niedziela, 23 października 2016

Piętnasty.

Była zdenerwowana. Marcus wpadł tu rano i ustawiał wszystkich po kątach, jakby byli jego własnością. Miała dosyć dyrygowania w jego wykonaniu, zwłaszcza, że robił to chyba tylko dla przykrywki, by nikt nie zauważył jak dyskretnie przystawia się do Rache.
Najgłośniej jak potrafiła wyrzuciła powietrze z płuc. Potrzebowała pracy, solidnej, najlepiej siłowej. Jak burza wtargnęła do salonu i zawisła nad spokojnym Vinctusem.
- Czy ty nie możesz choć przez chwilę zająć się sobą?- warknął nieprzyjaźnie, dając jej do zrozumienia, że chciałby wreszcie móc poczytać. Tupnęła nagą stopą, próbując ściągnąć na siebie jego uwagę.- Myślisz, że co ci to da? Nie jesteś już taką małą dziewczynką, żebym miał się przejmować jakimiś fochami. Idź sobie.- odgonił ją ręką, drugą przerzucając stronę. Ponowiła próbę, dodając coś w rodzaju fuknięcia. Pomasował sobie skroń i zacisnął szczękę.- Czego chcesz, Melanie?
- MELODIE.- prawie krzyknęła. Za każdym razem to robił, jakby czerpał sadystyczną radość z jej złości. Prawdopodobnie właśnie tak było, co wcale jej nie pocieszało.
- Będę mówił jak chcę. Przypominam, że jesteś moją własnością. Mogę cię nawet ochrzcić Wiadro, a i tak będziesz musiała reagować.- skontrował, znów tracąc zainteresowanie, choć gdzieś w kącikach jego ust czaił się uśmiech.
- Daj mi coś do roboty.- poprosiła, krzywiąc się. Niezbyt podobał jej się fakt, że ma nad nią tak dużą władzę, nawet jeśli teoretycznie zawdzięczała mu życie.
- Jesteś irytująca. Możesz umyć podłogi.
- Ktoś inny już to zrobił, jeśli nie zauważyłeś.- parsknęła z lekką pogardą. Posłał jej zabójcze spojrzenie, jakby taka pyskówka nie była na miejscu. Uniosła tylko wyzywająco brwi.
- Wierz mi lub nie, ale nie wiem o absolutnie wszystkim co dzieje się w tym domu.
- Znajdź mi inne zajęcie.- żachnęła się, marszcząc gniewnie nos. Wywrócił oczami.
- Czy ty masz pięć lat, a ja jestem twoją matką?- sarknął w odpowiedzi i próbował wrócić do przerwanej czynności. Zebrała się w sobie, wyrywając książkę z jego rąk. Przeszła kilka kroków, po czym odłożyła ją na półkę, okładką do góry. Ponownie na niego spojrzała, przygotowana na burzę. On jednak tylko kpiarsko wygiął wargi.- Co chcesz tym osiągnąć? Jeśli postanowiłem Cię zignorować to zrobię to niezależnie od tego, co wymyślisz.
- A postanowiłeś tak?
- Wyobraź sobie, że owszem.- Odwrócił się plecami do niej, sięgając po zapasowy tom, leżący w niedalekiej odległości od fotela. Niewiele myśląc, wpakowała się na jego kolana, zanim zdążył położyć tam nową lekturę.- Jesteś impertynencka i uparta.- margnął, niechętnie opierając książkę na podłokietniku. Ostentacyjnie otworzył ją z głośnym hukiem i zagłębił się w treść. Miała chwilę czasu na przemyślenie dalszej strategii. Jego ciemne oczy wodziły po rękopisie szybciej, niż się tego spodziewała. Musiał mieć wieloletnią wprawę, by tak sprawnie łączyć litery w słowa. Był na tym wyjątkowo skupiony. Kruczoczarne, poskręcane pasmo włosów opadło mu na twarz, ale zdążyła założyć mu je za ucho, nim w ogóle się poruszył. Jego długa grzywa zawsze sprawiała wrażenie wilgotnej lub tłustej. Była zdziwiona, kiedy okazała się w miarę miła w dotyku. Zakręciła na palcu jeden kosmyk, przygryzając przy tym nieświadomie usta. Koniuszkiem palców prawej dłoni przejechała po jego policzku. Wyczuła zagłębienia po młodzieńczym trądziku, delikatne blizny od drobnych ran i szorstką, męską szczecinę, powoli znów zamieniającą się w wyraźny zarost. Na podbródku, pod warstwą dłuższych włosków odnalazła wyraźną, lecz dość cienką szramę. Zaciekawiła się jakim cudem jest tak dobrze ukryta, że wcześniej jej nie dostrzegała. Jak zwykle zjechała nieco niżej, szukając nad grdyką podłużnego śladu od duszenia czymś wąskim. Jeszcze nie opowiedział jej skąd to ma, ale za każdym razem, gdy przesuwała po tym miejscu dłonią - spinał się natychmiastowo. Teraz także nie było inaczej, jednak to nie oderwało go od połykania tekstu w zawrotnym tempie. Wydęła lekko wargi, zastanawiając się co by tu zrobić. W końcu na jej twarz wpłynął uśmiech samozadowolenia. Zebrała wszystkie czarne kudły, które znalazły się na jego ramieniu w kitę i przerzuciła je na plecy, stwarzając swobodny dostęp do szyi. Pochyliła się do niej, przekrzywiając głowę pod odpowiednim do zadania kątem. Dmuchnęła na wrażliwą skórę, po czym leciutko musnęła ją ustami. Czuła jak przechodzi go dreszcz, który oczywiście kompletnie zignorował. Z niecierpliwością liznęła fragment tuż przy linii szczęki, by zaraz potem zrobić to samo niżej i zakończyć na najczulszym punkcie, kawałek za obojczykiem. Zatoczyła tam kwiatowy wzór, czujnie obserwując jego reakcję na ile była w stanie. Dłonie trzymające ramy książki były napięte i nieruchome. Miała przeczucie, że intensywny wzrok ustał na którymś akapicie, kiedy po upłynięciu minuty wciąż się nie poruszył. Ona tymczasem paznokciami pociągnęła skrawek jego koszuli, by dać sobie możliwość przeniesienia uwagi na bardziej zakryte terytorium. Podwinęła nogi mocno do siebie, żeby móc niby przypadkiem uciskać nimi jego przyrodzenie, które budziło się do życia. Zostawiając rękę pod materiałem, skierowała się zupełnie w drugą stronę. Serią drobnych pocałunków dostała się do wyczulonego na mocniejsze przyjemności karku. Finezyjnie wgryzła się w niego, łagodząc to kolejnymi otarciami wilgotnym językiem. Wyprostował się mimowolnie, jakby wiedziony nagłym strzałem pożądania od miejsca pieszczot po sam dół.
- Możesz mi łaskawie wyjaśnić co do cholery robisz?- wymruczał, wkładając w to mnóstwo chrypy. Odsunął ją od siebie, by odnaleźć jej ciemnobrązowe spojrzenie.
- Szukam sobie zajęcia, a o co chodzi?- Wykonała najbardziej niewinną minę na jaką było ją stać. Zdawało jej się, że dojrzała płomień w jego oczach. Zarumieniła się, uświadamiając sobie, że wywołała u niego głód doznań. W zasadzie to właśnie chciała osiągnąć, ale czym innym jest o tym myśleć, a czym innym zobaczyć z tak bliska.
- Rozepnij ten swój piekielny gorset.- poinstruował władczo, wskazując wzrokiem twardą tkaninę wypychającą dumnie jej biust. Parsknęła rozbawiona.
- Sam kazałeś mi go ubrać, więc powinieneś sam się go pozbyć. Zresztą nie jestem w stanie sięgnąć wiązania, przecież jest z tyłu.
- Marudna kobieto. Wstań i plecami do mnie.- rozkazał, popychając jej ramię. Przyzwyczaiła się już do tej formy proszenia. Posłusznie stanęła, zakładając dłonie na udach. Kopnął nieznacznie jej łydkę, żeby rozsunęła nieco nogi. Sam wysunął się naprzód i pociągnął tasiemkę związaną na kokardę w okolicy jej lędźwi. Miał problem z kontrolowaniem dokładności ruchów, więc poluźnienie diabelstwa chwilę mu zajęło. Z każdą sekundą robił się tylko bardziej nerwowy. Zaciskała usta, byle nie skomentować cichych wulgaryzmów, jakie z siebie wyrzucał. Nareszcie nadszedł moment, gdy gorset opadł, zatrzymując się dopiero na biodrach. Podciągnęła go i zdjęła górą. Vinctus szarpnął ją w talii i przekręcił do siebie. Uwielbiała patrzeć na pragnienie, którego przy niej nie chciał kontrolować. Bez pozwolenia rozsiadła się na nim okrakiem, jednocześnie rozchełstując jego koszulę. Pasował jej fakt, że ostatnio wszystkie jakie nosił były sznurowane. Dość miała męczenia się z guzikami. Wbiła paznokcie w jego tors i przeciągnęła nimi aż do pępka. Każde wynaturzenie w postaci szramy tylko dodatkowo ją nakręcało. Nauczyła się go.- Nie będziemy się bawić.- obwieścił, sięgając spodni. Rozpiął je naprędce, wyjmując nabrzmiałego członka. Uniosła się, by ustawić go nad sobą i bez dyskusji nabiła się na niego. Z gardła obojga wyrwał się jęk pełen swego rodzaju ulgi. Oparła ręce o fotel po jego obu stronach, gdy on chwycił ją stanowczo za kulszę by ustalić porządany rytm. Wchodził głęboko, wpatrując się w nią intensywnie. Taka pozycja była dla niej doskonała. Bardzo szybko doświadczyła słodkich fali rozkoszy, które powoli rozrastały się i powodowały, że miała ochotę krzyczeć. Doskonale wiedziała, że za każdym razem musiał się cholernie powstrzymywać, żeby dać jej dojść przed sobą. Poczuła pierwszy skurcz orgazmu, więc nachyliła się i zacisnęła zęby na jego szyi. Syknął, wgniatając palce w jej bladą skórę. Chwilę później także skończył, wyczerpany natężeniem swojego nasycenia. Wtuliła się w niego, poszukując spokoju dla oddechu. Pozwolił jej na to bez słowa.
- Zadowolona?- uniósł brew, przyglądając się jej. Kiedy nie było reakcji szarpnął stanowczo za jej włosy. Skrzywiła się paskudnie, układając w myślach zawiły plan jak zamordować go we śnie.
- Owszem.- wykrztusiła pod wpływem przymusu. Walczyli na spojrzenia przez kilka minut, póki nie zrzucił jej bez uprzedzenia z kolan.
- To idź już sobie.- machnął ręką i sięgnął do porzuconej książki. Rzuciła się w jej kierunku, co spowodowało, że zbiła sobie biust o kant okładki.- Czy ciebie już do reszty uszkodziło na rozumie, durna kobieto?!- wydarł się, naraz wstając i ciągnąc ją do pionu. Potarła obolałe łokcie, szukając na piersi śladu po uderzeniu. Z prawej strony, blisko brodawki zaczęła robić się centymetrowa, sina plama.- Jak będziesz się oszpecać to nie licz, że cię tknę następnym razem.
- Bardzo zabawne, naprawdę.- wzniosła oczy do nieba, puszczając tę uwagę bokiem.
- Co to miało na celu do cholery?- przyłożył dłoń do obicia, masując je delikatnie.
- Zajmij się mną, zamiast...
- A co niby robiłem przed chwilą?- przerwał, podszywając głos kpiną. Uderzyła go w ramię, żeby się zamknął.- Uważaj sobie, mam granicę cierpliwości.
- Zlituj się. Umieram tu z nudów. Jeszcze trochę i rzucę się z okna, jeśli tylko znajdę jakieś odpowiednio duże, niezakratowane.- odrzuciła na plecy gęstą, kasztanową grzywę. Vinctus roześmiał się na to oświadczenie, co było zaskoczeniem na tyle, że podskoczyła nerwowo. Za każdym razem, gdy to robił była tak samo zachwycona. Miał fantastyczny śmiech, głęboki, ale nie tubalny.
- Załóż coś na siebie. Pójdziemy na spacer.- zapowiedział, nagle całkiem poważny. Klasnęła w dłonie i pobiegła w stronę swoich komnat bez żadnych obiekcji. Całe wieki trzymał ją w budynku, nie pozwalając na najmniejszy krok poza działkę. Prawie potknęła się o ostatni schodek, zanim wpadła przez swoje drzwi do pokoju. Narzuciła pospiesznie ciemną bluzkę ze sporym dekoltem i skrojone specjalnie na nią burgundowe spodnie. Na nogi wsunęła długie buty na niewysokim koturnie. Zdążyła jeszcze przejrzeć się w lusterku, by związać włosy w wysoką kitę. Tym razem spokojniej, zeszła dumnie do przedpokoju. Vins już tam czekał, trzymając w rękach jeden ze swoich starych płaszczów. Podał go jej, kiedy znalazła się w jego zasięgu.- Na dworze jest zimno, musisz być porządnie zakryta.- poinstruował, sięgając jeszcze do szafki po szal. Sam był już kompletnie ubrany, więc pomógł jej owijać się w gruby materiał.- Lato przeszło w wyjątkowo kąśliwą jesień.
- Dziękuję.- odchyliła się, gotowa do wyjścia. Przepchnęła się przed nim, nie potrafiąc ukryć zachwytu, że nie ma nic przeciwko wycieczce. Bojowym marszem przebyła odległość dzielącą ją od bramy.
- Ktoś tutaj jest podekscytowany. Brakuje ci tylko ogona, żebyś mogła nim merdać.- sarknął, obserwując ją z wypisanym na twarzy sztucznym zniesmaczeniem.- Znam kogoś, kto szuka psa stróżującego. Nadawałabyś się, może cię polecę.
- Poczucie humoru masz dzisiaj na bardzo niskim poziomie, przyznaję.- uśmiechnęła się złośliwie, marszcząc przy tym nos. Przyciągnął ją do siebie za przegub, zakładając siłą jej dłoń na swój ugięty łokieć.
- Trzymaj się mnie, żadnych sztuczek. Bez głupich uwag. Nie pytaj o idiotyczne sprawy. Nie komentuj niczego, co zobaczysz. Staraj się być grzeczna.- wygłosił krótką przemowę, wychodząc z nią poza furtę.
- Lubisz, kiedy jestem niegrzeczna.- zaoponowała natychmiastowo. Posłał jej mordercze spojrzenie.
- Nie w terenie, kretynko.
- Niezbyt miło się do mnie zwracasz, wiesz?- rzuciła z przekąsem, w duchu fascynując się otoczeniem. Żółknące liście, podmokła ziemia, wilgotny zapach powietrza po deszczu. Zaciągnęła się tym aromatem, czując go głęboko w płucach. Kropelki wody z trawy, zostawiały na jej butach ciemne plamki. Zimny, lecz niezbyt ostry wiatr mierzwił jej fryzurę i dotykał czule jej nagich policzków. W zasadzie można by to uznać za romantyczną scenerię, gdyby nie mina jej towarzysza, któremu bliżej było do buca, niż amanta.
- Och, wybacz, o pani, czyliż nie jesteś najsłodszą z dam?- ścisnął usta, by powstał dzióbek, skłaniając się usłużnie do jej piersi. Roześmiała się serdecznie, odrobinę zniesmaczona. Taki jej nie pasował na dłuższą metę. Wolała gbura, bo lepiej go znała.
- Widzisz, jak chcesz to potrafisz.- wspięła się na palce i ucałowała go w tył szczęki. Spiął się cały.
- Nie rób tak. Nie lubię takich zachowań.
- Wiem.- Przeskoczyła nam kamieniem leżącym na boku dróżki. Była zbyt mała, by mogli iść na niej razem, więc oczywiście ona musiała przepychać się poboczem.- Dlaczego zachowujesz się jak dupek?
- Mówiłem coś o takich pytaniach.- warknął przez zaciśnięte zęby.
- Nie. Mówiłeś o takich idiotycznych. To jest mądre i szalenie istotne.- przekonywała z miną profesorki sztuk wyższych. Jej rudawa kita podnosiła się i opadała przy każdym kroku, co nieco ją denerwowało.
- Nie odpowiem na nie. Wymyśl inne.
- Skąd masz bliznę pod brodą?- Nie musiała się nawet zastanawiać, co ją interesuje.
- Czy ty musisz być najbardziej wścibską gówniarą na jaką mogłem trafić? Co ci powiedziałem jak się poznaliśmy? Miałaś nie wnikać w takie rzeczy.- Czasami nie miała pojęcia jak on to robi, że w jednej chwili jest radosny, a w następnej rozsadza go furia bez wyraźnego powodu.
- Dokąd idziemy?- zmieniła płynnie temat, zanim się rozkręcił. Wzruszył obojętnie ramionami.
- Możemy iść do skrytki, w domu nie mam już bibułki do tytoniu.- uprzytomnił sobie. Wskazał na skręt w lewo na rozwidleniu. Przytaknęła posłusznie. Dobry kilometr posuwali się w ciszy między opadającymi duszami drzew w postaci kolorowych skrawków. Kilka razy ledwo powstrzymywała się przed wyrwaniem do przodu za marchewkowym futerkiem wiewiórki, która pędziła przed siebie, jakby się paliło. Vinctus odezwał się do niej dopiero, kiedy zatrzymała się, dostrzegając znajomą roślinkę.- Czego?
- Poziomki. Pozwól mi zebrać garstkę. Zawsze je lubiłam.- zrobiła słodką minkę. Puścił ją, przyzwalając niemo. Upadła na kolana, wsadzając rękę między listki. Wygrzebała z nich kilka owoców, które ułożyła na wolnej dłoni. Podniosła się po chwili, wyciągając do niego swoje zbiory, aby się poczęstował.
- Paskudne małe truskawki. Nie chcę.
- Dziwak.- podsumowała dobitnie, pakując sobie między wargi wszystkie na raz.
- Powiedziała ta normalna.- prychnął, kończąc wszelkie dyskusje. W pół godziny później doszli do celu. Chatka nadal prezentowała się tak samo: jasne ściany, słomkowy dach, wszędzie chwasty. Uroczy widok dla wielbicieli tajemniczości. Takie miejsce w środku lasu mogło wzbudzić przyjemne ciarki. May przypomniała sobie z pewnym wstrząsem jak wyglądała jej poprzednia wizyta i zagryzła usta. Po tamtych wydarzeniach już nigdy nawet nie zbliżyła się do całowania go.- Wchodzisz czy będziesz się gapić do wieczora?- pospieszył ją, lustrując uważnie okolicę w poszukiwaniu potencjalnych wrogów. Drgnęła, wyrwana z pewnego transu i przestąpiła próg. Wszystko było porozwalane, czyli tak jak pamiętała. Usiadła na blacie na którym wtedy tak mocno ją zerżnął, po czym złożyła nogę na nodze. Czarnowłosy pokręcił się chwilę, spakował do kieszeni małe pudełko i rozsiadł się wygodnie w krześle.
- Miałeś tyle czasu, nie mogłeś tu posprzątać?- zagadnęła, przesuwając stopą jakieś graty.
- Wyobraź sobie, że mam lepsze rzeczy do roboty. Pasuje mi to jak jest.- podrapał się szczecinie.Skrzyżował ramiona na torsie, przechylając głowę na bok.- Pamiętam czemu ostatnio znalazłaś się na tym stoliku.
- Nie ty jeden.
- Czyżbyś to źle kojarzyła? Przecież było miło.- nasycił głos ironią, przez moment brzmiąc jak siedmiolatek.
- Komu było, temu było. Nie wiem dlaczego masz taki problem z całowaniem, ale powinieneś się leczyć.- warknęła, ciągnąć za wstążkę na swoich włosach, by opadły z całym majestatem. Skupiła się na tym na tyle, że nie zauważyła jak podszedł. Odgarnęła kasztanową kurtynę z twarzy i w następnej chwili krzyknęła zszokowana jego widokiem tuż przed sobą.
- Bu.- dorzucił, zaciskając wargi. Próbował powstrzymać rozbawienie.
- Gdybym nie była twoją własnością to usłyszałbyś jak pokaźny mam zasób niepochlebnego słownictwa.
- Wielka szkoda, ale ja w innej sprawie.- ukazał pełną grację swoich pożółkłych od palenia zębów w szerokim uśmiechu. Pogładził palcem wskazującym jej chłodny - zaczerwieniony od smagającego na dworze wiatru - policzek.- Masz ochotę naprawić nieco swoje wspomnienia?
- Czy ty wiecznie masz w głowie tylko to?- wywróciła oczyma, odpinając guziki płaszcza.
- Wiesz, nie kupuję tylu kobiet po to, żeby sobie odmawiać.
- O dziwo ma to sens.- skinęła, po czym szybkim ruchem zdjęła bluzkę. Miała sięgnąć do spodni, jednak pchnął ją w tył, więc złożyła ręce z tyłu, podpierając się przed wyrżnięciem głową w ścianę. Zamierzała go opieprzyć, lecz ostra reprymenda zmieniła się w jej gardle w przeciągły jęk, kiedy poczuła jego język na swoim sztywniejącym sutku. Kciukiem drażnił drugi, co wzmagało w niej potrzebę przyciągnięcia go maksymalnie do siebie. Pisnęła, gdy ugryzł ją w szyję i stanowczym, niskim głosem mruknął w jej ucho, że ma podnieść tyłek. Posłusznie zeskoczyła ze stolika, aby mógł zszarpnąć materiał okrywający jej nogi. W międzyczasie pozwolił rozchełstać swój płaszcz i koszulę. Schwycił dziewczynę za talię, oparł o jedyne okno i wsadził na swoje biodra. Już miał rozpinać pas, kiedy usłyszał stukanie. Wychylił lico za sylwetkę May, by dostrzec postać stukającą w szybę.
- Bez jaj, kurwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz