjęła spodnie o piaskowym odcieniu oraz pasującą do nich, brązową bluzkę z długim rękawem. Chwyciła stojące w kącie, wysokie, ciemne buty i wciągnęła je na nogi. Całość prezentowała się stosunkowo ładnie. Poprawiła włosy kilkoma pociągnięciami grzebienia, który znalazła w pudełku za lustrem. Obejrzała się dokładnie, niwelując wszelkie brudy na skórze. Zdjęła irytujący ją plaster, dziwiąc się jak szybko rana znikała. Przeanalizowała jeszcze raz ogół prezencji, po czym popędziła na dół. W jadalni już go nie było, więc zaczepiła jedną z jego służących.
- Wyszedł na dwór, przywołać konia.- odpowiedziała z charakterystycznym, włoskim akcentem. Nie zwracała na nią większej uwagi, zbyt zajęta polerowaniem różnorodnych figurek.
- Powinnam tu zaczekać?- zawahała się, rozglądając nerwowo.
- Jedziesz z nim?- zaciekawiła się, posyłając jej krótkie spojrzenie znad niewdzięcznej roboty. Skinęła głową, nie wiedząc co odpowiedzieć.- Nie pamiętam kiedy ostatnio tak było, że zabierał którąś ze sobą. Dziwne.- skomentowała, teraz skupiając na niej całą swoją uwagę.- Nie znam twojej twarzy, jesteś tu nowa?
- Wyjdź na dziedziniec i poczekaj na mnie.- oznajmił znajomy, męski głos. Vinctus wyminął ją i zszedł schodami w dół. Cicho przepraszając włoszkę, pośpieszyła do wskazanego miejsca. Jasność zewnętrza uderzyła mocno w jej oczy, przyzwyczajone do półmroku panującego w środku domu. Nie było szczególnie słonecznie, za to ciepło. Przyjemny wiatr smagał delikatnie jej włosy, posyłając je w różne kierunki.- Nie uważasz, że wybrałaś zbyt grube odzienie?
- Powiedziałeś, że mogę włożyć co zechcę.- przypomniała, idąc za nim.
- Wiem co mówiłem. Upewniam się tylko czy nie zmieniłaś zdania.
- Nie.- odparła spokojnie, podziwiając widoki. Zbliżali się do bramy, przy której stał wierzchowiec. Rzecz jasna czarny, by grzywa obu pasowała do siebie maksymalnie.- Zgaduję, że to twój ulubieniec?
- Ma na imię Nigrum.
- Jasne.- bąknęła, przyjmując pomoc przy wsiadaniu.- Nie będzie mu zbyt ciężko?- zapytała, obliczając ile mniej-więcej mogą razem ważyć.
- Jesteś wręcz filigranowa. Da sobie radę.- poklepał go serdecznie, by po chwili obrać kurs na leśną drogę nieopodal. Zakołysała się niebezpiecznie, utrzymując ostatecznie równowagę.- Nie zjem cię, księżniczko. Obejmij mnie.
- Co ty z tą księżniczką?- burknęła, oplatając go w pasie.
- Jakbym cię nie nazwał to się denerwujesz.- zauważył ze śmiechem, schylając głowę przed gałęzią. Oparła policzek o jego kark, ustanawiając to jako bezpieczną pozycję.
- Kłamstwo. Nie lubię tylko jak przekręcasz moje imię. Teraz pytam z ciekawości.- wzruszyła ramionami dla lepszego efektu.
- Akurat.- sarknął krótko, koncentrując się na drodze.
- Wątpisz?
- Owszem.
- Niby dlaczego?
- Wbrew pozorom ton twojego głosu zdradza więcej, niż to co mówisz.- objaśnił.- Musimy prowadzić tą idiotyczną rozmowę?
- Nie. Możemy jechać w ciszy.- zaoponowała, oglądając drzewa. Większość liściasta, ale gdzieniegdzie wyrastał zbuntowany iglak. Ziemię przyozdabiał mech, nieco przesuszony z braku deszczu. Połamane gałązki plątały się między kopytami rumaka, smutno łamiąc się pod jego wagą.- Właściwie jak daleko jest ta woda?
- Kawałek stąd. Wystarczający bym zdążył nacieszyć się ciszą, a niezbyt długi, by ci się ona znudziła.
- Chciałeś być zabawny?- zmarszczyła brwi, podążając wzrokiem za wiewiórką.
- Nie.
- To dobrze, bo nie byłeś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz