czwartek, 21 maja 2015

Siódmy.

Mijały tygodnie. Czasem spędzał z nią całe dnie, czasem ani chwili. Relacje między nimi ustabilizowały się. Nie bała się już jego reakcji na głupie pytania z jej strony czy zachowania nie na miejscu. Kilka razy zdarzyło im się uprawiać seks, do czego też przywykła. Doceniała jego wyrozumiałość i cierpliwość, której nie miał tak wiele dla innych kobiet. W międzyczasie kilka razy spotykała się z Malumem na obiadach. Polubiła go, a on wyraźnie szukał jej towarzystwa.
Podniosła się z łóżka, oddychając pełną piersią. To była pierwsza naprawdę przespana noc od bardzo dawna. Czuła się dobrze, co wydawało jej się dziwne ze względu na całą sytuację. Podeszła do okna, podnosząc lusterko z parapetu na wysokość twarzy. Blada cera, ciemne brwi i wyraźne kości policzkowe ładnie ze sobą kontrastowały. Widok zmiękczały puchate kudły, brązowe oczy oraz delikatne, różowawe usta. Pomasowała prawy obojczyk - obolały od wczorajszego upadku na schodach. Miała też rozległego siniaka na udzie, ale starała się go ignorować. Pulsował, kiedy tylko przypominała sobie o jego istnieniu. Przymknęła powieki, rozsuwając małą firankę. Wpuściła tym samym odrobinę słońca, która zwiastowała rychłe nadejście ciepłego klimatu. Rzęsy rzuciły długi cień na lice. Nagość była w tym momencie przyjemna. Rozkoszowała się niczym niezmąconym spokojem.
- Cholera jasna!- wrzasnął ktoś z dołu, przebijając głosem ściany i drzwi jej pokoju. Zaraz potem usłyszała ciężkie wdrapywanie się po schodach. Wstrzymała dech wiedząc, że zaraz ktoś zakłóci jej samotność. Kilka sekund później w progu zjawił się zdenerwowany Vinctus. Obejrzał ją od stóp do głowy, po czym ciężko oznajmił:
- Autentycznie wyglądasz niesamowicie pociągająco w tym świetle, aczkolwiek mam sprawę niecierpiącą zwłoki.
- Jakąż to?- zapytała, sięgając po grzebień i rozczesując niesforne kosmyki.
- Malum każe mi iść z nim na jakiś dziwny bal. Ma tam coś do załatwienia i jestem mu potrzebny.- poinformował ją, podchodząc do niedużej garderoby. Zaczął przebierać między wieszakami.
- Dobrze, ale co mi do tego?- zainteresowała się, zakładając przedramiona na piersi.
- Domyślam się, że umiesz tańczyć. Mam rację?- prawie warknął, nie przestając czegoś szukać.
- Owszem.- potwierdziła niespiesznie.
- Świetnie.- podsumował, wyciągając wieszak z zieloną suknią. Rzucił jej ją, po czym zmierzył do wyjścia.- Zakładaj kieckę, bo idziesz ze mną.
- Aha.- parsknęła, kiedy już zniknął. Wyrównała materiał, przesuwając go między palcami. Bawełniana z elementami jedwabiu i ozdobną, białą koronką przy talii. Sięgający kolan, rozłożysty, szyfonowany dół. Najbardziej niepokoił ją brak ramiączek. Nie miała zbyt pokaźnego biustu, więc jak to się miało utrzymać? Niepewnie wsunęła kreację na nagie ciało, uważając, by jej nie wygnieść. Potrzeba było kogoś, kto zwiąże sznurki na jej plecach. Było tam coś w rodzaju gorsetu. Pilnując, by tkanina nie opadła, zeszła na dół, by poszukać czarnowłosego lub którejś z jego kobiet. Natknęła się na niego na rogu między salonem, a jadalnią. Rozmawiał z Cariną, ciemnoskórą dziewczyną, która często pracowała w kuchni. Rudowłosa odchrząknęła cicho, zwracając na siebie uwagę.
- Tak?- odwrócił się, ponownie ją lustrując.- Związać?- domyślił się, podchodząc. Dokładnie pociągał każdą tasiemkę, wydychając rozgrzane powietrze na jej pół-nagie plecy. Spętał końcówki, po czym przysunął usta do jej ucha.- Gdyby nie to, że nie mamy czasu to już byłabyś przyparta do ściany. Powinnaś jednak ubrać bieliznę, żeby mnie nie kusiło wystawić brata.- wymruczał gardłowo. Spłonęła rumieńcem.- To jak, Rinnie, pomożesz mi?- zwrócił się do towarzyszki, wskazując drogę do swoich komnat. Wspólnie się tam udali, zostawiając May na środku holu. Poszła do łazienki, przejrzeć się w tremie. Sukienka ładnie opinała to, co powinna. Kolor efektownie współpracował z odcieniem jej włosów, podkreślając go i ustalając jako zaletę. Nie chciała się nad sobą rozwodzić - wyglądała dobrze. Podzieliła kudły na pasma, by zapleść je w warkocz, który później ściągnęła w elegancki kok. Brakowało jeszcze biżuterii. Wróciła do siebie z zamiarem znalezienia naszyjnika, otrzymanego od Vinctusa jakiś czas temu. Zawiesiła go, ciesząc się, że posiada coś tak idealnie pasującego. Posłusznie włożyła desu z czarnej koronki, bo tylko takie znalazła.

Bal był ogromny. Setki powozów z końmi czekały w okolicach posiadłości, aż ich właściciele łaskawie raczą powrócić do domów. Malum przeszedł przodem, wyciągając do niej dłoń, tym samym  pomagając przy wysiadaniu z pojazdu. Posłała mu spłoszony uśmiech w którym nikło przebijało się wrażenie, iż jest jednak damą. Mogłaby swobodnie uciec, gubiąc się niby przypadkiem w tłumie. Bała się, że ktoś ją znajdzie i skończy się gorzej, niż gdyby została. Porzuciła więc szybko plan oswobodzenia, skupiając wzrok na mijających ich ludziach. Wytworne kobiety z biustami na wierzchu oraz włosami puszczonymi strąkami po ramionach, elegancko stawiały małe stópki w szalenie niewygodnych butach. Ona sama pozwoliła sobie na czarne pantofelki, które dostała od braci. Vinctus ujął ją pod ramię, zakleszczając w mimochodnym uścisku. Czuła się z tym zadziwiająco dobrze, wręcz jakby uspokojona jego obecnością. Był jedyną stałą rzeczą w tym nowym świecie, pełnym ciągłych wyzwań. Otrząsnęła się z rozmyślań, kiedy mocniej szarpnął jej ręką, próbując zatrzymać potknięcie. Trzeba jej to przyznać, że stała się ostatnio wyjątkowo kaleczna. Przysunął usta do jej ucha.
- Zachowaj odrobinę gracji. Nie wiadomo kto patrzy.- szepnął, uśmiechając się, jakby rzucał bardzo seksualną uwagę. Zarumieniła się pokazowo, wstydząc się za swój brak koordynacji. Wyprostowała plecy, unosząc się dumą przystającą prawdziwej towarzyszce. Wszystkie obecne kobiety miały sukmany do ziemi, więc czuła się mało komfortowo w swojej, sięgającej ledwo kolan. Przeszli przez drzwi wielkiej sali balowej. Huk orkiestry ciągnął się przez całą długość, obijając o wysokie ściany i złote kandelabry na przybocznych stolikach. Zapach perfumy bił nieprzyjemnie w nozdrza, a kolorystyka gościńca powalająco działała na błędnik. Zakołysała się na palcach, nie potrafiąc ogarnąć rozumem poziomu rozmachu. Czarnowłosy wytrwale prowadził ją przed siebie i była pewna, że gdyby nie to - już dawno upadłaby oszołomiona. Podeszli w trójkę do blondynki o dziecięcych rysach twarzy, lecz sukni na poziomie arystokratki. Błękit krepy przypominał czystą, oceaniczną wodę, kontrastując doskonale z bielą pereł. Prosty, sztywny uśmiech wpłynął na jej twarz, gdy ujrzała Maluma.
- Panno Greenloft.- skłonił się nisko.
- Już myślałam, że nie zaszczyci pan nas swoją obecnością.- odpowiedziała, kiwając lekko głową.- Moja matka czeka w swoich komnatach. Źle się poczuła. Ojciec powinien spotkać się z panem, kiedy tylko dowie się o pańskim przybyciu. Mam nadzieję, iż nikt nie sprawi panu kłopotów. W razie wątpliwości jestem do dyspozycji tutaj.- wskazała salę, gdzie coraz więcej osób obracało się w tańcu. Obdarzyła spojrzeniem Vinctusa.- Cieszymy się, iż pan również się pojawił, panie Amet. Dawno nie miałam okazji z panem walcować, a dzisiejsza muzyka z pewnością będzie do tego odpowiednia.
- Nie zamierzam z Tobą tańczyć, dziecino.- odparł nonszalancko.- Melodie, to jest Livia.- przedstawił, zadziwiając ją wymową pełnego imienia. Ugięła kolano, dygając z szacunkiem. Jasnowłosa postąpiła tak samo.
- Miło cię poznać, Melodie.- zamrugała przymilnie, skupiając jednak wzrok na mężczyźnie przed sobą. Malum w międzyczasie zdążył niepostrzeżenie zniknąć.- Towarzyszy ci jako dama serca, jeśli można zapytać?
- Nie można.- prychnął, zgarniając ich oboje z pola konwersacyjnego.- Zjesz coś? Napijesz się? Wydymać cię w tamtym rogu?- wskazał dłonią grube, czerwone zasłony, wiszące ponad szafą z papierami.
- Hm, podziękuję.- mruknęła cicho. Rozejrzała się. Dostojni goście wykręcali swoimi partnerkami, świetnie się bawiąc. Dla niej samej tłum był peszący i nie bardzo miała ochotę wstępować w jego szereg.
- Chcesz zobaczyć ogród? Odetchniesz, nabierzesz dystansu.- zaproponował niespodziewanie mile. Pokiwała ochoczo. Potrzebowała jeszcze chwili, żeby pogodzić się ze swoją obecnością w tym dziwnym miejscu. Była pewna, że poradzi sobie w przykazanej roli, trzeba tylko odrobiny wprawy. Wyprowadził ją bocznym przejściem, kulturalnie oddając pierwszeństwo. Przystanęła, krztusząc się. Ustrojony kwiatami labirynt fantazyjnie plątał się kilometrowo, kończąc się dopiero między rzędami wysokich sosen. Bujna, zielona trawa przystrzyżona była co do milimetra. Krzewy z rozkwitającymi czerwonymi różami ułożone zostały we wzory jakich nie umiała nawet nazwać. Słońce błyskało ostatnim tchem, odbijając promienie we wszelkich kolorach. Był wieczór, lecz wciąż jasny. Małe, białe ławeczki okraszone były bluszczem na podporach. Marmurowe figury aniołów celowały długimi strzałami w każdego, kto napatoczył się pod ich podesty. Zeszła na palcach po wypolerowanych schodach, przytrzymując się ramienia Vinctusa.- Przejdziemy się?- wskazał ścieżki między podcieniowanymi ściankami żywopłotów. Powoli tamtędy podążyli.
- Mogę zadać prywatne pytanie?- wyrzuciła w końcu, kiedy cisza ciągnęła się, pozwalając się przerywać wyłącznie radosnym ptakom.
- Jeśli nie naruszy zbytnio konfidencjalności na jaką możemy sobie pozwolić.- odpowiedział spokojnie, wypatrując przed siebie. Przewróciła oczami. Ostatnio tchnęło go do używania dystyngowanych słów.
- Czy wziąłeś mnie ze sobą, aby sprawniej unikać kontaktu z panną Green...left?- zająknęła się, niepewna nazwiska.
- Greenloft.- poprawił sprawnie.- Po części tak.
- Och. Rozumiem.- założyła za ucho kosmyk, który niefortunnie wypadł z koka. Przymknęła powieki, ufnie dając się prowadzić. Złote wstążki tańczyły dla niej, kiedy słońce fragmentami zachodziło.
- Nie interesuje cię drugi powód twojego jestestwa tutaj?- w jego głosie pobrzmiało zdziwienie. Machnęła przecząco głową.- Imponujesz mi dzisiaj, panno... cholera, nie wiem.
- Hederam.- uśmiechnęła się drwiąco na wspomnienie ludzi, po których odziedziczyła godność.- Nigdy nie spytałeś.
- Nigdy mnie to nie obchodziło.- wzruszył ramionami.- Dla mnie wszystkie jesteście imionami. Jeśli już musicie się przedstawiać to nie widzę problemu, by było to moje nazwisko.- dodał po zastanowieniu.
- Melodie Amet. Brzmi głupio.- roześmiała się, rozluźniając całkowicie. Uniósł kącik ust, ukazując własne rozbawienie. Szli dalej w milczeniu, uspokojeni i zadowoleni ze zbudowanej atmosfery.
- May.- rzucił w przestrzeń, zatrzymując się.
- Vins.- uniosła brew w ramach kontry. Skrzywił się.- Tobie wolno zdrabniać, a mnie nie?
- Dokładnie. Czujesz się na tyle dobrze, by wrócić do ludzi?- upewnił się. Natychmiast zawróciła, ciągnąc go zgrabnie za sobą. Gwar rozmów niósł się po wszystkich korytarzach, brzmiąc odrobinę przyjaźniej niż wcześniej jej się zdawało. Popisowo chwycił ją w talii, kierując do stołów z napitkiem. Rozlał krwistoczerwonego płynu do pozłacanych kieliszków w kształcie otwartych koron kwiatów. Życzliwie posmakowała, wyczuwając mieszankę winogron z porzeczkami. Słodkie, niezbyt mocne wino owocowe. Właśnie miała zagaić czy on sam umiałby zrobić takie, kiedy ktoś położył dłoń na jej ramieniu. Grube, szorstkie palce ścisnęły jej obojczyk. Owinął ją kwaśny oddech starszego jegomościa.
- Szy moszna s panienchą satanszyś?- wystękał, czkając jednocześnie. Vinctus przyciągnął ją mocno do siebie, wyrywając spod niepożądanego dotyku. Ten gest wydał jej się uroczo władczy.
- Nie można. Wio do swojego koryta.- warknął agresywnie, chowając ją za swoimi plecami. Pan widocznie poczuł się urażony, bo cały stanął w pąsach i zakołysał drugim podbródkiem. Właściwe trzecim także. Zamaszyście uniósł ręce, by spuścić je szybko.- Żałosne. Odejdźże od niej.
- Bojsz sie o sfoją sabafeczkę?- zadrwił tamten, robiąc krok w ich kierunku. Czarnowłosy obrócił głowę w jej kierunku, rejestrując mimikę. Miała rozwarte trzeszcza i delikatnie uchylone wargi. Fachowo nazwałby to lękiem, mogącym w każdej chwili zmienić się w panikę. Westchnął ciężko.
- Jeszcze raz nazwij moją panią zabaweczką to odetnę ci klejnoty i przyszyję do czoła twojej matki, jasne?- wysyczał zza zaciśniętych zębów. Facet tylko pomamrotał coś z przekąsem, wycofując się potulnie. Rudowłosa uśmiechnęła się niemrawo do wybawcy.- Zatańcz ze mną.- poprosił, obejmując ją.
- Nie chcę.- pisnęła, na powrót chcąc wydostać się z sali.
- Tylko jeden taniec. Jeśli nie poczujesz się lepiej to obiecuję, że wrócimy. Choćbym miał zostawić Maluma samego.- zapowiedział twardo. Pokrzepiło ją to, choć nie rozumiała czemu stał się nagle tak uprzejmy. Skinęła na zgodę, układając łokcie na odpowiedniej wysokości. Prowadził śmiało, ani razu nie nachodząc na jej stopy, jak wszyscy inni mężczyźni, których znała. Nie dziwiło ją to, był przecież z wyższej sfery. Jednak czuła się onieśmielona jego umiejętnościami, biorąc pod uwagę swoje, bardzo nikłe. Niby rodzice nauczyli ją podstawowych kroków oraz odpowiednich ruchów bioder, aby wykazywała się większą gracją - pomimo tego niezbyt raźnie podchodziła do pląsów. Obrócił nią, stykając się z jej ciałem wyłącznie opuszkami palców. Przebiegł ją dreszcz, od lędźwi w górę, zatrzymując się między łopatkami. Trzymali pozycję, lecz miała wrażenie, jakoby ich twarze były bliżej siebie niż powinny. Spojrzała pod nogi, na co od razu uniósł jej brodę.
- Nigdy tego nie rób.- poinstruował, łapiąc jej wzrok. Manewrował zgodnie z taktem, co jakiś czas zakręcając ją wokół własnej osi. Podobał jej się sposób w jaki ją trzymał - mocno, ale z wyczuciem. W przeciwieństwie do części obecnych tu gości, nie biło od niego alkoholem, lecz męskim potem. Z tym zapachem zdążyła się już oswoić, a nawet go polubić. Wysoki wzrost dodawał mu atrakcyjności, sprawiając jednocześnie kłopot, gdyż niewygodnie jej było wyciągać do niego szyję. Znów wbiła spojrzenie w bliznę, dowód jego braterskiej miłości. Bladoczerwony ślad wyglądał wyjątkowo biednie w obecnym świetle. Niespodziewanie dociągnął ją do siebie, przerywając kontemplację nad swoją osobą. Spróbowała poruszać się na palcach, by uzyskać lepszy efekt. Podziałało, choć nie było najprzyjemniejsze. Przeskakiwała zwinnie pomiędzy kolejnymi nutami, przebierając małymi stópkami w czarnych pantofelkach. Nie rozmawiali w trakcie, to byłoby niewłaściwie. Na koniec utworu przechylił ją w tył, okalając końcówkami swoich długich, kręconych włosów. Uśmiechnął się szczerze, w odpowiedzi dostając to samo. Przetańczyli tak jeszcze kilkanaście numerów, zanim Malum przemknął się do nich chybkiem. Trącił Vinsa ramieniem, dając tym samym znak, że mogą już iść. Starszy brat ze spokojem przyjął informację, zakręcił nią po raz ostatni i chwycił ją pod ramię. Nie zamierzał bawić się dłużej niż musiał. Dyskretnie wyszli, nie żegnając się z nikim. Przy powozie stała jednak znajoma blondynka, widocznie ich oczekując.
- Spodziewałam się takiego obrotu spraw. Chciałam pogadać z Vinctusem, jeśli pan pozwoli.- zamrugała dziewczęco do krótkowłosego, chcąc odwołać się do jego nazbyt przymilnej strony. Przyzwolił, gdyż tego wymagała kultura. Wsiedli do pojazdu w czasie, gdy niezadowolony mężczyzna udał się z Livią na stronę.
- Mogę wiedzieć czemuż Vinctus jest tak tej pani ważny?- spytała zaciekawiona ruda, rozsiadając się przy oknie.
- Pani ta obrała sobie za cel, aby usidlić twojego towarzysza.- parsknął serdecznie Malum. Zachichotała nieformalnie, zdając sobie sprawę z absurdalności tego pomysłu. Było to niemal równo niemożliwe jak schwytanie w dłoń czułego słowa.- Kiedyś coś między nimi zaszło, po czym uznała za punkt honoru, by został jej mężem. Niezbyt długa historia, jednak nie może jej usłyszeć nikt niepożądany.
- Rozumiem.- uśmiechnęła się mimowolnie. Puścił jej perskie oko.
- Opowiem ci przy okazji.
- Opowiesz co?- zaabsorbował się podmiot rozmowy, dołączając do nich. Ukryła rozbawienie, wychylając rumieńce przez pustą ramę okiennicy. Ruszyli niespiesznie w kierunku domu.- Opowiesz co?- powtórzył nieustępliwie, kiedy nie uzyskał odpowiedzi. Tym razem również brzmiała cisza. Westchnął ociężale i zwrócił się bezpośrednio do niej.- Opowie co?
- Oczywiście to, skąd wzięło się jego zamiłowanie do krawiectwa. Byłam szalenie ciekawa tej kwestii w związku z tym, jak trudne oraz czasochłonne jest to zajęcie.- zełgała z łatwością, patrząc mu prosto w obsydianowe oczy. Pogłaskał ją po policzku, delikatnie poklepując.
- Prawie dobrze, Księżniczko. Jednak gdyby chodziło o to - bez przeszkód rozwinąłby teraz ten temat, nie czekając na inną okoliczność.
- Zostaw tę sprawę. Livia chciała czegoś konkretnego?- zagaił krótkowłosy, nieelegancko wyciągając nogi przed siebie.
- Tylko tego, czego zawsze chce.- odwarknął, wbijając wzrok w przestrzeń ponad sobą.- Raz człowiek jej użyje z braku możliwości, a ta sobie wyobraża cuda. Kto kobiety nauczył myśleć tymi głupimi schematami?
- Rodzice. Młodej damie nie przystoi się puścić z byle kim.- posłał jej zawadiacki uśmieszek, nawiązujący do początku ich własnej konwersacji. Zagryzła wargi, usiłując nie roześmiać się we głos.
- Więc o tym rozmawialiście. Sprzedawanie mojego życia to nic, za co mógłbym być ci wdzięczny.- upomniał go, odwracając do niej profil.- To nudna bajka.
- Opowiesz mi ją na dobranoc.- zarządziła, płoniąc się do drzew przemykających przez jazdę. Kilka minut zanim dotarli, zauważyła mały staw, przy którym łowiło dwóch facetów. Zachowała go w pamięci, aby później zaczepić o niego Vinctusa. Z chęcią by się tam wybrała, gdyby znalazł odrobinę chęci. Wysiadła razem z nim, uściskiem dłoni żegnając Maluma, który miał jechać dalej. Gdy tylko powóz zniknął z horyzontu - silne, długie palce wbiły się w jej pośladek. Uniosła brew, spoglądając na niego pod kątem.
- Oboje dobrze wiemy, że odkąd przyszłaś do mnie bym związał ci suknię, układałem w myślach wszelkie możliwe opcje zerżnięcia cię.- wymruczał najsłodszym głosem, na jaki było go stać. Pchał ją taktownie, irytując się z powodu długości drogi do drzwi. Oblizała przesuszone wargi.
- Aż taka jestem seksowna?- zadrwiła, przełykając nerwowo ślinę. Zdążyła się nauczyć, iż musi być gotowa na wsio, zawsze. Nawet zaczęło jej to wychodzić.
- Gdybym całował swoje kobiety to definitywnie wyssałbym z twoich ust cały smak.- odparł w ramach riposty.- Przysięgam, że nie wiem o czym myślałem, kiedy planowałem tę przestrzeń. Okropnie niepraktyczne to przejście.
- Nie rozpłynę się przez te parę metrów.- prychnęła.
- Może nie.- przyparł ją do ściany wejściowej, błądząc jedną ręką przez bezmiar, poszukując klamki. W międzyczasie wpijał się zębami w jej szyję, łagodząc zadawany ból językiem. W końcu znalazł zaginione wejście. Podrzucił nią, by zahaczyła nogami o jego biodra, po czym wniósł do środka. Z całym impetem usadził ją na szafce, przedtem szybkim ruchem zgarniając z niej wszystko. Wsunął palce pod materiał sukni i mocno szarpnął. Parsknęła śmiechem kiedy żaden szew nie puścił.
- Twój brat jest bardzo dobrym krawcem.
- Wstań.- polecił zniecierpliwiony. Posłusznie spuściła nogi na ziemię. Stanęła tyłem, od razu dając mu dostęp do wiązania. Bawiła ją jego bezradność. Sznurek po sznurku luzował gorset, jednocześnie tracąc coraz więcej cierpliwości. Warknął zirytowany. Powstrzymała jego dłonie, sama delikatnie wyciągając uparte tasiemki. Sukienka opadła na podłogę wokół jej stóp. Chwycił ją w biodrach, pomagając ponownie wskoczyć na mebel. Poczuła przyjemne mrowienie w miejscu, gdzie jej dotknął. Natychmiast przytknął usta do jej piersi, ssąc intensywnie. Jęknęła pod naporem jego języka, co tylko dodało mu animuszu. Przyciągnął ją za talię, zmuszając tym samym do odchylenia. Oparła nadgarstki za sobą, jednak on przewiesił je na swój kark. Drapnęła go mimochodem, gdy próbowała ułożyć się trochę wygodniej. Ukąsił w odpowiedzi jej sutek. Zacisnęła wargi, powstrzymując syknięcie. Odsunął się, rzucając jej spojrzenie czarnych, rozpalonych oczu. To już przerabiali - pozwalał jej w ten sposób zdjąć z siebie ubranie. Płaszcz zostawił w powozie, tym nie musiała się kłopotać. Uniosła jego ramiona, ściągając w górę koszulę. Zapach męskiego potu stał się równie wyraźny jak widok szerokiej, dość umięśnionej klatki piersiowej. Nie lubił kiedy za długo na niego patrzyła, więc od razu zajęła się pozbawianiem go spodni. Skopnął je wgłąb korytarza, przy okazji zsuwając swoją bieliznę. Wydawał jej się potężny, gdy tak stał nago i czekał pokornie na ruch z jej strony. Przyzwalająco rozłożyła palce przy jego miednicy. Wodziła opuszkami obok jego męskości, wokół pępka i w górę, po torsie. Dotknęła szczęki, kości policzkowej, a kciukiem zachwycała się nad kształtem jego ust. Uchylił je, więc dała mu go possać. Przez krótką chwilę trwali tak, napawając się minimum słodkiego napięcia. Minutę później jej desu leżało na stercie łachów. Rozwarł jej uda, bezceremonialnie wchodząc w nią. Zawyła cicho, bo było to tyle przyjemne, co brutalne. Przybliżył nos do jej ucha.
- Krzycz.- zażądał pełnym chuci głosem, przyciągając ją do siebie za pośladki. Dzięki temu mógł wbijać się głębiej, mocniej. Bezwolnie wydawała z siebie dźwięczne odgłosy, kiedy przyspieszał. Widziała kropelki potu spływające z jego skroni. Niemal potrafiła opisać ich słony smak. Zacisnął prawice na jej talii, wywołując miły ból. Przygryzła wargę, dochodząc. Ciepły, lepki płyn ściekł na szafkę kiedy on także skończył.
- Posprzątam.- zaoferowała, opanowując oddech. Skinął aprobująco, po czym powędrował do łazienki.
Przyzwyczaiła się do nagości. Zdecydowanie wolał oglądać ją taką, niż ubraną w gorsety, jak inne. Swoją drogą nie widziała, żeby sypiał ostatnio z kimś innym prócz niej samej. Cały czas kręciła się zbyt blisko, by mógł choćby o tym pomyśleć. Uśmiechnęła się półgębkiem, spoglądając na białą plamkę odznaczającą się na drewnie. Zstąpiła na ziemię, wdzięcznie zbierając wszechobecne ubrania. Wyniosła je do przedpokoju, zamierzając później wyprać w stawie. Przy okazji wzięła stamtąd szmatkę i starannie wytarła mebel ze spermy, by nic się nie uszkodziło. Ktoś za jej plecami odchrząknął, zwracając na siebie uwagę. Posłała pytające spojrzenie ciemnowłosej kobiecie w roboczym uniformie.
- Pan chciałby byś do niego przyszła.
- Dobrze, dziękuję.- skłoniła się uprzejmie, tak jak uczyli ją rodzice. Wyciągnęła rękę z brudnym materiałem.- Czy mogłabym poprosić cię o umycie tego? Nie chciałabym ingerować w twoje zajęcia i dokładać obowiązków.
- Nie ma problemu.- rozpromieniła się dziewczyna, zadowolona, że ktoś wyraża prośbę zamiast rozkazywać.
- Dziękuję.- powtórzyła, wręczając jej szmatę. Powoli udała się do Vinctusa. Weszła bez pukania, czego nauczył ją jakiś czas temu. Tłumaczył to tym, iż jeśli ją woła to nie musi uprzedzać o swoim przybyciu, gdyż i tak się jej spodziewa. Siedział rozłożony w wannie, chowając się pod lekką warstwą piany. Teatralnie zgięła się w pół.- Panie mój.
- Ty się śmiejesz, a reszta się do mnie tak zwraca.- parsknął. Poklepał podłogę obok. Spoczęła na niej, pozwalając sobie na zamoczenie nóg w gorącej wodzie. Instynktownie chwycił je i zaczął masować.- Mów do mnie.
- O czym chcesz posłuchać?- zapytała, podpierając się dla wygody o kafelki za sobą. Spodobało mu się wysłuchiwanie jej historii na tyle, że często o nie wołał.
- O czymś miłym.- zdecydował po dłuższej zadumie.- Zaskocz mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz