Skończyli pracę mocno po piątej nad ranem. Dokumentów okazało się być więcej, niż mogli przypuszczać. Malum zebrał je razem, obwiązał sznurkiem i zabrał ze sobą. Musiał niezwłocznie wracać do swojej posiadłości. Pożegnał się uprzejmie, obiecując przyjechać niedługo, aby nie nudziła się sama. Vinsowi miało trochę zająć jego zadanie. Wtenczas mogła poszperać dyskretnie w poszukiwaniu wskazówek, co do jego przeszłości. Krótkowłosy wyjaśnił jej sytuację z cieniem tylko jednym słowem: Elisa. Pragnęła zagłębić się nieco w to wszystko, bo na tą chwilę mało rozumiała. Dobrze, dziewczyna mogła ukazać mu się, gdyż podobno żyła w tym lesie, ale dlaczego popędził za nią? Z tego co mówił jego brat - to nawet nie była miłość. Czy zdarzyło się coś o czym wie tylko Vinctus, a co ma decydujące znaczenie? Usiadła na fotelu w saloniku, przyglądając się uważnie półkom. Gdzieniegdzie powtykane były kartki, jednak nie zapisano na nich niczego istotnego, czego dowiedziała się już jakiś czas temu. Przebiegło jej przez myśl, by zajrzeć do jego pokoju. Musiał chować jakieś informacje, skoro nikogo nie chciał tam wpuścić. Ten jeden raz, gdy u niego była, nie rozglądała się. Powoli wstała, niepewna czy to dobry plan. Gdyby ktoś ją przyłapał nie byłoby zbyt ciekawie. Przekładała z wahaniem stopy, cichutko przemierzając korytarz. Stanęła przed zamkniętymi drzwiami, mając ostatni moment, by się wycofać.
- Trudny wybór, prawda?- zadrwił kobiecy głos, uświadamiając jej czyjąś obecność. Odwróciła się, by spojrzeć prosto w błękitne oczy Rache.
- Mam kłopoty?- zapytała instynktownie, wzdychając cierpiętniczo. Blondynka parsknęła, kręcąc głową nad jej głupotą.
- Nie masz, ale nie wypróbowuj mojej cierpliwości. Czego zamierzałaś szukać w jego komnatach?- podparła ręce pod boki, przyjmując pozę wyrachowanego oprawcy.- Tylko nie kręć.
- Chciałam... chciałam się przekonać czego tak pilnie strzeże.- rzuciła półprawdą, przytakując samej sobie. Niemka dłuższą chwilę walczyła ze sobą, zanim pokonała ją sympatia do May.
- Możesz tam posprzątać. Dam ci dwie godziny, po upływie których więcej nie będziesz próbować się wkraść. Zgoda?- wyciągnęła szczupłą dłoń, przyglądając się rudowłosej spod przymrużonych powiek.
- Dziękuję.- mruknęła z uśmiechem, pieczętując uściskiem umowę. Szybko pobiegła na górę, odebrać miotłę ze składzika. Powróciła równie gładko, bez obaw otwierając tajemnicze wrota. Przesunęła wzrokiem po - całkiem zwyczajnym właściwie - wnętrzu. Brązowe ściany, kilka półek z książkami, nieduży dywan, łóżko z twardym materacem, stolik, fotel i szafa. Jedna z lamp była zepsuta, więc nocą wszystko przykrywał ponury półmrok. Ucieszyła się, że przyszła tu w dzień, gdy okno rzucało wystarczającą ilość światła. Omiotła pospiesznie podłogę, pamiętając, iż kiedy stąd wyjdzie musi być choć odrobinę czyściej, dla zachowania pozorów. Przy parapecie znalazła szmatkę. Sprawnie przetarła nią kurze i pajęczyny. Pościeliła jeszcze leże, otrzepując przy okazji poduszki.
- Tyle wystarczy.- zapewniła samą siebie, zadowolona z efektów. Zamierzała, jeśli wystarczy jej na to czasu, dodatkowo umyć okienko. Na razie podążyła jednak do szafy, spodziewając się ukrytych w niej treści. Odpuściła wertowanie jego ubrań, klękając ku wypełnionej przedmiotami dolnej części. Kilka luźnych stron, zapisanych pochyłym pismem, tak charakterystycznym dla niego. Niektóre były wierszami, inne luźnymi spostrzeżeniami, jakby wyrwanymi z dziennika. „Dziwna sprawa, nigdy nie czułem niczego w tym stylu. Coś ciągnie mnie do niej i nie jestem pewien, czy to ja sam o tym decyduje, czy obca siła. Mała ma w sobie coś nietypowego, czego nie miała żadna poprzednia, jednak nie powiedziałbym niczego wyjątkowego o jej umyśle. Brakuje mi jakiegoś elementu, ale jakiego? Ile mam czasu, żeby się w tym połapać, zanim zupełnie się dla niej zatracę?“. Zmarszczyła brwi. Jak ma cokolwiek zrozumieć z tej paplaniny? On sam widocznie tego nie potrafił. Z frustracją przełożyła kartki na bok, oglądając inne rzeczy. Pęk pędzli, pudełko pełne farb, pojedyncza strzała, pleciona bransoletka, wysuszona róża, puste pergaminy, kompas, złożona luneta, metalowy pręt, para gwoździ i połamany grzebień. Nic z tego jej nie interesowało. Zamknęła szafę, zbliżając się do półek. Wyciągnęła najbardziej zniszczoną z książek. Okładka była popalona, a strony mocno już pożółkłe. Wyglądała na diariusz, ale nie ten, którego fragment czytała. Tekst był z pierwszej ręki, dyktowany przez mężczyznę. Dukt nie zgadzał się z należącym do Vinctusa, lecz rozpoznawała podobieństwa. Musiał należeć do kogoś z rodziny. Skupiła się, szukając w myślach czy znała litery Maluma. Prędko przekonała się, że nie, co w niczym jej nie pomogło. Wykreśliła go mimo wszystko. Dlaczego jego dziennik miałby być tutaj? Rozważyła zabranie go do siebie, rezygnując bystro. Na pewno oberwałaby za to, gdy czarnowłosy by wrócił. Nie miała także czasu, aby poczytać, więc odłożyła go starannie na miejsce. Fuknęła zniecierpliwiona - to wszystko było bezcelowe.
Zsiadł z Nigruma, nie chcąc wykończyć go bezustanną jazdą. Marcus zeskoczył w kłusie z Veloxa, popisując się zwinnością. Zareagował prychnięciem, wzruszeniem ramionami, wywróceniem wzrokiem i skręceniem głowy w przeciwną stronę.
- Cóż za pokaz.- zadrwił mu w odpowiedzi, przywiązując swojego perłowego rumaka, tuż obok jego karego.
- Przypomnij mi, dlaczego jeszcze znoszę twoje towarzystwo?- warknął, otwierając przed sobą drzwi oberży. Gospodarz natychmiast rzucił się w ich stronę, wyczuwając zysk.
- Ponieważ instynktownie wyczuwasz swoje skretynienie oraz moją wyższość.- oznajmił wyniośle jego towarzysz, ciszej dodając:- Również dlatego, że jestem najlepszy w swoim fachu.
- Kto tu jest idiotą?- wzniósł oczy do nieba, jakby prosił o cierpliwość. Otyły facet, owinięty splamionym fartuchem, podszedł do nich, kłaniając się nieco średniowiecznie.
- Czego panowie sobie zażyczą?- wyseplenił przejętym głosem. Porozumieli się spojrzeniem, uznając, że konkurs głupoty wygrał właśnie on. Usiedli w najgłębszym kącie sali, zmuszając typa, by za nimi podążył.
- Dwa kufle piwa. Przed wejściem są nasze konie. Napój je i daj siana.- poinstruował Marcus, wydając się o wiele bardziej władczym, niż w pierwszej chwili. Sprzedawca powtórzył dokładnie, co ma zrobić, zanim odszedł w pośpiechu.- A teraz do rzeczy.- zwrócił się do długowłosego, odrzucając dominujący ton.- Jak to ma wyglądać? Przyjedziemy tam i co?
- Pogadam z tą całą Teresą, wyciągnę coś o jej mężu. Jeśli będzie skora do pomocy to może znajdzie nam dokumenty, które Gonde przysięgał, że ma gdzieś na strychu.- wyjaśnił pokrótce. Nie lubił papierkowej roboty, ale byli w plecy ze zleceniem, więc musiał się tym zająć.
- Co gdyby nie była chętna na współpracę?- zagadnął. Wrócił właściciel, stawiając przed nimi zamówienie. Prędko się oddalił, widząc, iż przeszkodził w rozmowie.
- Sam dobrze wiesz. Trzeba będzie przeszukać budynek, tak czy siak. Włamiemy się.- uniósł kufel jak do toastu, po czym pociągnął zdrowy łyk.- Uch. Jeden dzień, a ja już tęsknię do moich win.- skrzywił się, zniesmaczony.
- Gdybym był tobą, tęskniłbym raczej do tej rzeszy kobiet.- uśmiechnął się półgębkiem Marcus, jeszcze bardziej znacząco wyginając - i tak już zdeformowany - łuk brwiowy.
- Wątpię, by którejś brakowało mojego towarzystwa.- parsknął, zdziwiony, iż jeszcze nie znudziły mu się drwiny w tym temacie.
- A droga Rache?- przypomniał, kontynuując. Przywołał wesołe iskry do oczu, co zdecydowanie dawało Vinsowi podstawy do nowych sądów o przyjacielu.
- Droga Rache rzadko ostatnio ma czas na rozmowy ze mną. Dużo pracuje.
- Więc Sofi? Komu będzie gotować, skoro ciebie zabrakło?- zacmokał brązowooki, popijając swój trunek.
- Chociażby Malumowi, który zobowiązał się często tam przebywać.
- Czymże ta obietnica była spowodowana?
- Dobrze wiesz czym.- posłał mu wymowne spojrzenie, irytując się bliskością uciążliwej kwestii. Ulubionym przedmiotem konwersacji Marcusa była ostatnio Melodie, czego on osobiście, nie mógł pojąć. Uparli się wszyscy, by męczyć go tą dziewczyną, podczas gdy on najchętniej odsunąłby wszelkie myśli o niej. Zerknął dookoła, rejestrując dość obskurne wnętrze. Brudną podłogę właśnie próbowała uprzątnąć jakaś kobieta. Zapewne żona gospodarza. Przysadzista, niziutka, z zatroskaną miną. Przypominała partnerki wikingów. Podśpiewywała coś pod nosem, lekko marszcząc przy tym czoło.
- Może ty za którąś cnisz?- nagabnął niewinnie, ściągając na siebie jego uwagę.
- Nic ci do tego. Zamknij się. Trzeba było zostać z Malumem, jeśli chciałeś rozprawiać o takich bzdurach.- potarł nerwowo skroń, zabijając kompana spojrzeniem. Zapowiadała się długa podróż.
Rozłożyła się na łóżku, gładząc materiał kołdry. Poddała się. Niczego w tym pokoju nie ma. Przejrzała półki, szafę, stolik, a nawet podłogę pod dywanem. Nic, ponad drobne notatki i dziennik niewiadomego pochodzenia. To nie wystarczało. Wciągnęła głęboko powietrze, rozpoznając zapach Vinsa. Czy on by jej pomógł? Postanowiła spróbować, kiedy powróci. Zwizualizowała sobie jego osobę, sprawdzając jak dobrze zapamiętała poszczególne elementy. Mocne brwi, obsydianowe oczy, skrzywiony nos, sznyta na ustach, zeszpecenie przy dalszych granicach zadbanego zarostu, rozległe oparzenie po lewej stronie szyi. Poskładała to w całość, łącząc najistotniejszym elementem - długimi przed łokieć, poskręcanymi, czarnymi włosami. Wolała nie przypominać sobie reszty jego ciała. Wystarczało tyle.
- Melodie, twój czas minął.- uprzytomniła jej Rache, wsuwając głowę przez uchylone drzwi. Roześmiała się, spostrzegając gdzie rudowłosa się znajduje.- Rozumiem, że trochę ci brakuje towarzysza?
- Nie, to wcale nie to.- burknęła zarumieniona, uciekając z twardego materaca. Przepchnęła się obok starszej dziewczyny, nie zaszczycając jej swym wzrokiem ani na sekundę. Zwiała czym prędzej do siebie, po drodze oddając miotłę. Nie cieszyła się długo spokojem. Ktoś leciutko zapukał.- Proszę.
- Można?- blondynka gładko wślizgnęła się do środka. May podziwiała jej urodę. Miała mocne rysy, lecz delikatne usposobienie. Śliczne, złote kosmyki splatała z boku w malutkie warkocze, by resztę puścić wolno po plecach. Drobne, jasne piegi pokrywały jej ramiona, przechodząc po barkach do bladej twarzyczki. Błękitne ślepia zawsze pałały sympatią oraz ciepłem, jakiego nie widziała dotąd u nikogo innego. Mimowolnie skinęła przyzwalająco, wpatrując się uważnie w tę przyjazną postać.- Zdawało mi się, że nie masz z kim gawędzić. Mam rację?
- Trochę.- przyznała szczerze, podciągając kolana do siebie. Rache skorzystała z tego, wdrapując się na miejsce obok niej.
- Wyobraź sobie, iż ja także. Skończyłam wczorajszą pracę na tyle sukcesywnie, że dziś nie mam nic do roboty. Mogę z tobą posiedzieć?- zapytała, rozbrajając ją swoim uśmiechem.
- Jasne, będzie mi miło.
- Cudnie. Zacznijmy od dowiedzenia się, jaka jest twoja historia. Moją już znasz.- przypomniała, świecąc podekscytowaniem.
- Uciekłam z domu. Zgarnęli mnie za jakieś przestępstwo, którego nie popełniłam. W drodze na plac, gdzie mieli wykonać na mnie karę chłosty, zostałam porwana przez przemytników. Ci z kolei sprzedali mnie komuś w porcie. Ten, będąc gejem, wymienił mnie za niewolnika dla siebie. Stamtąd wykupił mnie Vinctus i oto jestem!- zamaszystym gestem rozłożyła teatralnie ramiona, prawie trącając koleżankę w pierś. Ta zachichotała, doceniając artystyczny wydźwięk.
Rozmawiały w ten sposób następne kilka godzin, przeskakując łatwo z tematu na temat. Odkryły, że całkiem nieźle się dogadują.
Dotarli do posiadłości Gonde’ów tuż przed zmrokiem. Jazda konna wystarczająco go odstresowała, by teraz mógł bez przeszkód załomotać do bram właścicielki. Marcus był dobre pół kilometra za nim, więc do drzwi podszedł samotnie. Nie zawahał się, mimo niezbyt odpowiedniej pory. W całej okolicy zabrzmiało jego doniosłe pukanie. Jeśli Teresa była w domu - musiała usłyszeć. Dał jej najwyżej pięć minut na otwarcie, gdyż domostwo nie było szczególnie wielkie. Zaświeciło się okienko przy wejściu, obwieszczając czyjeś przybycie. Ukazała się przed nim młodziutka dziewczyna, o surowej twarzy, ściągniętej powagą.
- Pani Gonde nie ma.- obwieściła.- Czy coś przekazać?
- Poszukasz mi, dziecko, dokumentów pana Gonde, które powinny być na strychu?- dopytał od razu, kątem oka spostrzegając, że Marcus w końcu do niego dołączył.
- Nie jestem osobą decyzyjną. Nie wolno mi robić takich rzeczy bez zgody pani Gonde.- odparła zwięźle, już-już zamykając mu przed nosem. Wsunął stopę w szparę między drzwiami, a futryną. Była zmuszona ponownie otworzyć.
- Posłuchaj, lala. Mamy coś ważnego do załatwienia. Twoja pani raczej nie byłaby zadowolona, słysząc twoją odmowę w tak ważnej sprawie.- warknął agresywniej, przymuszając się do miłego wyrazu twarzy. Uśmiechnęła się sztucznie, czekając aż zabierze nogę. Zrobił to, więc trzasnęła, tym razem skutecznie. Zabrzmiał trzask zamka.- Czyli nie po dobroci.- skomentował, odwracając się. Krótkowłosy parsknął głucho, już współczując biednej właścicielce.
Zaczekali dwie godziny pod pobliskim drzewem, zanim zrobiło się zupełnie ciemno. Obgadali w tym czasie plan działania. Kiedy wszystkie światła w okolicy pogasły, zebrali się do dzieła. Wspięli się po zabudowaniach i roztrzaskali okno umieszczone na poddaszu. Marcus pierwszy wskoczył do środka.
- Uważaj, straszny tu syf.- ostrzegł go, zanim pozwolił podążyć za sobą. Znaleźli się w absolutnej ciemnicy.
- Widzisz tu cokolwiek?- zbulwersował się Vinctus, samemu nie dostrzegając nawet konturów.
- Cienias. Chodź.- zarechotał, wspomagając go ściśnięciem ręki na jego ramieniu. Poprowadził go do korytarza, a następnie do schodów. W tym momencie zapaliło się światło, ujawniając postać wściekłej, czterdziestoletniej kobiety.
- Jak śmialiście włamywać się tutaj?- fuknęła, przybliżając się o trzy kroki. Nagle stanęła, wyglądając na zszokowaną.- Marcus?
- Cholera.- zaklął, wkładając w to mało przekonania.- Witaj, Tereso.
- Od kiedy współpracujesz z tym bękartem diabła?- jęknęła przeciągle, przecierając zmęczone policzki. Uśmiechnęli się obaj na to określenie.
- Odkąd pamiętam.- ukłonił się, tylko ją drażniąc.
- Będą ze cztery lata.- wyjaśnił jej grzecznie Vins. Złapała się za głowę, choć była odrobinę uspokojona.
- Spałem z nią pięć lat temu.- uzmysłowił mu szeptem Marcus, zasłaniając dłonią połowę twarzy, by nie czytała z ruchu warg. Długowłosy zacisnął usta w rozbawieniu, decydując się na brak komentarza.
- Czego tu szukacie?- opanowała się, poprawiając podomkę.
- Dobrze wiesz.
- Spaliłam je.- mruknęła pochmurnie. Autentycznie nabrał ochoty, by ją zabić. Zbliżył się nawet, wyciągając dłonie z rozstawionymi szeroko palcami.
- Blefuje.- powiadomił go Marcus, podążając na górę. Natychmiast ruszył za nim. Mimo protestów kobiety, zamknęli się na strychu i przekopali cały burdel, jaki tam chowała. Udało im się znaleźć połowę odpowiednich tekstów.- Czyli to była półprawda. Reszty tu nie ma.
- Zajebiście. Będą kłopoty.
Trzeci dzień go nie było. Leżała bezładnie na łóżku, podziwiając sufit. Brakowało jej męskiego, mocnego głosu. Nie mogła spać. Mijała trzecia w nocy, a ona zachodziła w głowę, gdzie on się podziewał. Potrzebowała dotyku jego silnych rąk i czarnych strąków łaskoczących jej ramion. Przyznała sama przed sobą, że tęskniła. Był jedynym męskim osobnikiem w bliskim otoczeniu. Maluma nie liczyła - zachowywał się tak, jak kobiety wokół niej. Postukała palcem w prześcieradło. Gdyby mogła poczuć chociaż zapach, może udałoby jej się odpocząć. Zrezygnowała z ubierania się. Wymknęła się z pokoju, przebiegając na palcach po schodach. Rozejrzała się uważnie, czy w korytarzu na dole nikogo nie ma. Nie zarejestrowała ruchu, więc przesunęła się bezgłośnie do drzwi jego czterech ścian. Zamknęła za sobą i zapaliła lampy, by zorientować się, jak trafić na materac. Przy okazji upewniła się, że jest tu sama. Zapamiętując krótką drogę, zgasiła światło. Opadła na poduszki, wciągając upragnioną woń. Roześmiała się, uprzytamniając sobie niedorzeczność tej chwili. Nie zdążyła się zorientować, kiedy zasnęła.
- Co jest kurwa?- warknął nisko jakiś mężczyzna. Skupiła się, próbując unieść zmęczone powieki. Przetarła je mocno, opierając się na łokciu, dla lepszej widoczności.
- Vinctus...- zająknęła się, nagle całkiem przytomna. Była w jego komnatach. Nie powinna tu być.
- Co do cholery robisz w moim łóżku?- ucisnął nasadę nosa, mimowolnie pożerając wzrokiem to, co wystawało poza kołdrę. Instynkt zareagował prosto. Wstała, pokazując całą resztę. Wciągnął ostro powietrze.- Cios poniżej pasa.
- Wybacz. Ja... może sobie pójdę.- wymamrotała, zasłaniając przedramieniem piersi. Nie ruszyła się z miejsca, nie mając dość odwagi. Wygiął drwiąco brew.
- Rozumiem ten strach. Jesteś świadoma, że nie wolno ci tu wchodzić.- skinął, rozpinając guziki koszuli.- Uspokój się i wyjaśnij mi, co cię sprowadziło? Byle szybko, jestem padnięty.
- Ja...- zaczęła znowu, szukając inspiracji w wystroju pomieszczenia. Przybliżył się, zasłaniając półnagim torsem jej pole widzenia.
- Tak, ty. To wiemy oboje. Dalej.- pospieszył, gładząc jej miękkie kosmyki. Spojrzała mu w oczy, zatapiając się w ich głębi. Walczyła z własną samokontrolą, byle tylko go nie pocałować. Odchrząknął sugestywnie.
- Nie mogłam spać.- rzuciła w końcu.- Brakowało mi twojej obecności.- dodała, czując wypływający rumieniec. Musnął opuszkami palców jej policzek. Pochylił się i cmoknął czubek jej włosów.
- Jesteś urocza.- parsknął. Oddalił się, by zmienić ubranie. Pokręciła stopą w dywanie, zamierzając zadać niepoprawne pytanie. Związał włosy w luźną kitę, ponownie podchodząc.- O co chodzi?
- Mogłabym... zostać z tobą?- spuściła wzrok, spodziewając się stanowczej odmowy.
- Mogłabyś, ale spróbuj tylko się rozpychać, a urwę ci łeb.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz