sobota, 21 czerwca 2014

Trzeci.

Rozłożył się obok niej na łóżku. Leżeli w jej pokoju, bo do jego miała zakaz wstępu. Trzymał ręce ponad głową, rozciągając się na całej długości. Ledwo się mieścił. Ona skromnie podkurczyła nogi i owinęła ramiona na piersi.
- Teraz mi opowiesz?- przerwała ciszę, która powoli zaczynała jej przeszkadzać. Westchnął ciężko, jakby żałował, że to zaproponował.
- Dwa warunki.- rzucił, wyciągając w górę dwa wyprostowane palce.
- Słucham.- wpatrzyła się w sufit, czekając na cios.
- Pod koniec nie będziesz okazywać mi, że ci przykro. I jeszcze tej nocy dasz się rozdziewiczyć.
- Oh..- poczuła przypływ paraliżującego stresu. Odetchnęła mocno. Kiedyś ta chwila musi nadejść, z tym pogodzić się trzeba na wstępie.- Dobrze.- powiedziała, wyrzucając nadmiar powietrza z płuc. W gruncie rzeczy lepiej przejść przez to szybko, niż ciągnąć czekanie w nieskończoność.
- Odpowiedziałaś na drugą część.- zauważył. W jego głosie pobrzmiewała kpina, zmieszana z doświadczeniem.
- Nie mam wpływu na sumienie.- wzruszyła ramionami, mącąc spokojną strukturę pościeli.
- Chcę tylko byś kontrolowała zewnętrzne reakcje.- wyobraziła sobie jak przewraca oczami.
- Postaram się.- obiecała przymilnie, chcąc już usłyszeć część historii.
- Nie lubię litości. Pamiętaj.- zagroził, przygotowując się psychicznie do obrania tego w słowa.- Od najmłodszych wspomnień widzę tą elegancję, sztywność i bogatość.

***

-Vinctus! Natychmiast do mnie!- wrzasnęła kobieta odziana w długą, czerwoną suknię, przywdziewając na twarz grymas złości. Mały chłopiec o ciemnych włosach i świecących ciekawością oczach wbiegł do sali, ślizgając się na mokrej podłodze.- Kretynie, pobrudzisz! Dopiero zmyte!- skarciła go, kiedy potknął się upadając na twarz. Podeszła do niego twardym, sprężystym krokiem pełnym magnacji. Podniosła za szmaty, podduszając zamierzenie.- Jak cię wołam to masz przyjść, a nie biec jak debil. Uspokój się zanim przyślę ojca, żeby skopał ci tyłek.
- Przepraszam, mamo. Już nie będę.- pisnął, kiedy już dotknął stopami ziemi.
- Nie mów do mnie mamo!- uderzyła go po głowie, przywołując do posłuszeństwa.
- Przepraszam.- powtórzył chłopiec, spuszczając brodę. Zamrugał parę razy, wbijając wzrok w ziemię.
- Co miałeś.. Patrz na mnie jak do ciebie mówię!- podniosła siłą jego twarz, sama zaciskając wściekle szczękę. Cokolwiek by zrobił, nie byłoby dla niego w tym momencie korzystne.- Co miałeś zrobić, smarkaczu? No wysil pamięć.
- Nakarmić wilki.- prawie szepnął, od razu wyłapując rozkaz. Skurczył się obronnie, żeby uniknąć ewentualnych obrażeń.
- Więc czemu do cholery tego nie zrobiłeś? Nie patrz mi w oczy, gówniarzu!- szarpnęła jego policzek, jakby jego wzrok hańbił jej zadbaną cerę. Otrzepała ręce, by pozbyć się jego mleczno-dziecięcego zapachu.
- Boję się ich.- zatrząsł głosem, podziwiając liczne zdobienia na gorsecie jej stroju.
- Obchodzi mnie to tyle co nic! Już mi do lochów! Wszystko mi jedno czy zjedzą ciebie czy mięso dla nich przeznaczone!- kopnęła go, posyłając na kolana. Odeszła, nawet nie przejmując się jego stanem. Z ciężkim sercem podniósł się i pomaszerował w stronę najciemniejszego zakątka posiadłości. Po drodze zgarnął wielki kawał jelenia, który jego ojciec upolował specjalnie dla swoich pupili. Ledwo był w stanie utrzymać go w swoich małych, słabych rączkach. Ostrożnie prześlizgnął się po schodach. Jego koszmary zbliżały się nieubłaganie. Odetchnął głęboko, otworzył drzwiczki urządzonej dla zwierząt celi i szybko wszedł do środka. Rzucił ścierwo, po czym cofnął się do wyjścia. Jednak jeden z wilków rzucił się na jego nogę, wbijając kły mocno między ścięgna. Chłopiec wrzasnął boleśnie, próbując wyrwać się z morderczego uścisku. Łzy napłynęły mu do oczu, kiedy myślał nad ewentualnym rozwiązaniem. Zacisnął szczęki, szarpiąc jednocześnie zakleszczoną łydkę. Zaskoczony wróg nie spodziewał się takiego obrotu spraw, najwidoczniej uważając dziecko za łatwy łup. Mały Vinctus skorzystał z tego, wypadając poza bramkę i zatrzaskując drzwi. Opadł na zimny kamień, opłakując przeżycie. Był całkowicie świadom, że gdy adrenalina wyparuje będzie w okropnym stanie. Rozmazanym wzrokiem oglądał rozerwaną przez zwierzę skórę. Cudem tylko udało się ocalić kość.

***

- Poczekaj, więc kiedy byłeś młody wilk prawie odgryzł ci nogę?- zapytała z lekkim przerażeniem w głosie, podnosząc się na na łokciach i wpatrując w jego poważną twarz. Posłał jej spokojne spojrzenie za którym kryła się obojętność.
- Nie. Kiedy miałem siedem lat, niefortunnie nie zdążyłem wyjść przed wieczerzą pupilków ojca, przez co jeden z nich ustalił mnie za swoją kolację. Niestety nie był przygotowany, że taki bachor spróbuje odeprzeć atak w wyniku czego zdołałem się uratować.- wyjaśnił elegancko, jakby jej wersja była zbyt mało precyzyjna.
- Miałeś siedem lat?- rozszerzyła powieki, sprawiając wrażanie, że tylko ten fakt do niej dotarł.
- Owszem.- potwierdził, wyczekując dalszego ostrzału z jej strony.
- W takim razie jakim cudem udało ci się..
- Już mówiłem, element zaskoczenia.- westchnął, nawet nie dając dokończyć pytania.
- I to wystarczyło?- zaparło jej dech. Teraz siedziała już w pełni, uważnie pilnując jego odpowiedzi.
- Najwidoczniej tak.- parsknął, rozbawiony dziecinną ciekawością jaka ją rozpierała.
- Imponujące.- wyrzuciła z podziwem, znów opadając na plecy.- Co było potem?
- Cierpiałem, rana z ledwością się goiła. Przeżyłem.- wzruszył ramionami, na pozór nie przypisując do tego większej wartości.
- Rozumiem. Co z matką? Lub ojcem? Przejęli się i kazali ci zaniechać wszelkich obowiązków?
- Naiwne dziecko. Oczywiście, że nie. Następnego dnia znów karmiłem te zapchlone szczeniaki. Zdołałem jednak nauczyć je szacunku do siebie. Można nawet powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy się.- złośliwy uśmiech wpłynął na jego wargi, zapowiadając niemiłą anegdotę.- W późniejszym czasie - kiedy miałem już koło piętnastu lat - te sukinsyny zagryzły mojego ojca. Raz jeden poszedł je odwiedzić i nie skończyło się to jak widać dla niego za dobrze.
- Czemu cię to cieszy?- wzdrygnęła się, chociaż odgadła prawidłową odpowiedź zanim ją usłyszała.
- Nienawidziłem tego człowieka, nawet bardziej niż on mnie.
- Znam to.- mruknęła, zamykając oczy. Ta pogawędka była całkiem przyjemna. Ostatni raz miała szansę szczerze z kimś rozmawiać, kiedy więziono ją, oczekując na wyrok śmierci.
- Opowiedziałem ci jedną z ciekawszych dla mnie historii - teraz ty powiedz mi jakąś o sobie.- zażądał, obracając twarz w jej stronę.
- Jakoś wolałabym nie. Może nie jestem tak drastyczną postacią jak ty, ale miłych opowieści nie mam wiele.
- Nie daj się prosić, bo to byłby zbyt krępujące.
- Trochę prawdy w tym jest..- zastanowiła się jak wyglądałby podczas błagań. Ciekawy, ale raczej niezbyt pożądany przez nią widok.- Zgoda.
- Dawaj.
- Mój ojciec zawsze był surowy, chociaż wszyscy z reguły bali się matki. Stało się coś, co ją zmieniło i wtedy nie mogłam zrobić źle ani jednej drobnostki. Pewnej nocy uświadomiła sobie, że nie nauczyła mnie do tej pory porządnego parzenia herbaty. Wtargnęła do mojego pokoju i za włosy wyciągnęła do kuchni. Byłam już wtedy przyzwyczajona do jej dziwnych fanaberii, więc nie ryczałam jak na dziecko przystało. Pokazała mi co gdzie leży i kazała robić. Bez żadnych instrukcji. Tobie może wydawać się śmieszne, że nie miałam pojęcia co robić, ale musisz wiedzieć, że nigdy nie byłam świadkiem żadnych kuchennych czynności. Nawet pomysłu mi brakło jak zacząć. W końcu wymyśliłam podgrzanie wody. Dość bolesny proces biorąc pod uwagę nieumiejętność podpalania drewna. Poparzyłam się, ale próbowałam dalej. Matka nie wyglądała na przejętą, bardziej jakby miała ochotę zabić mnie za marnowanie jej energii. Mniejsza. Wsypałam trochę herbaty do dzbanka, wciąż patrząc na jej minę. Chyba liczyłam na jakąś podpowiedź z jej strony, co w tej chwili wydaje mi się absurdalnie głupie. Dosypałam więcej, nie doszukując się aprobaty. Poszedł cały wskazany zapas. Zalałam to potem tą zagotowaną wodą i pomieszałam. Dopiero, kiedy zachwycona swoją pracą pokazałam jej gotowy efekt - wzięła wrzątek, po czym wylała go wprost na mnie. Krzyczała, długo. Płakałam, połowicznie za sprawą bólu fizycznego..
- Dobra, nie kończ. Widać, że ciężko ci do tego wracać.- położył rękę na jej dłoniach, siląc się na miły ton.
- W porządku, nie musisz zachowywać się nienaturalnie. Jesteś gburem to nim bądź. Wszystko mi jedno. Te zdarzenia już miały miejsce, więc nic ich nie zmieni.- rzuciła na tyle luźno, na ile pozwalała sytuacja.
- Wychodzi na to, że oboje nie mieliśmy zbyt lekkiego życia.- skomentował dobitnie.
- Ja nadal nie mam.- zauważyła ponuro. Westchnął ciężko, zbierając się do wyjaśnienia pewnej kwestii.
- Zapracowałem na to. Tobie się może wydaje, że tutaj mieszkałem od zawsze i dlatego to miejsce należy do mnie. Fałsz. Kupiłem ten dwór za własne pieniądze. Sprzedaż starego domu wykorzystałem dopiero, gdy potrzebowałem kogoś do towarzystwa. Żaden mebel nie stoi tu za majątek z moich wspomnień. Racz więc łaskawie to docenić. Ogrom pracy i doczekasz własnych przyjemności.
- Obrazisz się teraz na mnie?- zapytała, obserwując zmiany w jego twarzy. Lekki grymas zastąpił poprzedni spokój.
- Skądże.- prychnął, mimo wszystko sprawiając wrażenie urażonego.
- Nie znosisz, kiedy ktoś umniejsza twoją pracę patrząc przez pryzmat przeszłości, prawda?
- Ta.- potwierdził pod nosem. Uniosła kącik ust, tworząc mały uśmiech. Przysunęła się bliżej, wsuwając głowę pod jego ramię oraz obejmując tors.- Co robisz?
- Przytulam. Myślałeś, że co niby?- parsknęła, wciągając znowu tą dziwną mieszankę zapachów. Ręka przy jej szyi poruszyła się, lądując miękko na plecach. Poczuła ciepło bijące od niekochanego, samotnego człowieka jakim był.- Czy ktoś cię kiedyś w ogóle przytulał?- spytała zwątpiona, przekładając między palcami fałdy jego koszuli.
- Była jedna taka, ale szybko odeszła. Nie przetrwała, kiedy desperacko próbowałem uwolnić ją od siebie.- wszystkie mięśnie spięły się, kiedy o tym mówił, jakby sama myśl o niej wciąż żywo raniła.
- Jej imię?
- Elisa. To była krótka historia miłosna zakończona fiaskiem.- podsumował.
- Może tak miało być.- pocieszyła go, chociaż nie wiedziała czemu. Przeplatała wobec niego skrajnie różne uczucia. Gdzieś w tym odnalazła odrobinę sympatii, bo poniekąd byli podobni. Czarny kosmyk połaskotał jej nos, wywołując mało taktowne kichnięcie.- Przepraszam.
- Nie szkodzi, chociaż następnym razem mogłabyś się zasłonić.- otarł rękawem twarz, chowając w oczach rozbawienie. Zaczerwieniła się i wróciła do poprzedniej pozycji.- Chyba, że ta ślina to w ramach flirtu?- jedna z brwi poszybowała w górę, tworząc drwiący efekt.
- Nie, przepraszam.- powtórzyła, w ramach obrony wciskając się mocniej w zagłębienie.
- Nadużywasz tego słowa.- upomniał, zamykając dłoń na jej włosach. Przez moment jakby się im przyglądał, później począł monotonnie gładzić.- To trochę rudawy brąz?
- Matka nazywała je kasztanowymi i kazała pleść w warkocze dla pokazania statusu.
- Na początku dnia miałaś warkocz.- przypomniał sobie, zbierając wszystkie pasma. Przytaknęła.- Rozpadł się przez brak wstążki?
- Mhm.
- Wolę, kiedy są rozpuszczone. Wyglądasz wtedy bardziej kobieco i różnica wiekowa, która nas dzieli nie jest tak bardzo widoczna.
- Jeśli to komplement to dziękuję.- zmieszała się, niekoniecznie rozumując czy miał na myśli powiedzenie czegoś miłego, czy zatarcie w sobie świadomości o istniejącej zapadni czasu. Chwilę jeszcze poobracał ciekawiące go kudły, po czym przesunął dłoń do przodu. Opuszkami palców zaznaczył linię lewej kości policzkowej, przyglądając się jednocześnie jej zmęczonym, brązowym oczom. Dotknął małej ranki ponad brwią, która prosiła się o porządną dezynfekcję. Syknęła, bo sól z jego palców wtopiła się miedzy - częściowo rozdrapany - strup.
- Kiedy to sobie zrobiłaś?- w jego głosie pobrzmiewało zmartwienie.
- Można się domyślić, że niekoniecznie chciałam wylądować na tamtym targu. Strażnicy musieli wrzucić mnie tam siłą. Wyrżnęłam twarzą w kant ławki.- zaśmiała się cicho z własnej głupoty.
- Przemyłaś to?
- Nie.
- Chodź.- zwinnie wysunął się spod jej przedramienia i podążył do drzwi. Nie ruszyła się, zbyt zdziwiona jego nagłą troską. Obejrzał się, nie słysząc kroków.- No chodź.- ponaglił, wspomagając się przywołującym gestem. Wstała posłusznie, kontaktując funkcje motoryczne z poleceniem. Zaprowadził ją do łazienki po drugiej stronie korytarza. Wskazał, by usiadła na brzegu wanny wstawionej w podłogę, niczym wkopywany basen. Sam wszedł do niej, najpierw jednak wygrzebując z szafki kątowej szmatkę, plaster i naczynie. Odkręcił kurek, wlewając ciepłej wody do małej miski. Zmoczył materiał i otarł nim bruzdę. Skupiła się na tym, że zachowywał bezpieczną odległość. Przygryzła wargę, koncypując jak przysunąć go bliżej. Nieodpowiednim dla damy sposobem byłoby zwyczajnie rozchylić nogi i przyciągnąć go między nie. Skarciła się za myśli w tym schemacie, odwracając wzrok na wystrój pomieszczenia. Niezbyt wytworne, wygodne, przestronne.- Próbujesz unikać mojego wzroku czy tylko mi się zdaje?- zapytał, wytrącając ją z równowagi. Zarówno psychicznej jak fizycznej, bo podskoczyła nerwowo i zakołysała się w tył. Przytrzymał jej przedramię, aby nie upadła.- Wybacz, to było nietaktowne.
- Moja wina. Zatopiłam się w rozważaniach.- odjęła jego męską dłoń, obdarzając słabym cieniem zażenowanego uśmiechu.
- Mam dobre wrażenie, że zastanawiasz się nad seksem w tej wannie?- nie bawił się w grzeczność. Przykleił plaster na ranę, bacznie pilnując jej reakcji. Szybko zdała sobie sprawę, że faktycznie właśnie to chodziło jej po głowie. Spąsowiała, raz po raz mrugając niespokojnie.- Ustalam to jako potwierdzenie.- zaśmiał się głośno, odchylając się przy tym minimalnie.- Wykąpmy się.- zaproponował, odzyskując rezon. Rozchłestał koszulę i odłożył ją na bok. Ona wciąż siedziała w bezruchu, zbyt skrępowana, by wykonać jakiekolwiek działanie.- Mam cię rozebrać?- zagadnął, nie wkładając w to nawet odrobiny żartu. Równie poważna, kiwnęła głową. Zbliżył się, po czym szarpnięciem poluźnił rzemyki na które wiązana była jej bluzka. Było to bardziej efektowne niż skuteczne, więc zachichotała. Z zawziętą miną przekładał sznurki między palcami, próbując uwolnić ją z ubrania. W końcu zrezygnował i zwyczajnie rozerwał materiał.- Nie mam cierpliwości do takich rzeczy.- wyjaśnił, kiedy ledwo powstrzymała parsknięcie.- Teraz musisz wstać.
- Czuję się już trochę swobodniej. Mogę sama zdjąć dół.
- Jak wolisz.- wzruszył ramionami, oddalając się na krok i zajmując własnymi spodniami. Lekko trzęsącymi dłońmi rozpięła odzienie. Zsunęła je niemrawo, przyjmując nachodzące wątpliwości, czy aby to co robi nie jest niewłaściwe. W tym czasie on zdążył już zatkać odpływ i napełnić wannę po kostki. Woda była przyjemnie gorąca.- Nie spieszy ci się jak widzę.
- Pojawiło się drobne zawahanie.- burknęła, zakrywając się rękami w możliwie największym stopniu. Ponownie przystąpił do niej, lecz teraz dzieliły ich niewielkie liczby. Pochylił się, by mówić wprost do jej ucha. Każdy jego oddech odznaczał się na wydelikaconej, dziewczęcej skórze, powodując mrowienie.
- Pozbądźmy się go.- wymruczał, łagodnie sugerując poddanie się. Schwycił nadgarstki jej wątłych dłoni i ułożył je wzdłuż jej ciała. Zadrżała, przymykając powieki. Próbowała wyzbyć się obiekcji powtarzając, że będą musieli się pieprzyć tak czy siak. Nie umniejszało to zbyt jej strachu, ale do pewnego stopnia pocieszało.- Bez nerwów. Wpierw pomogę ci się umyć.
- A potem?- pisnęła, nie poznając własnego głosu. Przesiąkł zdenerwowaniem większym nawet niż to, którego doznawała.
- Potem samo pójdzie.- zakręcił wodę, sięgającą jej teraz prawie do ud. Zaoferował pomoc w usadowieniu się na dnie. Skorzystała. Przez kilka dłużących się minut siedzieli przy sobie. W końcu westchnął potężnie, podźwignął ją i usadził między swoimi - ugiętymi w kolanach - nogami. Gąbką energicznie szorował młode plecy, drugą ręką przytrzymując jej talię, by nie kołysała się jak boja podczas sztormu. Odgarnął mokre, kasztanowe kosmyki i dokładnie przemył blade barki. Cały czas czuła jego nagie ciało przylegające do niej. Każdy mięsień poruszał się pod wpływem czynności, które wykonywał. Niekoniecznie wiedziała co ma zrobić z faktem, że jego interes w dość nieprzyjemny sposób wbijał jej się w zwieńczenie kręgosłupa. Pomysł zwyczajnego wspomnienia o tym, wydawał się być idiotycznym.- Oprzyj się o mnie.- zobligował, wspomagając ją w ramach możliwości. Jej głowa opadła niepewnie, uderzając w jego obojczyk. Przestraszona, że mogło go zaboleć chciała się odsunąć, ale nie dawał takiej możliwości, mocno zaciskając dłonie na jej piersiach. Przyjemne, chociaż raczej przypadkowe, bo od razu zsunął je niżej.
- Wróć.- wykrztusiła zaciekawiona. Niezdrowa fascynacja zaświeciła na jej twarzy, kiedy usłuchał. Płynne ruchy długich palców wywoływały chęć wzdychania. Zacisnęła usta, gdy skupił swoją uwagę na sutkach. Miął je z wyczuciem, patrząc z góry na jej rozanieloną minę. Definitywnie była podniecona. On zresztą też.
- Możemy już? Lepszej chwili nie spodziewam się znaleźć.- wycedził, szukając w jej oczach jakiejkolwiek zgody. Płochliwie skinęła, czekając co nastąpi. Chwycił ją solidnie i przekręcił wspólnie, by znalazła się pod nim. Pozwolił jej nogom opleść się wokół jego pasa, ustawiając się w gotowości. Nie odwlekał dalszych działań i pospiesznie wbił się w nią, wywołując lekkie skrzywienie. Wstrzymał się, aż jej mimika powróciła do zwykłego stanu. Dopiero wtedy ruszył. W przeciwieństwie do tego czym ją straszył, zachowywał wyjątkową delikatność. Z mocniejszym brzmieniem czekał, aż i ona odnajdzie w tym przyjemność. Nie trwało to zbyt długo. Wydobyła z siebie pierwsze jęki, które okazały się brzmieć uroczo dźwięcznie. W żadnym stopniu mu to nie przeszkadzało, a wręcz dołożyło chęci. Zintensyfikował prędkość z głębokością, wzmacniając doznania. Oboje rozkoszowali się chwilą spotęgowanej satysfakcji, by po chwili dojść głośno i wyraźnie. Opadł tuż obok niej, wciąż mocno jeszcze dysząc.- Akceptujesz całkiem niezłe tempo.
- A ty masz czym wypełniać.- wystękała.
- Było źle?- nawiązał do jej poprzednich obaw.
- W porównaniu do tego, czego się spodziewałam - było wyjątkowo pozytywnie.- rzuciła, sama ledwo wierząc.
- Fajnie.
Potem osuszyli się, ubrali i każde poszło do siebie. Do późna myślała. Nie była nawet pewna, kiedy zasnęła.
Obudziło ją nagłe otwarcie drzwi, które brutalnie pchnięte uderzyły w ścianę. Ledwo zdążyła spojrzeć na wchodzącą sylwetkę - zemdlała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz